|
.....matrix reload |
Wstep: Oto krotkie opowiadanko wprowadzajace dla mojej postaci do gry Wampir: Mroczne Wieki. Koceptem postaci mial byc Tzimizse z Ravnoskim podejsciem do zycia. Wyszedl dosc ciekawy bezklanowiec. Nie moge sie doczekac az nim pogram. Opowiadanko zaczyna sie od opisu jednej nocy z mojego niezycia, a nastepnie przechodzi do opisu mojego stworzenia. Troche dlugie mi to wyszlo i glupio sie czyta bez polskich znakow, ale z pewnoscia spodoba sie wszystkim fanom Wampira. Opowiadanko (nie wymyslilem tytulu jeszcze): Stoje w tym ciemnym
kacie pokoju juz od prawie godziny. Noc jest moja przyjaciolka i nauczylem sie w pelni kozystac z oferowanego przez nia ukrycia. Biskup przelicza datki i przeglada ksiegi, w pelni nie swiadomy mojej obecnosci. Wyglada dokladnie tak jak wyobrazilem go sobie tydzien temu po rozmowach z ludzmi w karczmie - stara, spasiona, zachlanna swinia. Jego rozowiutka cera budzi we mnie wstret. Mimo to juz od trzech dni dokladnie analizuje jego twarz, cialo, odruchy i gesty. Teraz tylko czekam az zycie na plebani ucichnie i sluzba zacznie udawac sie do lozek. Gdy tak patrze jak jego grube, delikatne paluszki, ktore wyraznie nigdy nie wykonywaly fizycznej pracy, przeliczaja monety zabrane biedakom w pelni pozbywam sie wyrzutow sumienia z powodu tego co zamierzam uczynic. Koncentruje sie i czuje
jak moje cialo zaczyna sie przeksztalcac. Kosci powoli skracaja sie, warstwy tluszczu puchna, wlosy wciagane sa ponownie pod skore czaszki. Na chwile zamykam oczy i w pelni skupiam mysli na wygladzie twarzy biskupa. Krew buzuje w moim ciele i ogrzewa moja skore. Przygladam sie chwile moim delikatnym, zarumienionym i tlustym dloniom. Wiem ze transformacja juz jest skonczona. Wychodze z cienia i
szybkim krokiem ruszam w strone mojej ofiary. Biskup wpatruje sie w swoje lustrzane odbicie z otwartymi ustami. Ta chwila zdziwienia w pelni mi wystarcza. Zanim wydobywa z siebie jakikolwiek dzwiek wbijam sztylet gleboko w jego piers i chwytam gardlo. Wgryzam sie w jego szyje. Poczatkowa odraza przebijania sie przez gruba warstwe tluszczu jest szybko zmyta slodkim smakiem jego krwii. Pozwalam swojemu umyslowi odpoczac i wraz z kryjaca sie we mnie bestia rozkoszuje sie tym morderczym pocalunkiem. Gdy z trudem wysysam
ostatnie krople krwii, puszczam cialo bylego biskupa by opadlo na fotel. Przykladam dlonie do jego twarzy i zaczynam rzezbic. Zadowolony z rezultatu rozpinam jego szaty i szykuje sie do zblizajacego sie przedstawienia. …
Zbudzony dzwonieniem
sluzacy pospiesznie podaza korytazem. Klnie w duchu spasionego ksiedza, ktory budzi go pewnie tylko po to by znowu nalac mu wina. Dochadzac do drzwi slyszy jednak dziwne jeki i nie pukajac niepewnie je otwiera. Biskup wije sie w jakby agonii po podlodze a jego twarzy przyjmuje groteskowe grymasy. W z trudem odzywa sie - "Wikarego, szybko… sprowadz wikarego…". Znow wydaje z siebie dlugi jek i dodaje "nikogo wiecej…tylko wikarego.. rusz sie.. Biegiem!". Ostatnie krzykniete slowo wyrywa sluzacego jakby z transu, i ten, obruciwszy sie na piecie szybko wybiega na korytarz. Biskup wije sie przez jeszcze krotka chwile. Nie przerywajac cichych jekow pozwala sobie na krotki triumfalny usmiech. …
Po paru minutach do
pokoju wbiega Wikary. Poprawia swiezo zalozony habit i gestem oddala sluzacego proszac o zamkniecie drzwi. Zbliza sie do zwinietego na podlodze i lkajacego biskupa. Dostrzega jeszcze drugie cialo z wystajacym z piersi sztyletem lezace za biorkiem. Biskup, wykrzywiajac sie z bolu powtarza - "Egzorcyzmy, ojcze Shturman, egzorcyzmy, egzorcyzmy". Wikary ciagle niepweny tego co sie dzieje, zaczyna powtarzac modlitwe w lacinie, sciskajac krucyfiks wiszacy na szyi. Biskup zaczyna krzyczec i odczolgiwac sie od Wikarego, co wyraznie dodaje mu odwagi, gdyz modlitwa przybiera tempa i glos mnicha coraz pewniejszy i glosniejszy. Obaj ksieza staraja sie przekrzyczec siebie i to biskup wygrywa. Nagle podnosi sie i patrzac bezposrednio w oczy wikarego wydaje z siebie zwierzecy ryk. Przy tym jego twarz przyjmuje istnie demoniczny wyglad, wydluzaja sie kly, wybielaja zrenice a przez czolo wydaja sie probowac sie przebic rogi. Rownie nagle jak sie poderwal, biskup opada na ziemie. Wikary rowniez przerywa inkantacje i zaczyna zblizac sie do biskupa. Ten, dyszac zwraca sie do Wikarego - "To dziala … nie przerwywaj jeszcze, ale na milosc boska trzymaj sie z daleka". Wikary ostroznie wycofuje sie o pare krokow i wznawia modlitwe. Biskup ciagle dyszy, choc juz nie jeczy. Powoli jego oddech uspakaja sie i cialo odpreza. Wyciaga reke do Wikarego mowiac "Juz po wszystkim, dziekujmy Panu". Wikary z trudem pomagajac podniesc sie biskupowi pyta "Co tu sie stalo eminencjo?" Biskup wskazuje reka w strone krzesel "Usiadzmy i wszystko ci wyjasnie". "Konczylem wlasnie
katalogowanie przedwczorajszych danin, gdy z cienia w moim pokoju wylolnil sie ten morderca, a raczej demon. Ruszyl w moja strone ze sztyletem i zabilby mnie niechybnie gdyby jego cialo jakby mu sie nie opieralo. Dziekuje Bogu ze biedak ktorego cialo wyraznie opetala jakas bestia ciagle z nia walczyl. Szybko przezegnalem sie i zaczalem recytowac egzorcyzmy wedlog Sw. Antoniego. Wyraznie zadzialalo gdyz demon zwinal sie z bolu i upuscil sztylet. Chwalac Pana kontynuowalem coraz pewniej. Demon wil sie po podlodze klac w nieznanym mi jezyku, lecz gdy chcialem podniesc upuszczone prze niego ostrze, ten poderwal sie nagle i rzucil na mnie z diabelska szybkoscia. Nadzial sie na sztylet jakby to w niego celowal, a nie atakowal mnie. Wtedy stala sie rzecz okropna. Zobaczylem dym wydobywajacy sie z ost biedaka, ktory jak wijacy sie waz zaczal podazac w moja strone. Zaczalem krztusic sie i tracic kontrole nad swoimi ruchami. Na Boga! Zrozumialem co sie stalo. Demon opuscil cialo tego biedaka i wskoczyl w moje. Walczylem z nim cala moja wola i wiara, ale zdazylem jedynie wezwac Artura by ciebie sprowadzil, nim do konca stracilem kontrole. Nie chcialem by ciebie spotkal identyczny los jak mnie, dlatego kazalem ci sie oddalic gdy konczyles egzorcyzmy i skupilem sie na nie wypuszczeniu bestii z mojego ciala. Ciagle czuje demona w sobie, ale wiem tez ze jest zraniony, slaby. Chwale Pana za Twoja gleboka wiare, ale demon nadal ukrywa sie gdzies gleboko w moim umysle." - "Co teraz poczniesz
ekscelencjo?"
"Mam tylko jedno
wyjscie. Spakuje sie i wyjade stad natychmiast. Na milosc boska, nie zamierzam oddawac sie w rece tym fanatykom z inkwizycji. Moze i wygnaliby ze mnie skutecznie tego demona, ale czuje ze moja wlasna dusza rowniez ulotnila sie z mojego ciala. Mam dalekiego kuzyna o ktorym malo kto wie, i moge sie u niego ukryc. Jest przeorem malego klasztoru na polnocy Austrii. U niego z pewnoscia znajde pomoc i bede mial czas przemyslec swoje grzechy." "Jakie grzechy,
ekscelencjo?" sklamal Wikary, choc dobrze wiedzial jakim czlowiekiem byl biskup. Byl wszystkim czego nienawidzil w instytucji kosciola - zachlanny, samolubny, wywyzszajacy sie ponad wszystkich, bogadzacy sie kosztem Pana. Tym bardziej zdziwila go nagla pokora biskupa. "Gdzie zaczac?
Chciwosc, zachlannosc, duma? Mam ich w sobie duzo. Chwale Pana ze czysto je teraz ujzalem. Gdyby nie one demon nie zawladnalby chyba tak latwo moim cialem. Musze teraz poczynic wszystko by uodpornic swoja dusze i skutecznie pozbyc sie demona. Kto wie kiedy odzyska sily. Modle sie ze nie jest za pozno bym oczyscil swa dusze". "A co my poczniemy
ekscelencjo?"
"Mysle ze poradzicie
sobie beze mnie. Napisze zaraz list rekomendacyjny, proponujacy Ciebie na mojego nastepce. Bedziesz dobrym biskupem, a z pewnoscia lepszym czlowiekiem ode mnie. Zaluje ze nie da sie wszystkiego przemilczec, ale pewnie Artur wypaplal juz wszystko pozostalej sluzbie, a inkwizycja ma szpiegow wszedzie. Czeka cie wiele trudow z tymi fanatykami, ale chyba nie masz sie czego obawiac gdyz wszystkie podejzenia spadna na mnie." Wikary jedynie przytaknal,
inkwizycja dopiero zaczela rosnac w sile, ale juz wyrobila sobie reputacje. Wszyscy sie jej bali, winni czy niewinni, gdyz dla inkizytora kazdy podejzany byl z gory przeklety. Najczesciej ich pojawienie sie w miescie oznaczalo ze wkrotce zaplona jakies stosy. "Dlatego opuszczam
miasto jeszcze tej nocy. Zbudz jak najmniej sluzby, ale przygotuj moj powoz do drogi. Wezme ze soba tylko tego nowego woznice zatrudnionego na poczatku miesiaca. Jesli Bog dal to jeszcze nie dotarly do niego wiesci tego co stalo sie tu pare minut temu. Z tego co kojaze jego poprzednik mial tylko zlamana noge, wiec wkrotce bedzie mogl wrocic do pracy. Nowy powoz kupisz bez problemu. Az wstyd mi myslec o wszystkich bogactwach jakie tu zgromadzilismy. Licze ze jako moj nastepca lepiej bedziesz zarzadzal skarbcem. Tylu biedakow mieszka w miescie, potrzebuje opieki i wsparcia. A ja tylko gromadzilem fortune by zyc w luksusie. To zmienia sie od dzisiaj. Spakuje tylko swoje osobiste rzeczy i pieniadze ktore beda mi potrzebne na dluga podroz i reszte zycia dopelnie w cichej sluzbie bogu w odleglym klasztorze." Biskup usmiechnal sie
w zadumie. "Czyz nie jest smieszne to jak demon otworzyl moje oczy na moje wlasne grzechy? Chwalmy imie Pana bo jest wielki..". "...a jego laska trwa na wieki" odpowiedzial Wikary usmiechajac sie. Nie wiedzial co wiecej moze powiedziec. Biskup wydawal sie byc zupelnie innym czlowiekiem. Ale coz, Bog dziala w niezbadane sposoby. Wstal i powoli oddalil sie szykowac powoz do drogi i zbudzic woznice. Biskup wyjal z kieszeni
wczesniej przygotowany list i zapieczetowal go woskiem ze swiecy na biurku i odciskiem swojego pierscienia. Zaczal pospiesznie pakowac kufer, okiem eksperta przebierajac monety i drobna bizuterie, wrzucajac je do malego kuferka. ... Godzine pozniej powoz
przejechal przez poludniowa brame miasta. Gdy oddalil sie juz znacznie od jego murow, zatrzymal sie na poboczu. Z krzkow wyszedl masywnie zbudowany czlowiek i wrzucil pare kufrow do powozu, po czym usadowil sie obok woznicy. Wyraznie zniecierpliwiony, ale z usmiechem na twarzy zapytal "No i jak poszlo?". Zanim woznica odpowiedzial otworzylo sie okienko powozu. Z plynnoscia ruchow weza wysunal sie przez nie usmiechniety biskup i dolaczyl do dwojki na lawce woznicy. "Chlopaki wszystko poszlo cudownie. Oblowilismy sie niesamowicie. Nie spodziewalem sie ze ta chciwa swinia trzymala az tyle zlota w swoich kwaterach. Jego nastepca bedzie z pewnoscia dobrym czlowiekiem, to bylo wyraznie czuc. (Przez chwile troche sie balem gdyz jego egzorcyzmy rzeczywiscie zaczely sprawiac mi bol, ale wylgalem sie z sytuacji, a wy nie musicie o tym wiedziec) . Teraz zgodnie z planem przez jakies dwa dni utrzymajmy ta fasade. Pozniej trzeba spalic powoz i dobrze zatrzec slady, gdyz inkwizycja moze byc nami zainteresowana. Oblowilismy sie na tyle ze mozemy przez dobre pare miesiecy zyc w luksusie, co nie znaczy ze nie macie sie rozgladac za nastepna ofiara lub kliejntam. Tylko tym razem moze obrobimy jakiegos szlachcica, bo mam chwilowa awersje to ksiezy. Ciagle mnie ciarki przechodza od tych egzorcyzmow Wikarego. Wracam do karety chlopaki zeby nikt mnie tu tak z wami siedzacego nie przyuwazyl" ...
Wibracje karety dzialaja
na mnie kojaco. Uspily by mnie gdybym tylko mogl spac. Niestety teraz tylko spie za dnia i trudno to nazwac snem. Moje cialo i umysl po prostu wylaczaja sie gdy nadchodzi swit, by potem zerwac sie pelne glodu gdy nadejdzie zmierzch. Probowalem z tym kiedys walczyc, ale bylo to juz dawno i teraz jestem w pelni pogodzony ze swoja natura. Jestem juz wampirem
od szesciu lat. Wiem ze wobec niesmiertelnosci jaka mnie czeka to zupelne nic, ale te ostatnie lata na zawsze pozostana w mojej pamieci. Moja przemiana byla
dosc drastyczna. Bylem czlonkiem wedrownej trupy aktorskiej, wiodlem dosc biedne ale przyjemne zycie. Moj wystep wyjatkowo spodobal sie jakiemus bogatemu lordowi ktory niewiadomo dlaczego przyszedl ogladac tani pokaz zorganizowany dla mieszczan. Po pokazie stwierdzil ze swietny ze mnie aktor, jedynie jestem dosc szpetny. Wtedy dopiero zauwazylem ze jego twarz jest jakos nienaturalnie piekna. Powiedzial ze moze uczynic mnie rownie pieknym. Zasmialem mu sie w twarz i to zupelnie wytracilo go z rownowagi. Chyba nie takiej reakcji sie spodziewal. Naglym ruchem rozerwal mi gardlo. Padlem na ziemie krwiawiac i sciskajac wlasna szyje. Tajemniczy wielmoza ponownie zmienil nastroj i przyklekl przy mnie prawie w placzy przepraszajac za to co uczynil. Przylozyl reke do mojej szyi i poczulem ze rana nagle sie zarosla. Wielmozy poczal zlizywac moja krew ze swoich rak i oczy zablysly mu dziwnym plomieniem. Obnazyl kly w demonicznym usmmiechu i wgryzl sie w moja swiezo zagojona szyje. Pamietam tylko krotki impuls bolu i potem najwieksza rozkosz jakiej zaznalem w swoim smiertelnym zyciu. Byla to rowniez ostatnia. Jak przez mgle pamietam ponownie rozpaczajacego nieznajomego i wyciagnieta ku mojej twarzy reke z nacietym nadgarstkiem. instynktownie sie w niego wgryzlem i poczulem pierwsza najwieksza rozkosz mojego niezycia. Stracilem przytomnosc. Potem jak przez mgle pamietam dwie osoby klucace sie nad moim cialem i sensacje wznoszenia sie. Gdy w pelni sie przebudzilem prawie zemdlalem z bolu. Bylem nadziany na krzyz. Gruba belka wystawala mi z brzucha. Z bolem rozejzalem sie w kolo i jeszcze bardziej sie przerazilem. Moja cialo zwisalo wygiete ku niebu na szczycie koscielnej wiezy. Na horyzoncie zaczela sie pojawiac luna switu i zdziwilo mnie wtedy ze odczuwalem wiekszy strach przed nadchodzacym sloncem niz tym ze zwisalem paredziesiat metrow nad ziemia. Zaczalem szarpac sie w panice i stala sie najdziwniejsza rzecz. Moje cialo zaczelo poruszac sie wokol przebijajacej moj brzuch belki. Nie cale cialo, po prostu skora, miesnie i organy zaczely odsuwac sie od drewna, a reszta mojego ciala obsuwala sie w bok pod wlasnym ciezarem. W koncu skora mojego brzucha rozdarla sie i zostawiajac krwawy slad na krzyrzu polecialem w dol. Gdy odzyskalem przytomnosc,
bylem w jakims namiocie. Podeszla do mnie stara cyganka i zaczela wyjasniac co sie stalo. Otoz zostalem zmieniony w wampira, ale ten ktory mnie przeksztalcil, nazwala go moim ojcem, nie mial na to zezwolenia. Rozkazano mu mnie zniszczyc, wiec zostawil mnie nadzianego na koscielnej wiezy, by promienie poranka spalily moje zwloki. Cyganka powiedziala ze moj "ojciec" byl dosc nielubianym i szalonym, aczkolwiek poteznym czlonkiem wampirzego klanu Tzimizse. Ona rowniez byla wampirem, Cecylia z wedrownego klanu Ravnosow. Przygarnela mnie nie z samej dobroci serca, ale rowniez we wlasnym interesie. Wyjasnila mi ze odziedziczylem po nim mozliwosc ksztaltowania ludzkiego ciala, zarowno wlasnego i cudzego. Obiecala nauczyc mnie wszystkiego co wiedziala o wampirach, pomoc rozwinac mi moje moce, w zamian za to mialem uczynic ja mloda i piekna. Mowila ze mam szczescie ze zostalem przemieniony jako mlodzianin. Przyjalem jej oferte bez wahania. Czulem sie zdezorientowny i zagubiony. Instynktownie wiedzialem ze bez jakiegos przewodnika nie mialem szans przezycia w wampirzym swiecie. Spedzilem pod opieka
Cecylii prawie trzy lata. Nauczylem sie wiele zarowno o innych wampirach jak i samym sobie. Metoda rpob i bledow opanowalem swietnie sztuke rzezbienia ciala, jak i kilka innych wampirzych mocy, jak oddzialywanie na ludzkie umysly, czy wykorzystywanie swoich zmyslow lub mocy ukrytej we krwii. Nie chciala mnie nauczyc sztuki iluzji jaka wladala. Nazwala ja sekretem klanowym, choc obiecala ze moze kiedys zasluze sobie na poznanie jej. Zmienila jednak bardzo moj poglad na swiat. Wyjasnila ze z ludzkim sumieniem trudno zyc jako wampir. Trzeba umiec inaczej interpretowac dobro i zlo. Mimo ze poglady ktore glosila i nazwala Droga Paradoksu wydaly mi sie dosc radykalne, jednak nic nie moglem poradzic na ich bardzo silny wplyw. Z czasem zaczalem je lepiej rozumiec. Wystarczylo traktowac stagnacje jako zlo, a dynamiczna zmiane jako dobro, oraz pamietac ze cel uswieca srodki (o ile tylko nie dasz sie przylapac na korzystaniu ze zbyt niemoralnych "srodkow"). W koncu nadszedl czas rozstania. Jej tabor postanowil ruszyc na zachod do Hiszpani. Ja pragnalem zostac w Niemczech, moze wrocic do mojej ojczyzny Poslki. Pomogla mi odnalezsc moja dawna trupe aktorska, gdyz jak powiedziala, kazdy wampir potrzebuje smiertelnikow ktorym moze zaufac za dnia. Odradzila mi zmienianie przyjaciol w wampiry o ile nie uzyskam na to przyzwolenia jakiegos miejscowego ksiecia, ale zaproponowala ze z pewnoscia uciesza sie z bycia ghulami. Tak wiec ujawnilem swoja nature dwom przyjaciolom z dziecinstwa: Wojtkowi i Pawlowi. Bylismy prawie jak bracia, wszyscy dzieci aktorow z jednej podruzujacej trupy. Nie zdradzilem im calej swojej historii i wszystkich sekretow, ale i tak byli niesamowicie szczesliwi z ponownego zobaczenia mnie. Wyjasnilem im ze w zamian za ich przyjazn i opieke nad moim cialem za dnia, moge obdarowac ich wieloma mocami. Z pewnymi obawami, ale ufajac naszej przyjazni przyjeli moja oferte . Mysle ze zgodziliby sie mna opiekowac, nawet gdybym nie obiecal im wszystkich mocy jakie przynosi picie wampirzej krwii, przeciez razem dorastalismy, bawilismy sie jako dzieci, zrzucilismy sie na pierwsza prostytutke, nieraz upijalismy sie razem do nieprzytomnosci. Cieszylem sie ze bylismy znow razem. Gdy juz bylem pewien ze nie potrzebuje opieki cyganskiego taboru pozegnalem sie z Cecylia. Rozstalismy sie jako przyjaciele Ona byla szczesliwa ze miala cialo nastolatki (zreszta polowa taboru uzyskala ode mnie wiele drobnych "poprawek", od wygladzonej cery, po zwiekszenie niektorych partii ciala). Ja czulem sie pewniej, rozumiejac chociaz czesciowo mroczny swiat wampirow, oraz wlasna nature i moce. Wojciech i Pawel odlaczyli
sie od trupy i zaczeli podrozowac ze mna. Urzadzalismy male pokazy akrobatyczne, magiczne lub teatralne na roznych festiwalach, ucztach i jarmarkach. Byla to jednak tylko przykrywka. Poniewaz gromadzenie bogactwa i nie dzielenie sie nim budzi we mnie wyjatkowa odraze, prowadzilismy wesole, choc bardzo ostrozne, zycie zlodziei. Rabowalismy bogatych, rozdawalismy biednym (glownie nam, ale nie potrafilismy przymykac oczu na cierpienie innych). Kozystalem ze swych mocy by zdobyc fundusze na nasze utrzymanie, nieraz zabijajac gdy trafialismy na bogaczy tak skorumpowanych ze ich smierc nie powodowala u mnie wyrzutow sumienia. Ciagle obmyslam nowe plany zdobycia pieniedzy. Czasami podszywam sie za wielmozy by jakos rozporzadzic ich majatkiem. Czasami udaje magika lub zielarza posiadajacego cudowne mikstury i przyjmuje spore oplaty za uczynienie czyjejs zony czy corki piekniejsza (oj, a szpetnych dam jest strasznie duzo na swiecie). Znajduja sie tez bogacze gotowi sporo zaplacic za wlasne odmlodzenie, odchudzenie, czy inna poprawke estetyczna. Oczywiscie jestem rozsadny i nigdy nie ujawniam swoich mocy jesli nie jestem pewien ze sekret zostanie zachowany. Czesto zmieniam twarze, a przyjaciele pomagaja mi w przekretach wymagajacych udzialu wiekszej ilosci osob. Jedynym moim problemem
jest ten wampirzy glod, ale nauczylem sie go zaspakajac i nie trapi mnie juz tak jak kiedys. Zawsze znajdzie sie jakas panna ktora z checia potarza sie ze mna w sianie, lub zaprosi mnie do sypialni. Obudzic sie wtedy lekko oslabiona o swicie, z zamglonymi wspomnieniami rozkoszy poprzedniej nocy. Raz na kiedys pozwalam sobie na zabicie jakiejs ofiary, ale tylko gdy sumienie mi w tym nie przeszkadza. W razie kryzysu zawsze mam Wojtka i Pawla, lub jakies zwierzeta. Krew dostarcza mi niebywala ilosc rozkoszy i nauczylem sie z niej cieszyc, zamiast rozpaczac nad swoim utraconym czlowieczenstwem, jak to ponoc robi wiele innych wampirow. Podoba mi sie to niezycie.
Swiat jest piekny, a ja czynie go jeszcze piekniejszym. Eliminuje brzydote zarowno z cial jak i dusz. Zabieram bogactwa tym ktorzy na nie nie zasluguja, i uszczesliwiam tych ktorym brak wesolosci w ich zyciach. Pieniadze to krew swiata, powinny plynac a nie gnic w skarbcach. Czerpie niebywala przyjemnosc wiedzac ze dzieki mnie swiat staje sie lepszy. Z usmiechem na twarzy
wygladam przez okno. Niebo zaczyna juz szarzec przed switem. Pora ukryc sie w swoim kufrze i znow zapasc w kamienny sen. Jutro nadejdzie kolejna piekna i wesola noc. |
|
by bujax
|