.....czy ma ktos elixir?


Zgubilwszy trop elfa postanowilismy dalej podazac w tym samym kierunku mimo wyraznych sladow.
po pewnym czasie natrafulismy na wyryta w lesie droge, wygladajaca zupelnie jakby przedzieral sie nia przed paroma dniami nasz znajomy wsciekly niedzwiedz. podazylismy tym tropem w kierunku jego zrodla.
po pewnym czasie natrafilismy na paczke podobnie wscieklych wilkow...
ledwo ucieklismy z zyciem ( i to tylk ozasluga Meliotty).

ucieklismy, na szczescie wilki nas nie tropily. poszlismy z powrotem do miasta.

po wyjsciu z lasu dorawla nas dziwna choroba (nudnosci , slabosc itp - pewnie salmonella;-)

na szczescie po 2 dniach przeszla.

wrocilwszy do miasta odebralismy nagrode od kaplana (1500)
i za glowe szarej stopy (1000)

dowiedizelismy sie iz jest jakas robota dla poszukiwaczy przygod ,takich jak my, u alchemika .

prawie z marszu sie udalismy

zadanie bylo dla ludzi myslacychg , a nie rembajlow... tak mowil - praktyka .. coz, jakos przezylismy:-)
o co poszlo - uciekly mu stworzenia
-kobold
-driada
-jakis pojaka czlowiek
- e... jakis wielki jaszczor (tzn ten byl mlody i mial ponad 5 metrow)
dwa pierwsze zlapac zywe

twierdzil ze same nie mogly uciec , wiec ktos je uprowadzil.
sladow nie bylo, wiec musielismy zaczac szukac i rozpytywac po miescie...

zalatwiajac codzienne sprawunki (i ekwipunek ktory moglby sie przydac) podpytywalem mieszkancow, ale nikt nic nie wiedzial.
w koncu udalo mi sie skorzystac z pozadnej lazni:-)
Syfilis w miedzyczasie poszedl pic piwo...

w koncu dorwalem jakiegos pijaka , ktory widzial jakas zakapturzona postas z wielkim jaszczurem i jakimis 2 innymi istotkami.. wskazal ulice ktora szli.

wieczorem zebralismy sie w gospodzie ( szczesliwie wzyscy zebrali sie w tej samej okolicy)..
wymienilismy sie danyumi i poszlismy zwiedzic okolice. Flug nieczego nie odkryl (pewnie zbytnio zachwalal siebie , zeby slyszec co inni mowia:-), Meliotta natomiast dowiedziala sie tego samego co ja (pewnie od tego samego pijaka, ktory po dzisiejszej jalmuznie zacznie widywac o wiele wiecej jaszczorow, pajakow , zakaptorzonych postaci , smokow i czego kolwiek aktualnie potrzebnego:-).

Droga ktora wskazal prowadzila do poludniowych bram miasta.
Przed brama zostalismy mile przywitani przez zestresowanych gwardzistow - "STAC KTO IDZIE!!! NIE RUSZAC SIE" ..i kilka kusz.
moj glos musial na nich dzialac kojaco ( a moze moje uniesione rece ;-) poniewaz obylo sie bez strzelania. ...jak dobrze ze Flug zdawal sie byc nieobecny myslami i nic nie mowil , bo pewnie byla by rzez:-/.

z rozmowy wyniknelo iz ktos 3 noc wstecz zabil tu z luku 2 straznikow i wyszedl za miasto...
...nie wiem czy dostrzegli luk wielkosci wyskokiego czlowieka wystajacy mi z za plecow, ale na wszelki wypadek troche z nimi pogadalem ,zeby sie upewnili ,ze nie mialem z tym nic wspulnego.

nastepnego dnia rano wyruszylismy przez poludniowa brame.

udalo sie odnalezc trop durzego stworzenia ktory podazal dokaldnie tam , gdzie spotkalismy wsciekle wilki.

zeby bylo ciekawiej , w pewnym momencie faktycznie spoktaklismy kolejna partie wscieklych wilkow.. tym razem z bonusowym wscieklym niedzwiedziem ( moze szalonym bylo by lepszym okresleniem).

nieco zmadrzalem po poprzednim spotkaniu i za wczasu wdrapalem sie na drzewo ( w tej 3 dniowej podrozy za wczasu to sprawdzilem - da sie strzelac z drzewa:-). to bylo najmadzejsze co tylko moglem zrobic. wilki i niedzwiedz podziabaly wszystkich (a mnie by pewnie zabily). Z ory natomiast moglem spokojnie do nich strzelac, co pewnie reszcie uratowalo tylki.

idac dalej napotkalismy na ostrzegawszy strzal turz pod nasze nogi...

strzala wygladala jak tego elfa z bandy szarej stopy, ktorego tropilem przez 3 dni. coz - nur w las, pare zdan we wspulnym i po elfiemu... brak odzewu... ok isc trzeba.
tylko ja z magiczna tarcza sie odwazylem wyjsc. niectety nie znalazlem go.

po kupie czasu marudzenia i zmarnowanej magii ruszylismy.

wkrotce dotarlismy do polany z olbrzymim dembem po srodku.

przy debie stal sobie spokojnie olbrzymi warg. dalbym mu minimalnie 2 metry w klebie.

troche marudzenia itp.. w koncu zdecydowlismy sie ze trzeba go ubic.

wszedlem na drzewo, reszta sie przygotowala i strzelilem.
...zyjemy , bo bylem na drzewie.

warg ( wsciekly) dopadl do ekipy i ich zmasakrowal
Nawet Meliotta sie nie umiala przed nim obronic. Najpierw padli Flug i Syfilis.
Na szczescie ustrzeliem go zanim dopadl do gardla Meliotty.
Luk to dobra rzesz... pech , ze Elf ( elfka jak sie okazalo) tez miala rownie dobry luk.

podeszlismy do skraju polany i tuz po tym jak zebralismy sie na nogi - Flug znow padl.
tym razem od strzaly z srodka polany. Syfilis sie nim zajol.

-"ostatnio raz mowie - odejdzcie"
blebleble.. tez cos powiedzialem , elfka rowniez bez reakcji , jak my na jej slowa.

wysla na srodek - probowalem ja ustrzelic.. hmmm nie trafilem.
scgowala sie za deba.

ok magiczna tarcza , Meliotta w lewo , ja w prawo na wabia, Syfilis z kusza tu zostaje.

odalismy chyba lacznie 12 strzalow , lecz zaden nie trafil :-//
dopiero moj magiczny pocisk zdal sie zbic elfke z tropu.
jak sie okazalo tez znala sie na magii - rzucila jakis czar i oslepila mnie .
jak po chwili odzyskalem wzrok - nie bylo jej.

coz.. po chwili wyszedlem i podbieglem do drzewa - nigdzie jej nie bylo. wszedlem na gore - tez nic.
nie miala czasu ,zeby tak szybko zniknac..

bylismy ( oprucz mnie ) w kiepskim stanie i zostalo malo magii i eliksirow.

poszedlem przeszukac polane , syfilis poszedl spac pod debem.

zauwazylem ze duzy jaszczur wchodzil na polane , ale nie widzialem sladow , zeby z niej schodzil...
wrosilem pod deba - strzelilem obok smacznie spiacego Syfilisa... byl wyraznie niezadowolony , ze go budze. Coz, nawet nie chcial sie ucieszyc , ze to ja nie ta elfka.

jak powiedzialem ze pojawil sie problem iz ten jaszczor wszedl ale nie schodzil z tej polany zaczelismy podejrzewac iluzje... a tu psikus - nagle jaszczor pojawil sie jakby z nikad na koncu polany:-) hmm.. wielkie 5 lub wiecej tonowe bydle na nas szarrzuje.

strzal i ucieczka w las reszta ucieczka. Meliotta zostala na srodku..
zabawnie to wygladalo. Najlepsze bylo to ,iz wiekszosc moich strzal prawie odbijala sie od jego lusek..
musialem zaczas starannniej celowac, ale w koncu sie udalo. w miedzy czasie reptylion dostal z ogona i sie polozyl pod drzewem... Flug dal mu moj eliksir i sie obudzil:-) i dobrze , bo okazalo sie iz jest wyszkolony w strzelaniu w okresline punkty na ciele.... i ma duuzo szczescia - po 4 strzalach gad juz byl bez oczu:-) oslepione bydle zaczelo uciekac wprost przed siebie. na szczescie zdazylem sei nauczyc fajnego czaru - magiczny harpun. Ledwo , bo ledwo ,lecz udalo mi sie go zatrzymac i nie mogl uciekac (wyryl ostre dziury w ziemi:-) nie wiem juz ,czy to moja strazala , czy czyjs belt , czy to moze przez ten czar , lec w koncu bestja w wielkim lomotem padala.


Zabralismy sie do ogledzin drzewa. Stwierdzilem iz jest magiczne, wiec nie chcac rozgniewac potencjalnych jeszcze nie spotkanych druidow powyciagalem strzaly i belty z drzewa. Po elfce nie bylo sladu.
W koncu meliotta skumala , iz skoro bestia caly czas byla na polanie ukryta iluzja , to moze i drzewo jest jakos zamaskowane. Ciagle nie moglem uwierzyc , iz elf para sie iluzja...
Faktycznie – okazalo sie iz z jednej stronu byla zaaskowana “dziupla” przez która mozna bylo wejsc po drabinie do podzienmi.

Waski korytarz wiodl na wprost. Po paru krokach doszedl do nas tupot bosych stop..
Przygotowalismy bron – w swietle pochodni dostrzeglismy pl pajaka. Strzal z kuszy i z luku – bestja padla. Na wszelki Meliotta dobila sztyletami. Dziwne stworzenie, nawet nie pamietam jego wygladu. Nogi czlowieka , a rece pajaka. I jakies dziwne zadlo.
.

ruszylismy dalej , az dotarlismy do rozwidlenia.
Poszlismy w prawo.

Po paru metrach doszlo do nas wycie wilkow. Nie widzielismy konca kotrytarza , wiec profilaktycznie oddalem kilka strzalow na wprost. Nie uslyszelismy skowytu , wiec ruszylismy na przod.
Dotarlismy do lekkiego skretu, a moze tylko luku.
Faktycznie-naszym oczom w poswiacie latarni ukazali sie przekrwione slepia wilkow.. a jako bonus – doszlo do nas ryczenmie niedzwiedzia.
Przygotowalismy sie do obrony, Meliotta i Syfilis kocneli , zebym mogl strzelic. Nie trafilem pierwszego wilka , za to ugodzilem biegnacego za nim. W tym mmencie ze strzala w plecach padl Flug. Elfka byla na zakrecie za naszymi plecami. Probowalem w nia strzelac,- bezskutecznie.
Jej lepiej strzal poszedl.
Walczac z wilkami padl Syfilis. Meliotta ubila reszte bestii i padla na ziemie by unikac strzal.
W tym momencie doszol do nas warczenie niedzwiedzia :-///
Ups...

Wypilem ostatni eliksir.

Mielismy dosc kiepska sytuacjie..
Chcac strzelac do elfki musialbym wstac.. na pewno bym nie zdarzyl i by mnie ustrzelila. Z drugiej strony szarrzowal niedzwiedz , a obrona przed nim na lezaco...


Postanowilem odwrocic uwage elfki.
Poprosilem syfilisa bu rzucil w nia latarnia – liczylem , ze ogien albo ja zmusi do wycofania sie , albo chociarz oslepi i da mi czas by wstac i strelic. Meliotcie dalem z koleii zapasowy olej do lampy by nim potraktowala niedzwiedza.

W praktyce – Syfilis odzyskal troche sprawnosc (przeszlo mu uderzenie obuchowe od dinozaura) , by ja ponownie stracic 9juz nie pamietam w wyniku czego – chyba czaru elfki). Rzucil latarnie , ale wyjatkowo niezgrabnie. Na szczescie wystarczylo ,zebym wstal i strzelil. Pudlo – kurwa mac!!! Co ona jest ? Strzalo przepuszczalna ? rzucilem czar – oberwala ? ..i oddala mi czaarem – leze ?
Meliotta korzystajac z zamieszania walczy z niedzwiedziem ( na szczescie bylo dla niego bardzo ciasno? ).

Hmm.. skoro leze – elfka bezkarnie strzela.. na szczescie byla troche oslepiona i wystarczalo bym uprzedzal o jej stralach, by Meliotta nie oberwala.
Niedzwiedz padl.

Meliotta wyciagnela eliksir i po chwili wachania podala go mnie. Znow bylem na nogach.

Lfka sie wycofala za rog.

Hmm.. nie przytomny Flug, ledwo przytomny jaszczur. Elfka nietykalna snajperka pare cial wscieklych wilkow i niedzwiedz.
Ok. – ide na zwiady.

Przeskoczylem misia i ruszylem dalej.
W koncu dotarlem do komnaty z wieloma pustymi klatkmi.
No, prawie – 2 nie puste – w jednej byl kobold , a w drogiej driada.
Na koncu komnaty 2 kotly i dzwi.
Ide w kierunku drzwi... naglr sie otwieraja i wychodzi jakis kolo...
Chwila konsternacji.. robie 2 kroki do tylu, a koles sie chowa i zatrzaskuje drzwi.
Hmm.. mily akcent – to ktos przede mna sie chowa, a nie ja przed nim.

Podchodze do drzwi , otwieram i chowam sie za ich skrzydlem... wylatuje nietoperz
- krzycze lapac nietoperza w siate!!
I biegne za nim.

Meliotta probowala , lecz bez skutku. Probowala tez strzelic , ale pudlo. Nic to – idzemy razem przeszukac co zostalo.
Za drzwiami bylo jakies laboratorium.. masa suszonych ziol i sprzetu alchemicznego.
Na szczescie mam doswiadczenie zielarza i udalo mi sie znalezc 3 eliksiry leczena ?
Wyprobowalem jeden z nich na reptylkionie..
..nie pomylilem sie – to byly mikstory leczenia ?
zanieslismy fluga do jednej z klatek i tam zamknelismy ( co by go wilki pod ziemia nie zjadly).

Wziolem nowy medalion z magia (znaleziony wczesniej przy martwym kaplanie) i rzuczajac czary ochronne ruszylem pierwszy, by dopasc Elfke ( a bylem juz nie lada wkurwiony tym calym poscigiem)
Wrocilismy sie do rozgalezienia korytarza .. krotkie wachanie – na powierzchnie , czy nie i ruszylismy w niezadana odnoge.

Po pewnym czasie (nie pamietam w który miejscu) natrafilismy na pulapke – ostrze poziomu wyskakujace ze sciany.
Zdolalem uskoczyc – reptylion nie. Drogi eliksir domniemanego leczenia...
...wstal ?

Idziemy dalei - kurwa skrzyrzowanie (typu X , czy raczej “+” ;-)
Na szczescie - w lewo pare metrow i drzwi .. w prawo pare metrow i drzwi. Wszystkie zamkniete. Idziemy dalej prosto.

Idziemy dalej prosto – skrzyzowanie “+” – FUCK!!

Na szczescie w lewo pare metrow i drzwi .. w prawo pare metrow i drzwi. Wszystkie zamkniete. Idziemy dalej prosto.

Idziemy dalej prosto – skrzyzowanie :-// .Droga w lewo i w prawo...
Idziemy w prawo.. trym razem juz ostroznie i badajac sciany , czy nie ma pulapek...
..az tu nagle wielki mlot bujnol sie z sufitu... zdazylem uskoczyc, reptylion nie.
Wstal o wlasnych silach... ufff.

Idziemy wlaej do zakretu w lewo. Wygladam z zaniego ostroznie .. a tam Elfka na koncu korytarza.

Magiczna tarcza, wyskakuje my wszyscy w 3 i strzelamy...
Pocisk Elfki zatrzymany przez czar, nasze pudluja >... AARGGHHH!!!
Elfka wali w drzwi i wrzeszczy – Otwieraj! I chowa sie za drzwiami.

Idziemy do drzwi , otwieram je i wchodzac do srodka mam nieco skrucona grzywke ( ah ,te czary obronne sa codowne? )

Reptylion i Meliotta wpadaja i dopadaja do elfki. .gdzies w srodku komnaty siedzi jakis koles na krzesle/ tronie czy czyms i obserwuje.

Wyciagam miecz i atakuje elfke. Luk rzucam za siebie.
Dopadlismy ja w trojke, lecz nawet nasz gropowy zabujca ( Meliotta) nie byla w stanie jej nawet trafic.
No.. mnie sie udalo. Mysle ze tylko dzieki temu trafieniu moge teraz to wsyzstko opisac..
Najbardziej mym trafieniem zdziwiona okazala sie byc elfka ( dopiero pozniej zrozumialem czemu bya taka nietykalna). Cios ten nie zrobil na niej zbyt durzego wrazenia, lecz nas uratowal , o czym pozniej.

Najciekawsze z tego trafienia byl to , iz zirytowany cala sytuacja ,czujac jak ostrze napotyka na opor , wrzasnolem “SIAD” ... coz elfka nie siadla , lecz reptylion potraktowal to doslownie i kucnol... po czym dosal gonga w glowe od wlasnie elfki.


Znajac swoje mozliwosci wycofalem sie i ponownie podnioslem luk.
Nie wiem , jak dludo ta walka trwala , ale podejrzewam , iz byla ona najdlurzsza walka , jaka kiedykolwiek stocze (choc licze iz szczescie jakie mialem mnie nie opusci).

Meliotta i Syfilis bezskutecznie nawiazywali walke. Zdazylem oddac ze 2 strzaly , lecz zadne z nich nie bylo w tym czasie w stanie chocby drasnac Elficy. Mój 3 strzal okazal sie byc celny (mimo iz bylem wiecej niz pewien iz poprzednie powinny byly trafiac). Byl on dosc silny, by powalic Elfke... niestety byla przygotowana i miala pod reka eliksiry... uzdrowila sie i dopiero wtedy zauwarzylem , iz ma jeszcze co najmniej 3 podobne fiolki przy pasie. To bylo nieciekawe:-/

Reptylion zdazyl w miedzu czasie od niej oberwac (na nasze szczesicie nie byla silna). Sfrustrowany walka z nia postanowil dopasc durida - renegata , jak podejrzewam.

Zrezygnowalem z sily luku na rzecz magii, przed która nie ma obrony.
..nie ma obrony o ile zaklecie sie udaje... wlasnie ta moja pieprzona zbroja ( ktorej zawdzieczamy zycie) krepowala mi ruchy.

Niestety , na 3 rzucone czary , dopiero 3 mi sie udal. W miedzy czasie Meliotta co najmniej dwukrotnie oberwala... Kiepsko gdyz w miedzy czasie nawet nie drasnela prezeciwniczki.

Teraz bylo gorzej – elfka nie tracoa sily nw walke zaczela ciskac jakims iluzorycznym sztyletem :-//
Padlem po pierwszym zakleciu, a Meliotta po drogim.

Mialem jeszcze jeden eliksir z laboratorium.. wypilem go.. na szczescie byl mocny – znowy moglem walczyc.

W miedzy czasie Syfilis przestal sobie radzis z druidem i padl na ziemie..
Hmm.. wziolem luk i namierzylem druida..
..ufff, on nie byl taki nietykalny. Upadl juz po pierwszym strzale. Gorzej ze tez mial eliksiry.
Chyba zdazyl jeden wypic i ponownie wstac , zanim droga strzalom go zabilem... tym razem nawet nie zdazyl siegnac po eliksir.
Syfilis wypil jego eliksir i odzyskal wigor ? Wziol ostatnia fiolke jaka przy nim znalazl i ruszyl na elfke.

W miedzy czasie drogi raz udalo mi sie czar magicznego pocisku – edyna rzecz , która niechybnie trafiala.
Elfka sie zachwiala ... FUCK!! Nim Meliotta zdolala ja dobic ta sie uzdrowila.


W tym momencie Syfilis dopadl elfke. Sam nie wiedzial co ma robic – czy podac eliksir Meliotcie , czy walczyc (na mój gust byl bez szans w walce).


Zdolal jeszcze wytrzymac jedno uderzenie nim padl. Probowal padajac wypic eliksir druida.. ...rozbil go.

Ekhmm.. no ,tak jestem sam.
Zaraz przestanie dzialac moja magiczna tarcza.. magia w tej zbroi mi slabo wychodzi...
Z luku jej nie trafiam..
Chwila.. mam miecz.. udalo mi sie nim ja juz raz ugodzic!
TAK! Sprobuje go oczarowac. Tordne i dlugotrwale zaklecie...
Rzuce je cofajac sie ..
WYSZLO !

Teraz wystarczy ze ten miecz ja drasnie. Przy mojej magii juz pewnie nie wstanie.

Tylko zanim ja trafie ona mnie zdejmie...
Magiczna tarcza.. jedya szansa.. tak! Zaklecie zaczelo dzialac!

Gdy wycofalem sie do korytarza doszla do mnie i zaczelismy wlake.

Spodziewalem sie iz jest naprawde dobrym wojownikiem lecz okazalo sie iz po prostu oboje bylismy silnie wspomagani przez magie - ja mialem oczarowany miecz i ochronna tarcze, ona magiczna zbroje i swoja elfia zrecznosc.

Sam nie wiem ile wymienilismy ciosow.. ona pierwsza mnie trafila.
Ustalem.. ledwo....
Znow wymienialismy ciosy...
Tym razem ja trafilem. Umagiczniona stal – nie miala sznsy ustac tego ciosu, zwinela sie z bulu.
Upadala, probowala siegnac eliksir – ponownie uderzylem.
Uderzenie nie bylo mocne, lecz poprzez nagie to zadrasniecie poprostu odcielo jej reke..
Wziolem eliksir, który siegala i pobieglem do komnaty.

Zarówno Meliotta , jak i Syfilis byli przytomni. Meliotta lezala , a syfilis proowal sie czolgac w kierunku biurka.
Podalem eliksir Meliotcie – wstala.
Wrocilem do elfki – nie zyla. Wziolem jej ostatni eliksir i podalem Syfilisowi.

Usiadlem , by odpoczac....

by soczek