.....matrix reload


Wstep:
Oto krotkie opowiadanko wprowadzajace dla mojej postaci do gry Wampir:
Mroczne Wieki. Koceptem postaci mial byc Tzimizse z Ravnoskim podejsciem do
zycia. Wyszedl dosc ciekawy bezklanowiec. Nie moge sie doczekac az nim
pogram. Opowiadanko zaczyna sie od opisu jednej nocy z mojego niezycia, a
nastepnie przechodzi do opisu mojego stworzenia. Troche dlugie mi to wyszlo
i glupio sie czyta bez polskich znakow, ale z pewnoscia spodoba sie
wszystkim fanom Wampira.


Opowiadanko (nie wymyslilem tytulu jeszcze):

Stoje w tym ciemnym kacie pokoju juz od prawie godziny. Noc jest moja
przyjaciolka i nauczylem sie w pelni kozystac z oferowanego przez nia
ukrycia. Biskup przelicza datki i przeglada ksiegi, w pelni nie swiadomy
mojej obecnosci. Wyglada dokladnie tak jak wyobrazilem go sobie tydzien
temu po rozmowach z ludzmi w karczmie - stara, spasiona, zachlanna swinia.
Jego rozowiutka cera budzi we mnie wstret. Mimo to juz od trzech dni
dokladnie analizuje jego twarz, cialo, odruchy i gesty. Teraz tylko czekam
az zycie na plebani ucichnie i sluzba zacznie udawac sie do lozek. Gdy tak
patrze jak jego grube, delikatne paluszki, ktore wyraznie nigdy nie
wykonywaly fizycznej pracy, przeliczaja monety zabrane biedakom w pelni
pozbywam sie wyrzutow sumienia z powodu tego co zamierzam uczynic.

Koncentruje sie i czuje jak moje cialo zaczyna sie przeksztalcac. Kosci
powoli skracaja sie, warstwy tluszczu puchna, wlosy wciagane sa ponownie pod
skore czaszki. Na chwile zamykam oczy i w pelni skupiam mysli na wygladzie
twarzy biskupa. Krew buzuje w moim ciele i ogrzewa moja skore. Przygladam
sie chwile moim delikatnym, zarumienionym i tlustym dloniom. Wiem ze
transformacja juz jest skonczona.

Wychodze z cienia i szybkim krokiem ruszam w strone mojej ofiary. Biskup
wpatruje sie w swoje lustrzane odbicie z otwartymi ustami. Ta chwila
zdziwienia w pelni mi wystarcza. Zanim wydobywa z siebie jakikolwiek dzwiek
wbijam sztylet gleboko w jego piers i chwytam gardlo. Wgryzam sie w jego
szyje. Poczatkowa odraza przebijania sie przez gruba warstwe tluszczu jest
szybko zmyta slodkim smakiem jego krwii. Pozwalam swojemu umyslowi odpoczac
i wraz z kryjaca sie we mnie bestia rozkoszuje sie tym morderczym
pocalunkiem.

Gdy z trudem wysysam ostatnie krople krwii, puszczam cialo bylego biskupa by
opadlo na fotel. Przykladam dlonie do jego twarzy i zaczynam rzezbic.
Zadowolony z rezultatu rozpinam jego szaty i szykuje sie do zblizajacego sie
przedstawienia.

Zbudzony dzwonieniem sluzacy pospiesznie podaza korytazem. Klnie w duchu
spasionego ksiedza, ktory budzi go pewnie tylko po to by znowu nalac mu
wina. Dochadzac do drzwi slyszy jednak dziwne jeki i nie pukajac niepewnie
je otwiera. Biskup wije sie w jakby agonii po podlodze a jego twarzy
przyjmuje groteskowe grymasy. W z trudem odzywa sie - "Wikarego, szybko…
sprowadz wikarego…". Znow wydaje z siebie dlugi jek i dodaje "nikogo
wiecej…tylko wikarego.. rusz sie.. Biegiem!". Ostatnie krzykniete slowo
wyrywa sluzacego jakby z transu, i ten, obruciwszy sie na piecie szybko
wybiega na korytarz. Biskup wije sie przez jeszcze krotka chwile. Nie
przerywajac cichych jekow pozwala sobie na krotki triumfalny usmiech.

Po paru minutach do pokoju wbiega Wikary. Poprawia swiezo zalozony habit i
gestem oddala sluzacego proszac o zamkniecie drzwi. Zbliza sie do zwinietego
na podlodze i lkajacego biskupa. Dostrzega jeszcze drugie cialo z wystajacym
z piersi sztyletem lezace za biorkiem. Biskup, wykrzywiajac sie z bolu
powtarza - "Egzorcyzmy, ojcze Shturman, egzorcyzmy, egzorcyzmy". Wikary
ciagle niepweny tego co sie dzieje, zaczyna powtarzac modlitwe w lacinie,
sciskajac krucyfiks wiszacy na szyi. Biskup zaczyna krzyczec i odczolgiwac
sie od Wikarego, co wyraznie dodaje mu odwagi, gdyz modlitwa przybiera tempa
i glos mnicha coraz pewniejszy i glosniejszy. Obaj ksieza staraja sie
przekrzyczec siebie i to biskup wygrywa. Nagle podnosi sie i patrzac
bezposrednio w oczy wikarego wydaje z siebie zwierzecy ryk. Przy tym jego
twarz przyjmuje istnie demoniczny wyglad, wydluzaja sie kly, wybielaja
zrenice a przez czolo wydaja sie probowac sie przebic rogi. Rownie nagle jak
sie poderwal, biskup opada na ziemie. Wikary rowniez przerywa inkantacje i
zaczyna zblizac sie do biskupa. Ten, dyszac zwraca sie do Wikarego - "To
dziala … nie przerwywaj jeszcze, ale na milosc boska trzymaj sie z daleka".
Wikary ostroznie wycofuje sie o pare krokow i wznawia modlitwe. Biskup
ciagle dyszy, choc juz nie jeczy. Powoli jego oddech uspakaja sie i cialo
odpreza. Wyciaga reke do Wikarego mowiac "Juz po wszystkim, dziekujmy Panu".
Wikary z trudem pomagajac podniesc sie biskupowi pyta "Co tu sie stalo
eminencjo?" Biskup wskazuje reka w strone krzesel "Usiadzmy i wszystko ci
wyjasnie".

"Konczylem wlasnie katalogowanie przedwczorajszych danin, gdy z cienia w
moim pokoju wylolnil sie ten morderca, a raczej demon. Ruszyl w moja strone
ze sztyletem i zabilby mnie niechybnie gdyby jego cialo jakby mu sie nie
opieralo. Dziekuje Bogu ze biedak ktorego cialo wyraznie opetala jakas
bestia ciagle z nia walczyl. Szybko przezegnalem sie i zaczalem recytowac
egzorcyzmy wedlog Sw. Antoniego. Wyraznie zadzialalo gdyz demon zwinal sie z
bolu i upuscil sztylet. Chwalac Pana kontynuowalem coraz pewniej. Demon wil
sie po podlodze klac w nieznanym mi jezyku, lecz gdy chcialem podniesc
upuszczone prze niego ostrze, ten poderwal sie nagle i rzucil na mnie z
diabelska szybkoscia. Nadzial sie na sztylet jakby to w niego celowal, a nie
atakowal mnie. Wtedy stala sie rzecz okropna. Zobaczylem dym wydobywajacy
sie z ost biedaka, ktory jak wijacy sie waz zaczal podazac w moja strone.
Zaczalem krztusic sie i tracic kontrole nad swoimi ruchami. Na Boga!
Zrozumialem co sie stalo. Demon opuscil cialo tego biedaka i wskoczyl w
moje. Walczylem z nim cala moja wola i wiara, ale zdazylem jedynie wezwac
Artura by ciebie sprowadzil, nim do konca stracilem kontrole. Nie chcialem
by ciebie spotkal identyczny los jak mnie, dlatego kazalem ci sie oddalic
gdy konczyles egzorcyzmy i skupilem sie na nie wypuszczeniu bestii z mojego
ciala. Ciagle czuje demona w sobie, ale wiem tez ze jest zraniony, slaby.
Chwale Pana za Twoja gleboka wiare, ale demon nadal ukrywa sie gdzies
gleboko w moim umysle."

- "Co teraz poczniesz ekscelencjo?"

"Mam tylko jedno wyjscie. Spakuje sie i wyjade stad natychmiast. Na milosc
boska, nie zamierzam oddawac sie w rece tym fanatykom z inkwizycji. Moze i
wygnaliby ze mnie skutecznie tego demona, ale czuje ze moja wlasna dusza
rowniez ulotnila sie z mojego ciala. Mam dalekiego kuzyna o ktorym malo kto
wie, i moge sie u niego ukryc. Jest przeorem malego klasztoru na polnocy
Austrii. U niego z pewnoscia znajde pomoc i bede mial czas przemyslec swoje
grzechy."

"Jakie grzechy, ekscelencjo?" sklamal Wikary, choc dobrze wiedzial jakim
czlowiekiem byl biskup. Byl wszystkim czego nienawidzil w instytucji
kosciola - zachlanny, samolubny, wywyzszajacy sie ponad wszystkich,
bogadzacy sie kosztem Pana. Tym bardziej zdziwila go nagla pokora biskupa.

"Gdzie zaczac? Chciwosc, zachlannosc, duma? Mam ich w sobie duzo. Chwale
Pana ze czysto je teraz ujzalem. Gdyby nie one demon nie zawladnalby chyba
tak latwo moim cialem. Musze teraz poczynic wszystko by uodpornic swoja
dusze i skutecznie pozbyc sie demona. Kto wie kiedy odzyska sily. Modle sie
ze nie jest za pozno bym oczyscil swa dusze".

"A co my poczniemy ekscelencjo?"

"Mysle ze poradzicie sobie beze mnie. Napisze zaraz list rekomendacyjny,
proponujacy Ciebie na mojego nastepce. Bedziesz dobrym biskupem, a z
pewnoscia lepszym czlowiekiem ode mnie. Zaluje ze nie da sie wszystkiego
przemilczec, ale pewnie Artur wypaplal juz wszystko pozostalej sluzbie, a
inkwizycja ma szpiegow wszedzie. Czeka cie wiele trudow z tymi fanatykami,
ale chyba nie masz sie czego obawiac gdyz wszystkie podejzenia spadna na
mnie."

Wikary jedynie przytaknal, inkwizycja dopiero zaczela rosnac w sile, ale juz
wyrobila sobie reputacje. Wszyscy sie jej bali, winni czy niewinni, gdyz dla
inkizytora kazdy podejzany byl z gory przeklety. Najczesciej ich pojawienie
sie w miescie oznaczalo ze wkrotce zaplona jakies stosy.

"Dlatego opuszczam miasto jeszcze tej nocy. Zbudz jak najmniej sluzby, ale
przygotuj moj powoz do drogi. Wezme ze soba tylko tego nowego woznice
zatrudnionego na poczatku miesiaca. Jesli Bog dal to jeszcze nie dotarly do
niego wiesci tego co stalo sie tu pare minut temu. Z tego co kojaze jego
poprzednik mial tylko zlamana noge, wiec wkrotce bedzie mogl wrocic do
pracy. Nowy powoz kupisz bez problemu. Az wstyd mi myslec o wszystkich
bogactwach jakie tu zgromadzilismy. Licze ze jako moj nastepca lepiej
bedziesz zarzadzal skarbcem. Tylu biedakow mieszka w miescie, potrzebuje
opieki i wsparcia. A ja tylko gromadzilem fortune by zyc w luksusie. To
zmienia sie od dzisiaj. Spakuje tylko swoje osobiste rzeczy i pieniadze
ktore beda mi potrzebne na dluga podroz i reszte zycia dopelnie w cichej
sluzbie bogu w odleglym klasztorze."

Biskup usmiechnal sie w zadumie. "Czyz nie jest smieszne to jak demon
otworzyl moje oczy na moje wlasne grzechy? Chwalmy imie Pana bo jest
wielki..". "...a jego laska trwa na wieki" odpowiedzial Wikary usmiechajac
sie. Nie wiedzial co wiecej moze powiedziec. Biskup wydawal sie byc zupelnie
innym czlowiekiem. Ale coz, Bog dziala w niezbadane sposoby. Wstal i powoli
oddalil sie szykowac powoz do drogi i zbudzic woznice.

Biskup wyjal z kieszeni wczesniej przygotowany list i zapieczetowal go
woskiem ze swiecy na biurku i odciskiem swojego pierscienia. Zaczal
pospiesznie pakowac kufer, okiem eksperta przebierajac monety i drobna
bizuterie, wrzucajac je do malego kuferka.
...

Godzine pozniej powoz przejechal przez poludniowa brame miasta. Gdy oddalil
sie juz znacznie od jego murow, zatrzymal sie na poboczu. Z krzkow wyszedl
masywnie zbudowany czlowiek i wrzucil pare kufrow do powozu, po czym
usadowil sie obok woznicy. Wyraznie zniecierpliwiony, ale z usmiechem na
twarzy zapytal "No i jak poszlo?". Zanim woznica odpowiedzial otworzylo sie
okienko powozu. Z plynnoscia ruchow weza wysunal sie przez nie usmiechniety
biskup i dolaczyl do dwojki na lawce woznicy. "Chlopaki wszystko poszlo
cudownie. Oblowilismy sie niesamowicie. Nie spodziewalem sie ze ta chciwa
swinia trzymala az tyle zlota w swoich kwaterach. Jego nastepca bedzie z
pewnoscia dobrym czlowiekiem, to bylo wyraznie czuc. (Przez chwile troche
sie balem gdyz jego egzorcyzmy rzeczywiscie zaczely sprawiac mi bol, ale
wylgalem sie z sytuacji, a wy nie musicie o tym wiedziec) . Teraz zgodnie z
planem przez jakies dwa dni utrzymajmy ta fasade. Pozniej trzeba spalic
powoz i dobrze zatrzec slady, gdyz inkwizycja moze byc nami zainteresowana.
Oblowilismy sie na tyle ze mozemy przez dobre pare miesiecy zyc w luksusie,
co nie znaczy ze nie macie sie rozgladac za nastepna ofiara lub kliejntam.
Tylko tym razem moze obrobimy jakiegos szlachcica, bo mam chwilowa awersje
to ksiezy. Ciagle mnie ciarki przechodza od tych egzorcyzmow Wikarego.
Wracam do karety chlopaki zeby nikt mnie tu tak z wami siedzacego nie
przyuwazyl"

...

Wibracje karety dzialaja na mnie kojaco. Uspily by mnie gdybym tylko mogl
spac. Niestety teraz tylko spie za dnia i trudno to nazwac snem. Moje cialo
i umysl po prostu wylaczaja sie gdy nadchodzi swit, by potem zerwac sie
pelne glodu gdy nadejdzie zmierzch. Probowalem z tym kiedys walczyc, ale
bylo to juz dawno i teraz jestem w pelni pogodzony ze swoja natura.

Jestem juz wampirem od szesciu lat. Wiem ze wobec niesmiertelnosci jaka mnie
czeka to zupelne nic, ale te ostatnie lata na zawsze pozostana w mojej
pamieci.

Moja przemiana byla dosc drastyczna. Bylem czlonkiem wedrownej trupy
aktorskiej, wiodlem dosc biedne ale przyjemne zycie. Moj wystep wyjatkowo
spodobal sie jakiemus bogatemu lordowi ktory niewiadomo dlaczego przyszedl
ogladac tani pokaz zorganizowany dla mieszczan. Po pokazie stwierdzil ze
swietny ze mnie aktor, jedynie jestem dosc szpetny. Wtedy dopiero zauwazylem
ze jego twarz jest jakos nienaturalnie piekna. Powiedzial ze moze uczynic
mnie rownie pieknym. Zasmialem mu sie w twarz i to zupelnie wytracilo go z
rownowagi. Chyba nie takiej reakcji sie spodziewal. Naglym ruchem rozerwal
mi gardlo. Padlem na ziemie krwiawiac i sciskajac wlasna szyje. Tajemniczy
wielmoza ponownie zmienil nastroj i przyklekl przy mnie prawie w placzy
przepraszajac za to co uczynil. Przylozyl reke do mojej szyi i poczulem ze
rana nagle sie zarosla. Wielmozy poczal zlizywac moja krew ze swoich rak i
oczy zablysly mu dziwnym plomieniem. Obnazyl kly w demonicznym usmmiechu i
wgryzl sie w moja swiezo zagojona szyje. Pamietam tylko krotki impuls bolu i
potem najwieksza rozkosz jakiej zaznalem w swoim smiertelnym zyciu. Byla to
rowniez ostatnia. Jak przez mgle pamietam ponownie rozpaczajacego
nieznajomego i wyciagnieta ku mojej twarzy reke z nacietym nadgarstkiem.
instynktownie sie w niego wgryzlem i poczulem pierwsza najwieksza rozkosz
mojego niezycia. Stracilem przytomnosc. Potem jak przez mgle pamietam dwie
osoby klucace sie nad moim cialem i sensacje wznoszenia sie. Gdy w pelni sie
przebudzilem prawie zemdlalem z bolu. Bylem nadziany na krzyz. Gruba belka
wystawala mi z brzucha. Z bolem rozejzalem sie w kolo i jeszcze bardziej sie
przerazilem. Moja cialo zwisalo wygiete ku niebu na szczycie koscielnej
wiezy. Na horyzoncie zaczela sie pojawiac luna switu i zdziwilo mnie wtedy
ze odczuwalem wiekszy strach przed nadchodzacym sloncem niz tym ze zwisalem
paredziesiat metrow nad ziemia. Zaczalem szarpac sie w panice i stala sie
najdziwniejsza rzecz. Moje cialo zaczelo poruszac sie wokol przebijajacej
moj brzuch belki. Nie cale cialo, po prostu skora, miesnie i organy zaczely
odsuwac sie od drewna, a reszta mojego ciala obsuwala sie w bok pod wlasnym
ciezarem. W koncu skora mojego brzucha rozdarla sie i zostawiajac krwawy
slad na krzyrzu polecialem w dol.

Gdy odzyskalem przytomnosc, bylem w jakims namiocie. Podeszla do mnie stara
cyganka i zaczela wyjasniac co sie stalo. Otoz zostalem zmieniony w wampira,
ale ten ktory mnie przeksztalcil, nazwala go moim ojcem, nie mial na to
zezwolenia. Rozkazano mu mnie zniszczyc, wiec zostawil mnie nadzianego na
koscielnej wiezy, by promienie poranka spalily moje zwloki. Cyganka
powiedziala ze moj "ojciec" byl dosc nielubianym i szalonym, aczkolwiek
poteznym czlonkiem wampirzego klanu Tzimizse. Ona rowniez byla wampirem,
Cecylia z wedrownego klanu Ravnosow. Przygarnela mnie nie z samej dobroci
serca, ale rowniez we wlasnym interesie. Wyjasnila mi ze odziedziczylem po
nim mozliwosc ksztaltowania ludzkiego ciala, zarowno wlasnego i cudzego.
Obiecala nauczyc mnie wszystkiego co wiedziala o wampirach, pomoc rozwinac
mi moje moce, w zamian za to mialem uczynic ja mloda i piekna. Mowila ze mam
szczescie ze zostalem przemieniony jako mlodzianin. Przyjalem jej oferte bez
wahania. Czulem sie zdezorientowny i zagubiony. Instynktownie wiedzialem ze
bez jakiegos przewodnika nie mialem szans przezycia w wampirzym swiecie.

Spedzilem pod opieka Cecylii prawie trzy lata. Nauczylem sie wiele zarowno o
innych wampirach jak i samym sobie. Metoda rpob i bledow opanowalem swietnie
sztuke rzezbienia ciala, jak i kilka innych wampirzych mocy, jak
oddzialywanie na ludzkie umysly, czy wykorzystywanie swoich zmyslow lub mocy
ukrytej we krwii. Nie chciala mnie nauczyc sztuki iluzji jaka wladala.
Nazwala ja sekretem klanowym, choc obiecala ze moze kiedys zasluze sobie na
poznanie jej. Zmienila jednak bardzo moj poglad na swiat. Wyjasnila ze z
ludzkim sumieniem trudno zyc jako wampir. Trzeba umiec inaczej interpretowac
dobro i zlo. Mimo ze poglady ktore glosila i nazwala Droga Paradoksu wydaly
mi sie dosc radykalne, jednak nic nie moglem poradzic na ich bardzo silny
wplyw. Z czasem zaczalem je lepiej rozumiec. Wystarczylo traktowac stagnacje
jako zlo, a dynamiczna zmiane jako dobro, oraz pamietac ze cel uswieca
srodki (o ile tylko nie dasz sie przylapac na korzystaniu ze zbyt
niemoralnych "srodkow").
W koncu nadszedl czas rozstania. Jej tabor postanowil ruszyc na zachod do
Hiszpani. Ja pragnalem zostac w Niemczech, moze wrocic do mojej ojczyzny
Poslki. Pomogla mi odnalezsc moja dawna trupe aktorska, gdyz jak
powiedziala, kazdy wampir potrzebuje smiertelnikow ktorym moze zaufac za
dnia. Odradzila mi zmienianie przyjaciol w wampiry o ile nie uzyskam na to
przyzwolenia jakiegos miejscowego ksiecia, ale zaproponowala ze z pewnoscia
uciesza sie z bycia ghulami. Tak wiec ujawnilem swoja nature dwom
przyjaciolom z dziecinstwa: Wojtkowi i Pawlowi. Bylismy prawie jak bracia,
wszyscy dzieci aktorow z jednej podruzujacej trupy. Nie zdradzilem im calej
swojej historii i wszystkich sekretow, ale i tak byli niesamowicie
szczesliwi z ponownego zobaczenia mnie. Wyjasnilem im ze w zamian za ich
przyjazn i opieke nad moim cialem za dnia, moge obdarowac ich wieloma
mocami. Z pewnymi obawami, ale ufajac naszej przyjazni przyjeli moja oferte
. Mysle ze zgodziliby sie mna opiekowac, nawet gdybym nie obiecal im
wszystkich mocy jakie przynosi picie wampirzej krwii, przeciez razem
dorastalismy, bawilismy sie jako dzieci, zrzucilismy sie na pierwsza
prostytutke, nieraz upijalismy sie razem do nieprzytomnosci. Cieszylem sie
ze bylismy znow razem. Gdy juz bylem pewien ze nie potrzebuje opieki
cyganskiego taboru pozegnalem sie z Cecylia. Rozstalismy sie jako
przyjaciele Ona byla szczesliwa ze miala cialo nastolatki (zreszta polowa
taboru uzyskala ode mnie wiele drobnych "poprawek", od wygladzonej cery, po
zwiekszenie niektorych partii ciala). Ja czulem sie pewniej, rozumiejac
chociaz czesciowo mroczny swiat wampirow, oraz wlasna nature i moce.

Wojciech i Pawel odlaczyli sie od trupy i zaczeli podrozowac ze mna.
Urzadzalismy male pokazy akrobatyczne, magiczne lub teatralne na roznych
festiwalach, ucztach i jarmarkach. Byla to jednak tylko przykrywka.
Poniewaz gromadzenie bogactwa i nie dzielenie sie nim budzi we mnie
wyjatkowa odraze, prowadzilismy wesole, choc bardzo ostrozne, zycie
zlodziei. Rabowalismy bogatych, rozdawalismy biednym (glownie nam, ale nie
potrafilismy przymykac oczu na cierpienie innych). Kozystalem ze swych mocy
by zdobyc fundusze na nasze utrzymanie, nieraz zabijajac gdy trafialismy na
bogaczy tak skorumpowanych ze ich smierc nie powodowala u mnie wyrzutow
sumienia. Ciagle obmyslam nowe plany zdobycia pieniedzy. Czasami podszywam
sie za wielmozy by jakos rozporzadzic ich majatkiem. Czasami udaje magika
lub zielarza posiadajacego cudowne mikstury i przyjmuje spore oplaty za
uczynienie czyjejs zony czy corki piekniejsza (oj, a szpetnych dam jest
strasznie duzo na swiecie). Znajduja sie tez bogacze gotowi sporo zaplacic
za wlasne odmlodzenie, odchudzenie, czy inna poprawke estetyczna. Oczywiscie
jestem rozsadny i nigdy nie ujawniam swoich mocy jesli nie jestem pewien ze
sekret zostanie zachowany. Czesto zmieniam twarze, a przyjaciele pomagaja mi
w przekretach wymagajacych udzialu wiekszej ilosci osob.

Jedynym moim problemem jest ten wampirzy glod, ale nauczylem sie go
zaspakajac i nie trapi mnie juz tak jak kiedys. Zawsze znajdzie sie jakas
panna ktora z checia potarza sie ze mna w sianie, lub zaprosi mnie do
sypialni. Obudzic sie wtedy lekko oslabiona o swicie, z zamglonymi
wspomnieniami rozkoszy poprzedniej nocy. Raz na kiedys pozwalam sobie na
zabicie jakiejs ofiary, ale tylko gdy sumienie mi w tym nie przeszkadza. W
razie kryzysu zawsze mam Wojtka i Pawla, lub jakies zwierzeta. Krew
dostarcza mi niebywala ilosc rozkoszy i nauczylem sie z niej cieszyc,
zamiast rozpaczac nad swoim utraconym czlowieczenstwem, jak to ponoc robi
wiele innych wampirow.

Podoba mi sie to niezycie. Swiat jest piekny, a ja czynie go jeszcze
piekniejszym. Eliminuje brzydote zarowno z cial jak i dusz. Zabieram
bogactwa tym ktorzy na nie nie zasluguja, i uszczesliwiam tych ktorym brak
wesolosci w ich zyciach. Pieniadze to krew swiata, powinny plynac a nie gnic
w skarbcach. Czerpie niebywala przyjemnosc wiedzac ze dzieki mnie swiat
staje sie lepszy.

Z usmiechem na twarzy wygladam przez okno. Niebo zaczyna juz szarzec przed
switem. Pora ukryc sie w swoim kufrze i znow zapasc w kamienny sen. Jutro
nadejdzie kolejna piekna i wesola noc.


by bujax