Sciezki szalenstwa zamienione w rzeke krwi
Niekonczace sie bladzenie po bezdrozach bestialstwa
Gdzie zwierzece instynkty
Tocza walke z czlowieczenstwem
Ja, mroczne dziecie Kaina
Naznaczony pietnem przeklenstwa
Mam wiele róznych imion,
Z których jedno brzmi cierpienie
Czaje sie w ciemnosciach, poza granicami strachu
Z dala od jasnosci normalnego zycia
I w królestwie nocy szukam schronienia
Przed glupota wlasnej egzystencji
Gdzie jest moja dusza?
Zagubiona w otchlani okrucienstwa
Splynela z deszczem krwi,
Który nie przynosi oczyszczenia
Bo za wszystko trzeba placic
Niesmiertelnosc to tylko pasmo udrek
Przypieczetowane przelotnym usciskiem
Lodowatej dloni smierci
A cien Bestii pada na swiat blyskajac klami
I wyzwala palacy glód
By poprowadzic na lowy
Wprost w objecia wyrzutów sumienia
Krwi !!! – zadza mordu opanowuje umysl
I wykrzywia twarz strasznym grymasem
Rozsadek tonie w grzaskim bagnie szalu
Klatwa znów daje znac o sobie
I gdzies posród zaulków
Ktos wyje do ksiezyca
Spiewa piesn pelna zalu
Nad marnym losem krwiopijców
My, synowie i córki nocy
Stapajacy po granicy swiatów
Gnijacy we wlasnej Gehennie
Zlapani w pajeczyne czasu
Z której nie sposób sie wydostac
My, Kainici
Wieczni potepiency
|
by raistlin
|