Urodziny
Fixa (Wiśniowa Góra)
(19-21.03.2004)
Urodziny DJ Grega (Ska & reggae Party)
(06.03.2004)
Zgadnijcie u kogo (28.02.2004)
Impreza u Fixa (31.01.2004)
Popijawa u Fixa (17.01.2004)
Sylwester 2003
Urodziny
Fixa (Wiśniowa Góra)
(19-21.03.2004)
Doma: Drogi towarzyszu, zanim przeczytasz tę opowieść rozsiądź się
wygodnie w fotelu i popłyń z nami wódczaną krainą rozkoszy, TYLKO UWAŻAJ żebyś
nie wpadł w ciemny tunel nasiąknięty parującym zapachem spirytusu. Jest kręty
i stromy, a na samym dole czekają na Ciebie skacowane mietki, niczym mumie z
wyciągniętymi rękami chcące zlizać z Ciebie pot, by zaspokoić doskwierającego
im kaca. Jak wiesz, nie każdy ma głowę do wódki, to zdradliwa bestia, lubiąca
mieszać w głowach i skręcać żołądki. Przeczytaj a dowiesz się czy potrafisz
zapanować nad nęcącym trunkiem, który niczym wąż kusi do uczynków, których w
innych okolicznościach nigdy byś się nie dopuścił. Przedstawię Ci to na
przykładzie.
Bohaterowie: TWSquad (Doma, GitZ, Fixxxer, Dj Greg) i przyjaciele.
Akt 1: Zgrupowanie odbyło się u Fixa. Godzinne spóźnienie Domy, drugiej
Dominiki i Adama zostało wybaczone. Podróż minęła dobrze, ale oczywiście nie
obeszło by się od tego, żeby swój nie wyczuł swojego. Przyplątał się do nas
mietek, jadący do mamy, z prośbą żebyśmy pokierowali go jak ma tam dojechać.
Udzieliliśmy mu rady i udaliśmy się na działkę.
Akt 2: Standardowo zaczęło się od liczenia wódki. Doliczyliśmy się 5,25
l. Normalną rzeczą jest to, że padło stwierdzenie „za mało”. Kolega Andrzej
dowiózł jeszcze połówkę. Teraz już pozostała tylko konsumpcja.
Akt 3: W piecu napalone, karczek był, kanapki były, kiełbasa była,
wódka była i dzięki temu melina się utworzyła. Piliście kiedyś oryginalną,
sklepową wódkę za 4,90? Domniemam, że nie. A my tak, bo mamy nosa do
wyczuwania tak kuszących kąsków w postaci ekspedientki, która nie potrafi
wydać z 50 zł.
Akt 4: Impreza trwała, wódka znikała, melina się pogłębiała.
Domie, Skandalowi i Ww10s zebrało się na wygłupy, tańce, tarzanie się po
ziemi, lanie się wodą, gdyż Ww10s chciał dobrać się do Fixa. Doma starała się
w tym przeszkodzić, ale uniemożliwiał jej to Skandal, który ją odciągał od
Ww10s. Ta jednak opracowała skuteczną obronę przed Skandalem i jak sam
twierdzi: „Wystarczy trochę łaskotek, parę razy ująć dłonią jego mosznę z
bzyczkiem i gotowe” (musiało boleć). W tym momencie obrócił się zbulwersowany DJ Greg i nie ukrywawszy swego zgorszenia tą sytuacją rzekł: „wypierdalać
stąd”. Doma wstała, otrzepała ubranie, wypiła kielona i powiedziała: „Mam w
dupie Grześka, sam za dużo dziś nie pije i dlatego nie potrafi zrozumieć, że
chla się nie po to by być trzeźwym, lecz pijanym!”. Wtedy Fix wziął sprawę w
swoje ręce i odrzucił cos niegrzecznie DJ Gregowi, w celu obrony Domy przed
napastnikiem. Spór jednak został zażegnany. Choć DJ Greg nie lubi oficjalnych
pogodzeń i rozmów na poważne tematy, przytulił Domę, a Doma odwzajemniła
uścisk.
„Nie chciałabym, żeby Grzesiu miał mi to za złe, ale nie lubię jak ktoś mnie
tak traktuje, dlatego nie znam się na takiego typu żartach, nie chcę stwarzać
problemów, tak bardzo kocham Grzesia i chciałabym, aby on też mnie choć
troszkę kochał”. To wyznanie Doma powiedziała do siebie przejąwszy się, iż
Grzesiu przez takie zachowanie jej nie lubi tak jak na początku ich
znajomości. Pogłębiając się w dołku posiedziała jeszcze chwilę na kanapie.
Akt 5: W tym akcie przyszła pora na przejażdżki rowerowe po pijaku,
oraz kursy na taczce pełnej drewna na opał. 10 siniaków na nogach, których
posiadaczką była Doma, po tym jak wjechała niepostrzeżenie na ogrodzenie, do
tego parę nieudanych zakrętów i rano wielkie zdziwienie.
Po wspólnych wygłupach dostrzegliśmy, że wśród nas się przerzedziło. Nie
wiedzieć czemu, kilka osób uległo nieodpartej pokusie snu. Jakiś czas później
już nikt nie potrafił walczyć z natrętnym alkoholowym demonem snu.
Akt 6: Sobota, południe. Domę i Fixa wybudzają krzyki poruszonego
Ww10s, który od dziewiątej rano sam pił wódkę i miał już dość takiej sytuacji.
Z grymasem na ustach wstał Fix. Doma przeszła do pokoju obok potowarzyszyć
koleżance, której żołądek odmawiał posłuszeństwa. Niestety wyjście z tego
pokoju okazało się trudne, gdyż odjeżdżająca ekipa schowała jej spodnie.
Dzięki temu zrodził się pomysł na przebieranki. Impreza wrzała od nowa.
Postanowili upodobnić się do żuli, oczywiście nie zapominając o garderobie
charakterystycznej dla tego gatunku.
Akt 7: Nowy zakup czekał już na skosztowanie. Doma przygotowywała obiad
(uprzednio nawalona jak d….a pojechała na rowerze po kiełbasę i cebulę, które
później w trakcie smażenia wylądowały na podłodze). Nie mogło się jednak nic
zmarnować, więc skwarki zostały wyzbierane do durszlaka i przepłukane wodą.
Obiad oprócz tego, że był smaczny , wyposażony również został w właściwości
przeczyszczające (piasek).
Akt 8: Wieczór zapowiadał się obiecująco po obaleniu litra, kilku piw i
wina przyszła kolej na kolejne 10 browców, które dopingowały nam w
trambambulowych rozgrywkach. Doma przeistoczyła się w piromankę, a Fix został
obdarzony nową ksywą RDLS {Rad do lizania stóp, Rad wielka stopa}.
Poranny widok przyprawiał o rozpacz, gdyż przyszło do sprzątania 4 pokoi.
Tak więc drogi towarzyszu sam widzisz, że wódczane zło czai się wszędzie i z
ciemności łypie dużymi, świecącymi oczami.
Do góry
Urodziny
DJ Grega (Ska & reggae Party)
(06.03.2004)
DJ Greg: W czasie jednej z fixowych imprez wpadłem na pomysł połączenia
swoich urodzin z klubową imprezą ska. Wszyscy członkowie squadu przystali na
ten pomysł i w sobote pod biedronką odliczyli się w komplecie. Uzupełnieni
przez kilkoro znajomych przystąpiliśmy do spożywania wiadomych trunków
otoczeni zewsząd kulturalnym towarzystwem okolicznych amatorów kuchni
dalekowschodniej (zanim jeszcze doszło da jakiejkolwiek degustacji musiały być
jakieś hity, DJ Greg podarł sobie spodnie siadając do urodzinowego stołu -
przy Fix). Mróz dawał się w znaki, ale nikt nie narzekał. Kolejne flaszeczki
pękały, a w międzyczasie przybyli kolejni znajomi z „luksusowymi” prezentami.
Spożyliśmy także je i udaliśmy się ku celowi naszej wyprawy. „Płonąca żyrafa’
okazała się miejscem całkiem przyjemnym a rozlegająca się w nim skoczna
jamajska muzyka nie pozostała obojętna dla utalentowanych tanecznie członków
TWSquadu. Całe towarzystwo bawiło się całkiem przyjemnie w międzyczasie
uzupełniając i oddając płyny (niektórzy nie tylko płyny) do i z organizmu.
Ogólnie impreza przyjemna i gdyby nie to, że nie wpuszczono części znajomych a
didża nie znał się na muzyce, którą prezentował można by powiedzieć, ze nawet
bardzo..."
Fixxxer: Zabawa była przednia. Ja tylko żałuję, że po wyjściu z klubu
nie udaliśmy się jeszcze na jakiegoś głębszego..."
Do góry
Zgadnijcie u kogo (28.02.2004)
Fixxxer: Dzwonie do GitZa i mówię, że DJ Greg coś wspominał, o piciu w
ten weekend. Zdziwienie, krótka konsultacja z DJ Gregiem. No tak, znów pijemy.
W sobotę 28 lutego zjawiła się i mnie Doma (zaopatrzona w Bielską i Polówkę),
a zaraz po niej GitZ i DJ greg. Uderzyliśmy jeszcze do Tesco po kilka piwek,
siupsy i nową wódkę Galop. Z taką aprowizacją rozpoczęliśmy testy nowych
produktów (Bielska, Galop). Bielska okazała się strasznym syfem, natomiast
Galop jeszcze jakoś wchodził. Imprezka przy rytmach ska powoli się rozkręcała.
W pewnym momencie, nie wiedzieć czemu, zapragnąłem mieć pomarańczę, którą
chciał zjeść GitZ. Rzuciłem się na niego i zacząłem okładać próbując wyrwać
owoc mojego pożądania. Walka skończyła się tym, że GitZ zamaszystym ruchem
posłał pomarańczę na dwór przez okno. Na chwilę ustąpiły ciśnienia, ale po
kontemplacji doszedłem do wniosku, że tego już za wiele. Znów zacząłem okładać
GitZa, który tylko podśmiechiwał się pod nosem. Na ratunek ruszył mu DJ Greg i
tym razem to ja odebrałem parę razów. Doma, zamiast mi pomóc, ochoczo
pstrykała fotki do naszej galerii.
Po kilku minutach sytuacja została opanowane i stwierdziliśmy, że brak
alkoholu jest dobrym powodem by położyć się spać. Rano jak zwykle czekał nas
lekki kaczor..."
Do góry
Impreza u Fixa (31.01.2004)
GitZ: Zaczęło się jak zwykle niewinnie. Telefon: „Jutro się skujemy?”.
Odpowiedź: „Tak”. Starszy zapytał, „Co tam?”. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą
„Jutro nawalimy się jak szmaty”. Myślał, że to żart (kiepski), a to była
prawda. Następnego dnia tramwajem linii 3 podbiliśmy na melinę do Fixa.
Okazało się, że starsi wychodzą i stało się jasne, że o kulturalnym piciu
trzeba zapomnieć. Szybka trasa po sklepach. Arktika w Żabce, żarcie (towary
pełnowartościowe, o obniżonej cenie) i browary w Tesco, Krajowa w Biedronce.
Ja od razu mówiłem, że 4 flaszki na 6 osób to mało, ale DJGreg na to, że on na
trzeźwo nie może zakładać połówki na głowę (po pijaku mu się odmieniło, nie
martwcie się). Na gibance pojawili się również Doma i jej znajomi druga
Dominika i jej chłopak Adam z Ojczystą. Na początku browarki. Wu-jitsu
zaczęliśmy klasycznie od testu. Arktika okazała się, całkiem całkiem.
Szczegóły w Rankingu.
Później pękały kolejne flaszki. W TWSquad jak zwykle po paru głębszych wstąpił
taneczny diabeł i rozpoczęły się balety. Z toastów wymienię tylko: „Za tramwaj
linii 3”. Od razu wiadomo, że było fajnie. Chwilę później impreza przeniosła
się do nowej Toyoty starszego Fixa. Spędziliśmy tam koło pół godziny, bo Rad
nie potrafił odpalić japońskiego wynalazku, więc i radio nie grało. Po pewnym
czasie zwątpiłem w niego i wróciłem do domu. Później jednak udało mu się
zapalić i włączyć radio. Jeżdżenia nie było, bo byliśmy już zbyt najebani. Po
powrocie przez gg próbowaliśmy połączyć naszą imprezę z gibaną u Doktora, ale
jakoś ani L3A ani my nie byliśmy skorzy do wycieczek. Do czasu. Kolejne
opowieści znam ze słyszenia, bo mnie zmogło i poszedłem spać. Wódki oczywiście
zabrakło i imprezowicze zmuszeni byli udać się po kolejne flaszki i tak
kupując dwie kolejne Arktiki dobiliśmy do połówki na łeb. Około godziny piątej
powrócili starsi. Co zastali? Stół zastawiony wódą i innymi specjałami. W
pokoju wszyscy bouncują. Zaskoczeni obrotem sytuacji przeprosili nas, że
wrócili tak wcześnie i kazali nam następnym razem dzwonić do nich, żeby
jeszcze nie wracali. Opuściliśmy ich pokój i wróciliśmy do pokoju Fixa.
Dziwnym trafem właśnie wtedy przerwałem swój sen. Kiedy ja „wyzdrowiałem”
zachorował Fix. Najpierw zamknął się w sobie i zbladł. Usiadł blisko okna.
Nikt nie wiedział, dlaczego, ale to nie był przypadek. Po kilku minutach
siedzenia nastąpił krytyczny moment. Szybko wstał, otworzył okno i rozpoczął
koncert, uwalając parapet sąsiadki mieszkającej piętro niżej. Druga Dominika i
Adam postanowili powrócić do domu. Adam wziął ze sobą resztkę ostatniej
połówki. My nie mogliśmy już patrzeć na wódkę, więc nie bardzo
protestowaliśmy. Ja zaproponowałem swoje łóżko Fixowi, ale nie wiem dlaczego
poszedł spać na podłodze. Po kilku godzinach spokojnego snu obudziliśmy się.
Była godzina 12. Ja wraz z DJGregiem zabraliśmy się do domu na obiad myśląc,
że to już koniec wrażeń. Myliliśmy się. Do mieszkania Fixa przyszła sąsiadka
wzburzona zarzyganym parapetem. Nagadała na nas starszym, jakie to jesteśmy
zwierzęta. Jakie to dziki harce odbywały się przez całą noc. Przyznajemy
muzyka była głośna, ale nie można inaczej słuchać disco. Oprócz prawdziwych
oskarżeń o muzyce i rzygach na parapecie snuła jakieś konfabulacje o
narkotykach i śmieciach pod jej drzwiami. Reakcja starszych była całkiem
fajna. Starsza powiedziała, że rzyganie nie było ładne z naszej strony.
Starszy natomiast puścił później legendarny już tekst: „Nie dość że jej nie
lubię, to jeszcze muszę ją przepraszać”. Tak zakończyło się kolejne metkowanie
u Fixa. Było miło.
Do
góry
Popijawa u Fixa (17.01.2004)
Fixxxer: Około godziny 14 odebrałem maila od DJ Grega, że możnaby coś
dzisiaj wypić. Jeden telefon, pół godziny organizacji i już byliśmy umówieni.
Około 18 DJ Greg z GitZem stawili się u mnie w domu i chwilę później (po
zebraniu zamówienia od Domy, która została w domu) byliśmy już w drodze do
Tesco, gdzie mieliśmy się spotkać ze Scandalem. Zakupiwszy wlizkę Carlsbergów,
kilka Broków i siupsy udaliśmy się jeszcze z Ww10s (który dołączył do nas przy
kasie) do Biedronki po Fasbergi. Z taką aprowizacją znaleźliśmy się u mnie w
domu. Spijając powoli browary i resztki wódki pozostałej z sylwestra
gaworzyliśmy o przyszłości TW i Lewa3wa. Po kilkunastu browarach DJ Greg
rozpoczął swoją taneczną eskapadę w czym nie omieszkaliśmy mu pomóc. Zaczęło
się bibanie i bounce'owanie nagrywane cyfrowym aparatem. Wyszło nam tak
zajebiście, że zgodnie stwierdziliśmy, że jeden z naszych teledysków pasuje do
każdego typu muzyki. Dzięki wielkiemu talentowi Ww10s zmiksowany materiał
możecie już ściągnąć (właśnie
tutaj) i delektować się nim po wsze czasy. Po obaleniu wszystkiego
co było pod ręką wszyscy rozeszli się po śmietnikach. Oi!
Do góry
Sylwester 2003
DJ Greg: Jak zwykle
do ostatniej chwili nie było wiadomo gdzie będzie się odbywał, ale w końcu
Ewelina wykazała się rycerską odwagą użyczając nam swojego domu. Przygotowania
na dzień przed imprezą rozpoczęliśmy od wizyty w Tesco i zaopatrzenia się w
najważniejsze produkty: 2x Maximus (34,99), Luksusowa (16,99), Absolwent
(16,99), Wyborowa (17,99) i testowa Gdańska (14,99) do których Fixxxer dołożył
Z czerwoną kartką i Starogardzką. Przepełniony sylwestrowym nastrojem TWsquad
następnego dnia spotkał się na Dąbrowie i stamtąd wyruszył w dalszą podróż
zaopatrując się jeszcze w pobliskiej stacji Shell w piwa marki Carlsberg
realizując podstępnie zdobyte punkty w programie lojalnościowym tejże sieci
(poza Fixxerem, który na razie takim sprytem nie dysponuje). Jadąc autobusem
wypełnionym w 200% młodzieżą zdałem sobie sprawę, że jestem stary, gdyż
chciałem ich upominać, aby zachowywali się kulturalniej, ale na szczęście tego
nie zrobiłem i dzięki temu mogę to teraz pisać. Wracając do sedna to w czasie
podróży cudem dołączył do nas Michaś i tak w komplecie dotarliśmy do celu. Tam
po wstępnym spożyciu specjałów kuchni polskiej w postaci rosołku i bigosiku
przystąpiliśmy do sedna konsumpcji. Szybkie spożycie kilku kolejek rozwiązało
języki i kończyny, czego obszerną dokumentację można odnaleźć w naszej
galerii. Kolejne bańki
i atmosfera coraz bardziej się rozluźnia coraz to nowi partnerzy (kto wie, ten
wie o co chodzi) i partnerki towarzyszą w tańcu. I kiedy już robiło się
przyjemnie trzeba było powitać nowy rok. Uporaliśmy się z tym szybko (1
szampan na kilkanaście osób – nie lubimy perfum) i już mogliśmy wrócić do
pracy i obowiązków. Na kolejnych baunsach i rozmowach na mnie lub bardziej
ważne tematy okraszanych kotlecikami mielonymi oraz wódeczką upłynął nam czas
do godziny, 6 kiedy to demoniczna Ewelina zasugerowała nam ulotnienie się
celem nie denerwowania rodziców swoim wyglądem. Podróż powrotna byłaby całkiem
miła gdyby nie ta nieodparta chęć snu. Dla Fixxera i Domy nie stanowiło to
jednak problemu i przygodnie spotkanym młodzieńcem spożyli kolejną dawkę
alkoholu etylowego przy okazji dowiadując się, że tenże młodzieniec cytuje:
„przywozi codziennie chleb do sklepu na Teofilowie”, w którym pracuje mama
Domy. I tak upłynął nam sylwester 2003. Bardzo przyjemny i kulturalny.
Do góry