.....czy ma ktos elixir? |
Zgubilwszy trop elfa postanowilismy dalej podazac w tym samym kierunku
mimo wyraznych sladow. po pewnym czasie natrafulismy na wyryta w lesie droge, wygladajaca zupelnie jakby przedzieral sie nia przed paroma dniami nasz znajomy wsciekly niedzwiedz. podazylismy tym tropem w kierunku jego zrodla. po pewnym czasie natrafilismy na paczke podobnie wscieklych wilkow... ledwo ucieklismy z zyciem ( i to tylk ozasluga Meliotty). ucieklismy, na szczescie wilki nas nie tropily. poszlismy z powrotem do miasta. po wyjsciu z lasu dorawla nas dziwna choroba (nudnosci , slabosc itp - pewnie salmonella;-) na szczescie po 2 dniach przeszla. wrocilwszy do miasta odebralismy nagrode od kaplana (1500) dowiedizelismy sie iz jest jakas robota dla poszukiwaczy przygod ,takich jak my, u alchemika . prawie z marszu sie udalismy zadanie bylo dla ludzi myslacychg , a nie rembajlow... tak mowil - praktyka
.. coz, jakos przezylismy:-) twierdzil ze same nie mogly uciec , wiec ktos je uprowadzil. zalatwiajac codzienne sprawunki (i ekwipunek ktory moglby sie przydac)
podpytywalem mieszkancow, ale nikt nic nie wiedzial. w koncu dorwalem jakiegos pijaka , ktory widzial jakas zakapturzona postas z wielkim jaszczurem i jakimis 2 innymi istotkami.. wskazal ulice ktora szli. wieczorem zebralismy sie w gospodzie ( szczesliwie wzyscy zebrali sie
w tej samej okolicy).. Droga ktora wskazal prowadzila do poludniowych bram miasta. z rozmowy wyniknelo iz ktos 3 noc wstecz zabil tu z luku 2 straznikow
i wyszedl za miasto... nastepnego dnia rano wyruszylismy przez poludniowa brame. udalo sie odnalezc trop durzego stworzenia ktory podazal dokaldnie tam , gdzie spotkalismy wsciekle wilki. zeby bylo ciekawiej , w pewnym momencie faktycznie spoktaklismy kolejna partie wscieklych wilkow.. tym razem z bonusowym wscieklym niedzwiedziem ( moze szalonym bylo by lepszym okresleniem). nieco zmadrzalem po poprzednim spotkaniu i za wczasu wdrapalem sie na drzewo ( w tej 3 dniowej podrozy za wczasu to sprawdzilem - da sie strzelac z drzewa:-). to bylo najmadzejsze co tylko moglem zrobic. wilki i niedzwiedz podziabaly wszystkich (a mnie by pewnie zabily). Z ory natomiast moglem spokojnie do nich strzelac, co pewnie reszcie uratowalo tylki. idac dalej napotkalismy na ostrzegawszy strzal turz pod nasze nogi... strzala wygladala jak tego elfa z bandy szarej stopy, ktorego tropilem
przez 3 dni. coz - nur w las, pare zdan we wspulnym i po elfiemu... brak
odzewu... ok isc trzeba. po kupie czasu marudzenia i zmarnowanej magii ruszylismy. wkrotce dotarlismy do polany z olbrzymim dembem po srodku. przy debie stal sobie spokojnie olbrzymi warg. dalbym mu minimalnie 2 metry w klebie. troche marudzenia itp.. w koncu zdecydowlismy sie ze trzeba go ubic. wszedlem na drzewo, reszta sie przygotowala i strzelilem. warg ( wsciekly) dopadl do ekipy i ich zmasakrowal podeszlismy do skraju polany i tuz po tym jak zebralismy sie na nogi
- Flug znow padl. -"ostatnio raz mowie - odejdzcie" wysla na srodek - probowalem ja ustrzelic.. hmmm nie trafilem. ok magiczna tarcza , Meliotta w lewo , ja w prawo na wabia, Syfilis z kusza tu zostaje. odalismy chyba lacznie 12 strzalow , lecz zaden nie trafil :-// coz.. po chwili wyszedlem i podbieglem do drzewa - nigdzie jej nie bylo.
wszedlem na gore - tez nic. bylismy ( oprucz mnie ) w kiepskim stanie i zostalo malo magii i eliksirow. poszedlem przeszukac polane , syfilis poszedl spac pod debem. zauwazylem ze duzy jaszczur wchodzil na polane , ale nie widzialem sladow
, zeby z niej schodzil... jak powiedzialem ze pojawil sie problem iz ten jaszczor wszedl ale nie schodzil z tej polany zaczelismy podejrzewac iluzje... a tu psikus - nagle jaszczor pojawil sie jakby z nikad na koncu polany:-) hmm.. wielkie 5 lub wiecej tonowe bydle na nas szarrzuje. strzal i ucieczka w las reszta ucieczka. Meliotta zostala na srodku..
Waski korytarz wiodl na wprost. Po paru krokach doszedl do nas tupot
bosych stop.. ruszylismy dalej , az dotarlismy do rozwidlenia. Po paru metrach doszlo do nas wycie wilkow. Nie widzielismy konca kotrytarza
, wiec profilaktycznie oddalem kilka strzalow na wprost. Nie uslyszelismy
skowytu , wiec ruszylismy na przod. Wypilem ostatni eliksir. Mielismy dosc kiepska sytuacjie..
W praktyce – Syfilis odzyskal troche sprawnosc (przeszlo mu uderzenie
obuchowe od dinozaura) , by ja ponownie stracic 9juz nie pamietam w wyniku
czego – chyba czaru elfki). Rzucil latarnie , ale wyjatkowo niezgrabnie.
Na szczescie wystarczylo ,zebym wstal i strzelil. Pudlo – kurwa
mac!!! Co ona jest ? Strzalo przepuszczalna ? rzucilem czar – oberwala
? ..i oddala mi czaarem – leze ? Hmm.. skoro leze – elfka bezkarnie strzela.. na szczescie byla
troche oslepiona i wystarczalo bym uprzedzal o jej stralach, by Meliotta
nie oberwala. Meliotta wyciagnela eliksir i po chwili wachania podala go mnie. Znow bylem na nogach. Lfka sie wycofala za rog. Hmm.. nie przytomny Flug, ledwo przytomny jaszczur. Elfka nietykalna
snajperka pare cial wscieklych wilkow i niedzwiedz. Przeskoczylem misia i ruszylem dalej. Podchodze do drzwi , otwieram i chowam sie za ich skrzydlem... wylatuje
nietoperz Meliotta probowala , lecz bez skutku. Probowala tez strzelic , ale pudlo.
Nic to – idzemy razem przeszukac co zostalo. Wziolem nowy medalion z magia (znaleziony wczesniej przy martwym kaplanie)
i rzuczajac czary ochronne ruszylem pierwszy, by dopasc Elfke ( a bylem
juz nie lada wkurwiony tym calym poscigiem) Po pewnym czasie (nie pamietam w który miejscu) natrafilismy na
pulapke – ostrze poziomu wyskakujace ze sciany. Idziemy dalei - kurwa skrzyrzowanie (typu X , czy raczej “+”
;-) Idziemy dalej prosto – skrzyzowanie “+” – FUCK!! Na szczescie w lewo pare metrow i drzwi .. w prawo pare metrow i drzwi. Wszystkie zamkniete. Idziemy dalej prosto. Idziemy dalej prosto – skrzyzowanie :-// .Droga w lewo i w prawo... Idziemy wlaej do zakretu w lewo. Wygladam z zaniego ostroznie .. a tam Elfka na koncu korytarza. Magiczna tarcza, wyskakuje my wszyscy w 3 i strzelamy... Idziemy do drzwi , otwieram je i wchodzac do srodka mam nieco skrucona grzywke ( ah ,te czary obronne sa codowne? ) Reptylion i Meliotta wpadaja i dopadaja do elfki. .gdzies w srodku komnaty siedzi jakis koles na krzesle/ tronie czy czyms i obserwuje. Wyciagam miecz i atakuje elfke. Luk rzucam za siebie. Najciekawsze z tego trafienia byl to , iz zirytowany cala sytuacja ,czujac jak ostrze napotyka na opor , wrzasnolem “SIAD” ... coz elfka nie siadla , lecz reptylion potraktowal to doslownie i kucnol... po czym dosal gonga w glowe od wlasnie elfki.
Meliotta i Syfilis bezskutecznie nawiazywali walke. Zdazylem oddac ze 2 strzaly , lecz zadne z nich nie bylo w tym czasie w stanie chocby drasnac Elficy. Mój 3 strzal okazal sie byc celny (mimo iz bylem wiecej niz pewien iz poprzednie powinny byly trafiac). Byl on dosc silny, by powalic Elfke... niestety byla przygotowana i miala pod reka eliksiry... uzdrowila sie i dopiero wtedy zauwarzylem , iz ma jeszcze co najmniej 3 podobne fiolki przy pasie. To bylo nieciekawe:-/ Reptylion zdazyl w miedzu czasie od niej oberwac (na nasze szczesicie nie byla silna). Sfrustrowany walka z nia postanowil dopasc durida - renegata , jak podejrzewam. Zrezygnowalem z sily luku na rzecz magii, przed która nie ma obrony. Niestety , na 3 rzucone czary , dopiero 3 mi sie udal. W miedzy czasie Meliotta co najmniej dwukrotnie oberwala... Kiepsko gdyz w miedzy czasie nawet nie drasnela prezeciwniczki. Teraz bylo gorzej – elfka nie tracoa sily nw walke zaczela ciskac
jakims iluzorycznym sztyletem :-// Mialem jeszcze jeden eliksir z laboratorium.. wypilem go.. na szczescie byl mocny – znowy moglem walczyc. W miedzy czasie Syfilis przestal sobie radzis z druidem i padl na ziemie..
W miedzy czasie drogi raz udalo mi sie czar magicznego pocisku –
edyna rzecz , która niechybnie trafiala.
Ekhmm.. no ,tak jestem sam. Teraz wystarczy ze ten miecz ja drasnie. Przy mojej magii juz pewnie nie wstanie. Tylko zanim ja trafie ona mnie zdejmie... Gdy wycofalem sie do korytarza doszla do mnie i zaczelismy wlake. Spodziewalem sie iz jest naprawde dobrym wojownikiem lecz okazalo sie iz po prostu oboje bylismy silnie wspomagani przez magie - ja mialem oczarowany miecz i ochronna tarcze, ona magiczna zbroje i swoja elfia zrecznosc. Sam nie wiem ile wymienilismy ciosow.. ona pierwsza mnie trafila. Zarówno Meliotta , jak i Syfilis byli przytomni. Meliotta lezala
, a syfilis proowal sie czolgac w kierunku biurka. Usiadlem , by odpoczac.... |
by soczek |