Kilka sesji oczami Davida Stewarda


Zlecenie na setyte


Lowy na Gangrela VI pok. w HUSTON. Koles oszalal i trzeba go bylo uciszyc. Razem z paroma innymi Spokrewnionymi (m.in. Ravnoska, Nosferat – Christof, Assamita, Tremere – Michail Buchakov ktos jeszcze, ale nie pamietam). Narobilo to sporo zamieszania, o ile sie nie myle cala swita ksiecia zostala zniszczona (lacznie z szefem).
Ostatecznie Gangrel zdiabolizowany przez Bulchakova, którego od tamtej pory nie spotkalem, choc wiem ze przebywa w Huston (powinien byc teraz VIII pokolenie, po rozróbie z hybryda Nosferata z Malkavianinem, o czym pózniej)
Wladze przejmuje „papcio” z Tremere (na mój gust VII pokolenie, ale moge sie mylic. Dosc wyluzowany koles, ale na tyle silny, by umyslem rzucic kims o sciane i zmienic go w pochodnie. Biegly w nadwrazliwosci – nie lubie takich).
Tremere rzadza :-\ Sam nie wiem, czy wiac z miasta, czy skakac z radosci. Nie mam pojecia czy Papcio ma jakies powiazania z La’Crua czy nie, ale na razie sie nie wynosze i postaram nie rzucac sie w oczy.

CHARAKTERYSTYKI :

  • Christof,
  • Nosferat ( X ) : Koles ma nosa – od razu zaczal sie zastanawiac nad moim pochodzeniem. Podejrzewa, ze jestem silniejszy niz mówie – musze na niego uwazac. Spoko sie z nim dogaduje.
  • Ravnoska
  • (XII ? ): po nich nic nigdy nie wiadomo – krecila sie obok i tyle. Dziwne, NIC mi nie zginelo...
  • Assamita
  • ( XIII ): nic. Oprócz tego , ze sie niezle bije. Ekspert w ostrzach. Ignoruje mnie – mysli ze nie mam z nim szans. Frajer olewa i niedocenia mnie.


    Genutech: ( jakis Setyta, Nosferat, Ravnos, Assamita )


    To musialo sie predzej czy pózniej stac – jakiemus zakreconemu profesorkowi (nie powiazanemu z PENTEX’em ) udalo sie wpasc na trop Rodziny, a raczej stwierdzic jej istnienie . Koles zlapal paru nie ostroznych mlokosów i zaczal ich badac. Rezultat: nowy drug na rynku i kolejny patalach na karku. Dobrze, ze nie nic nie wiedzial o naszych zdolnosciach, bo mielibysmy przejebane. Dran byl sprytny – wyslal komando z miotaczami azotu na patrol ulic. Kolesie namierzali Nosferatów uzywajac zwyklych kamer. Cóz zlapali nasza grupke i zawlekli do laboratorium.
    Wynik: Ucieklismy, po czym dostalismy odgórne przykazanie by skopiowac i zniszczyc wszystkie dane. Jakos sie udalo, a profesorek ‘stal sie ‘ Tremerkiem.
    Szerza sie jak szarancza. Najgorsze, ze Papcio zdobyl moja krew.

    CHARAKTERYSTYKI:

  • Nosferat:
  • Przerost dumy nad rozsadkiem. Bardzo honorowy, choc ma swoje odchyly. Sam nie wiem czy to sadysta, czy tez szanuje smiertelnych. Chyba liczy sie z moim zdaniem. Ja z jego tez.
  • Assamita:
  • sadysta i idiota – nie rozumie potrzeby Maskarady. Nie wiem jakim cudem udalo mu sie przetrwac tak dlugo wsród smiertelnych. Tam skad pochodzi musi byc prawdziwa dzicz. MEMO: poszukiwany przez Interpol NIE POKAZYWAC SIE Z NIM PÓBLICZNIE !!!
  • Ravnoska :
  • Nie cierpi psów. Ciagle nie wiem co sadzic.
    NOTE: prawdopodobnie pila moja krew, albo gdzies ja schowala.
  • Setyta
  • pomógl nam uciec – tyle wiem.


    Inkwizycja (Nosferat, Ravnos, Assamita)


    Wszystko przez Christofa i jego durne obsesje. Okazalo sie (o czym nie mialem pojecia ) ze Chrisy gustuje w krwi ksiezy, (ponoc najlepsza jest katolickich).
    Cóz, w koncu trafil na kogos z prawdziwie wierzacego i sciagna do miasta inkwizycje. Trzeba przyznac ze czasami jest nierozgarniety ( choc dla mnie to dobrze, bo juz przy pierwszym spotkaniu watpil w moje XIII pokolenie, ale w koncu je lykna i przestal byc wscibski ). Tak czy siak Papcio dal do zrozumienia naszej pokreconej grupce zeby sie tym zajela. Pewno nie chcial by komus dla niego waznemu podwinela sie noga.
    Na szczescie okazalo sie ze ci co sciagneli do Houston to banda idiotów, którzy przyjechali odprawiac egzorcyzmy. Wykiwalismy ich iluzja, chemia , a przede wszystkim ich zabobonami. Pech, ze lowca który zabil mojego ojca (jestem prawie pewien, ze to on) nie nabral sie na nasza szopke. Na dobra sprawe tamci uwierzyli w to co widzieli tylko dla tego, ze chcieli uwierzyc. Trudno sie im dziwic, w koncu kazdy chce wierzyc ze potwory (juz) nie istnieja...
    Tak czy siak moje mieszkanie wylecialo w powietrze, a w jatce na cmentarzu, zginelo 2 pomagierów mojego znajomego lowcy. On sam gdzies znikna i póki co sie nie odzywal.
    Podejrzewam, ze zostal naslany na moich przodków celowo, a nie eksterminowal ich dla jakiejs wyzszej idei. Nie wiem jednak kto to móglby byc. Byc moze mój ojciec byl diabolista i ktos potezny chcial sie zemscic ? Mozliwe. Mozliwe tez ze mam cichy protektorat Papcia, tak jak to bylo z La’Crua w europie . Kórde, kolejny Tremere który cos ode mnie chce. Czy nigdy sie od nich nie uwolnie ?

    CHARAKTERYSTYKI:

  • Ravnoska :
  • miewa humory. Trzeba jej mówic co ma robic (co ,gdzie jaki i po kolei.. najlepiej drukowanymi;-) ).
  • Assamita :
  • Nieco roztrzepany, prawie niezawodny.
  • Nosferat :
  • ON I JEGO ODCHYLY !!! Na szczescie uczy sie. Ciagle chyba zyje w swiecie, gdy spokrewniony byl bogiem , a wiesniacy mdleli na sam jego widok, bardziej przez zabobony niz przez jego faktyczna moc. Musial byc przeistoczony we wczesnym sredniowieczu, podejrzewam , ze w srodkowej Europie. Ma jeszcze wiele do nauczania, ale bedzie z niego cenny sprzymierzeniec. Honorowy , odwazny. (hmm.. moze ma lekki anachronizm przez zycie w kanalach ? )
    NOTE: pil moja krew.


    Quest for a neckle : (Assamita, Setyta, Ravnos, Nosferat, Gangrel, Ghul-Chico-cośtam oraz gościnnie: Lazombra, więcej setytów, el Prezidente - Fidel Kastro, pułk wojska, a jako bonus - stado wilkołaków)


    Dluga opowiesc. Papcio zazyczyl sobie, zeby jakas banda pomylenców, calkowicie do siebie nie pasujacych, z wrogich klanów, o skrajnie odmiennych naturach i o ukrytym celu kazdy, opuscila przytulne Houston i zwiedzila pól swiata ( wliczajac zakazane tereny, objete wspólczesna ‘zelazna kurtyna’ ) uganiajac sie za jakims wisiorkiem , zeby mógl go sobie zalozyc na randke ze swoim chlopakiem, albo kolejna zdominowana i nacpana mlódka (nawiasem – chyba w takich gustuje, to chyba typ nowoczesnego hipisa, a przynajmniej tak chcial nam sie pokazac).
    Tylko po co stworzyl tak etnicznie rózna i wroga sobie ekipe ? Prawdopodobnie chcial wybadac do czego, kto jest przydatny, a w jakiej kwestii nieobliczalny. Cóz – ten cel osiagnal. Chociaz jak teraz sobie o tym mysle , to prawdopodobnie piekielnie mu sie nudzilo, a z takiej grupy nie moze wyjsc nic oprócz wybuchowego reality-show. Cóz , jak widac znudzil go Mirami .

    Musze przyznac – wyjatkowo czesto mialem ochote skrecic kark Assamicie, lub Setycie, albo obu naraz.
    Powiem w skrócie :
    - Wlamalem sie do muzeum
    - Zaznajomilem sie ze zlodziejem ala ‘czlowiek-pajak’ Johny-B@hotmail.com
    - Uratowalem ekipe wlamywaczy przed trigger-happy-assamita
    - Nurkowalem w bagnie
    - Zwiewalem przed Lupinami w jakiejs zakichanej puszczy
    - Zwiedzilem Meksyk
    - Przedarlem sie na Kube
    - Podgladalem wilkolaki
    - Zostalem porwany we snie do Londynu
    - Zadarlem z Ksieciem w Londynie
    - Podpadlem Ravnosom w Londynie
    - Lecialem do Kanady dzieki AIR-SETITE, by zostac oclonym jako nielegalny transport whisky
    - Zwiedzilem wschodnie wybrzeze USA by znów jechac do Meksyku
    - Lecialem awionetka na Kube
    - Bylem swiadkiem masakry informatyków (JEAH Assamite‘n’Setite Roolez)
    - Spalem pod weglem
    - Wlamalem sie do Kubanskiej bazy wojskowej
    - Chowalem sie przed wilkolakami
    - Parokrotnie próbowalem zapobiec masakrze
    - Nocowalem w schronieniu Lasombra z Sabatu
    - Podszywalem sie pod swite Fidela Kastro
    - I znowu jestem w Meksyku...
    - Odebralem stary samochód
    - Zwiedzilem Azteckie jaskinie ( a moze Majów – nie znam sie )
    - COS rozplaszczylo mnie na scianie
    - Oganialem sie od natretnych gargulców ( dodam , ze byly niewidzialne )
    - Bylem szkieletem
    - Bilem sie ze szkieletem
    - Poparzylem sobie reke
    - W koncu postrzelalem sie z Setyta i z Assamita
    - Zmeczony, glodny, brudny i zly wrócilem z calkowicie wymieniona brygada do Houston


    Rzeczy warte uwagi :
    Papcio po powrocie stwierdzil : „Gratuluje jestes ogniwem laczacym True-Brujah ze wspólczesna odmiana. Musze przyznac ze bardzo mnie to intryguje i z checia bede to badal..” dajac jednoczesnie do zrozumienia zebym nigdzie nie wyjezdzal.
    MEMO : ZAWSZE miec ze soba latarke, najlepiej kilka.

    CHARAKTERYSTYKI :

  • Nosferat –
  • ; wie ze dzwoni, ale nie wie kto i gdzie. Cenie go za odwage i za poswiecenie. Po czesci zyje w sredniowieczu, ale gotów sie uczyc. Lubi zaskakiwac i miec jakis as w rekawie, choc lepiej by bylo zeby dobre pomysly najpierw z kims konsultowal. Potrafi sam o siebie zadbac, choc niedocenia smiertelnych ( prawdopodobnie ostatnimi jego smiertelnymi towarzyszami byli sredniowieczni chlopi ). Zachowuje sie jak Klaus Kinsky w „Nosferatu – wampir”. Nie odpuszcza wrogom i zabija bez wahania, choc powstrzymal sie gdy go prosilem.
    Ma swoje tajemnice i swoje cele. Musze uwazac – zdawalo mi sie ze uspilem jego czujnosc, a tak naprawde to chyba on uspil moja.

  • Assamita :
  • ma chore wyobrazenie co do zachowania anonimowosci swojej twarzy. Najchetniej zabilby wszystkich, którzy go widzieli. Albo po prostu wszystkich. Przecenia swoje mozliwosci, choc to on nie raz ratowal nas z opresji. Skuteczny, pomijajac chwile gdy sam sie przecenia. Nabral sporo pokory (prawdopodobnie po tym jak kolejny raz zapadl w Torpor ) Nie pozwolilem go zabic w jaskini , gdyz wydawalo mi sie iz zaczal byc bardziej roztropny w decydowaniu o czyjejs smierci.
    NOTE: Assamici maja jakas moc rozpoznawania dyscyplin ofiary (a moze czegos wiecej) ze smaku krwi - NIE POZWOLIC BY SPRÓBOWAL MOJEJ KRWI !!!
    NOTE 2: brak powodów by przebywac w jego towarzystwie.

  • Setyta( X-XII? ):
  • Koles ma jakas misje, ale nie jestem pewien czy sam wie jaka. Nie dba o smiertelnych. Chyba jeszcze nie widzialem tak groznego szermierza – móglby mnie pokonac, sadze ze mamy równe szanse – czytaj kto pierwszy trafi ten wygra. Jedyna moja przewaga to wampirza szybkosc, a zwlaszcza to ze moge ja utrzymac dluzej niz mysli. Zdaje sie ze Setyci maja swoja siatke na calym swiecie – trzeba na nich uwazac. Pare razy przydaly sie jego kontakty. Oprócz tego potrafi tylko machac mieczem. Z reszta robi to az nazbyt chetnie. Nie ma skrupulów.
    NIE MOGE DOPUSCIC BY DOWIEDZIAL SIE O MOIM POKOLENIU !!!
    NOTE: jeden numer i zetne mu glowe, on tez o tym wie, choc moze czuc wobec mnie pewien dlug.

  • Gangrel (X, raczej XI )
  • , Jazon : dumny samotnik, przecenia sie, choc faktycznie moze wiele zniesc. Bez dwurecznego miecza, albo w pelni automatycznego karabinu nie mam z nim duzych szans. Dobrze sie z nim wspólpracuje, czy tez raczej gdy sam tego chce jest pomocny. Nie zrobi nic co by bylo sprzeczne z jego ego. Potrafi niezle namieszac – w przeciwienstwie do Nosfera nie wypelni misji jesli cos mu przestanie pasowac – postepuje zgodnie ze swoim widzimisie. Zdradzic nie zdradzi, ale odejdzie gdy mu sie zachce. Podejrzewam , ze jest zbyt dumny by zlamac swoje slowo , ale nie slyszalem by takowe komus kiedys dal...oprócz przysiegi zemsty.
    NOTE: pil moja krew.


  • Ravnos:
  • nadal mam mgliste pojecie. Niezle strzela i zdaje sie ze jedynym jej celem jest szkolenie sie w iluzji. Moze gdy juz osiagnie mistrzostwo zobaczymy na co ja stac. Dopóki jej ktos nie rozwscieczy nie lubi przemocy. Dba by wsród smiertelnych nie zostawiac sladów. Zdaje sie iz stara sie tez ich nie krzywdzic...no nie wiem jak z ich kieszeniami.

  • Lasombra(IX ?) Geogrie:
  • Spokrewniony o zelaznej woli. Tajemniczy, choc wydaje mi sie ze go doskonale rozumiem. Koles niezle sciemnia i jest w stanie kazdego przekonac by sie nie stawial, no prawie kazdego. Musi byc co najmniej z IX pokolenia – predko nie czuje glodu i dobrze opanowal moc krwi, ale zdaje sie ze zdziwil sie jak gdy jego dominacja na mnie nie zadzialala (chyba nie rozumie w pelni zasad jej dzialania). Hasid i Moses nie zauwazyli tego, zbytnio delektowali sie w machaniu mieczem - to durnie. A moze to tylko ja jestem wyczulony by poznac z kim mam do czynienia. Nie wiem. Tamci sa zbyt pewni siebie, mysla ze walac w morde z kazdym sobie poradza, Jazon tez . Nie przetrwaja tej dekady.
    Georgie’a warto sie trzymac. Chyba zauwazyl jak wykorzystuje moc krwi. Nie ma kompleksów i nie musi udowadniac sobie sily na smiertelnych. Odkad dolaczyl sie do nas bylo o wiele prosciej. Dobrze sie z nim wspólpracuje.
    Mam wrazenie, ze mimo silnej krwi nie w pelni zdaje sobie sprawy z jej mozliwosci, ani ograniczen. Mimo mocy to jeszcze mlokos. Musial nie miec mentora. Papcio chyba nie mial dosc sily by go wybadac, dla tego go do nas dolaczyl. Cóz chlopak sie sprawdzil.
    Potencjalny sprzymierzeniec, choc dobrze , ze jestem silniejszy krwia...tak sadze.


    P.s. bedac czarnym charakterem nie nalezy stac i szydzic z wroga.
    P.P.s. nie cierpie Tremere.

     


    HORUS ( Setyta Moses , Assamita Hasid , Gangrel Jazon )


    HORUS ( Setyta Moses , Assamita Hasid , Gangrel Jazon )
    –Setyci chcieli przebudzic Seta. Niestety ktos ich wydymal i podmienil Seta na Horusa. Poniewaz nie wiadomo bylo kto bruzdzi, dla sw. spokoju w godzinach nocnych na zachodniej granicy Egiptu wyrósl grzyb. Taki grzybek widoczny prawdopodobnie jeszcze na Sycylii.
    AFTERMATH: 1 zniszczona swiatynia, parunastu zaginionych doktorów historii Kairskiego uniwersytetu, wybite 2/3 klanu weza, gigantyczny lej na srodku pustyni, zamieszanie na arenie miedzynarodowej, kleska ekologiczna i piasek we wlosach.
    Dodam jeszcze, ze nie ujrze juz Mosesa, ani Hasida .
    Co do Jazona - w Houston raczej juz go nie ujrze. Byl bardzo krótko wzroczny i zatracil instynkt przetrwania. Po tym jak ostrzelal samolot ze mna, Mosesem i Hasidem na pokladzie, zaczal wszystkim przeszkadzac.
    A juz prawie zaczalem sie przyzwyczajac do bycia w niezgranej ekipie. Cóz, jedyna umiarkowanie obliczalna postac odlaczyla od grupy.

    Po powrocie Papciowi cos odbilo i stwierdzil ze jestem teraz szeryfem. Ni krzty mnie to nie bawi, zwlaszcza, ze lubie byc w cieniu, a temu nagle woda sodowa zaszkodzila i mysli ze skoro jezdze przez niego po calym swiecie to jeszcze na miejscu moze sie mna wyslugiwac. Najgorsze jest to iz teraz mogli by zainteresowac mna starsi myslac ze chce zdobywac wladze, a to gówno prawda. Z reszta wkurwia mnie wzrost prestizu – wole byc anonimowy i miec spokój .

    CHARAKTERYSTYKA:

  • Setyta:
  • nic wiecej. Choc chyba zaczal czuc przede mna respekt. Pewnie juz nie istnieje.
  • Assamita :
  • Uspokoil sie . Spokornial . Chyba zbrzydla mu ta jego krucjata. Nie zaniechal zabijania, ale tym razem tylko dla tego ze to jego sposób przetrwania. Chyba nie chcial juz niszczyc , ale nie mógl z tym zerwac – twierdzil ze tak musi. Cóz, przynajmniej wybieral tych, którzy choc troche na to zasluzyli i nie byli bezbronni. Nie wiem czemu, ale mam glupie przeczucie, ze uratowal mi zycie. Zginal .
  • Gangrel :
  • Cóz – myslal ze moze wszystko. Mial swoje widzimisie i nic nie bylo go w stanie przekonac ze jest idiota. Dostal mocno w kosc, ale watpie, by go to cos nauczylo. Nalezy go szanowac za dume i nieugietosc – dzieki temu bestia nigdy nim nie zawladnie. Z drugiej strony pokora, czy po prostu rozsadek beda dla niego niezbedne by przetrwac w XXI wieku.

     


    Nieśmiertelny (Ravnoska Dasy, Lasombra Georgie )


    Znamienna historia. Musze przyznac ze doskonale wspólpracuje mi sie z Georgie’m. Na dobra sprawe to on zawsze ratowal mi tylek.
    Jakis koles zaczal rekrutowac dzieciaki z ulicy do gangu ‘Niesmiertelni’, robiac z nich ghuli. Musialem sie z tym scierwem rozliczyc.
    Cala sprawa zaczela sie gdy jakis Tremere (ja sie od nich nie opedze) poprosil mnie o pomoc. Ktos próbowal go sprzatnac – hybryda Malkawianina z Nosferatem, paskudne polaczenie. Tropiac go natknalem sie na ‘gang niesmiertelnych’, notabene prowadzonego przez niesmiertelnego (doslownie ) – drania 1-ej klasy. Sprawa byla dosc zagmatwana – nasza hybryda byla z VII pokolenia i potrafila wplywac na pamiec innych. Skumal sie z owym niesmiertelnym, który pokazywal pare sztuczek punkom na ulicy, ci z kolei patrzyli na niego ja na boga. Swir dal mu potomka , by mógl sciagac z niego krew i tworzyc ghuli. Wampir wyszukiwal najwiekszych zbirów, zboczenców i degeneratów by tworzyc swych potomków, a niesmiertelny polowal na swych ‘braci’. Niezle namieszali.
    AFTERMATCH : 1 mutant +1 potomek mutanta zdjabolizowany ( ale o tym ciiii...) , 38 zakolkowanych brzydul spalonych, 1 gang rozbity , 1 aligator i 2 martwe psy (nie mówcie ekologom ), 1 obcieta glowa wiecej + 1 niekontrolowane wyladowanie elektrostatyczne na poddaszu .
    MEMO: Dobry karabin maszynowy nie jest zly.


    CHARAKTERYSTYKA

  • Ravnoska:
  • Kompletnie jej nie czuje. Zdaje sie stawac przydana, by za moment zniknac (na dobra sprawe jej strata ). Przynajmniej nie przeszkadza.
    NOTE : jakims sposobem potrafi sie transformowac ( nie jest to iluzja – Gangrele mogly by sie tym zainteresowac )
  • Lasombra :
  • Duzo do powiedzenia. Teraz mam pewnosc byl z IX , jest z VIII pokolenia. Wie ze ja jestem teraz VII-o pokoleniowcem, ale nie sadze by mi zagrazal. Bardziej do tej wiedzy przyda mu sie sprzymierzeniec.
    Uzupelniamy sie – wiem od niego sporo wiecej o rodzinie i o mocy krwi. Mam pewne kontakty i srodki by z nich skorzystac. Malo kto moze stanac mi na drodze. On potrafi zapewnic dyskrecje, albo w subtelny sposób sklonic kogos do wspólpracy. Dzieki swojej grze cienia ma nade mna pewna przewage.
    NOTE : Ma spory potencjal. Powinienem miec go na oku by upewnic sie by mu woda sodowa nie uderzyla do glowy. Nie wyglada na sadyste , lecz to mlokos wiec moze sie zachlysnac wampirza potega, zwlaszcza , ze pochodzi z Sabatu , a tam nie szanuja zycia. Jest zbyt silny by pozostawic go samemu sobie.
    NOTE 2 : Przestac pieprzyc jak jakis cholerny guru czy mentor.
    NOTE 3 : On nie ma pojecia o mocy krwi !!! Chyba nie slyszal nawet o wiezach krwi.

  • Tremere Bulchakov :
  • Powiem szczerze – slady trzeba bylo posprzatac, a ja nie chcialem rozwiazywac kwestii dzieciaków z gangu. Nie mialem pojecia jak rozwiazac te kwestie i nie chcialem sie w to mieszac. Dla tego zadzwonilem do Bulchakova . Niech wyjatkowo on sie pomartwi. Sadze ze zamkniety Nosferat bedzie dostateczna nagroda . Martwie sie tylko ze moze uzyskac zbyt duza moc, ale cóz nie bylem wtedy w stanie dzialac jak nalezy, zbyt mocno oberwalem w kuper. Musze przyznac, ze nieco mnie to ostudzilo. Nawet teraz , mimo nowych sil , czuje iz sa tu gdzies istoty potezne... zbyt potezne. Na dobra sprawe dopiero teraz gdy przekroczylem pewien poziom mocy, rozumiem ze jestem slaby. Chyba zaczynam rozumiec sile Tremere – musze trzymac sie blisko nich , by miec ich na oku.
    NOTE : przestac pieprzyc by nie zestarzec sie przed uplywem setki.
    NOTE 2 : Znalezc kontakt ze starymi Brujah.

     


    TIME DISTURBANCES : ( THE Brujah , przez DUUUZE THE )


    jakiegos czasu chcialem nawiazac kontakt ze starymi Brujah. Hmm.. No tak, chcialem, ale zeby od razu cos takiego !?
    Na dobra sprawe nie wiem jeszcze, co z tego wyniknelo. Koles ma misje, a jakims dziwnym trafem mam byc jego poslannikiem. Nawet nie mam nic przeciwko – skoro mam potencjalna szanse krecic sie po Ziemi jeszcze dlugie lata, dobrze by bylo znalezc sobie jakies zajecie, by nie zwariowac.
    Zreszta jego „misja” jest zbiezna z moja filozofia. Musze przyznac, ze zaczalem myslec podobnie jak dawni Brujah i bardzo zastanawiac sie nad tym co robie. Chyba swiadomosc „misji” do wypelnienia sprawila, ze zachowuje sie duzo bardziej asekuracyjnie. Teraz nie moge po prostu zginac w jakis glupi sposób – czuje, ze zbyt wiele ode mnie zalezy .
    Warte dodania : poznalem namiastke prawdziwej mocy Brujah. Chcial nauczyc mnie rozumienia przeplywu czasu. Dla niego to tylko kolejna droga – my poruszamy sie do przodu i do tylu, w lewo , w prawo, lub wspinamy sie. On „chodzi” równiez w czasie. W sumie kazdy z nas to robi, ale nieswiadomie i tylko w jedna strone. Ludzie widza ze sie starzeja – on widzi jak podrózuja.
    Spowalnial i przyspieszal przeplyw czasu – chcial bym czul jak sie zmienia jego przeplyw , bym lepiej zrozumial nasza rzeczywistosc i byc moze sam kiedys tego dokonal. Przywolywal obrazy z przeszlosci i pokazywal przyszlosc (sam nazywal ja alternatywa ). Dominowal przypadkowych ludzi i zmienial ich pamiec, by za pare chwil ja przywrócic. W miedzyczasie przywolywal obrazy „alternatywy”, bym mógl zauwazyc zmiany w historii ludzkosci. Rzadko zmiany byly w ogóle dostrzegalne, lecz zdarzaly sie ekstremalne sytuacje. Raz pokazal mi obraz swiata zniszczonego przez Gehenne. Chyba chcial mnie nauczyc rozrózniac „punkty” istotne dla historii. Czulem, ze coraz bardziej „oddalam sie” do swiata. Stawal mi sie coraz bardziej obcy. W momencie , gdy zdalem sobie ,ze swiat tak naprawde zalezy ode mnie i ze z ta wiedza moge go ksztaltowac, Brujah odszedl. Powiedzial tylko:
    „ Twój umysl nie jest do tego gotowy. Musisz sie uczyc i zdobywac madrosc wzorem twoich starozytnych ojców. Nie musisz sie obawiac , iz nie podolasz. Juz podazasz ich sciezka. Oni pochodzili z czasów, które nie mogly ich przygotowac do roli jaka przypadla moim potomkom. Wiekszosc nie dorastala do tej wiedzy.
    Otworzylem Ci oczy bys patrzyl . Patrz i zdobywaj madrosc. Tylko dzieki niej przetrwasz wiecznosc...
    I pamietaj byc moze dzis SAM dales sobie lekcje, która kiedys moze zadecydowac o ludzkosci. Czekalem az to zrozumiesz. ”
    Odszedl, a ja poczulem sie samotny jak jeszcze nigdy przedtem.

    Brujah – Mówil malo. Czasami nie odezwal sie przez pare tygodni. Tak jakby nie uwazal tego za potrzebne. Zazwyczaj czekal az sam dam sobie odpowiedz. Rzadko nawet korygowal moje bledy – chcial bym sie sam na nich uczyl. Byl jak stary mistrz ze starego filmu kung-fu – bacznie mnie obserwowal i czekal az sam dojde do odpowiedzi.
    Jest wrecz fenomenalnie silny – nie mówie fizycznie , a charakterem. Nie sadzilem, ze moge spotkac tak samotna osobe. Wszyscy Kainici sa samotni w swej dlugowiecznosci, lecz on wybiega o wiele dalej – gdy „opuszcza czas” opuszcza wszystko. Nie ma nic – wtedy wszystko jest obce – nie ma nawet swiatla. Moze dowolnie podrózowac , przejsc wszedzie i obok kazdego, lecz nikt nawet nie bedzie o tym wiedzial. Nie chce nigdy osiagnac tego poziomu mocy – bylaby to kolejna smierc , nie wiem czy nie gorsza od horroru przemiany.
    Musze przyznac – sprawial wrazenie zmaterializowanego Boga. Sam bylby w stanie pokonac wszystkich przedpotopowych, ale go to po prostu nie interesuje. Mysle ze osiagnal Golkonde i jedyna rzecz jaka go interesuje to by nie dopuszczac do cierpienia innych. Sadze, ze wspomnienie zapobiezenia katastrofy to jedyna rzecz jaka moze ze soba zabrac, gdy opuszcza czas. Dziala jednak niezwykle ostroznie – lepiej niz ktokolwiek inny wie ze wszystko ma jakis wplyw na bieg wydarzen.
    Nie wiem ile mial lat wedlug „wlasnej drogi”. Dla dowolnego obserwatora byl urodzony przed potopem, lecz nie wiadomo gdzie podrózowal. Równie dobrze moze miec 10 tysiecy lat, jak i dziesiec razy tyle. Niewiele jestem w stanie nic powiedziec o istocie potencjalnie tak starej. Mysle, ze on juz nie moze umrzec.

     


    HALLOWEEN : ( Kiasyd; jakiś pseudo - kapłan; Lasombra George ; grupa Lupinów i inni. )


    Wracajac do codziennosci po spotkaniu z THE Brujah, od razu wdepnalem w niezle gówno ? . Pierwsza rzec, która nalezy podkraslic, to to iz “wrócilem” okolo miesiaca po rozróbie z niesmiertelnym. Przynajmniej patrzac na kaledaz. Dla mnie minely ponad 2 lata. To byl chyba jedyny odnotowany przypadek, iz wampir zmienil sie szybciej od otoczenia ;-) , choc trzeba dodac , ze sporo przegapilem. W sumie dobrze wyszlo , bo przynajmniej od razu sie czyms zajolem i nie popadlem w obled. Do rzeczy : Sabat atakuje miasto.
    Przegapilem pierwsza fale ( latajace krowy ), ale trafilem w samsrodek drugiej :-/. Wypadaloby w tym miejscu zacytowac slowa Papcia :
    “Gdzie Ty do cholery byles ! Sam srodek ataku Sabatu , a szeryf opuszcza miasto! ...uuu... Ale wdeples. Choc mysle, ze zyskales poteznego sprzymierzenca”,itp. itd. Mojej miny chyba nei da sie zacytowac. Od razu wyslal mnie do jakiegos magazynu, a tam... a jakrze - Tremerzy!
    ... A czego sie spodziewaliscie ? Wielkiego robala 30 metrów dlugiego i na 2 pietra wysokiego? Ok. fakt – terz tam byl. A wokól niego krwawy petagram 7 tremerów , Kiasyd , jakis pseldo kaznodzieja odprawiajacy egzorcyzmy przed zmutowana glizda, DWU-reczny Nosferat Christof, w przyblizeniu 3 wilkolaki (dla scislosci wilkolak + jeden niedzwiedziolak + jeden krukolak = cholera, skad sie dakie dziwadla biora? ), George Lasombra i dwóch Brujach na motorach i ciezkimi karabinami ( ci sa ze mna )... mam nadzieje ze to brzmialo wystarczajaco tendencyjnie. Powinienem dodac, iz papcio zawarl swoisty sojusz z Lupinami. Nie znam szczególów (oprucz tego, iz czescia tego porozumienia bylo to, iz wraz z nienadajaca sie do tego ekipa mam wlamac sie do niezdobytej twierdzy Genutech’u – LoL).

    Co nalezy dodac: wiezdzajac triem w wielka glizde nalezy szybko wyskoczyc z kabiny, albowiem 30 metrowe glizdy wypelnione sa jakims kwasem. Druga równie wazna sprawa – nei nalezy wskakiwac w obce nieznane portale ( sladem Georga). Musielismy przeprowadzic akcje ratunkowa i wyciagac go z jakiegos zapomnianego, podziemnego bunkru. Przynajmniej dostalismy jakiegos ghula – speca od materialów wybuchowych, strasznego tchurza zreszta.

    CHARAKTERYSTYKA:

  • Kiasyd ( X ???)
  • – imienia nie jestem w stanie powtórzyc. Opanowany spokojny grzeczny i uprzejmy. Nie mialem glowy by go obserwowac.
  • George –
  • no tak, nie bylo mnie pare miesiecy, nie pilnowalem go i tak jak podejrzewalem – zdziczal. Jedno co musze przyznac – tupetu mu nie brakuje. Wskoczyl w jakis dziwny portal i wyladowal w pulapce Sabatu. Spedzil pózniej pare dni nabity na zelazne pale, ale nie wiem , czy zdolalo go to nauczyc pokory.
  • Ojciec Cage? –
  • postac, na która nie mialem okazji zwrócic uwagi wtedy. Bedzie jeszcze nei raz sie pojawiac. Wydaje sie byc mily i uprzejmy. Taki zacny kaznodzieja. Mile urozmaicenie od Setytów i Assamitów.

     


    Wierzowiec Genutech



    Gang NY



    Czlowiek z aura


    by soczek