World time

Film o Wolfgangu A. Mozarcie


TROCHĘ O PORTALU - MMwI

Portal "Muzyka Mistrzów w Internecie", składa się z stron: Bach, Beethoven, Chopin, Mozart w języku polskim oraz angielskim. The Classical Archives is the Largest Classical Music Site on the Internet. "Muzyka Mistrzów w Internecie", to przedsięwzięcie mające za zadanie pokazywać, i nauczać kultury muzycznej oraz wskazywać jej tajniki. Portal "Muzyka Mistrzów w Internecie", pojawił się w 2000 roku. Jego założycielem i wydawcą jest Tadeusz M. Dobrowolski. Portal "Muzyka Mistrzów w Internecie", to przystań internetowa dla osób z polski i zagranicy, oferujący informacje o tematyce z muzyki poważnej. Każdy kto tu trafi, z przyjemnością odkryje coś dla siebie. Serdecznie zapraszamy do MMwI.
                                                                                                                                                                                
                                                                                                                                                                                                                                                                                                         Tadeusz M. Dobrowolski


 Rocznica śmierci Mozarta

Wolfgang Amadeusz Mozart zmarł w wieku 35 lat, w nocy z 4 na 5 grudnia 1791 po krótkiej, ale gwałtownej i ciężkiej chorobie. Pochowany został na jednym z wiedeńskich cmentarzy w zbiorowym grobie dla ubogich. W jakiś czas po jego śmierci powstała legenda, według której jeden z grabarzy – znający dokonania zmarłego – wykradł potajemnie jego czaszkę, która w 1902 r. w niezbyt jasnych okolicznościach i w niekompletnym stanie (brak dolnej szczęki) trafiła do fundacji mozartowskiej. Przyczyny przedwczesnej śmierci Mozarta od ponad 200 lat są przedmiotem domysłów, sporów i fantastycznych niekiedy hipotez. Najbardziej znana jest oczywiście wersja, według której Mozart zmarł w wyniku otrucia, którego sprawcą był jego największy rywal w Wiedniu – włoski kompozytor Antonio Salieri (wersję tą spopularyzował film Milosa Formana „Amadeusz”). Takie przypuszczenia wysunęła wdowa po Mozarcie – Konstancja z d. Weber, której z kolei o podobnych obawach mówił sam Mozart. Ale – według wszelkiego prawdopodobieństwa – jest to tylko działająca na wyobraźnię legenda. Na to, że Salieri otruł Mozarta w rzeczywistości bowiem nie ma żadnych dowodów. Podobnie, jak wokół śmierci, legendy narosły także wokół pogrzebu Mozarta. Wspomniany już film Milosa Formana „Amadeusz” utrwalił w świadomości milionów ludzi przejmujący obraz: wyruszający z wiedeńskiej Katedry św. Stefana kondukt wykrusza się stopniowo z powodu fatalnej pogody, a na cmentarz docierają tylko sami grabarze, którzy pośpiesznie wrzucają trumnę z ciałem Mozarta do grobu i posypują ją niegaszonym wapnem. W rzeczywistości jednak, przedstawiona w tym filmie wersja wydarzeń tylko w części mogła być prawdziwa. Faktycznie, w końcowej części pogrzebu Mozarta brali udział wyłącznie grabarze – reszta odprowadzających go na miejsce wiecznego spoczynku ludzi musiała pozostać przed bramą cmentarza, co wynikało zarządzenia cesarskiego, mającego na celu niedopuszczanie do rozprzestrzenienia się zarazy. Rzekoma zła pogoda nie miała tu jednak nic do rzeczy. Jak wynika bowiem z dawnych zapisków meteorologicznych, dzień 6 grudnia 1791 r., w którym odbywał się pogrzeb Mozarta, był słoneczny. Skąd więc wzięła się opowieść o fatalnej pogodzie w dniu jego pogrzebu – tak złej, że z jej powodu ludzie nie doszli na cmentarz? Nie wiadomo. Może Mozart został pochowany już 5 grudnia, kiedy pogoda była faktycznie fatalna? A może... samorzutnie - jak to legendy o geniuszach.

(ted)


 Odkrycie w Klasztorze Paulinów!


Dokonano sensacyjnego odkrycia na Jasnej Górze. Od dłuższego czasu, trwają badania nad nieznanymi utworami Wolfganga A. Mozarta znalezionymi na Jasnej Górze. Jeśli potwierdzi się autorstwo, to będzie to sensacja na skalę światową. Aria na sopran, klarnet i orkiestrę, a także dwa inne utwory odnalezione w zbiorach klasztoru na Jasnej Górze wyszły spod pióra Wolfganga Amadeusza Mozarta (1756 – 1791) - taką hipotezę stawia dr hab. Remigiusz Pośpiech, przewodniczący Zespołu Naukowo - Redakcyjnego Jasnogórskich Muzykaliów, profesor Uniwersytetu Opolskiego. Jeżeli jego przypuszczenia zostaną potwierdzone przez międzynarodowych mozartowskich ekspertów, to odkrycie będzie największą muzyczną sensacją XXI w. Jasnogórskie muzykalia to imponująca kolekcja ponad 3 tys. utworów. Mniej więcej 2 tys. z nich stanowią rękopisy. Trafiały tam przez wieki na potrzeby kapeli stacjonującej na Jasnej Górze. Wśród nich znajduje się 18 partytur sygnowanych nazwiskiem kompozytora. Wszystkie są pracami kopistów, którzy przypisali autorstwo Mozartowi. 15 z nich to dzieła powszechnie znane. Jednak trzy nie figurują w tzw. Katalogu Köchla, czyli najważniejszym spisie dzieł wszystkich mistrza. Prawdopodobnie eksperci ze słynnego Mozarteum w austriackim Salzburgu zbadają, czy odnalezione w zbiorach muzycznych Jasnej Góry utwory, sygnowane nazwiskiem Wolfganga Amadeusza Mozarta, to rzeczywiście dzieła słynnego kompozytora. 2 maja podczas XVIII Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Sakralnej "Gaude Mater" w Częstochowie wykonano jeden z tych utworów - arię. To nieznany dotychczas utwór, podpisany nazwiskiem Mozarta, a muzyka brzmi jak jego twórczość. Mamy nadzieję, że efektem festiwalu będą też badania nad tym utworem. Jeśli to rzeczywiście dzieło Mozarta, to byłaby sensacja na skalę światową - powiedziała Małgorzata Nowak, dyrektor festiwalu. Jak poinformował w piątek przewodniczący Zespołu Naukowo-Redakcyjnego Jasnogórskich Muzykaliów dr hab. Remigiusz Pośpiech z Uniwersytetu Opolskiego, będzie on zabiegał o to, by utwory zbadali najlepsi, czyli austriaccy lub niemieccy badacze twórczości Mozarta, prawdopodobnie z Mozarteum w Salzburgu. Zespół znalazł w jasnogórskich zbiorach 20 rękopisów sygnowanych nazwiskiem Mozarta, z czego 7 to utwory znane, w 4 innych przypadkach stwierdzono już, że autorami byli inni kompozytorzy, a 9 to dzieła nieznane, nieujęte w katalogu twórczości kompozytora. Do chwili stwierdzenia, że kto inny był autorem tych kompozycji, szanse na to, iż to rzeczywiście dzieła Mozarta, są jak 50 do 50. Aby przesądzić o autorstwie, konieczne są drobiazgowe analizy stylu, fraza po frazie, w porównaniu z innymi utworami. Chcielibyśmy, żeby dokonali ich wybitni specjaliści o międzynarodowej renomie - powiedział dr hab. Pośpiech. Wolfgang Amadeusz Mozart napisał ponad 600 kompozycji. Przypuszcza się, że w Polsce mogą być jego inne nieznane dzieła, najwięcej jest ich właśnie na Jasnej Górze. To największy historyczny zbiór muzyczny w Polsce, jeden z największych w Europie Środkowowschodniej. Liczy ponad 3 tys. utworów. Członkowie działającego od 2003 r. Zespołu Naukowo-Redakcyjnego Jasnogórskich Muzykaliów przypuszczają, że mogą być tam również nieznane dzieła Josepha Haydna, wymaga to jednak dalszych analiz. To nie koniec jasnogórskich rewelacji - Remigiusz Pośpiech wysłał do zbadania również partytury innego wielkiego klasyka wiedeńskiego Józefa Haydna (1732–1809), wydobyte z przepastnych archiwów na Jasnej Górze.

(ted)


 Życie młodego Mozarta.

Mozart w rejestrze narodzin salzburskiego ratusza figuruje jako Joannes Chryzostomus Wolfgangus Theophilus. Wolfgang A. Mozart, okazał się cudownym dzieckiem. W wieku 3 lat gra na klawikordzie. Rok później na skrzypcach. W wieku pięć i pół lat tworzy własne kompozycje. W wieku 6 lat występuje przed cesarzem austriackim Franciszkiem I. Ojciec pragnie pokazać go Europie wierząc, że dzięki temu zapewni mu w przyszłości niezależność finansową i artystyczną. W podróży spędza 11 lat. Wspólnie z siostrą Anną Marią występuje przed większością koronowanych głów Europy. Przedłużony pobyt w Londynie i chciwość ojca źle wpłynęły na losy Wolfganga, nękały go choroby, dur brzuszny dręczy go już do końca życia. Nie ma przyjaciół. Nie rozwinęła się w pełni osobowość Mozarta. Zanim skończył 12 lat skomponował trzy opery, sześć symfonii i setki innych utworów. W 1777 roku ponownie wyrusza na trasę koncertów po Niemczech. Na prośbę ojca towarzyszy mu matka. To dzięki niej młodzieniec nie porzucił planów koncertowych i nie zrezygnował z kariery dla pięknych oczu Aloysii Weber, swojej uczennicy muzyki, szesnastoletniej sopranistki z Mannheim. Wyjazd do Paryża okazał się złym posunięciem. Mozart stracił już urok cudownego dziecka, a uwaga paryskiej publiczności skupiła się na rywalizacji dwóch innych kompozytorów, Glucka i Pucciniego. Było im ciężko. Życie w brudnym i cuchnącym Paryżu powoduje, iż matka ciężko choruje i wkrótce umiera. Ojciec obarcza syna winą za śmierć żony. Wraca do Salzburga. Odrzuca posadę organisty na dworze arcybiskupa. Leopold jest wściekły. Stworzył Wolfganga i teraz nie chce, ani nie potrafi pozwolić mu na samodzielność. Wolfgang jedzie do Wiednia. Zatrzymuje się u Aloysii Weber, która już jest mężatką (jej mąż malarz Józef Lange namalował najwierniejszy portret Mozarta). Mozart skierował uwagę na jej młodszą siostrę Konstancję i mimo sprzeciwu ojca, żeni się w 1782 r. Problemem Mozarta jest niespokojna natura. Nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu, wciąż poszukuje nowego otoczenia i nowych wrażeń. Słynął z dowcipu i frywolności, ale czasami był wulgarny. Listy do kuzynki Basle pełne erotycznych wynurzeń, przez długie lata były ukrywane. Dziś przypuszcza się, iż cierpiał na zespół Tourette’a. Jest to zaburzenie psychiczne, które cechuje się szeregiem tików, strojeniem grymasów, pochrząkiwaniem i miotaniem niecenzuralnych słów. Syndrom ten wyjaśnia niesłychany dar szybkiego myślenia Mozarta i jego konwulsje, a także wielki spokój, jaki spływał na niego przy fortepianie, gdyż automatyczne ruchy uwalniały go od tików. W tamtej epoce sprośności Mozarta nie robiły większego wrażenia. Kładziono je na karb buzującej radości życia. (Rokoko, było dosyć dziką epoką, a kloaczne słownictwo było w rodzinie Mozartów na porządku dziennym). Wolfgang przeklinał swój wygląd. Był mizernej postury. Mierzył 152 cm wzrostu, miał dużą głowę, wystający nos, brzydką ospowatą cerę. Podobno był krótkowidzem. Jednakże dumą napawały go wspaniałe, gęste, puszyste, blond włosy, więc rzadko używał modnej wówczas peruki. Lubił się stroić, szczególnie lubił czerwony kolor, co widać na zachowanych do dziś portretach. Jak na swoje czasy Mozart zarabiał bardzo dobrze. Otrzymywał wynagrodzenie za zamawiane kompozycje, koncerty i lekcje muzyki. Ale ani on, ani Konstancja nie mieli pojęcia jak zarządzać finansami i całe życie narzekali na ich brak. Lekarstwem, którego potrzebował, była stała posada przy dworze, zapewniająca protekcję i stabilizację. Okazja nadarzyła się w 1787 roku, gdy cesarz Józef II z wielkim entuzjazmem odniósł się do jego twórczości. Okazało się jednak, że dwór cesarski popiera innego kompozytora, Włocha Antonio Salieriego. Mozart poczuł się głęboko rozczarowany, gdy ostatecznie Salieri został mianowany cesarskim kapelmistrzem, a on sam musiał zadowolić się posadą nadwornego muzyka komponującego lekkie utwory taneczne na zamówienie. Wobec braku stałej posady skwapliwie przyjmował każde nadarzające się zamówienie. Ostatnie cztery lata życia spędził w skrajnym ubóstwie, tonąc w długach, ale to właśnie wtedy powstały znakomite dzieła: Don Giovanni i Czarodziejski flet. Jesienią 1791 r. stan jego zdrowia pogorszył się znacznie, nie wstawał już z łóżka. 1 grudnia został mianowany dyrektorem muzycznym katedry św. Stefana w Wiedniu, co wreszcie mogło położyć kres jego problemom finansowym. Niestety, zmarł cztery dni później 6 grudnia 1791 roku w wieku 35 lat. Na łożu śmierci dyktował swemu ulubionemu uczniowi Sussmayrowi Requiem - ostatnie swoje niedokończone dzieło zamówione przez hrabiego Fraza von Walsegg - Stupach – który zwykł uzyskiwane w ten sposób utwory przedstawiać jako własne. Został pochowany w zbiorowej mogile. Pogrzebem zajął się baron Van Swieten, gdyż Konstancji nie było wówczas w Wiedniu. Był jednym z najbardziej kreatywnych geniuszy muzycznych wszechczasów. Napisał ponad 630 utworów muzycznych, które do dziś z wielką przyjemnością słucha się w salach koncertowych czy w operze. Jego muzykę słyszymy w telefonach komórkowych, w metrze, w szpitalach noworodki uspakaja się i usypia muzyką Mozarta. Mało znanym jest fakt, iż w wieku 17 lat dawał koncerty w Polsce we Lwowie a później w Gdańsku, Warszawie i Lublinie.

(ted)


MOZART, WOLFGANG AMADEUS BIOGRAPHY

The youngest child and only surviving son of Leopold Mozart, Wolfgang Amadeus was born in Salzburg in 1756, the year of publication of his father's influential treatise on violin-playing. He showed early precocity both as a keyboard-player and violinist, and soon turned his hand to composition. His obvious gifts were developed under his father's tutelage, with those of his elder sister, and the family, through the indulgence of their then patron, the Archbishop of Salzburg, was able to travel abroad, specifically, between 1763 and 1766, to Paris and to London. A series of other journeys followed, with important operatic commissions in Italy between 1771 and 1773. The following period proved disappointing to both father and son, as the young Mozart grew to manhood, irked by the lack of opportunity and lack of appreciation of his gifts in Salzburg, where a new Archbishop proved less sympathetic. A visit to Munich, Mannheim and Paris in 1777 and 1778 brought no substantial offer of other employment and by early 1779 Mozart was reinstated in Salzburg, now as court organist. Early in 1781 he had a commissioned opera, Idomeneo, staged in Munich for the Elector of Bavaria and dissatisfaction after being summoned to attend his patron the Archbishop in Vienna led to his dismissal. Mozart spent the last ten years of his life in precarious independence in Vienna, his material situation not improved by a marriage imprudent for one in his circumstances. Initial success with German and then Italian opera and series of subscription concerts were followed by financial difficulties. In 1791 things seemed to have taken a turn for the better, in spite of the lack of interest of the successor to the Emperor Joseph II, who had died in 1790. In late November, however, Mozart became seriously ill and died in the small hours of 5th December. Mozart's compositions were catalogued in the 19th century by Köchel, and they are generally now distinguished by K. numbering from this catalogue.

Operas

Mozart was essentially an operatic composer, although Salzburg offered him no real opportunity to exercise his talents in this direction. The greater stage works belong to the last decade of his life, starting with Idomeneo in Munich in January 1781. In Vienna, where he then settled, his first success came with the German opera or singspiel Die Entführung aus dem Serail (The Abduction from the Seraglio), a work on a Turkish theme, staged at the Burgtheater in 1782. Le nozze di Figaro (The Marriage of Figaro), an Italian comic opera with a libretto by Lorenzo da Ponte based on the controversial play by Beaumarchais, was staged at the same theatre in 1786 and Don Giovanni, with a libretto again by da Ponte, in Prague in 1787. Così fan tutte (All Women Behave Alike) was staged briefly in Vienna in 1790, its run curtailed by the death of the Emperor. La clemenza di Tito (The Clemency of Titus) was written for the coronation of the new Emperor in Prague in 1791, no such commission having been granted Mozart in Vienna. His last stage work, a Singspiel, was Die Zauberflöte (The Magic Flute), mounted at the end of September at the Theater auf der Wieden, a magic opera that was running with success at the time of the composer's death.

Church Music

As he lay dying Mozart was joined by his friends to sing through parts of a work that he left unfinished. This was his setting of the Requiem Mass, commissioned by an anonymous nobleman, who had intended to pass the work off as his own. The Requiem was later completed by Mozart's pupil Süssmayer, to whom it was eventually entrusted. Mozart composed other church music, primarily for use in Salzburg. Settings of the Mass include the Coronation Mass of 1779, one of a number of liturgical settings of this kind. In addition to settings of litanies and Vespers, Mozart wrote a number of shorter works for church use. These include the well known Exsultate, jubilate, written for the castrato Rauzzini in Milan in 1773 and the simple four-part setting of the Ave verum, written to oblige a priest in Baden in June 1791. Mozart's Church or Epistle Sonatas were written to bridge the liturgical gap between the singing of the Epistle and the singing of the Gospel at Mass. Composed in Salzburg during a period from 1772 until 1780, the sonatas are generally scored for two violins, bass instrument and organ, although three of them, intended for days of greater ceremony, involve a slightly larger ensemble.

Vocal and Choral Music

In addition to a smaller number of works for vocal ensemble, Mozart wrote concert arias and scenes, some of them for insertion into operas by others. Songs, with piano accompaniment, include a setting of Goethe's Das Veilchen (The Violet).

Orchestral Music

Mozart wrote his first symphony in London in 1764-5 and his last in Vienna in August 1788. The last three symphonies, Nos. 39, 40 and 41, were all written during the summer of 1788, each of them with its own highly individual character. No. 39, in E flat major, using clarinets instead of the usual pair of oboes, has a timbre all its own, while No. 40 in G minor, with its ominous and dramatic opening, is now very familiar. The last symphony, nicknamed in later years the Jupiter symphony, has a fugal last movement, a contrapuntal development of what was becoming standard symphonic practice. All the symphonies, of course, repay listening. Of particular beauty is Symphony No. 29, scored for the then usual pairs of oboes and French horns and strings, written in 1774, the more grandiose Paris Symphony, No. 31, written in 1778 with a French audience in mind, the Haffner, the Linz and the Prague, Nos. 35, 36 and 38. The so-called Salzburg Symphonies, in three movements, on the Italian model, and scored only for strings, were probably intended for occasional use during one of Mozart's Italian journeys. They are more generally known in English as Divertimenti, K. 136, 137 and 138. The symphonies are not numbered absolutely in chronological order of composition, but Nos. 35 to 41 were written in Vienna in the 1780s and Nos. 14 to 30 in Salzburg in the 1770s. The best known Serenade of all is Eine kleine Nachtmusik (A Little Night-Music), a charming piece of which four of the five original movements survive. It is scored for solo strings and was written in the summer of 1787, the year of the opera Don Giovanni and of the death of the composer's father. The Serenata notturna, written in 1776 in Salzburg uses solo and orchestral strings and timpani, while the Divertimento K. 247, the Lodron Night-Music, dating from the same year, also served a social purpose during evening entertainments in Salzburg. Cassations, the word more or less synonymous with Divertimento or Serenade, again had occasional use, sometimes as a street serenade, as in the case of Mozart's three surviving works of this title, designed to mark end of year university celebrations. Generally music of this kind consisted of several short movements. Other examples of the form by Mozart include the so-called Posthorn Serenade, K. 320, which uses the posthorn itself during its course and the Haffner Serenade, designed to celebrate an event in the Haffner family in Salzburg. The Serenade K. 361, known as the Gran Partita, was written during the comnposer's first years of independence in Vienna and scored for a dozen wind instruments and a double bass. Mozart wrote some 30 keyboard concertos. The earliest of these are four arrangements of movements by various composer, made in 1767, in the form of keyboard concertos. In 1772 Mozart arranged three sonatas by the youngest son of J.S. Bach, Johann Christian, to form keyboard concertos. These last three concertos are not generally included in the numbering of the concertos. Apart from these arrangements Mozart wrote six keyboard concertos during his years in Salzburg. The more important compositions in this form, designed clearly for the fortepiano, an instrument smaller than the modern pianoforte and with a more delicately incisive tone, were written in Vienna between 1782 and 1791, principally for the composer's use in subscription concerts with which he at first won success in the imperial capital. Of the 27 numbered concertos particular mention may be made of the Concertos in C minor and D minor, Nos. 24 and 20, K. 491 and 466. Mozart completed his last piano concerto No. 27, K. 595 in B flat major, in January 1791. Mozart wrote a series of five concertos for solo violin one in 1773 and four in 1775 in 1775 at a time when he was concertmaster of the court orchestra in Salzburg. Of these the last three, K. 216 in G major, K. 218 in D major and K. 219 in A major are the best known, together with the splendid Sinfonia concertante of 1779, for solo violin and solo viola. The Concertone for two solo violins, written in 1774, is less frequently heard. Mozart's concertos for solo wind instruments include a concerto for bassoon, two concertos for solo flute and a concerto for solo oboe, with a final concerto for clarinet written in October 1791. Mozart wrote four concertos for French horn, principally for the use of his friend, the horn-player Ignaz Leutgeb and a Sinfonia concertante for solo wind instruments, designed for performance by Mannheim friends in Paris. During his stay in France in 1778 he also wrote a fine concerto for flute and harp, intended for unappreciative aristocratic patrons there.

Chamber Music

It was inevitable that Mozart should also show his mastery in music for smaller groups of instruments. With some reluctance he accepted a commission in Mannheim for a series of quartets for flute and string trio, two of which he completed during his stay there in 1777/8. A third flute quartet was completed in Vienna in 1787, preceded by an oboe quartet in Munich in 1781, a quintet the following year for French horn, violin, two violas and cello and finally, in 1789, a clarinet quintet, the wind part for his friend Anton Stadler, a virtuoso performer on the newly developed clarinet and on the basset-clarinet, an instrument of extended range of his own invention. Mozart's work for string instruments includes a group of string quintets, written in Vienna in 1787 and, over the course of around twenty years, some 23 string quartets. Particularly interesting are the later quartets, a group of six dedicated to and influenced by Joseph Haydn and three final quartets, the so-called Prussian Quartets, intended for the cello-playing King of Prussia, Friedrich Wilhelm II. To the body of music of more serious intention may be added Ein musikalische Spass, K. 522 (A Musical Joke) for two horns and solo strings, written in 1787. The music is a re-creation of a work played for and presumably composed by village musicians, including formal solecisms and other deliberate mistakes of structure and harmony. There are other chamber music compositions, principally written during the last ten years of Mozart's life in Vienna, involving the use of the piano, an instrument on which Mozart excelled. These later compositions include six completed piano trios, two piano quartets, and a work that Mozart claimed to consider his best, a quintet for piano, oboe, clarinet, bassoon and French horn, K. 452. Mozart added considerably to the violin and piano sonata repertoire, writing his first sonatas for these instruments between the ages of six and eight and his last in 1788, making up a total of some thirty compositions. On the whole the later sonatas intended for professional players of a high order have more to offer than the sonatas written for pupils or amateurs, although there is fine music, for example, in the set of six sonatas written during the composer's journey to Mannheim and Paris in 1777 and 1778.

Piano Music

Mozart's sonatas for the fortepiano cover a period from 1766 to 1791, with a significant number of mature sonatas written during the years in Vienna. The sonatas inculde much fine music, ranging from the slighter C major Sonata for beginners K. 545 to the superb B flat Sonata, K. 570. In addition to his sonatas he wrote a number of sets of variations, while his ephemeral improvisations in similar form are inevitably lost to us. The published works include operatic variations as well as a set of variations on the theme Ah, vous dirai-je, maman, known in English as Twinkle, twinkle, little star.

Organ Music

There is very little organ music by Mozart or, indeed, by other great composers of the period, although organ improvisation was an art generally practised, then as now. Mozart's organ music includes a few compositions for mechanical organ, one improvisation, transcribed from memory by a priest who heard most of it, and a number of smaller compositions perhaps intended for organ, written in childhood. Mozart's last appointment in Salzburg was as court organist, and there are significant organ parts in some of the church sonatas he wrote during that brief period, in 1779 and 1780.

(ted)


What Really Killed Mozart? Maybe Strep

Scandalous rumors about popular musicians were just as lurid in the 18th century as they are today, but they moved at a more deliberate pace. Wolfgang Amadeus Mozart died on Dec. 5, 1791, and it took a whole week for a Berlin newspaper to announce that he had been poisoned. The actual cause of death, a new study suggests, may have been more pedestrian: a strep infection. Mozart had returned to Vienna from a trip to Prague in September, completed the score of “The Magic Flute,” conducted its premiere, visited Baden, Austria, where his wife was taking the waters, and started writing the Requiem. He was evidently active and in good health. Then on Nov. 22, two days after his last public performance, he fell ill. Poisoning was only the first of many theories about what could have killed the 35-year-old composer at the height of his powers. Although several people witnessed his death, most recorded their recollections many years later. His sister-in-law recalled that Mozart’s body was very swollen, so much so that he was unable to turn in bed, and that he had a high fever, for which the attending physician ordered cold compresses. He lost consciousness and died early on Dec. 5. The cause of death was recorded as “fever and rash,” which even in the 18th century were considered symptoms, not a disease. Many causes have been suggested over the centuries: syphilis, the effects of treatment with salts of mercury, rheumatic fever, vasculitis leading to renal failure, infection from a bloodletting procedure, trichinosis from eating undercooked pork chops. Now researchers writing in the Aug. 18 issue of The Annals of Internal Medicine have done an epidemiological analysis that suggests he was a victim of an epidemic streptococcal infection. “Like those before us, we’ve taken into account all the signs and symptoms,” said Dr. Richard H. C. Zegers, the lead author, “but we also have looked at one of the most logical additional things: what people commonly died from in Vienna at the time of Mozart.” Deaths were routinely recorded in 18th-century Vienna, but physicians were not required to note a cause, which was usually provided by relatives or the clerk doing the paperwork. These records have survived, and the researchers used them to figure out patterns of death in the months surrounding Mozart’s final illness — November and December 1791 and January 1792 — and compare them with the patterns in the same periods of the previous and following years. The scientists found 5,011 deaths of people 18 and older over the nine months. The most common causes were tuberculosis, malnutrition, edema (swelling of tissue under the skin), gastrointestinal disease and cerebrovascular disease, the blood vessel disorder that leads to stroke. But in the winter of 1791-92, edema was the only cause that showed an increased incidence among younger men compared with the other years, suggesting a small epidemic of infectious disease. Edema is also associated with certain chronic diseases of the kidneys and heart, but Mozart’s sickness was sudden. In addition to the edema, Mozart had malaise, back pain and a rash, all symptoms of streptococcal infection. Streptococcus is sometimes followed by an acute kidney disease called glomerulonephritis, which would explain the severe swelling. Dr. Zegers, an ophthalmologist at the University of Amsterdam, said a description of symptoms alone can never be definitive, because many diseases have similar symptoms. He views the added epidemiological information as crucial. “It will take several years, or maybe longer,” he said, “before anyone can come up with a better diagnosis than this one.” This article has been revised to reflect the following correction:  Correction: August 20, 2009 Because of an editing error, an article on Tuesday about a new theory of what killed Mozart misidentified the country that is home to the spa town of Baden where he visited his wife shortly before he became ill. It is in Austria, not Germany.


Requiem na własny pogrzeb

Nie ma w Polsce dużego miasta, w którym przynajmniej raz w roku nie wykonywano by "Requiem" Wolfganga Amadeusza Mozarta. Dzieje się to najczęściej na koncertach dla uczczenia pamięci znamienitej osoby, w wielkim poście i w okolicach Zaduszek. Zaduszkowy czas "Requiem" swój kres i kulminację  w 216. rocznicę śmierci Mozarta. Nad fenomenem sławy "Requiem" muzykolodzy głowią się od lat. Na pewno przyczyniła się do niej pielęgnowana w epoce romantyzmu legenda. Oto genialny kompozytor pogodnej muzyki, w życiu prywatnym fircyk, pod koniec życia samotny, wzbija się na wyżyny metafizyki, pisząc "Requiem" na własny pogrzeb. Legendę przypieczętował film "Amadeus" Miloša Formana. I romantyczna legenda i film tyle dobrego zrobiły dla popularności "Requiem", ile złego dla prawdy o nim. A prawda jest prozaiczna. "Requiem" zawdzięczamy gwałtownemu zapotrzebowaniu Mozarta na gotówkę oraz megalomanii hrabiego von Walsegga, który zamówił u Mozarta mszę za duszę swojej żony. Poza tym częste wykonania "Requiem" spowodowane jest i tym, że jego partytur jest pod dostatkiem, a to w Polsce często decyduje o wykonaniu, zwłaszcza kiedy alternatywą jest sprowadzanie z zagranicy drogich nut mniej znanych dzieł. No i "Requiem" jest raczej łatwych technicznie. Proza nie przeszkadza istnieć legendzie - i dotyczy to również wykonań "Requiem". W Poznaniu od czterech lat tworzy się unikatowa w Polsce "legenda mszy za duszę Mozarta". W 2001 r. - w 210. rocznicę śmierci kompozytora - młodzi muzycy związani z Fundacją im. Antoniny Kaweckiej wpadli na pomysł połączenia "Requiem" z mszą za kompozytora odprawianą 4 grudnia, w noc jego agonii. A ponieważ utwór powstał dla liturgii w rycie trydenckim, postarali się o biskupie pozwolenie na odprawienie mszy po łacinie. Notabene specjaliści od liturgii w czasach Mozarta nie byliby takim pomysłem zachwyceni. "Requiem" było dla nich zbyt ozdobne i za długie. Popularność poznańskiej mszy za Mozarta przeszła najśmielsze oczekiwania pomysłodawców. Pod kościołem oo. Franciszkanów na Górze Przemysława, co roku kłębią się kilkutysięczne tłumy - jak na koncercie rockowej gwiazdy. Do franciszkanów ciągną regionalni notable wszystkich opcji - na "mszy za Mozarta" wypada być.

(ted)


Wreszcie jest czaszka Mozarta?

Oficjalny komunikat fundacji Mozarteum oraz wyniki analiz DNA zostaną ujawnione w najbliższym czasie, podczas konferencji prasowej z okazji rocznicy urodzin muzyka. Badania autentyczności czaszki przeprowadzono w Instytucie Medycyny Sądowej w Innsbrucku. - Poprzednie próby nie były rozstrzygające. Dopiero teraz udało nam się uzyskać jednoznaczne wyniki, które w 100 proc. potwierdziło laboratorium patologiczne armii USA - przyznaje dr Walther Parson kierujący badaniami. Ich obiektem była zagadkowa czaszka, która od ponad stu lat przebywała w skarbcu Mozarteum. Nikt nie miał jednak pewności, czy rzeczywiście należała ona do autora "Wesela Figara". Pobrane z czaszki fragmenty tkanek poddano analizie DNA. Jej wynik zestawiono z wynikami badań DNA kości babki (ze strony matki) oraz siostrzenicy Mozarta (odnalezionych w rodzinnym grobowcu na salzburskim cmentarzu św. Sebastiana). Szczątki samego kompozytora spoczęły w 1791 r. w zbiorowym grobie dla nędzarzy (po latach wzniesiono w tym miejscu ku czci artysty kamienny pomnik przedstawiający zatroskanego anioła). Zgodnie z legendą jeden z grabarzy znający dokonania zmarłego wykradł potajemnie jego czaszkę. W 1902 r. uszkodzona (brak jej żuchwy) trafiła w niezbyt jasnych okolicznościach do fundacji mozartowskiej. Pierwszy raz naukowcy zainteresowali się nią w 1991 r. Wówczas jeden z francuskich ekspertów orzekł, iż osoba, do której należała czaszka, zmarła w wyniku powikłań po ciężkim urazie głowy. Jak stwierdził antropolog z Uniwersytetu Prowansji Pierre-François Puech, charakterystyczne wgłębienie widoczne na lewej skroni jest najprawdopodobniej pamiątką po nieszczęśliwym upadku, który przyczynił się do częstych ataków migreny, na jakie uskarżał się kompozytor w ostatnich latach życia. W opinii większości historyków Mozart zmarł w wieku 35 lat w wyniku gorączki reumatycznej i ogólnego wycieńczenia organizmu. Co jednak naprawdę zabiło kompozytora - tego nie wiemy. Zgodnie z historią powstania mozartowskiego "Requiem" problemy zdrowotne artysty zaczęły się wraz z wizytą tajemniczego gościa, który zamówił u niego mszę żałobną . Jak się później okazało, anonimowym zleceniodawcą był niejaki Franz Graf von Walsegg-Stuppack opłakujący śmierć młodo zmarłej żony. Jednak, jak mówi legenda, Mozart był przekonany, iż msza ma być przeznaczona dla niego. Gwałtowny przebieg choroby oraz niewyjaśnione okoliczności śmierci zrodziły plotkę, jakoby Mozarta otruł jego odwieczny konkurent Antonio Salieri.

(ted)


 Cudowny Mozart!

Wolfgang Amadeusz Mozart urodził się w 27 stycznia 1756 roku w Salzburgu , na granicy Alp austriackich .Jego ojciec Leopold był kompozytorem i pedagogiem. Jako trzyletnie dziecko, Mozart próbował samodzielnie wygrywać na klawesynie zasłyszane melodie. Gdy miał cztery lata rozpoczął u swojego ojca naukę muzyki, a rok później zaczął sam komponować utwory. Wolfgang okazał się ,,cudownym dzieckiem " już w 1762 roku ,kiedy podróżował z ojcem i siostrą Anną Marią po Europie z koncertami .Odwiedzając różne kraje, młody kompozytor miał okazję poznawać różne gatunki muzyki oraz spotkać wielu sławnych ludzi. Podczas pierwszej podróży ośmioletni Mozart wydał drukiem swoje pierwsze 4 sonaty skrzypcowe. Natomiast w czasie pobytu w Anglii skomponował 6 dalszych sonat poświęconych królowej tego kraju. W wieku trzynastu lat kompozytor otrzymał stanowisko pierwszego skrzypka w nadwornej orkiestrze arcybiskupa w rodzinnym mieście. Dostojnik ten był postacią niesympatyczną, a swoich muzyków traktował jak służbę dworską. Lata przepracowane na tym stanowisku były dla Mozarta pasmem przykrości i upokorzeń. Dlatego też pewnego dnia rozgniewany złym traktowaniem kompozytor opuścił Salzburg i osiedlił się w Wiedniu. Wolfgang. Nie był pierwszym kompozytorem, który zdecydował się nie związywać z żadnym dworem. Jego sytuacja życiowa jednak znacznie się pogorszyła, a szczególnie po ślubie, ze śpiewaczką Konstancją Weber. Mimo stałych problemów, głównie finansowych Mozartowi udało się skomponować jeszcze wiele wybitnych utworów. W Wiedniu musiał walczyć rywalizującym kompozytorem włoskim Antoniem Salierim ,który intrygował przeciw niemu i buntował włoskich śpiewaków. Mozart umarł najprawdopodobniej na skutek infekcji nerek. Pochowano go we wspólnym grobie dla ubogich i najbiedniejszych, jednak do tej pory nie można ustalić miejsca jego wiecznego spoczynku. Liczba jego dzieł wynosi 630 kompozycji. Tworzył on opery poważne, komiczne oraz singspiele, któremu to gatunkowi nadał najwyższą rangę. W twórczości instrumentalnej doprowadził do najwyższego mistrzostwa i doskonałości formy cyklu sonatowego i symfonicznego. Komponował muzykę o idealnym składzie, harmonii i doskonałej konstrukcji formalnej, a przy tym pogłębiającej się z biegiem lat dramatycznej ekspresji. Twórczość W. A.  Mozarta jest niezwykle bogata, co tłumaczy się rzadką cechą talentu jaką był obdarzony. Uważam, że W. A. Mozart gdyby żył dłużej, niewątpliwie wzbogaciłby świat o znacznie więcej wybitnych utworów. Pozostawił jednak po sobie imponujący dorobek. Genialność, piękno, a nade wszystko sympatię wobec ułomności ludzkiej natury charakteryzują dojrzałe arcydzieła Mozarta. Użyję sława geniusz, najwybitniejszy kompozytor wszechczasów. Myślę, że gdyby wcześniej został zauważony jego talent, Mozart zostałby już w czasach kiedy żył ogłoszony geniuszem geniuszy. Ze wszystkich wielkich kompozytorów to właśnie Mozart najpełniej zawładnął masową wyobraźnią. Najsłynniejsze cudowne dziecko w historii sztuki. Genialny twórca, którego muzykę nierzadko traktowano jako świadectwo boskiej obecności na ziemi. Przedmiot bodaj największej liczby biografii i opracowań. To jego muzykę najchętniej brali na warsztat inni kompozytorzy jako podstawę wariacji i pastiszu. To jego "Requiem" najczęściej tworzy oprawę uroczystych pogrzebów i to jego podobizna zdobi słynne czekoladowe kulki. Przykłady można by mnożyć. Mimo ogromnej liczby historycznych badań i reinterpretacji postać Mozarta wciąż, jak w XIX wieku, funkcjonuje przede wszystkim w obszarze mitu. Na ironię zakrawa fakt, że najlepiej udokumentowaną i znaną częścią życia Mozarta jest jego dzieciństwo. Wolfgang Amadeusz Mozart,  urodził się w 1756 roku w Salzburgu. Był jednym z siedmiorga dzieci, z których jednak tylko dwoje przeżyło wiek niemowlęcy. Już jako trzylatek objawił wyjątkowe zdolności muzyczne: odnajdywał akordy na klawiaturze i zapamiętywał całe pasaże podczas lekcji, jakich ojciec udzielał starszej o pięć lat siostrze Nannerl. W wieku pięciu lat chłopiec zaczął komponować i wystąpił na pierwszym publicznym koncercie w rodzinnym mieście. Wkrótce potem prezentował swe zdolności na dworze w Monachium. Odtąd życie małego Mozarta upływało na niemal nieustającym, wyczerpującym tournée, ciągłych ćwiczeniach i występach. Nigdy nie chodził do szkoły ani nie studiował. Przez 10 lat rodzina przebywała w domu zaledwie kilka miesięcy. Oblicza się, że w sumie Wolfgang Amadeusz spędził w podróży 3720 dni, czyli prawie jedną trzecią życia. Gdy dorósł, nie spotykał się już z tak entuzjastycznym przyjęciem, jakiego doświadczał, gdy był cudownym dzieckiem. Skonfliktowany z ojcem, w 1781 roku opuścił ostatecznie rodzinne miasto i zrezygnował z posady na dworze Księcia Arcybiskupa Salzburga, osiadając w Wiedniu. Przez 10 lat żył jako wolny artysta, komponując na zamówienie, występując jako pianista i dorabiając jako nauczyciel muzyki. Niemal bez przerwy pozostawał w kłopotach finansowych. Prowadził dość rozrzutne i hulaszcze życie, przypłacając to chorobą, która doprowadziła do przedwczesnej śmierci. Umarł 5 grudnia 1791 roku, nie ukończywszy 36 lat. O ostatnich latach życia Mozarta, kiedy tworzył największe arcydzieła, posiadamy zaledwie garść informacji. Pomimo prowadzonych od lat skrupulatnych badań postać kompozytora wciąż otacza tajemnica. Łącznie z największą - okolicznościami śmierci. Do dziś nie wiadomo ostatecznie, co było jej przyczyną, bo sekcji zwłok nie zrobiono. Mozarta pochowano w bezimiennym, zbiorowym grobie, a świadectwo zgonu zaginęło. Większość badaczy skłania się ku tezie, że bezpośrednią przyczyną była niewydolność nerek, a pośrednią - nadto wyczerpująca pierwsza część życia kompozytora i niezdrowy tryb życia w drugiej. W. A. Mozart wcale nie był osobą "ze świecznika" i badacze - jak to ujął jeden z nich - zmuszeni są brnąć przez chaszcze pogłosek, pełnych sprzeczności zeznań, złośliwości i skandali. Współczesny obraz Mozarta w dużej mierze utrwalił wspaniały film "Amadeusz" Miloša Formana z 1984 roku, oparty na sztuce Petera Shaffera o tym samym tytule (polską premierę miała w 1981 roku w warszawskim Teatrze na Woli w reżyserii Romana Polańskiego, z wielką kreacją Tadeusza Łomnickiego w roli Salieriego). Shafferowi zarzucano, że położył nadmierny nacisk na takie cechy charakteru artysty, jak infantylne zachowanie, arogancja i niewybredne poczucie humoru. Tyle że Brytyjczyk oparł się na faktach, poprzedzając pisanie dramatu wnikliwymi studiami biografii kompozytora. Mozart był niski, nieatrakcyjny fizycznie, miał zaraźliwy śmiech i dość dziecinne usposobienie. Jedną z najczęściej wspominanych cech jego charakteru była zarozumiałość i skłonność do - okrutnej nieraz - krytyki. Wszystko to Shaffer ukazał przez pryzmat wspomnień Antonia Salieriego, nadwornego kompozytora cesarza Józefa II, domniemanego rywala do sławy i zabójcy Mozarta. Nie ma żadnych dowodów, a nawet przesłanek, by sądzić, że Salieri chciał i mógł otruć Mozarta, choć obierając podobną perspektywę dla sztuki, Shaffer miał swoje racje. Mozart w ostatnich dniach życia, w malignie, wyraził przekonanie, że podano mu trującą mieszankę rtęci. Prawie 30 lat później, Salieri w starczej demencji oskarżył siebie o otrucie Mozarta. Był to gest desperata, będącego świadkiem triumfu muzyki Wolfganga Amadeusza, ale wywołał szereg plotek pokutujących do dziś. Romantycy, na czele z Aleksandrem Puszkinem (a za nim Rimskim-Korsakowem, autorem opery "Mozart i Salieri") ukuli mit śmiertelnej rywalizacji obydwu twórców. Czeski reżyser potraktował materiał z wrodzonym smakiem i przenikliwością, tworząc dzieło zasługujące na miano najwspanialszego portretu kompozytora w historii kina - to nie biograficzny bryk, ale mądra rozprawa o naturze geniuszu, film de facto muzyczny, co też stanowi jego ogromną siłę. W czym Shaffer i Forman odstąpili od faktów? Tajemniczym nieznajomym, który zamówił u Mozarta "Requiem" nie był Salieri, ale służący księcia Franza Walsegg-Stuppacha, arystokraty chcącego je zaprezentować jako własną kompozycję. Salieri nie towarzyszył też wcale Mozartowi w ostatnich godzinach życia - przy jego łożu zgromadzeni byli jedynie najbliżsi. Z kolei "Requiem" pomagał spisywać uczeń mistrza Süssmayr, który dokończył kompozycję i w tej właśnie wersji wykonuje się najsłynniejsze dzieło Mozarta najczęściej. Natomiast współcześni muzykolodzy zajmują się wciąż jego rekonstruowaniem. Geniusza z Salzburga za jego życia zauważyli nieliczni. Johann Adolf Hasse, jeden z najwyżej cenionych w XVIII wieku kompozytorów, słuchając 15-letniego Mozarta, miał powiedzieć: "Przez tego chłopca my wszyscy popadniemy w zapomnienie". Podziwiał go Haydn i Beethoven, potem Schubert i Rossini. Chopin swój pierwszy większy utwór oparł na temacie z opery "Don Giovanni". Dvořak przyrównywał sztukę Mozarta do słonecznego blasku, który oślepia i grzeje. Grieg zauważył: "W wypadku Bacha, Beethovena i Wagnera podziwiamy przede wszystkim głębię i potęgę ludzkiego umysłu, u Mozarta zaś - boski instynkt; w jego muzyce nie ma żadnego wysiłku, śladu walki, oporu materii, tylko dziecięca, radosna natura, pokonująca wszelkie trudności niczym w zabawie, bo Mozart tworzył jak Bóg, bez bólu". Jeszcze celniej wyraził się amerykański kompozytor Aaron Copland, pisząc w 1960 roku, że muzyka wielkiego Austriaka to niedościgły wzór równowagi między twórczym uniesieniem i dyscypliną, między prostotą i wyrafinowaniem stylu, między spontanicznością a zarazem pełną świadomością ekspresji. W powszechnym odczuciu muzyka Mozarta kojarzy się przede wszystkim z elegancją oraz rokokowym wdziękiem, jest wzorem bezpretensjonalności i klasycznego piękna. Dorobek kompozytora to jednak prawdziwy muzyczny kosmos, w jakim odnajdziemy każdy niemal rodzaj emocji i wzruszeń, a także "patos osamotnionego geniusza zmagającego się ze światem, który go nie rozumie". Katalog dzieł W. A. Mozarta, opracowany w połowie XIX wieku przez Ludwiga Köchla, liczy 626 pozycji, w tym 50 symfonii, 28 koncertów fortepianowych, 17 mszy, 27 kwartetów smyczkowych i 22 opery. W opinii wielu muzyków kluczem do zrozumienia twórczości Mozarta są jego dzieła operowe. Teatralny duch przenika dokonania kompozytora na każdym polu - muzyki symfonicznej, koncertowej, kameralnej. Instrumenty i ich grupy są niczym dialogujący aktorzy, a element wokalny to najistotniejszy czynnik, który wprawiał w ruch wyobraźnię Mozarta. Utwory W. A. Mozarta lepiej charakteryzują jego osobowość niż jakiekolwiek szkice biograficzne, nie mające szans na kompletność z braku dokumentacji. Obcując z muzyką, dowiemy się więcej. Do tego zaś będziemy mieć co roku wiele okazji na festiwale oraz koncerty.
(ted)


Dzieje kultury muzycznej

Człowiek cieszy się muzyką, potrafi radować się jej brzmieniami, upajać melodyjności, fascynować rytmem, zachowywać barwnością instrumentów. Jest ona bowiem wszędzie, jest ona różna, rozwija się w różnoraki sposób, różnie oddziaływać na ludzi, ale jest i nikt nie jest wobec niej obojętny. Muzyka należy do najbardziej podstawowych potrzeb ducha ludzkiego i jest samodzielnym tworem, będąc jednocześnie najbardziej wyszukaną formą artystyczną. Człowiek cieszy się muzyką, potrafi radować się jej brzmieniem, upajać melodyjnością, fascynować rytmem, zachwycać barwnością instrumentów. Nic więc dziwnego, że muzyka jest ważnym elementem liturgii kościelnej, gdyż nawet z niej wywodzi się, a główne nurty rozwoju muzyki miały miejsce właśnie w kościele, i główne wykształcenie form muzycznych (wystarczy przypomnieć Mszę i jej rodzaje) przypada na kompozycje muzyki sakralnej, ceremonialnej czy żałobnej- począwszy od małych form, skończywszy na oratoriach czy wspomnianych już mszach. Muzyka przemawia do wszystkich wrażliwych słuchaczy, ale nikt nie potrafi wyrazić słowami, na czym polega jej piękno, jej siła oddziaływania, dlaczego właściwie nas porusza, co składa się na jej głębię, jej wyraz. Istota i charakter muzyki nie są łatwe do uchwycenia. Muzyka ma więc swoje głębokie tajemnice. Skoro więc muzyka to tajemnie oddziałujący twór, jaka więc była jej geneza? W mitach różnych ludów jest ona pochodzenia boskiego, należała od najdawniejszych czasów do dziedziny kultu. Może mieć ona tysiące kształtów i postaci. Znakomitymi przykładami są tutaj intelektualni i emocjonalni kompozytorzy - Jan S. Bach, Ludwig van Beethoven, Fryderyk F. Chopin oraz Wolfgang A. Mozart, którzy pisali utwory bardzo subiektywne, ale jakże wypracowane i wyraziste w swej formule i duchowości każdego człowieka. O potrzebie muzyki świadczą wymownie wykopaliska, w których znajdowano także instrumenty. Różne są teorie na temat początków muzyki. Jest ona tak dawna jak bodaj sam rozwój człowieka. Zanim pojawiły się pierwsze formy muzykowania, które w domyśle możemy przypisywać ludziom z cywilizacji antycznych, musiały istnieć formy prymitywne. Przypuszczalnie u początków muzyki był śpiew. Prawdopodobniej był on najpierw formą komunikacji emocjonalnej. Na kształtowanie się muzyki miała prawdopodobnie duży wpływ na rytmizowaną modlitwę, a później w muzyce świeckiej praca zbiorowa. W muzyce już na trochę wyższym etapie rozwoju spotykamy ważną cechę synkretyzm. Oznacza to jednoczesne i nierozłączne wystąpienie trzech dziedzin sztuki: muzyki, poezji i tańca. Ta sytuacja była swoistą koniecznością, gdyż żadna z tych dziedzin nie była na tyle wykształconą i nie osiągnęła jeszcze takiego poziomu by móc istnieć samodzielnie. U początków rozwoju muzyka kojarzyła się często z kultem religijnym. Była też związana ze świeckimi formami życia - głównie z poezją i dramatem, dlatego niektóre formy poetyckie są równoznaczne z formami muzycznymi. Muzyka ta była przede wszystkim muzyką wokalną, potem na przestrzeni dziejów powstały formy przeznaczone do wykonania wokalno - instrumentalnego czy wyłącznie instrumentalnego. Pamiętajmy, także, że im wyższe są to wartości, tym bardziej są ukryte. Ich dostępność wzrasta w miarę obcowania z nimi, a stosowanie historii muzyki - zwłaszcza poparte słuchaniem arcydzieł komponowanych w poznawanych okresach - stanowi tu szczególnego rodzaju wtajemniczenie. Życzę Wam wysokiego stopienia wtajemniczenia.

(ted)


Mozart, instrumenty i krótkie życie!

Skrzypce i fortepian. życie i twórczość Wolfganga Amadeusza Mozarta. Na naszym poprzednim spotkaniu zapoznaliśmy się z najstarszym z trzech klasyków wiedeńskich’ Józefem Haydnem. Dziś kolej na drugiego chronologicznie - W.A.Mozarta. Jego krótkie życie upłynie w całości w drugiej połowie osiemnastego wieku. Zanim jednak zapoznamy się bliżej z jego twórczością - zgodnie z postulatem jednego z Państwa - trochę o instrumentach, zwłaszcza zaś o tych, które tak wielką rolę odegrały w twórczości klasyków wiedeńskich - o skrzypcach i fortepianie. Oba te instrumenty należą do grupy chordofonów, tj. instrumentów strunowych, choć z każdego z nich dźwięk wydobywa się w inny sposób. Skrzypce są chordofonem smyczkowym, zatem dźwięk z napiętych strun, wykonanych przeważnie z jelit baranich wydobywa się smyczkiem wykonanym z końskiego włosia. Skrzypce powstały na drodze długiej ewolucji i w swojej obecnej formie pojawiły się na początku XVI wieku, wraz z innymi podobnymi instrumentami jak wiolonczela, altówka, kontrabas, wiola da gamba czy wiola d’amore (te dwa ostatnie instrumenty są dziś używane tylko dla nagrań bardzo staroświeckich utworów). Budowa skrzypiec, które wydają się “na oko” instrumentem prostym, jest w gruncie rzeczy bardzo skomplikowana, i struny oraz smyczek - a więc te części, które wydają dźwięki w sposób bezpośredni - mają w gruncie rzeczy niewielki wpływ na barwę dźwięku, na to co decyduje o charakterystycznym ich brzmieniu. o tym decyduje pudło rezonansowe - dwie płyty z otworami w kształcie litery f na wieku. I w nim właśnie, w jego kształcie, w drewnie, z którego zostało wykonane, ba, w lakierze którym je pokryto kryje się sekret dźwięku skrzypiec, jednego z podstawowych instrumentów orkiestry symfonicznej, a przy tym wirtuozowskiego instrumentu solowego. Jest jeszcze ‘dusza’, niewielki kołeczek umieszczony pomiędzy obiema płytami rezonansowymi w miejscu, które jest sekretem każdego wirtuoza. Wiele pokoleń lutników, bo tak nazywa się rzemieślników, a raczej artystów, którzy wytwarzają skrzypce, osiągnęły zdumiewające rezultaty, choć do dziś niedościgłe pozostają dzieła pokoleń Guarnerich i Amatich z Cremony (wiek XVI, XVII i XVIII), ale przede wszystkim największego z lutników - Antonio Stradivariusa (przełom XVII-XVIII w.). Antoni Stradivarius żył lat 93 (1644-1737) i wykonał własnymi rękami około tysiąca skrzypiec, nie licząc altówek, wiolonczel i innych instrumentów, np. gitar. Mistrz wykonał podobno pierwsze skrzypce jeszcze jako uczeń Amatiego, mając lat 13 - pierwsze, z których sam był zadowolony, dopiero mając lat 56. W czym tkwił jego sekret ? Zabrał go ze sobą do grobu, bo jego synowie raczej tylko dyskontowali wielkość i sławę ojca. Lutnictwo mogłoby stanowić temat na osobne rozważania; myślę, że dobrze byłoby się spytać profesora Zygmunta Kowalskiego z naszego wydziału, który strawił sporą część życia na studiach nad skrzypcami i ich konstrukcją. Zgoła inaczej wyglądała droga rozwoju fortepianu. Znane było już sporo chordofonów klawiszowych, w których dźwięk wydobywano poprzez szarpanie strun metalowymi języczkami. Tu obok klawikordu czy szpinetu najpopularniejszy był klawesyn - instrument Jana Sebastiana, Scarlattiego czy Haydna. Na klawesynie można było grać, nawet wirtuozowsko, jednak wszystkie wydobywane dźwięki były jednakowo głośne i trwały tak samo długo. W 1711, Bartolomeo Cristofori z Padwy zastąpił języczki drewnianymi młoteczkami, które nie były związane bezpośrednio z klawiszami. Nie od razu fortepian zdobył sobie zwolenników, przyzwyczajonych przecież do ostrego brzmienia klawesynu. Minie jednak jeszcze sporo lat, Cristofori umrze rozczarowany swoim niepowodzeniem, a jego następcy tak udoskonalą fortepian, że spodoba on się samemu Bachowi, a więc dopiero w połowie XVIII wieku stanie się on naprawdę doskonałym instrumentem, choć jeszcze przez wiele lat będzie podlegać modyfikacjom. Stanie się jednak ulubionym instrumentem klasyków wiedeńskich, choć największą karierę zrobi nieco później - bo to fortepian stał się podstawowym narzędziem działania romantyków. Nie sposób sobie wyobrazić, jak wyglądałaby muzyka tej epoki, gdyby nie wynalazek Bartłomieja C. z Padwy. Najpierw fortepian nazwano pianoforte, gdyż pozwalał on grać i piano i forte. Nazwy te przestawiono później i tak powstało fortepiano a dzisiaj fortepian. Płytę drewnianą, na której naciągano struny zastąpił najpierw żeliwny odlew (w 1825), a potem płyta stalowa. Trzeba sobie uświadomić, że siła naciągu strun współczesnego fortepianu wynosi około 40 ton! (w 1810 było to prawie 10 razy mniej). Różne są też długości fortepianów (i płyt), najmniejszą stanowi instrument z pionową płytą zwany pianinem. Pora wrócić do Mozarta i jego muzyki - dziś bowiem będzie wyjątkowo monotematycznie - część muzyczna naszego spotkania, znów nieco dłuższa niż ostatnio, będzie składać się wyłącznie z jego utworów. Nieprzypadkowo zapoznaliśmy się ze skrzypcami i fortepianem. Mozart był bowiem wedle naszych dzisiejszych terminów multiinstrumentalistą, i grał znakomicie nie tylko na tych dwóch instrumentach, ale i na wielu innych. Przyznaję, że niezwykle trudno było mi dokonać wyboru utworów na dzisiaj. Mógłbym pójść ‘na łatwiznę’, zaprezentować to co wszyscy znają, np. ‘Eine kleine Nachtmusik’, Sonatę A-dur z Marszem tureckim itp. Nie zrobię jednak tego - przecież chcę Was zachęcić do samodzielnej działalności odkrywczej. Urodził się 27 stycznia 1756 w Salzburgu jako siódme z kolei dziecko Leopolda i Anny Mozartów. Pięcioro pierwszych zmarło niemal tuż po urodzeniu; szóstym była Marianna, zwana Nannerl, o 5 lat starsza od Wolfganga. Leopold był muzykiem w służbie tamtejszego księcia, uczył więc muzyki swoje dzieci, trzyletni chłopiec zaczął próbować swoich sił na klawesynie, gdy jego ojciec uczył starszą siostrę. W piątym roku życia umiał już grać małe utwory i zaczął je komponować; niezwykła pamięć pozwalała mu się uczyć błyskawicznie. Nie umiał jeszcze pisać, gdy zabrał się do komponowania koncertu klawesynowego. Pierwsza koncertowa podróż Mozarta odbyła się wiosną 1762 do Monachium, wraz z ojcem i Nannerl. Grali w duecie, lub we troje - jeszcze nie takie utwory jak ten skomponowany 23 lata później (Mozart miał 28 lat), słuchamy instrumentów z epoki: W.A. Mozart - Sonata B-dur na skrzypce i fortepian KV 378, cz. III. Rondeau (Allegro) grają: Sigiswald Kuijiken, skrzypce (Giovanni Grancino, Mediolan ~1700) Luc Devos, fortepiano (wg. J.A.Steina 1788). Mozart bardzo kochał swego ojca, ten zapewne też darzył syna głębokim uczuciem, ale eksploatował talent swojego cudownego dziecka, co zapewne przedwcześnie nadwątliło jego siły. W jesieni 1762 Mozartowie są już w Wiedniu, na salonach wiedeńskiej arystokracji, a nawet popisywał się na cesarskim dworze. Występy trzeba było przerwać, gdy mały Wolfgang zachorował na szkarlatynę. Wyprawa na Węgry nie udała się, gdyż zabrakło na nią pieniędzy. Po powrocie do Salzburga na początku 1763 Mozartowie nie zabawili w nim długo, udając się już w czerwcu w dużą podróż po Europie. Mając lat 7 Mozart gra po raz pierwszy na organach (które widzi po raz pierwszy w życiu, musi grać na stojąco, bo jest za mały, by grać inaczej niż chodząc po pedałach. Za kilka miesięcy, mając lat 7 gra już biegle na skrzypcach. Przez Augsburg, Moguncję, Akwizgran, Stuttgart przybywają do Paryża - kulturalnej stolicy ówczesnego świata. Królem jest Ludwik XV, którego obyczaje zupełnie nie stanowią wzoru do naśladowania, ale są to przecież czasy encyklopedystów, filozofii Woltera i tryumfu rozumu nad zacofaniem (echa tego odnajdziemy kiedyś w Czarodziejskim flecie). Potem wyjedzie Mozart do Londynu, gdzie spotka Jana Christiana Bacha (syna Johanna Sebastiana), zwanego Bachem londyńskim. Wywrze on wielki wpływ na Mozarta w jego twórczości, zwłaszcza operowej, podobnie jak Haydn wywrze wpływ na jego twórczość symfoniczną i kameralną ... Jak napisał w swojej Żartobliwej książce David W. Barber “Mozart to po prostu wymyślony przez Boga sposób na to, Żebyśmy wszyscy czuli się niewiele warci. Ilekroć skomponujesz utwór, o którym myślisz, że jest szczególnie dobry, podcina ci skrzydła myśl, że Mozart prawdopodobnie skomponował lepszy mając dziewięć lat.” Po powrocie do Salzburga w 1766 pora zabrać się za naukę. Choć Mozart sam czuje zasady kontrapunktu i harmonii, ojciec musi mu pomóc w świadomym z nich korzystaniu. Najlepiej robi się to na przykładzie utworów własnych i cudzych. Jego twórczość z tego okresu jest mieszanką tego, co zasłyszał w Paryżu i Londynie, ale coraz więcej w niej muzyki niemieckiej, która przecież otacza go na co dzień. Kolejna podróż do Wiednia w 1767 kończy się chorobą na ospę, a w 1768 Mozart komponuje swoją pierwszą operę La finta semplice (Udana naiwność). Ale ponieważ o operze będzie innym razem, odnotujmy tylko ten fakt. Mozart umiejętnie łączy w swej twórczości różne - przeciwstawne wydawałoby się nurty - i tak pozostanie już zawsze. Przy czym dbałość o formę nie zaprzecza wcale treści, muzyka płynie zdałoby się gładko i ładnie, ale przecież nie brak jej treści, jak w nieco późniejszym Rondzie z koncertu o genialności 14-letniego mistrza świadczy epizod z Miserere Allegriego, włoskiego kompozytora z początku XVII wieku, które śpiewano w Kaplicy Sykstyńskiej. Było ono tak cenione, że nie wolno było śpiewakom wynosić nut. Po jego jednorazowym wysłuchaniu młody Wolfgang zapisał je całe z pamięci, popełniając przy tym zaledwie parę drobnych błędów, co sprawdził słuchając go po raz drugi w Wielki Piątek 1771. W.A. Mozart - Sonata na fortepian G-dur, KV 283 (1774), cz. I. Allegro Svyatoslav Richter, nagranie z koncertu w Salzburgu 1/1966. Zapoznanie się z muzyką włoską przynosi z jednej strony fascynację muzyką wokalną, fascynację, która pozostanie Mozartowi już na zawsze. Niespełna piętnastolatek pisze w Bolonii grywaną do dziś operę Mitridate, ré di Ponto. Równocześnie jednak znajduje się pod wpływem stylu galant. Można go nazwać pewnego rodzaju efekciarstwem, równowagą części wolnych i szybkich, rezygnacją z ekspresji na rzecz formy. Taki styl możemy odnaleźć i w utworach Haydna, choć Mozart, zanim się z niego wyzwolił, podniósł go do rangi sztuki. Coraz mniej w jego utworach zawiłego kontrapunktu, coraz więcej radosnej homofonii. Wydaje nam się prawie, że jego muzyka jest beztroska, że brak w niej głębszej myśli, że to wszystko błyszczy, ale naprawdę nie świeci, albo co najwyżej świeci światłem odbitym. Taki pogląd jest jednak całkowicie błędny, gdyż Mozart był naprawdę geniuszem. Powrót do Salzburga wiąże się z wstąpieniem na służbę, u salzburskiego arcybiskupa, Hieronima Colloredo. Mozart jest organistą i kapelmistrzem; jednak nie wytrzyma w tej służbie długo i w 1780 przeniesie się do Wiednia. Był Mozart i pozostał zawsze przede wszystkim wirtuozem, toteż znaczną część jego utworów symfonicznych i kameralnych stanowią koncerty instrumentalne, których napisał około 50, na różne instrumenty. Najwięcej wśród nich koncertów fortepianowych, gdzie pianista jest zwykle równocześnie dyrygentem towarzyszącej mu niewielkiej orkiestry. Oto jeden z przykładów: Sławna sztuka Petera Shaffera, Amadeusz, przeniesiona na ekran przez Josepha Loseya, choć z pewnością przerysowuje konflikt Mozarta z Salierim, który miał wprawdzie miejsce, ale nie grał aż tak wielkiej roli w jego życiu, jest z pewnością prawdziwa, gdy chodzi o charakter Wolfganga Amadeusza. Był to młody człowiek kochający życie, lubiący się bawić, kochający wszystkie napotkane piękne dziewczyny (pierwszy raz był zakochany w wieku 7 lat!). A jednocześnie komponował muzykę, w genialnym natchnieniu, szybko, wspaniale, pisał - bo musiał! Nie przeszkodziło mu to jednak oddawać się z zapamiętaniem urokom życia. I pisać czasem całkiem żartobliwe drobiazgi ...W 1777 odbędzie ostatnią wielką podróż życia - znów do Paryża przez Mannheim, tym razem w towarzystwie matki. Ale teraz już i w jego twórczości jest jasne, że choć będą na nią wpływały elementy francuskie i włoskie, to jest ona przecież muzyką niemiecką, bo inną być nie może. A w Mannheim Mozart pozna rodzinę basisty Frydolina Webera, którego cztery córki Józefa (lat 20),Alojza (Luiza) - 18, Konstancja -15 i Zofia - 11 przyciągają dwudziestolatka. Zrazu kocha się w Alojzie - śpiewaczce, z którą chce się ożenić - i pewno tak by się stało bo i ona sama i Weberowie mu sprzyjają, ale perswazje ojca każą mu Gregorio Allegri Miserere mei, Deus (Psalm 51) Les Petits Chanteurs de Saint François de Versailles W.A. Mozart - Koncert na fortepian i orkiestrę C-dur, KV 467 (1785), cz. III. Allegro vivace assai Daniel Barenboïm, dyrygent i fortepian W. A. Mozart - Das Butterbrot (Bułeczka z masłem) kontynuować podróż do Paryża, zamiast do Włoch z ukochaną tak, jak chciał ... Przybywszy do Paryża, Mozart przestanie właściwie wcale słuchać rad ojca, ma wszak już 20 lat; przyjaciół z poprzedniego pobytu też nie słucha. Sam wie, czego powinien się trzymać - a przecież pozostało przed nim już tylko 14 lat życia, o czym przecież nie wie. W Paryżu pisze kolejne dzieła symfoniczne. Tymczasem po krótkiej chorobie umiera jego matka. Pisze listy do ojca i do Alojzy, która jednak chyba nie odwzajemnia jego uczucia ... Opuszcza Paryż we wrześniu i przez Strasburg wraca do Mannheim. Weberowie tymczasem przenieśli się do Monachium, ale Alojza, która tymczasem zrobiła karierę śpiewaczą, nie myśli już o małżeństwie z byle jakim kompozytorkiem, który w dodatku nie ma ani sławy, ani prezencji, ani nawet zbyt dobrych obyczajów - w dodatku jest przecież wciąż sługą arcybiskupa i powinien chodzić w czerwonej liberii. W 1779 wraca do Salzburga i jeszcze przez półtora roku wytrwa na służbie jako kapelmistrz i organista. Napisze w tym czasie przeszło trzydzieści nowych kompozycji. Niektóre z nich mają charakter religijny, ale zdecydowana większość - świecki. W 1780 elektor Palatynatu i Bawarii, Teodor, zamawia u Mozarta operę. Mimo fatalnego libretta, Idomeneo, król Krety staje się arcydziełem dzięki muzyce Mozarta, który zwiększa rolę orkiestry w operze - staje się ona równorzędnym partnerem śpiewaka. Kiedy wystawiają Idomeneo w Monachium Mozart ma już lat 25; pierwsza młodość już przeminęła. Ostatecznie w 1780 Mozart pragnie rozstać się z Colloredo, przedłuża ponad miarę swój pobyt w Monachium, choć nie ma tu już Alojzy - wyszła za mąż, a stary Weber już nie żyje, reszta rodziny przeniosła się do Wiednia. Rozstanie z arcybiskupem będzie burzliwe - ale za to ostateczne, Wolfgang nie miał - jak ego ojciec - duszy sługi, chciał być niezależny. Oznaczało to też ostateczne rozstanie z ojcem, który przestanie być jego doradcą i mentorem. W Wiedniu Wolfgang mieszka u pani Weber wraz z jej trzema niezamężnymi córkami. Na efekt nie trzeba długo czekać, pani Weber wydaje się, że chytrze skłoniła go do małżeństwa, ale on przecież szczerze kochał Konstancję. W 1782 odbędzie się ich ślub. Póki żyją we względnym dostatku - Mozart ma uczniów i zamówienia na nowe utwory - wszystko jest dobrze. Z sześciorga dzieci, które mieli, wychowało się szczęśliwie tylko dwóch synów, pozostałe zmarły w niemowlęctwie. Pora na wielką twórczość symfoniczną Mozarta, który napisał 41 symfonii. Najbardziej znane i równocześnie najpiękniejsze są te ostatnie. W każdej z nich odbijają się nastroje i przeżycia wielkiego kompozytora ... Mozartowie są towarzyscy, i choć Konstancja często bywa w odmiennym stanie, to jakże przestać bywać - bywa chociaż i Wolfgang. A gdy stracą kolejne dziecko, córkę na początku 1787 Mozart zabierze Konstancję do Pragi, do zaprzyjaźnionej śpiewaczki Józefy Duszek; w Pradze ma być wszak wystawione Wesele Figara. Symfonia Praska powstała co prawda w Wiedniu, niebawem po powrocie, ale nastrój tego wyjątkowo - jak na klasyczną symfonię - trzyczęściowego dzieła jest pogodny i podniosły: W.A. Mozart - Symfonia nr 38 D-dur ‘Praska’ KV 504 (Wiedeń 6 XII 1786) Cz. 3 Finale. Presto Wiener Philharmoniker, Herbert von Karajan. Spośród ostatnich symfonii Mozarta cenię sobie najbardziej symfonię E-sdur. Wspaniały i spokojny Menuet, właśnie w formie wielkiej pieśni, z wyraźnie oddzielonym melodyjnym trio, trzecia część tej symfonii, oddaje może najlepiej nastrój tych spokojnych lat 1784-85, które po zawarciu małżeństwa ze Stanci, bo tak ją zdrobniale nazywał, nastąpią: Gorzej, że Mozart coraz częściej pisze nie na zamówienie, ale dla siebie. Do domu coraz częściej zagląda bieda, a przecież oboje z Konstancją są przyzwyczajeni do życia w zbytku. Lata, które teraz nastąpią, dalekie będą od szczęśliwych pierwszych lat jego małżeństwa z Konstancją. A dotąd większość jego utworów była utrzymana w pogodnych i radosnych tonacjach durowych. Teraz przyjdzie kolej na znacznie smutniejsze tonacje minorowe ... Posłuchajmy może najbardziej znanego fragmentu jego muzyki: Przychodzi wreszcie w Wiedniu ‘moda na Mozarta’. Darzy go względami cesarz Józef II, jego dwór; bywa w najlepszych domach, daje lekcje bogatym wiedeńczykom, słowem wszystko wydaje się układać jak najlepiej. I wiele komponuje. Napisał na przykład 25 koncertów fortepianowych - nie są to bynajmniej lichoty napisane w pośpiechu, ale skończone arcydzieła, od dwustu lat nie schodzące ze światowych estrad. To Mozart nadaje ostatecznie koncertowi tę formę dialogu, którą tak wspaniale rozwiną Beethoven i romantycy. A przecież w ciągu tych dwóch lat powstało jeszcze wiele innych dzieł. Prawdopodobnie w tym czasie Mozart styka się z masonerią, zwaną inaczej wolnomularstwem; prawie na pewno wstąpił nawet do jednej z licznych w tym czasie w Wiedniu lóż. Niespokojny duch daleki jest od prawomyślności - owocem buntu przeciwko feudalnemu porządkowi świata jest między innymi wspaniała opera Wesele Figara, napisana do tekstu Pierre Beaumarchais, na indeksie w Paryżu, gdzie królową jest rodzona siostra Józefa II, Maria Antonina. Po powrocie z Pragi Mozart pracuje nad swoją bodaj największą operą - Don Giovannim. Poznamy nieco bliżej jej fragmenty już niebawem. Pisał ja w Pradze i potem - jak na siebie wyjątkowo długo. Premiera zostaje gorąco przyjęta w Pradze, chłodniej w Wiedniu w maju 1788. Ta opowieść o wiecznym uwodzicielu, drapieżna, komiczna, ale i tragiczna zarazem, jest dziś ogniwem kanonu operowego i trudno nam doprawdy zrozumieć skąd wzięły się wokół niej takie kontrowersje. Po śmierci Glucka w 1788 Mozart zostaje wreszcie nadwornym kompozytorem Józefa II. Ale monarcha jest oszczędny i płaci Mozartowi ponad dwa razy mniej niż poprzednikowi. Znów potrzeba pieniędzy, Konstancja chora; teraz właśnie powstanie symfonia g-moll, której przed chwilą słuchaliśmy. W 1789 Mozart zaczyna komponować Czarodziejski flet, wspaniały baśniowy wodewil, o którym przy okazji opery powiem z pewnością parę słów, W.A. Mozart - Symfonia nr 39 Es-dur KV 543 (Wiedeń 26 VI 1788) Cz. 3 Menuetto. Allegretto Wiener Philharmoniker, Herbert von Karajan. W.A.Mozart - Symfonia Nr 40 g-moll KV 550 (Wiedeń 25 VII 1788), Cz. 1. Molto allegro, Wiener Philharmoniker, Herbert von Karajan bo to jedno z moich ulubionych Mozartowskich arcydzieł. Pora na podsumowanie twórczości tego trzydziestojednoletniego, ale jakże intensywnego życia, wymieńmy choć ważniejsze dzieła: 15 oper 8 utworów kościelnych, w tym trzy msze i dwa hymny. Arie z orkiestrą i pieśni z towarzyszeniem fortepianu 41 symfonii 49 koncertów, w tym 25 fortepianowych, 5 skrzypcowych, 2 koncerty na flet, koncerty na dwoje skrzypiec i dwa fortepiany, koncert na flet i harfę, koncert na klarnet, koncert na fagot i cztery koncerty na róg. 27 sonat fortepianowych kilkadziesiąt sonat na skrzypce i fortepian 3 tria 24 kwartety 7 kwintetów na różne składy instrumentalne ... Nie wiadomo, ile prawdy w ukazanym sugestywnie w sztuce Shaffera tajemniczym zleceniodawcy zamawiającym Requiem (naprawdę zamówił je hrabia Walsegg, bogaty wiedeńczyk, maniak, który chciał podać je jako własną kompozycję). Na początku 1791 jest coraz słabszy i już nawet nie może pojechać do Londynu, gdzie go zapraszają. A tak przydałyby się pieniądze za zamówione dwie opery ... Premiera Czarodziejskiego fletu, 30 września 1791 jest triumfem Mozarta. Ale ten jest coraz słabszy, i leżąc w łóżku dyktuje swojemu uczniowi Süssmayerowi kolejne części swojego Requiem. Dzieła niedoskonałego i niedokończonego, a przecież zachwycającego w niektórych częściach. Pozostanie nie skończone - to zadanie Süssmayer wykona już bez swego mistrza... Nie wiadomo, jaka była natura choroby, która wzięła górę na 7 tygodni przed trzydziestymi szóstymi urodzinami. W nocy z 4 na 5 grudnia Mozart umiera bez sakramentów. Pogrzeb odbędzie się szybko, po cichu, w strugach deszczu ze śniegiem, kondukt topniał w oczach. Na cmentarz doszli tylko dwaj karawaniarze. Konstancja pozostała w domu z czteromiesięcznym dzieckiem. Złożono Wolfganga we wspólnym grobie dla biedaków, a za parę tygodni nikt już nie wskaże Konstancji grobu, który mogłaby odwiedzić ... Trudno nam rozstać się z Mozartem w tak smutnym nastroju. Przecież był to ktoś, kto bardzo kochał życie. Jego smutek zda nam się raczej melancholią niż tragedią. A jego melancholia jest prawie pogodna. Więc na początek parę słów o dalszych losach jego rodziny. Ostatni syn Mozarta urodził się już po jego śmierci. Konstancja powtórnie wyszła za mąż, za bogatego wiedeńczyka, Georga Niklausa Nielsena, dyplomatę i admiratora wielkiego talentu Wolfganga Amadeusza, który stał się jednym z pierwszych jego biografów. I oto na nagrobku Nielsena napisano “Tu leży mąż wdowy po Mozarcie”. Zaiste, piękny tytuł do sławy ... W.A. Mozart - Requiem d-moll KV 626, Dies irae ... Academy of St. Martin in the Fields, Sir Neville Mariner, aż wierzyć się nie chce, że Mozart nie znosił w dzieciństwie instrumentów dętych (zwłaszcza fletu!) skoro potrafił stworzyć tak piękne dzieła. I oto właśnie ostatni w ogóle z jego koncertów instrumentalnych, a w dodatku chyba ostatnie z jego dzieł, które kompozytor zdołał ukończyć: W.A. Mozart - Koncert na klarnet i orkiestrę A-dur KV 622 (28 IX 1791), Cz. 2 Adagio Andrew Mariner – klarnet, Academy of St. Martin in the Fields, Sir Neville Mariner.
(ted)


Wolfgang A. Mozart - podróże po europie!
 

Jego ojciec Leopold, znakomity skrzypek, był kapelmistrzem na dworze arcybiskupa Salzburga. Wcześnie docenił niezwykłe zdolności syna i postanowił pokazać światu ów niepowtarzalny talent, wierząc, że dzięki temu zapewni mu w przyszłości niezależność finansową i artystyczną. Mozart wyruszył w swoją pierwszą podróż po Europie w szóstym roku życia i spędził w niej 11 lat. Towarzyszyła mu o cztery lata starsza siostra, Anna Maria, utalentowana klawikordzistka. Wspólnie występowali w największych miastach i najlepszych domach zachodniego świata. Mozart grał przed większością koronowanych głów ówczesnej Europy. W Londynie tłum płacił 2 szylingi i 6 pensów (dzisiaj równowartość 6, 80 funta), żeby go zobaczyć, a on zabawiał gawiedź swoimi sztuczkami. Do najpopularniejszych należała- wykonana wspólnie z Anna Maria - gra na klawikordzie na cztery ręcę z klawiatura zasłoniętą kawałkiem sukna. Ten nienaturalny tryb życia odbił się niekorzystnie na zdrowiu i osobowości Mozarta. Wolfgang był mniejszy i szczuplejszy niż inni chłopcy w jego wieku, i często nękały go choroby; niektóre, jak dur brzuszny, dręczyły go już do końca życia. Jego pogodne usposobienie przysporzyło mu popularności i ułatwiło kontakty z ludźmi poznanymi w podróżach. Ale ciągła wędrówka nie pozwalała na nawiązanie bliższych znajomości, dlatego Mozart w tym okresie nie miał przyjaciół. Do domu powrócił w 1773 r. i ponownie opuścił go dopiero po czterech latach, wyruszając w trasę koncertową po Niemczech. Na prośbę ojca towarzyszyła mu matka. To dzięki niej młodzieniec nie porzucił swych planów koncertowych i nie zrezygnował z kariery dla pięknych oczu Aloysii Weber, szesnastoletniej sopranistki z Mannheim. Przeprowadzka do Paryża okazała się złym posunięciem. Mozart stracił już urok cudownego dziecka, a uwaga paryskiej publiczności skupiła się na rywalizacji dwóch innych kompozytorów, Glucka i Piccinniego. Kiedy więc w lipcu 1777 r. zmarła jego matka, Wolfgang przyjął stałą posadę organisty na dworze arcybiskupa Salzburga i wrócił do domu. Wolfgang Amadeusz Mozart przyszedł na świat 27.I.1756 roku w Salzburgu - niewielkiej miejscowości leżącej w Austrii. Był synem Leopolda i Anny Marii Mozartów. Był z kolei ich siódmym dzieckiem, z których tylko on i jego starsza siostra Marianna zwana pieszczotliwie Nannerl pozostali przy życiu. Pozostała piątka zmarła w wieku niemowlęcym. Leopold piastował urząd wicekapelmistrza Salzburga i w istocie, mimo wielu starań nigdy nie udało mu się uzyskać wyższego stanowiska. Po śmierci problemy z Hieronimem Colloredo, który został mianowanym nowym arcybiskupem Salzburga. Konflikt między rodziną Mozartów a arcybiskupem Colloredo był tak silny, że zyskał sławę światową i przeszedł do historii. Mówiąc o rodzinie Mozartów warto wspomnieć o samej matce Wolfganga. Była o rok młodsza od męża, wcześnie osierocona, zawsze uznawała wyższość Leopolda. Była dobrą nieco ograniczoną kobietą, co nie wyklucza, że była dobrą matką, żoną i gospodynią, ciekawą wszystkich salzburskich ploteczek. To po niej odziedziczył Wolfgang wszystkie swoje naiwne, wesołe dziecinne cechy. Ojciec natomiast po ukończeniu studium filozofii i prawa objął w roku 1743 służbę u arcyksięcia. Leopold był najstarszym synem mistrza - introligatora Jana Jerzego Mozarta. Leopold wyróżniał się wśród rodzeństwa bystrością umysłu, co potwierdza fakt, iż nie został rzemieślnikiem jak jego bracia. Po śmierci Jana Jerzego Leopold został wysłany na studia teologiczne w Salzburgu. W jego głowie powstawały jednak inne projekty przyszłego życia - nie chciał być księdzem. Rozpoczął studiować logikę i prawo. Niestety i te studia musiał przerwać i wystąpił jako kamerdyner w służbę dziekana salzburskiej kapituły. Wracając do Wolfganga Amadeusza można zauważyć, że jego geniusz w przeciętnej rodzinie był prawdziwym cudem i zbawieniem, a także nadzieją na jej lepsze życie. Przez pierwsze trzy lata swojego życia Wolfgang miał sposobność przysłuchiwania się koncertującej siostrze, która grą na klawesynie zachwycała wielu słuchaczy. Dopiero mając cztery lata, zaczął dokładnie zapoznawać się z instrumentami, wtedy to powstawały pierwsze jego kompozycje, które w istocie wymagały kilku poprawek. Leopold szybko odkrył geniusz Wolfganga. Dla małego chłopca uczenie się menuetów i innych utworów fortepianowych było zajęciem łatwym i przyjemnym. Na menueta potrzebował pół godziny, na większy utwór godzinę by potem zagrać go w najdokładniejszej wersji. Nie tylko muzyka zajmowała całe jego dzieciństwo. Uczył się także matematyki, w której także wykazywał umiejętności. Kiedy uczył się rachunków wówczas wszystko : meble, podłoga, krzesła były pokryte wieloma liczbami pisanymi kredą. Zamiłowanie do matematyki pozostało mu do końca życia. Rozwiązywał nawet znane anegdoty min. o perskim wynalazcy. Wolfgang od wczesnego dzieciństwa podróżował po całej Europie, gdzie dawał wiele zachwycających i niewątpliwie udanych koncertów. Pierwsza z nich wiodła Mozarta na dwór elektora Maksymiliana III w Monachium; Wolfgang kończył wtedy zaledwie szósty rok życia. Następnie odbył podróż do Wiednia, gdzie zachorował na szkarlatynę, która być może była jedną z wielu przyczyn jego przedwczesnej śmierci. Następnie udaje się jeszcze na Węgry, do Francji, Anglii goszcząc w takich miastach jak: Monachium, Ludwigsburg, Schwetzingen, Frankfurt, Belgia, Holandia, Szwajcaria i Augsburg. Gdy był jeszcze dzieckiem nie był samolubny, dumny, uparty, lecz przeciwnie - spokojnym, grzecznym chłopcem. Gdy dorósł wszystko się zmieniło. Stał się we wszystkich sprawach porywczy i prędki. Był człowiekiem noszącym w sobie swoje przeciwieństwo. Raz był wulgarny, drugi uprzejmy i kulturalny aż do przesady. Jedno jednak zachowało mu się od początku do końca życia. Zawsze bawiło go przekręcanie słów, dziecinne przezwiska, komiczne bzdurzenie. Leopold jako niezły psycholog doskonale rozszyfrował zachowanie swojego syna. Zwracał uwagę, że: "rządzą nim dwie przeciwne sobie zasady - za dużo lub za mało, i żadnej pośredniej drogi". W istocie było tak jak mówił Leopold. Wolfgang nigdy nie nauczył się kierować sobą, nie miał zmysłu do domowego porządku, do właściwego gospodarowania pieniędzmi. Zawsze potrzebował kogoś, kto byłby jego przewodnikiem, myślał za niego w tych sprawach. Nawet z kobietami, które znał dobrze jak nikt inny - miał problemy. Był drobny, delikatny, niepozorny i biedny toteż, dlatego jego przeżycia z kobietami kończyły się zazwyczaj rozczarowaniem. Największym przykładem jest niespełniona miłość do Alojzy Weber. Rodzina, z której pochodziła składała się z ojca, który zawsze miał mało do powiedzenia, z okropnej mamy i pięciorga dzieci ogromnie podobnych do rodziców. Wolfgang pokochał, Alojzę nie tylko za jej wspaniały wygląd, ale i za umiejętności głosowe. Jak mówił Mozart miała przepiękną, czystą barwę głosu. Rodzinie Weberów nie wiodło się najlepiej, toteż Wolfgang zmieniając się w dobrego ducha tejże rodziny starał się im pomóc. Szukał odpowiedniego stanowiska dla Alojzy, która otrzymawszy go wreszcie, całkowicie odsunęła się od Wolfganga. On jednak nie odstąpił od rodziny Weberów i ostatecznie w 1782 poślubił młodszą siostrę Alojzy - Konstancję. Nie było to najlepsze małżeństwo, ale nie można wykluczyć faktu, iż małżonkowie kochali się. Wolfgang Amadeusz zmarł mając zaledwie 36 lat, ale zdołał przejść przez wszystkie etapy życia, które nie było dla niego słodkie. Był największym artystą, ale tylko nieliczni potrafili dostrzec i zaakceptować jego talent. Wielu próbowało usunąć go ze swej drogi artystycznej. Mimo geniuszu nie można powiedzieć, że był najszczęśliwszym człowiekiem. W rzeczy samej sam nie zdawał sobie sprawy, że ci wszyscy ludzie, których on miał w zwyczaju nazywać przyjaciółmi starali się wykorzystać jego talent dla potrzeb własnych. Widoczna jest także pewna obojętność wobec Wolfganga. Po jego śmierci nikt nie postarał się o godny pochówek dla niego. Pozwolono pochować go w zbiorowym, bezimiennym grobie, przez co nigdy nie odnaleziono jego szczątków.

Ślub w Wiedniu

Długo w nim jednak nie zabawił. Nie mógł się pogodzić z ograniczeniami narzuconymi przez dworskie obowiązki i zrezygnował z posady. Urażony tym arcybiskup, świadom ogromnej straty jaką ponosi wraz z odejściem takiego muzyka, kazał służącym brutalnie wyrzucić go z pałacu. Mozart udał się do Wiednia i zamieszkał z rodziną Aloysii Weber. A ponieważ młoda śpiewaczka była już zamężna, skierował uwagę na jej siostrę Konstancję Weber. Mimo sprzeciwów ojca Wolfganga pobrali się w 1782 r. i żyli względnie szczęśliwie. Ich związek nie był porywający, ale obydwoje potrafili korzystać z życia i dobrze się bawili w swoim towarzystwie. Gdy po Wiedniu zaczęły krążyć pogłoski o miłosnych przygodach Mozarta, Konstancja nie pozostała mu dłużna, dając solidne podstawy do podejrzeń, że ostatnie z sześciorga dzieci nie było jego. Jednak listy Wolfganga do żony, pisywane w chwilach rozłąki, świadczyły o głębokim uczuciu i szczerej tęsknocie. Jak na swoje czasy Mozart zarabiał bardzo dobrze. Otrzymywał wynagrodzenie za zamawiane kompozycje, za koncerty i lekcje muzyki. Sami tylko trzej najbogatsi uczniowie przynosili mu roczny dochód w wysokości 700 guldenów (dzisiaj równowartość 10000 funtów). Ale ani on, ani Konstancja nie mieli pojęcia jak zarządzać finansami i całe życie narzekali na ich brak. Innym problemem Mozarta była niespokojna natura. Nie potrafił długo usiedzieć w jednym miejscu i wciąż poszukiwał nowego otoczenia i nowych wrażeń. Któregoś roku zmieniał mieszkanie dziewięć razy. Lekarstwem, którego potrzebował, była stała posada przy dworze, zapewniająca protekcję i stabilizację. Okazja nadarzyła się w 1787 r. , gdy cesarz Józef II z wielkim entuzjazmem odniósł się do jego twórczości. Okazało się jednak, że dwór cesarski popiera innego kompozytora, Włocha Antonio Salieriego. Mozart poczuł się głęboko rozczarowany, gdy ostatecznie Salieri został mianowany cesarskim kapelmistrzem, a on sam musiał zadowolić się posadą nadwornego muzyka komponującego lekkie utwory taneczne na zamówienie.

Nędza

Mozart, wobec braku stałej posady, skwapliwie przyjmował każde nadarzające się zamówienie. Ostatnie cztery lata życia spędził w skrajnym ubóstwie, tonąc w długach, ale to właśnie wtedy powstały znakomite dzieła: "Don Giovanni" i "Czarodziejski flet". Jesienią 1791 r. stan jego zdrowia pogorszył się znacznie, a od 20 listopada nie wstawał z łóżka. 1 grudnia został mianowany dyrektorem muzycznym katedry św. Stefana w Wiedniu, co wreszcie mogło położyć kres jego problemom finansowym. Niestety zmarł cztery dni później. Kiedy Mozart był dzieckiem, mówiono o nim jak o dorosłym; gdy dorósł, traktowano go jak dziecko. Nie potrafił rozwinąć osobowości zdolnej do osiągnięcia szczęścia i pełni życia, a mimo to najpiękniejsza muzyka wypływała z niego w sposób zupełnie naturalny. Był jednym z najbardziej kreatywnych geniuszy wszechczasów.

Symfonia nr 41 zw. Jowiszową C-dur, KV 551

Latem 1788r. , podczas okresu względnego dobrobytu, Mozart skomponował w Wiedniu trzy symfonie. Najbardziej znana, zw. Jowiszową, została ukończona w zadziwiająco krótkim czasie, w ciągu zaledwie sześciu tygodni na przełomie lipca i sierpnia. Jej wyjątkowość polega na zakresie i różnorodności tematów melodycznych. Zakończenie symfonii, przypominające w formie fugę, interpretowano często jako przepowiednię własnej śmierci kompozytora. Należy jednak w to wątpić, ponieważ muzyka Mozarta, w odróżnieniu od muzyki Czajkowskiego, nie zawiera wątków autobiograficznych. I chociaż była to ostatnia z jego symfonii, od śmierci dzieliło go wówczas jeszcze trzy i pół roku życia.

Mała nocna muzyka G-dur, KV 525

Eine kleine Nachtmusik - serenada na kwartet smyczkowy i kontrabas została ukończona 10 sierpnia 1787 r. , tuż po objęciu przez Mozarta stanowiska muzyka na dworze cesarskim. Zgodnie z tytułem jest to muzyka lekka, przeznaczona do słuchania w godzinach wieczornych. Pierwotnie składała się z pięciu części, ale jedna z nich usunął prawdopodobnie sam Mozart przed publikacją utworu.

Koncert na róg i orkiestrę Es-dur, KV 417

Pierwszy koncert na róg powstał w Wiedniu we wczesnych latach osiemdziesiątych XVIII wieku, kiedy Mozart - nie związany na stałe z żadnym protektorem - w sposób niezależny realizował muzyczne zamówienia. Umiejętnie wykorzystał właściwości instrumentu wyróżniając go na tle całej orkiestry, przez co utorował drogę innym kompozytorom, stosującym takie samo instrumentarium

(ted)


LWOWSKI MOZART


Dnia 14 czerwca 1819 roku przybyły do stolicy J. P. Wolfgang Amadeusz Mozart, syn sławnego w świecie muzykalnym Mozarta, będzie miał honor dać wielki wokalny i instrumentalny koncert, na którym własne kompozycje grać będzie na fortepianie. Anons tej treści znaleźć można w Gazecie Warszawskiej z 12.VI.1819. Na podobne zapowiedzi natrafiamy również w niejednym numerze Gazety Lwowskiej z tego okresu, często przy tym bez adnotacji, iż chodzi o syna wielkiego Salzburczyka, co osobę mniej obeznaną z problematyką muzyczną wprowadzić może w błąd. Tymczasem Wolfgang Amadeusz junior obecny jest również na kartach almanachów kulturalnych Gdańska, Lublina i kilku dalszych miast polskich, warto przeto poświęcić nieco uwagi osobie tego muzyka, którego działalność przyczyniła się do ubogacenia życia artystycznego pozbawionej naonczas niepodległego bytu Polski, w szczególności zaś wyróżniającego się na płaszczyźnie nauki i sztuki spośród dawnych centrów Rzeczypospolitej, Lwowa.

LATA DZIECINNE, LATA NAUKI

Z małżeństwa zawartego 4.VIII.1782 ze śpiewaczką Konstancją Weber, genialny kompozytor doby klasycyzmu Wolfgang Amadeusz Mozart doczekał się sześciorga potomstwa, z którego przeżyło ojca tylko dwóch synów - najstarszy i najmłodszy. Ów drugi przyszedł na świat we Wiedniu 26 lipca 1791, na niespełna cztery i pół miesiąca przed śmiercią ojca, którego nie miał przeto możności znać. Na chrzcie otrzymał imiona Franciszek Ksawery Wolfgang, niemniej w ciągu całego swego życia artystycznego występował jako Wolfgang Amadeusz (junior) i pod tym też mianem znany był współczesnym. Kiedy liczył sobie pięć lat, matka zabrała go w swoją podróż koncertową, podczas której miał miejsce debiut sceniczny najmłodszej latorośli rodziny Mozartów. Na koncercie w Pradze wykonał on pierwszą arię Papagena z ojcowskiej opery Czarodziejski flet, do której specjalnie na tę okazję ułożono nowy tekst. Aby młody śpiewak był widoczny (i słyszalny!) postawiono go podczas występu na wysokim stole. Debiut Wolfganga Amadeusza juniora wypadł pomyślnie, wzbudzając podziw dla słuchu muzycznego i pamięci młodego talentu. Kolejne lata w jego biografii wypełnione są nauką rzemiosła artystycznego. Po powrocie do Wiednia w r. 1797 rozpoczął (w rok później) edukację w zakresie gry na fortepianie u Zygmunta Neukomma (przyszłego kapelmistrza na dworach monarszych w St. Petersburgu i Rio de Janeiro), doskonaląc następnie warsztat pianistyczny pod kierunkiem Jana Andrzeja Streichera oraz wielce cenionego w swoim czasie Jana Nepomucena Hummla. Równocześnie poznawał arkana sztuki kompozytorskiej, ucząc się jej u Jerzego Józefa Voglera (nota bene duchownego, protonotariusza apostolskiego i szambelana papieskiego) i Jana Jerzego Albrechtsbergera, kapelmistrza wiedeńskiej katedry św. Szczepana. Kształcenie młodego muzyka dopełniały lekcje śpiewu pobierane u Antonio Salieriego. Nad całością muzycznej edukacji Wolfganga Amadeusza juniora czuwał sławny Józef Haydn wespół z baronem Gotfrydem van Swieten, dyrektorem biblioteki cesarskiej i założycielem Towarzystwa Muzycznego we Wiedniu. W roku 1804 trzynastoletni natenczas Mozart dał swój pierwszy koncert publiczny jako pianista, grając na scenie teatru wiedeńskiego. Tym samym rozpoczęła się jego działalność artystyczna. Początkowo był on nadal związany z rodzinnym miastem, większość jednak swego dorosłego życia spędzić miał w Galicji, zyskując nawet w historiografii miano "lwowskiego Mozarta".

LATA LWOWSKIE

Do Małopolski Wschodniej przybył Wolfgang Amadeusz junior w roku 1808 (miał 17 lat), podejmując obowiązki nauczyciela muzyki w domu hr. Wiktora Ignacego Baworowskiego, w którego podlwowskim majątku zamieszkał. Pobierał wysoką pensję 1000 zł reńskich miesięcznie, zaś spośród dzieci jego chlebodawcy córka Henrietta okazała się uzdolnioną uczennicą. Mimo to Mozart zrezygnował po niedługim czasie ze swej posady. Jako przyczynę odejścia podał zbyt ostry klimat, niedobry fortepian, nieodpowiedni papier nutowy (!), a w szczególności monotonne życie. Przeniósł się zatem do stolicy Galicji, Lwowa, zamierzając prowadzić żywot niezależnego artysty, utrzymującego się wyłącznie z koncertów i komponowania. To jednak na dłuższą metę okazało się niemożliwe. W r.1810 podjął na powrót funkcję nauczyciela muzyki, tym razem w domu szambelana cesarskiego Janiszewskiego. Po półtora roku porzucił i tę posadę, wyjeżdżając nawet na krótko ze Lwowa. Galicji jednak nie opuścił, zyskał tu już bowiem znaczną renomę, tak, że zabiegały o niego nawet książęce rody Czartoryskich, Poniatowskich czy Sapiehów, chcąc, by Mozart podjął się edukacji muzycznej ich młodych pokoleń. Po powrocie do Lwowa rozwinął Wolfgang Amadeusz junior ożywioną działalność koncertową. Pierwszy znaczniejszy występ w galicyjskiej stolicy dał jeszcze w 1811 r. Z kolei w r.1814 odbyło się we Lwowie premierowe wykonanie jego II Koncertu Fortepianowego, który oczywiście sam zagrał. Miał już zresztą wtenczas w swojej tece kompozytorskiej niemałą liczbę dzieł. I Koncert Fortepianowy napisał jeszcze za pobytu w majątku Baworowskich, teraz zaś powstawały dalsze utwory, inspirowane niejednokrotnie folklorem Małopolski Wschodniej - i to zarówno polskim, jak i ukraińskim. Była to głównie muzyka kameralna i fortepianowa, dzieła chóralne oraz pieśni. W tej liczbie znalazła się również jedna symfonia (dla porównania: jego ojciec stworzył ich 49!), 12 polonezów na fortepian i 30 pieśni. Jego kompozycjami poczęli się interesować wydawcy, samo zaś nazwisko otwierało przed nim wiele drzwi. Zachęcony oznakami powodzenia, Wolfgang Amadeusz junior zdecydował się na przedsięwzięcie wielkiej podróży koncertowej po Europie. 17 grudnia 1818 wystąpił pożegnalnie we Lwowie, by następnie opuścić to miasto na niemal cztery lata. Swoje tournee rozpoczął od Królestwa Polskiego, dając koncert m.in. w Lublinie. Z końcem maja 1819 przybył do Warszawy, gdzie opiekę nad nim roztoczył kapelmistrz Teatru Narodowego, Józef Elsner (późniejszy nauczyciel Fryderyka Chopina), zajmując się organizacją jego koncertów. Najznaczniejszy odbył się 20 czerwca, uświetniając obchodzoną tego dnia rocznicę ogłoszenia Królestwa Polskiego. Dzień potem, po 3-tygodniowym pobycie, Mozart opuścił Warszawę, udając się do Gdańska, a stamtąd do Kopenhagi, gdzie żyła jego matka (zmarła w r.1842 w Salzburgu). Dalsze etapy podróży artystycznej to Hamburg, Berlin, Lipsk, Drezno, Praga, Wiedeń, Graz, Lublana, Triest, Wenecja, Mediolan (tam zamieszkiwał z kolei jego najstarszy brat Karol Tomasz), a dalej Zurych i Berno, skąd poprzez Pragę przybył na powrót do Wiednia. Ze swoich wojaży Wolfgang Amadeusz junior pozostawił rękopiśmienny dziennik, zawierający obok notatek również rysunki poznanych wtenczas przez muzyka osób. Cenny ów zabytek zachowany (niestety nie w całości) po dziś dzień, przechowywany jest w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie. W cesarskim Wiedniu bawił Mozart przez kilka miesięcy, by w październiku 1822 powrócić do Lwowa. Pozostawał tu jeszcze przez bez mała 14 lat, sporadycznie tylko wyruszając w pomniejsze podróże koncertowe. Był to okres jego aktywności przede wszystkim na polu propagowania kultury i życia muzycznego. W 1826 roku założył pierwsze we Lwowie Towarzystwo Muzyczne, mające za patronkę św. Cecylię (Towarzystwo Cecyliańskie), a zajmujące się przede wszystkim ożywianiem i popularyzacją sztuki wokalnej. Funkcjonował przy nim stojący na wysokim poziomie chór, prowadzony osobiście przez Mozarta. On również w latach 1834-1838 dyrygował orkiestrą lwowskiego teatru, zyskując tym samym trwałe miejsce w muzycznych dziejach Galicji. Sam nadal doskonalił warsztat kompozytorski, pobierając naukę w zakresie kontrapunktu u osiadłego we Lwowie Jana Moderitscha, niegdysiejszego dyrektora muzycznego opery w Ołomuńcu. Nie przestał przy tym być prywatnym nauczycielem muzyki w domach znaczniejszych rodzin lwowskich.
 

LATA OSTATNIE

Miasto, w którym przyszło Mozartowi juniorowi spędzić ponad ćwierć wieku swojego życia, opuścił w czerwcu 1838, przenosząc się do rodzinnego Wiednia. Przez ostatnie lata mało udzielał się publicznie, po raz ostatni występując w roku 1842 w Salzburgu podczas odsłonięcia pomnika ku czci jego ojca. Zimą r.1843/44 poważnie zachorował i za poradą przyjaciół udał się do słynnego uzdrowiska Karlsbadu (Karlove Vary) dla podleczenia. Tam też zmarł 29 lipca 1844. Rodziny nigdy nie założył. Jego najstarszy brat, osiadły w Mediolanie Karol Tomasz (z zawodu urzędnik), przeżył Wolfganga Amadeusza juniora o lat czternaście, umierając 31.X.1858 również bezpotomnie, jako ostatni z rodu wielkiego kompozytora doby klasycyzmu. Po Franciszku Ksawerym Wolfgangu pozostały liczne kompozycje, w większości nie wydane drukiem, znajdujące się dziś m.in. w bibliotekach muzycznych Londynu, Wiednia i Salzburga. Natomiast pamięć o nim wśród Galicjan, w półtora stulecia od jego śmierci, niemal całkowicie zagasła.

(ted)


Franciszek Ksawery, syn najmłodszy Mozarta

Mamy własnego „polskiego Mozarta“, jak nazywano Franciszka Ksawerego, najmłodszego syna Mozarta, który większą część swojego dorosłego życia spędził w polskim wówczas, leżącym na obszarze austriackiego zaboru, Lwowie. "Mozart gościł w Czechach pięć razy. A Ty?" Tak, nasi czescy sąsiedzi mogą pochwalić się łatwymi do odnalezienia śladami, jakie wielki kompozytor pozostawił w ich kraju. My na pytanie o związki Mozarta z Polską możemy jedynie wymienić... utwór skomponowany przez 17-letniego Chopina, będący wariacją na temat arii z „Don Giovanniego” Mozarta. Utwór Chopina w kilka lat później zrobił furorę w muzycznej Europie i sprowokował Roberta Schumanna do opublikowania opinii o naszym rodaku: „Panowie, czapki z głów, oto geniusz!“ Mizerny to plon dla poszukiwacza poloników mozartowskich... Pocieszmy się jednak tym, że mamy za to własnego „polskiego Mozarta“, jak nazywano Franciszka Ksawerego, najmłodszego syna Mozarta, który większą część swojego dorosłego życia spędził w polskim wówczas, leżącym na obszarze austriackiego zaboru, Lwowie. Franciszek Ksawery przybył do Lwowa w 1808 roku jako 17-latek (urodził się na 4 miesiące przed śmiercią swego wielkiego ojca) i aby ułatwić sobie wejście w środowisko, od początku przedstawiał się jako „Wolfgang Amadeusz Mozart junior“. Podpora w postaci sławnego ojca poskutkowała, młodzieniec szybko znalazł zatrudnienie jako nauczyciel muzyki w podlwowskim Podkamieniu, majątku hrabiego Wiktora Baworowskiego, otrzymując wysoką pensję, 1000 reńskich miesięcznie. Mimo że dzieci hrabiego były zdolne, Franciszek Ksawery opuścił majątek Baworowskich skarżąc się na zbyt ostry klimat, monotonię życia wiejskiego, niedobry fortepian i ... kiepski papier nutowy! Ponieważ próby utrzymania się we Lwowie jedynie z kompozycji nie powiodły się, Franciszek Ksawery wrócił ponownie do nauczania, tym razem w domu szambelana cesarskiego Janiszewskiego. Młody nauczyciel o snobistycznym nazwisku stał się modny. O lekcje u niego zabiegały najlepsze domy polskiej arystokracji: Czartoryscy, Poniatowscy czy Sapiehowie. Oprócz działalności pedagogicznej ambitny Mozart-junior idąc w ślady ojca zdobył popularność jako kompozytor i wykonawca własnych utworów. Wiele jego kompozycji, zwłaszcza pieśni, ale też muzyka instrumentalna jest inspirowanych folklorem polskim i ukraińskim. W 1818 roku Franciszek Ksawery udał się na 4-letnie tournee po Europie, zaczynając od Lublina i Warszawy (gdzie poznał Józefa Elsnera, późniejszego nauczyciela Chopina), przez Gdańsk do Kopenhagi (gdzie żyła jego matka Konstancja, zamężna po raz drugi w Duńczykiem Georgiem Nissenem), i dalej przez Hamburg do Lipska, Pragi, Wiednia, Triestu, Wenecji, Mediolanu. W 1822 roku Franciszek Ksawery powrócił do Lwowa, aby spędzić tu dalsze 16 lat. Nie potrzebował już wtedy afiszować się sławnym ojcem: wyrobił sobie własne nazwisko, zapracował na sympatię i uznanie swoim talentem muzycznym (co prawda nie dorównującym wielkości swego rodziciela), pedagogicznym, a wreszcie organizatorskim. Założył pierwsze we Lwowie Towarzystwo Muzyczne, tzw. „Towarzystwo Cecyliańskie“, propagujące muzykę wokalną. Franciszek Ksawery prowadził chór Towarzystwa, a także orkiestrę Teatru Miejskiego im. Rejtana we Lwowie. Przyczyną dla której Franciszek Ksawery zabawił tak długo w Lwowie była nie tyle żyłka działacza, ile... miłość do hrabiny Józefiny Cavalcabo, zamężnej, matki jednej ze swoich arystokratycznych uczennic, Julii. Związek z Józefiną trwał dalej, nawet po opuszczeniu Lwowa przez Mozarta-juniora w 1838 roku. Ją też, umierając w Karlovych Varach w 1844 roku, uczynił jedyną spadkobierczynią majątku. Pamiątki po Franciszku Ksawerym Józefina przekazała dla Mozarteum w Salzburgu. Córka Józefiny Julia, zamężna von Wabenau, niegdysiejsza uczennica Franciszka Ksawerego, wyrosła na cenioną pianistkę i kompozytorkę.

(ted)


Salzburg to miasto, urodzin Wolfganga A. Mozarta

W Salzburgu, rodzinnym mieście urodzin Wolfganga A. Mozarta, odbywa się zawsze wiele koncertów symfonicznych i kameralnych. Część oper prezentuje koncerty, pozostałe jako spektakle teatralne zrealizowane przez znakomitych europejskich reżyserów i scenografów. "Czarodziejski flet" wyreżyseruje Graham Vick, operę "Lucio Silla" - Jürgen Flimm, "Wesele Figara" - Claus Guth, reżyseria i scenografia "Idomeneo" jest to dzieło Ursel i Karla Ernesta Herrmannów. Na festiwalowe sceny wrócają "Don Giovanni" i "La Clemenza di Tito", dwie głośne i wysoko ocenione inscenizacje Martina Kuseja, których premiery odbyły się przed kilku laty. W każdym przypadku za pulpitem staną znakomici kapelmistrze z Nikolausem Harnoncourtem, Riccardem Mutim, Philippem Jordanem i Danielem Hardingiem na czele. Wśród wielu znakomitych śpiewaków, którzy wystąpią w operach Mozarta, m.in. Thomasa Hampsona, Magdaleny Kozeny, Barbary Bonney, Anny Netrebko i Kurta Molla, jest także nazwisko Piotra Beczały, który śpiewać będzie partię Don Ottavia w "Don Giovannim". Równie atrakcyjnie co roku, zapowiada się Mozart-Jahr w Bayerische Staatsoper w Monachium, gdzie wystawionych zostanie sześć oper: "Don Giovanni", "Uprowadzenie z Seraju", "Wesele Figara", "Czarodziejski flet", "La Clemenza di Tito" i "Cosi fan tutte". Każda w znakomitej obsadzie i pod równie znakomitą dyrekcją. Specjalnym wydarzeniem będzie wykonanie Mszy c-moll KV 427. Wiedeń, gdzie Mozart spędził sporą część swojego krótkiego życia, również zamierza w specjalny sposób uhonorować kompozytora. Główną sceną tych obchodów będzie odnowiony Theater an der Wien, który staje się kolejną wiedeńską sceną operową. Premiery dzieł Mozarta zostały tutaj rozłożone na cały rok. Wydarzenia rozpoczyna zapowiedziana premiera "Idomeneo". Wśród zaproszonych realizatorów (m.in. Jürgena Flimma, Patrice'a Chéreau, Keitha Warnera, Willy'ego Deckera) znalazł się Krystian Lupa, któremu zaproponowano wyreżyserowanie "Czarodziejskiego fletu". Będzie to operowy debiut tego znanego polskiego reżysera. Zapowiedziana premiera została zrealizowana we współpracy z Piotrem Salserem, projektantem kostiumów, i dyrygentem Danielem Hardingiem. Jednym z ważniejszych wydarzeń w Theater an der Wien jest "Requiem" w baletowej wersji opracowanej przez cenionego amerykańskiego choreografa Johna Neumaiera. Oczywiście trudno w tym omówieniu pominąć Warszawską Operę Kameralną i jej Letni Festiwal Mozartowski realizowany konsekwentnie od 1991 roku. Jego program, jak zwykle obejmuje wszystkie dzieła skomponowane przez Mozarta z myślą o scenie oraz wiele jego utworów kameralnych i symfonicznych, które będą prezentowane w stylowych zabytkowych wnętrzach. Również Teatr Wielki - Opera Narodowa w każdą rocznicę, wystawia kilka premier: "Czarodziejski flet" zrealizowaną przez Achima Freyera. Paryska Opera Bastille rozpoczyna mozartowską premierą "Czarodziejskiego fletu". W rocznicę urodzin kompozytora wystawiony zostanie "Don Giovanni" pod dyrekcją Sylviana Camberlinga. Ten sam dyrygent poprowadzi marcową serię przedstawień "Wesela Figara". Również nowojorska Metropolitan włącza się zawsze w obchody i reprezentuje "Czarodziejki flet", a następnie "Cosi fan tutte". Nie mniejsze bogactwo wydarzeń szykują swoim bywalcom filharmonie. Niemal każda orkiestra bierze sobie za punkt honoru złożenie z instrumentalnych dzieł Mozarta programów przynajmniej kilku koncertów symfonicznych. Zapraszamy do Salzburga, miasta Mozarta oraz pięknej muzyki, tego najznakomitszego geniusza.

(ted)


Legendy i wypaczenia o  Mozarcie

Muzyka Wolfganga Amadeusza Mozarta wszędzie rozbrzmiewa, sale koncertowe pękają w szwach. Osoba wielkiego geniusza kompozytora oraz pianisty jest przyczyną wielu wyjaśnień legend, wypaczeń i niedomówień, związanych z życiem kompozytora, umożliwiając przyszłym pokoleniom bardziej obiektywną i naukową ocenę jego twórczości. Głównym tematem, od lat nurtującym dociekliwych badaczy, było ostateczne sprostowanie błędnych informacji o przyczynie śmierci Wolfganga Amadeusza Mozarta, o czasie jego pogrzebu i miejscu pochowania zwłok, oraz szczegóły związane z jego ostatnim dziełem - słynnym "Requiem", nad którym pracował on niemal do ostatniej chwili. Obecnie wiemy, że Wolfgang A. Mozart, nie został ani otruty ani potajemnie zamordowany, lecz odszedł z tego świata w wyniku ostrego ataku grypy reumatycznej, na którą cierpiał od dzieciństwa. Po śmierci, ciało jego nie znalazło się "w publicznym, nieznanym grobie", ale pochowany on został 6 grudnia 1791 r. na cmentarzu St. Marx w Wiedniu. Zwłoki jego nie zostały "włożone do szmacianego worka", ale zawinięto je w lniane płótno, co wynikało z obowiązujących ówcześnie zaleceń cesarza Józefa II, który starał się sprowadzić ceremonie kościelne do ich "pierwotnego, podstawowego znaczenia". Wolfgang A. Mozart nie umarł również "całkowicie zapomniany", jak to przekazały nam znacznie późniejsze legendy romantyczne, a wręcz odwrotnie, żałobą po jego śmierci objęta była cała Europa. Zaraz po śmierci Mozarta, niemal we wszystkich ówcześnie znanych salach koncertowych i kościołach odbywały się liczne prezentacje jego utworów, a w obchodach przodowały Praga i Wiedeń, gdzie publiczność tłumnie uczestniczyła w trwających przez wiele dni koncertach, zorganizowanych specjalnie w hołdzie pamięci tego Wielkiego Kompozytora. Ostatecznie potwierdzone również zostało, że jego nieukończone "Requiem" pisane było na zlecenie hrabiego Franza von Walsegg-Stuppacha, który co prawda życzył sobie pozostać anonimowym, ale nie z powodu "planowanego spisku" na życie kompozytora, ale tylko z bardzo przyziemnych pobudek, ponieważ on sam chciał uchodzić za twórcę zamówionego dzieła. "Requiem" ukończył ostatecznie uczeń Mozarta Franz Xaver Süssmayr, a jego pierwsze wykonanie odbyło się w dwa lata po śmierci Mozarta, 14 grudnia 1793 r., w kościele w Wiener Neustadt. Koncertem dyrygował osobiście sam hrabia von Walsegg, zbierając owacyjne oklaski za wspaniałe dzieło, a "kiedy zamknął partyturę wykonanego utworu, na okładce ukazał się napis: Requiem composto del Conte Walsegg". Wyprostowanie tych wszystkich "bardzo romantycznych legend", które narosły na przestrzeni dziejów wokół postaci W. A. Mozarta, nie umniejsza ani jego wielkiego talentu ani nie przyczynia się do zmniejszenia zainteresowania jego twórczością wśród miłośników muzyki klasycznej. Dowodem tego były tegoroczne koncerty na całym świecie, wzbogacone dodatkowo "nowym" jego utworem, nigdy nie ukończoną "Mszą c-moll" (K. 427). To dzieło, pełne emocjonalnego uniesienia, "dopracował ostatecznie" Robert Levin, amerykański muzykolog, uznawany za największego obecnie badacza i znawcę twórczości Mozarta, wykorzystując oryginalne, zachowane fragmenty utworu i notatki kompozytora. Kochani słuchajmy muzyki Wolfganga A. Mozarta - jest to piękno, radość, smutek, oraz całe jego życie przekazane nutach jego kompozycji.

(ted)


Muzyka sakralna Mozarta
 

Niewiele wiemy o pobożności Mozarta. Sławny reżyser Milos Forman przedstawił go w swoim filmie jako zapatrzonego w siebie lekko infantylnego geniusza korzystającego z wszelkich uciech życia. Choć, jak wiemy, zarabiał wcale niemałe pieniądze - był przecież znaną postacią w swoich czasach - to wciąż mu ich brakowało, bo podobno szybko je trwonił. Wiadomo także, że jako dojrzały mężczyzna należał do loży masońskiej - tej samej co inny kompozytor-Józef Haydn. Równocześnie jednak znane są opowieści o jego głębokiej wierze. Wystarczy wspomnieć ostatnie dzieło Mozarta - Requiem, w którym podobno zapisał swój modlący się i pełen ufności głos. Prawdy się nie dowiemy, ale ciekawy jest fakt, że w żadnej innej dziedzinie muzyki Mozart nie napisał tak wielu dzieł, jak w muzyce kościelnej. Okazuje się, że obraz Mozarta jako kompozytora jak najbardziej świeckiego, twórcy oper czy symfonii, jest po prostu nieprawdziwy, choć bardzo popularny. Znany kompozytor XX wieku - Schönberg powiedział: Obowiązującą muzyką w niebie jest Bach, ale jak aniołowie są sami, to grają sobie Mozarta". Muzykę sakralną Mozart komponował głównie w latach 1767-1780 i były to przede wszystkim kompozycje wokalne, choć nie można pominąć muzyki instrumentalnej, jak siedemnaście sonat kościelnych na dwoje skrzypiec, kontrabas i organy. Napisał aż dziewiętnaście mszy, a wśród nich Weisenhaus Messe c-moll, pewną liczbę dzieł należących do gatunku missa brevis (czyli msze krótkie), powstałych głównie w Salzburgu, i najlepiej znane: Msza Koronacyjna, Wielka Msza c-moll i - oczywiście - Requiem d-moll, które artysta napisał w 1791 roku, osiem lat po skomponowaniu ostatniej mszy. Msza Koronacyjna - nieskomplikowana i przejrzysta - została tak nazwana z powodu koronacji cudownego obrazu Matki Bożej w Maria-Plain niedaleko Salzburga. Mszę c-moll nazwano Wielką" ze względu na monumentalną koncepcję dzieła: słychać tu olbrzymie, nawet ośmiogłosowe partie chóralne, rozbudowane partie orkiestry, podział na wiele po części i wiele solowych głosów (w tym piękne wirtuozerskie fragmenty), które pisał z myślą o swej żonie Konstancji. I to ona była ich pierwszą wykonawczynią. Mozart bowiem złożył ślubowanie, że jeśli Konstancja Weber przyjmie jego oświadczyny, on skomponuje mszę - pracował nad nią w latach 1782-83, i w ten sposób powstała Wielka Msza. Nigdy jej zresztą nie ukończył, choć gdy została zaprezentowana po raz pierwszy w Salzburgu, w miejsce brakujących części kompozytor prawdopodobnie wprowadził fragmenty swoich wcześniejszych mszy. W 1901 roku Alois Schmidt zrobił to samo, ale według własnej koncepcji. Natomiast dość duże fragmenty mszy Mozart zawarł w kantacie Davidde penitente - dziele, które pisał na zamówienie w dużym pośpiechu. Do utworów sakralnych należy szereg innych dzieł: Kyrie, Offertoria, Antiphonae, Motteti. Stylistyka ich jest bardzo bogata. Mozart używał elementów chorału gregoriańskiego, który spotykał się z surowymi kontrapunktami, a czasami także z elementami operowymi. Otto Biba, ekspert muzyki Mozarta, który jest jednym z dyrektorów Towarzystwa Przyjaciół Muzyki w Wiedniu, twierdzi, że Mozart właśnie w muzyce sakralnej napisał najwięcej dzieł i nazwał go zawodowym kompozytorem kościelnym.

(ted)


Symfonie Mozarta

Mozart napisał około 60 pełnych symfonii (a więc znacznie więcej niż przytaczanych 41 symfonii w tradycyjnych wydaniach); Symfonia No.37 KV 444 została właściwie skomponowana przez Michaela Haydna, zaś Mozart napisał jedynie powolny wstęp. Niektóre z symfonii (KV 297, KV 385, KV 550) zostały zrewidowane przez autora po ukazaniu się pierwszych wersji. Twórczość symfoniczna Mozarta obejmuje okres 24 lat, od 1764 do 1788 roku. Tzw. wczesne symfonie (1764-1771), napisane w stylu włoskich uwertur, zbudowane są z następujących części: Allegro - Andante - Allegro; tylko w niektórych z nich pojawił się menuet jako część trzecia (charakterystyczna dla późniejszej w pełni ukształtowanej formy symfonicznej) - Symfonia No 1, Symfonia No 2. Warto jest więc zauważyć, że niewłaściwe i bardzo mylące jest porównywanie symfonicznego dorobku kompozytorskiego Mozarta z dziełami późniejszych twórców - na imponującą liczbę symfonii Mozarta wpływ miało inne pojmowanie formy kompozycji. Wyróżnia się trzy cykle Symfonii Salzburskich: Symfonie Salzburskie 1772-73 - 11 symfonii z tego cyklu napisanych przed trzecią podróżą do Włoch może być podzielonych na dwie grupy: 5 germańskich symfonii koncertowych z menuetami (KV 161a, KV 161b, KV 162, KV 162b, KV 173dA), każda trwająca ok. 20-25 minut; 6 włoskich symfonii w stylu uwertury bez menueta (KV 135, KV 141a, KV 161a, KV 162, KV 162b, KV 173dA), każda trwająca ok. 8-9 minut. Żadna z tych symfonii nie została opublikowana drukiem za życia Mozarta. Symfonie Salzburskie 1773-75- ten cykl symfoniczny także może być podzielony na dwie grupy, z których bardziej znacząca zawiera 7 germańskich symfonii koncertowych z menuetem (KV 183, KV 185, KV 200-204), a druga tylko jedną symfonię we włoskim stylu (KV 121), napisaną na podstawie uwertury operowej. Także i żadna z tych z tych symfonii nie ukazała się drukiem za życia Mozarta. Symfonie Salzburskie 1775-1783 - podczas gdy w okresie od 1770 do 1775 Mozart stworzył nie mniej niż 36 symfonii, w następnych ośmiu latach powstało ich jedynie 9. Można to tłumaczyć rozczarowaniem kompozytora w stosunku do salzburskiego establishmentu, jak również miernego poziomu zespołów muzycznych, jakie istniały w mieście. Ten okres może być też uznany za przejściowy ku okresowi ostatnich największych symfonii.

(ted)


Muzyka poważna - leczy ludzi!

Naukowcy na podstawie wieloletnich badań dowiedli, że muzyka Wolfganga Amadeusza Mozarta wywiera wielki wpływ, także leczniczy. Muzyka Mozarta jest jasna, ma doskonałą formę i wysoką częstotliwość dźwięku. Podczas ćwiczeń przy niej poprawiają się pamięć i koncentracja. Eksperymentalne wykorzystanie dźwięków jest też pomocne w leczeniu umysłowych i fizycznych zaburzeń. Dowiedziono, że utwory genialnego kompozytora redukują stres, ułatwiają zasypianie i pomagają dyslektykom, a nawet przynajmniej przejściowo podnoszą inteligencję. Jak wykazały badania przeprowadzone w roku 2001, muzyka Mozarta, zwłaszcza Sonata KV 448, może powstrzymywać ataki epileptyczne. Szczury, które słuchały Sonaty KV 448, pokonywały labirynt szybciej niż te, które przebywały w ciszy lub słuchały monotonnej muzyki. W innym eksperymencie dzieci uczone przez pół roku gry prostych melodii na instrumentach klawiszowych - w tym melodii skomponowanych przez Mozarta - lepiej wypadły na corocznych testach niż te, które spędzały czas przy komputerze. Kobiety, które podczas porodu słuchały tej muzyki, odczuwały mniejszy ból. Oczywiście, nie tylko Mozart może silnie oddziaływać, podobnie korzystne działanie mają inne utwory klasyczne oraz i inni kompozytorzy muzyki klasycznej. Ale nie każda muzyka wychodzi na zdrowie. (mowa o muzyce głośnej i dość chaotycznej hart...)

(ted)


 Przyczyny -  śmierci Mozarta

Bezpośrednią przyczyną śmierci Wolfganga Amadeusza Mozarta były, gorączka reumatyczna, zapalenie nerek czy też włośnica. Naukowcy nadal spierają się co do przyczyn śmierci Wolfganga Amadeusza Mozarta; teorii na ten temat jest prawie 120. Mozart zmarł 5 grudnia 1791, w wieku 35 lat, w niejasnych okolicznościach. Współcześni muzykoznawcy, ludzie zajmujący się Mozartem podejrzewali, że skarżył się na "smak śmierci w ustach". Czy został otruty przez rywala, kompozytora Antonio Salieriego. A może, przez masonów mszczących się za zdradę ich sekretów. Lekarze orzekli wówczas z kolei tzw. ostrą gorączkę prosówkową ("hitziges friesefieber"), przebiegającą z wysypką. Do niedawna naukowcy mieli nadzieję, że w ustaleniu przyczyn śmierci Mozarta pomogą wyniki badań czaszki, która - ich zdaniem - mogła należeć do kompozytora. Czaszka od ponad stu lat znajduje się w posiadaniu Międzynarodowej Fundacji Mozartowskiej w Salzburgu, gdzie 27 stycznia 1756 r. urodził się Mozart. Badania czaszki prowadzili naukowcy z Instytutu Medycyny Sądowej w Innsbrucku. Ogłoszone przez nich na początku stycznia wyniki badań DNA czaszki (które porównano z DNA kości babki Mozarta) nie potwierdziły jednak hipotezy, że była to czaszka genialnego kompozytora. Na temat przyczyn śmierci Mozarta powstało aż 118 teorii, które sugerowały m.in. zapalenie płuc, chorobę weneryczną, a nawet śmierć z głodu i wycieńczenia. Do najczęściej wymienianych należą jednak gorączka reumatyczna, zapalenie nerek oraz włośnica. Zwolennikiem dwóch pierwszych jest specjalista chorób zakaźnych i patofizjolog z amerykańskiego Uniwersytetu Maryland w Baltimore, prof. Phillip A. Mackowiak, który badał przyczyny śmierci wielu sławnych ludzi, m.in. Aleksandra Wielkiego, Beethovena i Joanny d'Arc. Według Mackowiaka, o gorączce reumatycznej u Mozarta mogłyby świadczyć m.in. objawy zapalenia stawów, wysypka oraz zaburzenia ruchu, natomiast o tzw. ostrym kłębuszkowym zapaleniu nerek - obrzęk całego ciała kompozytora (na skutek uszkodzenia filtrujących krew kłębuszków nerkowych). Inny specjalista chorób zakaźnych, dr Jan V. Hirschmann z Seattle w USA, podejrzewa raczej u Mozarta włośnicę, której człowiek nabawia się wskutek spożycia niedogotowanego lub niedosmażonego mięsa chorej świni. Znajdujące się w mięsie wieprzowym larwy włośnia spiralnego uwalniają się z osłonek pod wpływem soków trawiennych w żołądku człowieka, by następnie dojrzewać i rozmnażać się w jelitach. W efekcie występuje u człowieka wysoka gorączka, plamy na skórze, bóle mięśni i żeber oraz opuchlizna. Hirschmann zwrócił uwagę, że na ok. 40 dni przed śmiercią Mozart jadł wieprzowe kotlety. Mozart był słabego zdrowia. W różnych okresach swojego życia cierpiał m.in. na rumień guzowaty, gorączkę reumatyczną, przewlekłe zapalenie krtani, dur brzuszny, ospę, zapalenie wątroby, zatrucia pokarmowe, bóle głowy i zębów. Choroba, która w 15 dni doprowadziła go do śmierci, objawiała się gorączką, bólem głowy, obfitymi potami, postępującym obrzękiem całego ciała, wymiotami i biegunką. Do końca, nie jest wiadome, co było faktyczną przyczyną śmierci Mozarta.

(ted)


Mozart i opera

W 1767 roku Mozart skomponował swoją pierwszą operę, jeśli można jej mianem określić scholastyczny dramat muzyczny Apollo et Hyacinthus (KV 38). Zachowując należny szacunek dla tej pierwszej próby, Bastien i Bastienne (1768, KV 50=46b) dała już całkiem inny rezultat. Młody muzyk był już zdolny do panowania nad tematem, a jego muzyka emanowała sielankową radością i urokiem spontaniczności. La finta semplice (1768, KV 51) jest pierwszym podejściem Mozarta do gatunku określanego opera buffa (opera komiczna). Później, na zlecenia otrzymane w Mediolanie i Salzburgu, powstały pierwsze włoskie opery (opera seria i serenata teatrale: Mitridate re di Ponto (1770, KV 87), Ascanio in Alba (1771, KV 111), Il sogno di Scipione (1771, KV 126), Lucio Silla (1772, KV 135). Pierwszym operom seria brakuje formalnej perfekcji starszego Mozarta. Libretta, ale był to powszechny mankament ówczesnych oper, są nieprzekonujące i nieprawdopodobne. W La finta giardiniera (1774-1775, KV 196), Mozart wraca do opera buffa, przewyższając wszystkie poprzednie wzory tego gatunku. Mimo wad libretta, postacie nie są już schematyczne, lecz stają się autentycznymi osobowościami, zaś muzyka dobitnie przyczynia się do ich podkreślenia. Wesele Figara, pierwsze z trzech wielkich dzieł operowych należących do gatunku opera buffa (chociaż Don Giovanni zawiera w oczywisty sposób elementy tragiczne), które Mozart skomponował na podstawie libretta Lorenza da Ponte, zostało poprzedzone pewnymi niedokończonymi utworami (Zaide (1779, KV 344), L'oca del Cairo (1783, KV 422) i dramatem muzycznym Il re pastore (1775, KV 208) oraz komedią Der Schauspieldirektor (1786, KV 486). Wesele Figara (1786, KV 492) zostało oparte na Le marriage de Figaro Pierre'a Beaumarchais, dziele, które było źle przyjęte i rzadko wykonywane we Francji przez swą krytykę wad dominujących klas społecznych (duchowieństwa i arystokracji), przeciwstawionych zdrowemu duchowi Trzeciego Stanu. W Austrii opera Mozarta także spotkała się ze sprzeciwem ze strony dworu cesarskiego, chociaż Da Ponte usunął z oryginalnego tekstu najbardziej szokujące fragmenty. Opera została po raz pierwszy wykonana wiosną 1786 roku w wiedeńskim Burgtheater, odnosząc ogromny sukces. Trylogia librett Da Ponte była kontynuowana w operach Don Giovanni (1787, KV 527) i Cosi fan tutte (1789, KV 588), obu dotykających, chociaż w bardzo różny sposób, tematu miłości między kobietą i mężczyzną. W swych dojrzałych latach Mozart skomponował dwa istotne dzieła należące do gatunku operowego: Idomeneo re di Creta (1780, KV 366) i La clemenza di Tito, (1791, KV 621). Po wielu latach od swego debiutu w niemieckim dramacie muzycznym, Mozart powrócił do tego gatunku w Uprowadzeniu z Seraju (1782, KV 384) i Czarodziejskim flecie (1791, KV 620). Czarodziejski flet był krytykowany za niedorzeczności libretta Emanuela Schikanedera, które było wielokrotnie przerabiane - pierwsze wykonanie nie odniosło zresztą sukcesu. Tym niemniej muzyka przedstawia elementy o wielkiej jasności i uduchowieniu, łącząc w unikatowy sposób sacrum i profanum.

(ted)


Mozartomania!


Wolfgang Amadeusz Mozart, którego muzyka od lat uchodzi za wzorzec klasycznej doskonałości. Również dzisiaj, jutro i następne lata, cały muzyczny świat zawsze rozpoczynać będzie obchody Mozartowskie. Można powiedzieć, że zaczyna panować swoista mozartomania. Instytucje muzyczne wręcz prześcigają się w organizowaniu festiwali, galowych koncertów i przedstawień operowych jego dzieł. A jest z czego wybierać! Twórca cudownej serenady "Eine kleine Nachtmusik", oper "Wesele Figara", "Czarodziejski flet", Symfonii "Haffnerowskiej" i "Jowiszowej" czy równie znanej i kochanej Symfonii g-moll, o której Schumann powiedział, że jest "wzorcowym dziełem zwiewnego klasycyzmu", pozostawił potomnym ogromne bogactwo muzyczne, ponad 670 utworów. W tym mamy 24 dzieła sceniczne, 51 symfonii, 55 koncertów na instrument solowy z orkiestrą, 78 utworów fortepianowych łącznie z sonatami, 38 sonat skrzypcowych, 35 kwartetów, 10 kwintetów, 19 mszy oraz Requiem d-moll, uchodzące za absolutne arcydzieło swojego gatunku. Wszystko to skomponował w trwającym zaledwie 35 lat życiu, w którym z trudem znajdował uznanie, stale walczył z przeciwnościami losu i chronicznym brakiem gotówki. Jego życie obrosło całą masą mitów i legend. Przez lata modna była hipoteza, że zmarł otruty przez zazdrosnego rywala Antonia Salieriego, kompozytora i kapelmistrza cesarskiego dworu. Podobną legendą obrósł pospieszny, anonimowy pogrzeb kompozytora. Inna legenda dotyczyła powstania "Requiem", na które zamówienie dostarczył Mozartowi tajemniczy czarno ubrany posłaniec, co nie było prawdą! Mozart od początku wiedział, dla kogo i po co pisze mszę żałobną; hrabia Walsseg chciał tym utworem uczcić pamięć zmarłej żony. Takich legend i mitów można by przytoczyć jeszcze kilka. Jedno tylko nie podlega dyskusji, urodzony w 1756 r. Mozart był cudownym dzieckiem, które razem ze starszą o pięć lat, równie utalentowaną siostrą Anną Marią, zwaną Nannrel, ojciec eksploatował bez umiaru, dla pieniędzy i sławy, obwożąc po arystokratycznych dworach Europy jako grające cuda Wunderkinder. Pierwsza ich podróż koncertowa trwała blisko cztery lata (1762-1766) i biegła przez Wiedeń, Genewę, Zurich, Paryż, Lyon, Monachium, Brukselę, Hagę i Amsterdam. Po kilkumiesięcznym odpoczynku w rodzinnym Salzburgu ruszyli ponownie, tym razem zdobywać Włochy. Oklaskiwano ich w Mediolanie (w tym mieście w 1770 r. skomponował i wystawił operę "Mitrydates"), Turynie, Rzymie, Florencji, Neapolu, Wenecji, Weronie i Bolonii, gdzie został mianowany członkiem Accademia Filarmonica. Można więc powiedzieć, że dzieciństwo Wolfganga i jego siostry upłynęło na długich podróżach. Ale jednocześnie był to czas, kiedy młody Mozart dużo komponował. W wieku 12 lat był już autorem 3 oper, 6 symfonii i około 100 innych kompozycji. Talent sprawił, że muzyka wypływała z niego szerokim, wartkim strumieniem. W większości przypadków myśl muzyczna raz przelana na papier była na tyle pełna, że rzadko wymagała poprawek. To już bezsprzeczny dowód geniuszu! To właśnie Leopold Mozart, ojciec Wolfganga (Amadeusza sam sobie ponoć wymyślił), a zarazem muzyk i kompozytor, odkrył talent syna, zostając też jego pierwszym nauczycielem. Lekcje odbywały się w czasie podróży w przerwach między kolejnymi występami. Mając 6 lat, mały Wolfgang skomponował pierwszy koncert fortepianowy. W wieku 8 lat dał światu pierwszą symfonię (Es-dur), rok później powstał jego pierwszy utwór chóralny "Bóg jest naszą ucieczką i mocą". Jako 12-letni chłopiec skomponował, na zamówienie cesarza Józefa II, operę komiczną "La finta semplice" ("Udana naiwność") - premiera 1 maja 1768 r. w Salzburgu, a już we wrześniu tego roku w Wiedniu miała miejsce premiera jego drugiej opery "Bastien und Bastienne". Po wizycie w Kaplicy Sykstyńskiej i jednorazowym wysłuchaniu "Miserere" Allegriego odtworzył partyturę tego utworu. Miał wówczas 14 lat. Tym wyczynem dowiódł absolutnego słuchu i fenomenalnej pamięci muzycznej. Dwukrotnie był członkiem orkiestry dworskiej arcybiskupa Salzburga, nie mógł jednak pogodzić się z tym, że taka praca ogranicza jego artystyczną samodzielność. Na dodatek arcybiskup Colloredo nie tylko niezbyt cenił jego muzykę, ale był też przeciwny jego częstym koncertowym podróżom. W czerwcu 1781 r., wbrew woli ojca, ostatecznie porzucił pracę w orkiestrze, o której zresztą nie miał wysokiego mniemania: "...ta orkiestra tak gruboskórna, rozmamłana i zbałamucona - pisze w liście do ojca z Paryża w 1778 r. - uczciwy człowiek z dobrymi manierami nie mógłby długo wytrzymać z tymi ludźmi". Po porzuceniu Salzburga został "wyzwolonym artystą" i przeniósł się do Wiednia, gdzie rok później - 4 sierpnia 1782 r. - poślubił Konstancję Weber, z którą miał sześcioro dzieci (przeżyło tylko dwóch synów - Carl Thomas i Franz Xaver Wolfgang). Na dziesięć lat Wiedeń stał się jego domem. W 1787 r., po śmierci Glucka, otrzymał z rąk cesarza Józefa II tytuł nadwornego kompozytora dworu cesarskiego. W tym mieście został również pochowany 7 grudnia 1791 r. w bezimiennym grobie wiedeńskiej biedoty. Okres wiedeński to czas wyjątkowej aktywności Mozarta, który utrzymywał się z udzielania lekcji gry arystokratycznej młodzieży, organizowania koncertów, na których prezentował własne kompozycje, z których wiele powstało na specjalne zamówienia. Wiedeńczycy oklaskiwali prapremiery "Uprowadzenia z Seraju" (lipiec 1782) i "Wesela Figara", którego wiedeńska premiera w maju 1786 r. miała chłodne przyjęcie, za to wręcz entuzjastycznie przyjęto dzieło w Pradze. W tym samym roku skomponował też "Dyrektora teatru". Kilka lat później "Cosi fan tutte" (styczeń 1790), "Czarodziejski flet" (wrzesień 1791) budziły już entuzjazm wiedeńskiej publiczności. Jednak dwie prapremiery z tego okresu miały miejsce w Pradze. W październiku 1787 r. wystawiono "Don Giovanniego", po którym Czesi dali mu odczuć smak powodzenia opartego na powszechnym szacunku, zrozumieniu i entuzjazmie, o czym nie mógł nawet marzyć w Wiedniu. Kilka lat później, we wrześniu 1791 r., miała miejsce prapremiera "Łaskawości Tytusa", zamówionej na uroczystości koronacyjne Leopolda II na króla Czech. Warto pamiętać, że właśnie opery wiedeńskiego okresu, poza ostatnią, stanowią dzisiaj mozartowski kanon stale obecny na światowych scenach. Na krótko przed śmiercią pracował nad "Requiem" zamówionym przez hrabiego Walssega zu która jest ostatnim dowodem jego muzycznego geniuszu. Dzieło ukończył, na podstawie zachowanych notatek i szkiców, Franz Xaver Süssmayr, jego uczeń. Fryderyk Chopin kochał Mozarta za "doskonałość formy i inwencję muzyczną", Wagner cenił jego "dramatyczność wyrazu", Strawiński: "obiektywizm i absolutność koncepcji estetycznej", a Einstein kochał "wrodzone piękno i samą prostotę". "W muzyce tego genialnego kompozytora jest coś uniwersalnego, coś, co sprawia, że nie dała się ona zamknąć w przegródce jednej epoki, zaliczyć do jakiejś muzykologicznej szufladki" - napisał Stefan Kisielewski. Dzisiaj świat ceni Mozarta za logikę, bogactwo emocji, prostotę, niepowtarzalny styl, piękno i nieprzemijającą elegancję jego muzyki, które zapewniają mu stale rosnące grono entuzjastów i wielbicieli. Napisane przez Stefana Jarosińskiego w polskiej biografii "Mozart" zdanie: "Słowa 'muzyka' i 'Mozart' stały się synonimami tego samego pojęcia. Połączyły się w jedno, i kto wymawia imię 'Mozart', ma na myśli słowo 'muzyka'. Dlaczego? Ponieważ niewielu znaleźlibyśmy kompozytorów, których życie byłoby tak bez reszty wypełnione muzyką, którzy by każde swe przeżycie umieli jak on przetransponować na muzykę i to muzykę piękną, śpiewną i zrozumiałą dla każdego" - nic nie straciło ze swojej aktualności. Mozart jest po prostu cudem, który zdarzył się tylko raz w całej historii muzyki. Jego twórczość miała zasadnicze znaczenie dla rozwoju muzyki w całej jej późniejszej historii. "Mozart to po prostu wymyślony przez Boga sposób na to, żebyśmy wszyscy czuli się niewiele warci. Ilekroć skomponujesz utwór, o którym myślisz, że jest szczególnie dobry, podcina ci skrzydła myśl, że Mozart prawdopodobnie skomponował lepszy mając dziewięć lat" - napisał David W. Barber. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że każda okazja jest dobra, by zorganizować Rok Mozarta. Pierwszy ogłoszono w 1956 r. z okazji 200. rocznicy urodzin, drugi obchodziliśmy w 1991 r., w 200. rocznicę jego śmierci. Z tej okazji Philips wydał na 180 płytach CD niemal całą jego twórczość, a Warszawska Opera Kameralna, jako jedyny teatr na świecie, zrealizowała i wystawiła w zwartym cyklu jego wszystkie dzieła sceniczne, co stało się początkiem corocznego Festiwalu Mozartowskiego w Warszawie. Instytucje muzyczne Nowego Jorku ogłosiły z tej okazji zamiar wykonania w ciągu 1991 r. wszystkich utworów Mozarta. Nie inaczej będzie podczas Roku Mozarta 2006. Wiedeń, Salzburg, Monachium, Praga, Drezno, Nowy Jork, Tokio, Zurich, Warszawa, Bruksela wręcz prześcigają się w pomysłach prezentowania dzieł genialnego salzburczyka, ponieważ jego muzyka pozostaje niezmiennie magnesem przyciągającym publiczność. Pod jednym wszakże warunkiem, że jest prezentowana na odpowiednio wysokim poziomie, bo przyznaję, że nie ma nic gorszego niż Mozart grany bez polotu, elegancji i właściwej tej muzyce prostoty.

(ted)


W żadnym innym mieście...!

W żadnym innym mieście, jak Salzburg, nie znajdziemy tak wielu śladów Mozarta oraz jego ducha. Mozarta podbiły i zauroczyły wszelkie zakątki. To jednak żadne inne miasto nie ma tak silnej więzi z osobą genialnego kompozytora jak właśnie Salzburg. Salzburska starówka z prastarą twierdzą przyciąga gości z całego świata. Zapraszamy na przechadzkę śladami cudownego dziecka: Tutaj, w mieście książąt-arcybiskupów, przyszło ono na świat. Czekają na Państwa spacery po mieście z przewodnikiem, a także codzienne koncerty odbywające się w historycznych miejscach. Lata w Salzburgu, gdzie Mozart spędził ponad dwie trzecie swojego życia (dwadzieścia pięć lat), nacechowane są bardzo ożywioną twórczością kompozytorską. W tym okresie Mozart skomponował większą część swojego obszernego dzieła. Nie tylko prawie wszystkie symfonie powstają w Salzburgu, ale także większość koncertów oraz niemalże wszystkie divertimenta i serenady (np. serenada "Haffnerowska" czy serenada "Z rogiem pocztowym"). Ponadto w latach salzburskich Mozart komponuje prawie wszystkie swoje utwory muzyki sakralnej jak słynne msze. Także pierwsze dzieła sceniczne (m. in. "Bastien i Bastienne", "Idomeneo" i "Udawana miłość") kompozytor pisze przed przeprowadzką do stolicy monarchii, a również duża liczba słynnych utworów kameralnych Mozarta powstała w jego rodzinnym mieście. W roku 2006 przyjaciele muzyki Mozarta z całego świata będą w godny sposób świętować w Salzburgu razem z mieszkańcami miasta ten szczególny jubileusz. W centrum uwagi znajdować się będą miejsca związane z życiem kompozytora i jego twórczością oraz oczywiście bogaty program kulturalny. Została ona założona w 1880 roku w wyniku połączenia dwóch instytucji: katedralnego związku muzyki i Mozarteum. Jej zadaniem jako strażniczki spuścizny Mozarta jest opieka nad najważniejszymi oryginalnymi miejscami związanymi z kompozytorem. Jej międzynarodowy charakter i ścisłe związki z wielbicielami Mozarta na całym świecie znajdują wyraz m. in. w fakcie, że zrzesza ona ponad siedemdziesiąt wspólnot i towarzystw mozartowskich na wszystkich kontynentach. Międzynarodowa Fundacja Mozarteum jest dziś bardzo ważną instytucją kulturalną: Finansuje i prowadzi największą na świecie bibliotekę mozartowską, znajdującą się na pierwszym piętrze gmachu Mozarteum. Bibliotheca Mozartiana obejmuje ok. 35.000 tytułów i jest cennym źródłem informacji dla naukowców zajmujących się życiem i twórczością Mozarta. Oprócz biblioteki Fundacja prowadzi także Archiwum Mozartowskie, gdzie zgromadzone są materiały źródłowe o ogromnym znaczeniu dla historii kulturalnej i muzycznej miasta Salzburga. W archiwum znajdują się m. in.: kronika Międzynarodowej Fundacji Mozarteum, obrazy i grafiki przedstawiające Mozarta i współczesne mu osobistości, zbiory dotyczące historii teatru, a w tym modele kulis, szkice z projektami scenograficznymi i afisze, katalogi premier i spisy z nazwiskami artystów, zeszyty programowe, recenzje prasowe oraz archiwum fotograficzne, które jest centralną placówką zarządzającą udzielaniem praw do reprodukcji materiału fotograficznego i wizualnego. Ponadto Międzynarodowa Fundacja Mozarteum posiada znaczące zbiory mozartowskich rękopisów. Fundacja zarządza i finansuje również oba muzea mozartowskie znajdujące się w domu urodzin Mozarta i w domu, w którym mieszkał Mozart oraz troszczy się o mozartowskie miejsce pamięci w St. Gilgen. Od 1956 roku Fundacja organizuje corocznie w miesiącu urodzin kompozytora festiwal Internationale Mozartwoche“, w ramach którego odbywają się koncerty i spektakle operowe na najwyższym poziomie. Fundacja jest także wiodącym ośrodkiem naukowo-badawczym i wydawniczym, publikuje prace naukowe, a od lat zajmuje się edycją wszystkich dzieł Mozarta w ich pierwotnej wersji (ponad 130 tomów). Ten projekt ma zostać sfinalizowany jeszcze przed rozpoczęciem jubileuszowego Roku Mozartowskieg. Okazję do odpoczynku z widokiem na twierdzę Hohensalzburg znajdą Państwo w przepięknym ogrodzie Mirabellgarten. Założony przed wiekami: miejsce spokoju i kontemplacji w samym sercu miasta. O genialnym synu miasta przypominają w Salzburgu dwa pomniki Mozarta, jeden na placu Mozarta (odsłonięty w 1842 roku w obecności obydwu synów kompozytora), a drugi na wzgórzu Kapuzinerberg. Na liście ważnych miejsc związanych z najsłynniejszym Salzburczykiem nie może zabraknąć także kościołów, w których odbywały się premiery słynnych mszy Mozarta, nierzadko pod batutą samego kompozytora. W tych świątyniach w Roku Mozartowskim 2006 będzie można usłyszeć cykl wszystkich mszy Mozarta: Katedra salzburska: Jest ona najważniejszą budowlą sakralną miasta. Tutaj ochrzczono W. A. Mozarta, tutaj wzięli ślub jego rodzice i tutaj Mozart był dworskim organistą. Większość swoich utworów sakralnych Mozart skomponował dla potrzeb tej katedry: msze, propria, officia, litanie, śpiewy kościelne i sonaty sakralne. Kolegiata Św. Piotra: Dla swojego przyjaciela Hagenauera Mozart skomponował mszę Dominikusmesse“, którą po raz pierwszy wykonano w tej kolegiacie w 1769 r. Kościół kolegialny: W tej przepysznej barokowej budowli autorstwa Johanna Bernharda Fischera von Erlach odbyła się w roku 1769 premiera Mszy d-moll. Także w Rezydencji arcybiskupów salzburskich oraz w auli starego uniwersytetu natkniemy się na ślady Mozarta. W obu miejscach Mozart występował regularnie jako członek salzburskiej orkiestry dworskiej (katedralnej), a jego liczne dzieła zostały tam wykonane po raz pierwszy. I tak w roku 1767 w sali rycerskiej Rezydencji odbyła się premiera oratorium "O powinności pierwszego przykazania". W auli uniwersyteckiej Mozart wystąpił po raz pierwszy publicznie jeszcze jako dziecko w sztuce teatralnej, a jego pierwsza opera Apollo et Hyazinth“ miała premierę także w tej sali. Na cmentarzu Sebastiana (Sebastians Friedhof), wejście od ulicy Linzergasse, można odwiedzić grób ojca kompozytora, Leopolda Mozarta oraz mogiłę żony geniusza, Konstancji. Natomiat w ogrodzie Bastionsgarten niedaleko pałacu Mirabell stoi tzw. domek "Czarodziejskiego fletu", w którym według tFamilie Mozartradycji Mozart napisał niektóre części tej słynnej opery. Wolfgang Amadeusz Mozart przyszedł na świat 27 stycznia 1756 roku w kamienicy zwanej Hagenauer Haus", w sercu Salzburga przy ulicy Getreidegasse 9, gdzie rodzina Mozartów mieszkała od 1747 do 1773 roku. Tutaj Mozart spędza swoje dzieciństwo i okazuje się nie tylko muzycznym cudownym dzieckiem, wirtuozem fortepianu i skrzypiec, oczarowującym słuchaczy grą, lecz także niesłychanie utalentowanym kompozytorem (pierwsze utwory Mozart napisał w wieku zaledwie pięciu lat). Dom urodzin Mozarta to dziś muzeum, w którym zgromadzono liczne słynne pamiątki po kompozytorze, jak np. dziecięce skrzypeczki Mozarta, jego skrzypce koncertowe, klawikord, fortepian młoteczkowy, portrety i listy rodziny Mozartów. Wystawiono także rękopisy, cenne dokumenty i oryginalne przedmioty znajdujące się niegdyś w posiadaniu Mozartów, oryginalne portrety i historyczne instrumenty muzyczne. W ramach Roku Mozartowskiego w domu urodzin Mozarta zaplanowano szereg ekspozycji specjalnych, których tematem będą różne aspekty życia kompozytora. W roku 1773 Mozartowie przenoszą się do nowego mieszkania przy ówczesnym placu Hannibala (dzisiaj Makartplatz 8), ponieważ mieszkanie na trzecim piętrze kamieniczki przy ulicy Getreidegasse wskutek powiększenia się rodziny o nowych potomków zrobiło się za małe. Nowy adres znany jest w Salzburgu także pod nazwą "Tanzmeisterhaus". W nowym, obszernym mieszkaniu znalazło się teraz wystarczająco dużo miejsca na spotkania z przyjaciółmi i muzykami. Również późniejszy librecista "Czarodziejskiego fletu" Emanuel Schikaneder był tu częstym gościem. W tym domu Mozart napisał w latach 1773 – 1780 między innymi symfonie, divertimenta, serenady, koncerty fortepianowe i skrzypcowe, jeden koncert na fagot, arie, msze i inne dzieła muzyki sakralnej. Także tutaj skomponował opery "Il Re Pastore" (Król pasterz) KV 208, "La Finta Giardiniera" (Rzekoma ogrodniczka) KV 196 i "Idomeneo" KV 366. Niewiele osób kojarzy gminę St. Gilgen nad jeziorem Wolfgangsee, położoną 25 km na wschód od Salzburga, z osobą Mozarta. W St. Gilgen nie powstało żadne z licznych dzieł Mozarta, sam Mozart nigdy nie przybył do tej miejscowości. We wrześniu 1773 roku ojciec Leopold Mozart zamierzał podczas podróży powrotnej z Wiednia do Salzburga odbyć pielgrzymkę do St. Wolfgang, miejscowości, gdzie szczególnie czczony jest święty Wolfgang, patron wioski i oczywiście także patron latorośli, a w której Wolfgang Amadeusz jeszcze nigdy nie był. Ponadto Leopold pragnął pokazać synowi słynne miejsce urodzenia matki kompozytora, St. Gilgen. Z tych planów nic jednak nie wyszło. Mozart nigdy nie dopełnił także przyrzeczenia danego swojej siostrze, że "w następnym roku na wiosnę z całą pewnością w Salzburgu oraz w St. Gilgen weźmie ją w ramiona jako panią von Sonnenburg i uściska także jej małżonka." Jednakże historia tego miejsca nierozerwalnie związana jest z życiem Mozarta. St. Gilgen było bardzo ważnym miejscem dla trzech osób z jego rodziny: jego dziadek pracował jako sędzia w St. Gilgen, jego matka przyszła na świat w tej miejscowości, a siostra po wyjściu za mąż tam właśnie się osiedliła.

(ted)


Największe dzieła:

Opery Der junge Mozart am Cembalo von J.Duplessis (Musée du Louvre , Paris)

Don Giovanni, KV527
Wesele Figara, KV492
Czarodziejski flet, KV620
Cosi fan tutte, KV588

Dzieła chóralne

Requiem d-moll, KV588
Symfonie
Nr 35, D-dur, KV385, Haffnerowska
Nr 36, C-dur, KV425, Linzka
Nr 38, D-dur, KV504, Praska
Nr 40, g-moll, KV550
Nr 41, C-dur, KV551, Jowiszowa

Koncerty fortepianowe
Nr 20, d-moll, KV466
Nr 21, C-dur, KV467
Nr 23, A-dur, KV488
Nr 26, D-dur, KV537, Koronacyjny

Koncerty skrzypcowe
Nr 3, G-dur, KV216
Nr 4, D-dur, KV218
Nr 5, A-dur, KV219, Turecki

Koncerty na róg
Nr 2, Es-dur, KV417
Nr 3, Es-dur, KV447
Nr 4, Es-dur, KV495

Koncerty na inne instrumenty
Na flet i harfę, C-dur, KV299
Na klarnet, A-dur, KV622

Muzyka kameralna
Kwartet smyczkowy nr 17, B-dur, KV458
Kwartet smyczkowy nr 18, A-dur, KV464
Kwartet smyczkowy nr 19, C-dur, KV465
Kwintet na klarnet, A-dur, KV581

(ted)


Wspominając geniusza Mozarta - Constanze Weber Mozart

Jest pani jedną z sióstr Weber (...) Tych, dla których pisał muzykę i z którymi był tak blisko?” Tak, jestem najmłodszą z czterech sióstr. Ostatnim wątkiem, mocno już zetlałym, który jednak wciąż łączy się z przeszłością i uczuciem. Uczuciem do jednego z największych kompozytorów, a raczej tylko do mężczyzny, który potrafił czarować muzyką. Wszystko pamiętam, jakby to było dzisiaj. Ten zapach, kurz unoszący się w powietrzu, ten pierwszy dzień, gdy go zobaczyłam. Gdy moje kości były jeszcze twarde, a skóra napięta... Tylko serce zostało takie samo. Jest Pan dziennikarzem, i pewnie chce usłyszeć prawdę? Proszę bardzo. Mówi Pan, że Mozart nas kochał, chyba tak było. Miałyśmy wtedy od jedenastu do dziewiętnastu lat, a nasz ojciec był wszechstronnym muzykiem. To on zaprosił jego wraz z matką. Pamiętam., że zobaczyłam go na schodach, niepozornego: (...) blady młodzieniec z wielkimi oczyma i z wydatnym nosem, nieco poniżej średniego wzrostu, o zgrabnej figurze i widocznych spod szerokich mankietów zwinnych dłoniach.” Tych dłoniach, które uderzały w klawisze, jakby były z nimi zawsze. Tak jak wtedy, w kolejny wydawałoby się, zwykły wieczór, który urządzał nasz ojciec, obdzierając rodzinę z resztek pieniędzy. Cóż to za wieczór bez muzyki? (...) Co z tego, że jesteśmy ubodzy? Mamy muzykę i przyjaciół. a dziewczęta śpiewają przepięknie.” Tak, śpiewałyśmy przepięknie, i kochałyśmy muzykę... przynajmniej Józefa i Alojza, najbardziej uzdolnione, miały wtedy po dziewiętnaście i szesnaście lat, ja i Konstancja byłyśmy młodsze, choć przy moich jedenastu latach nawet czternastoletnia Konstancja mogła uważać mnie za dziecko. Chyba dlatego udało mi się tak wszystko dobrze zaobserwować. Bo tym się zajmowałam. Patrzeniem. Nikt nie zwracał uwagi na dziecko. Nawet w tamtych czasach, zresztą, jestem krótkowidzem, ale to nie przeszkodziło mi zobaczyć o wiele więcej. Mozart przybył z matką do Mannheim w 1777 roku. Miał wtedy dwadzieścia jeden lat. Podobno miał jakieś problemy w domu, zaplątał się w romans, ale dla nas to wszystko było nieważne. Ten obciążony wiecznymi wyrzutami sumienia chłopak”, skradł nasze serca. Wszystko przez jego muzykę. Wolfgang Amadeusz Mozart, który nie tylko nie chciał wrócić do Salzburga, ale miał dosyć utyskiwać ojca, wieczne dziecko dworu, tutaj chciał w końcu stać się mężczyzną. Zmyć z siebie odór utalentowanego dziecka i stać się kompozytorem – dorosłym, który nie musi pracować dla rodziny i martwić się o umierającą matkę. Bobasa, który nie sięgał do pedałów klawesynu, a grał. Byłyśmy dla niego odskocznią, na pewno. Rozumiałyśmy jego pasję, wtapiałyśmy się w muzykę, dorzucając coś od siebie, a matka... widziała w nim kandydata na męża. W końcu to było wtedy najważniejsze. Wydać córki za mąż. Choć, czy nadal nie jest? Nie zgadza się Pan ze mną? Przez pewien czas on miał tylko tworzyć i zbierać pieniądze, a my śpiewem zarabiać na utrzymanie rodziny. Miałyśmy różne aspiracje, większe i mniejsze... i dojrzewałyśmy wraz z Mozartem. A on... chciał kochać. I w końcu poślubił jedną z nas. Nadal Pan mnie słucha? Czy naprawdę tak interesuje Pana opowieść o siostrach tak różnych i współzawodniczących ze sobą we wszystkim? A może chce Pan wyciągnąć ze mnie pikantne tajemnice, odkryć sekrety rodu, napisać o naszej zazdrości względem Mozarta? Nie wiem, czy powinnam Panu o tym opowiadać... choć przecież zostałam tylko ja. Nikomu już to nie zagrozi. Zresztą, czy było w tym coś złego? Miłość, pasja, zazdrość i muzyka.

(ted)


Zdjęcie wdowy po Wolfgangu A. Mozarcie

Sensacyjne odkrycie w niemieckim mieście Altoetting. Władze Altoetting poinformowały, że jedyna, od dawna poszukiwana fotografia 78-letniej Constanze Weber została znaleziona w miejscowym archiwum. Zdjęcie zostało wykonane w 1840 roku, w domu szwajcarskiego kompozytora Maxa Kellera, dwa lata przed jej śmiercią. W chwili śmierci Mozarta w 1791 roku, Constanze Weber miała zaledwie 29 lat. Później poślubiła duńskiego dyplomatę Georga Nissena.

Konstancja Mozart wyznaje 1791-1842

Jest rok1791, Mozart nie żyje. Ledwie dwudziestodziewięcioletnia Konstancja całkowicie załamana po śmierci męża, pozbawiona środków do życia wie, że musi zapewnić byt sobie i dwóm małym synom - Carlowi i Wolfgangowi. Jej siłą napędową pozostaje niezmierzona miłość do zmarłego męża. Poświęca się bez reszty ochronie dzieł i imienia Wolfganga, z nadludzką energią, wyczuciem i wrodzonym sprytem zabiega o powszechne uznanie jego geniuszu. Negocjuje z wydawcami, egzekwuje swoje prawa, porządkuje utwory męża i pozostałe po nim papiery. Ten nadrzędny dla niej cel realizuje najpierw sama, a potem z pomocą drugiego męża - dyskretnego, okazującego jej niezwykłe przywiązanie i cierpliwość Duńczyka - Nissena - z którym związek pozostał do końca białym małżeństwem. Tym razem na kartach pamiętnika śledzimy szczegóły Wielkiej Rewolucji Francuskiej, podbojów Napoleona i Kongresu Wiedeńskiego. Delektujemy się też bogatym opisem życia muzycznego końca XVIII i początku XIX wieku. Wielokrotnie przewijają się tam nazwiska Beethovena, Haydna, Salieriego, Liszta; ich muzyczne dokonania, powiązania towarzyskie, układy i życie uczuciowe tych wspaniałych muzyków. Dramatycznie rozwija się wątek życia rodzinnego Mozartów. Konstancja wymaga od synów niemożliwego; nieustanne porównuje ich do genialnego ojca i w efekcie nieodwracalnie burzy swój z nimi związek i oddala ich od siebie; Carl i Wolfgang wydają się być ludźmi głęboko nieszczęśliwymi.

(ted)


FENOMEN REQUIEM MOZARTA
W dziejach muzyki nie ma drugiego takiego dzieła, które wzbudzałoby tyle emocji i kontrowersji, tyle zachwytów i zastrzeżeń co Requiem Mozarta.

Mity i legendy

Wspomnieć tu należy choćby tę o nieznanym posłańcu, który zamówił u Mozarta mszę żałobną. Już wkrótce okazało się, że był to posłaniec śmierci, a Mozart tworzył w przeczuciu własnego zgonu. Pojawiły się osobliwe źródła, np. sfingowany włoski list Mozarta do Lorenza da Ponte, w którym autor pisze o prześladującym go obrazie nieznanego człowieka i o Requiem jako o własnym śpiewie żałobnym. Niewyjaśnione do końca okoliczności śmierci i gwałtowny przebieg choroby kompozytora legły u źródeł innej czarnej legendy — o otruciu Mozarta przez Salieriego.

Tu rękopis się urywa...

Wszystko rozpoczęło się latem 1791 roku, kiedy to Franz Graf von Walsegg-Stuppack zamówił u Mozarta mszę żałobną za sumę 50 dukatów. Hrabia pragnął w sposób szczególny uczcić pamięć swej młodo zmarłej żony. Ze zrozumiałych względów zależało mu na anonimowości; nie zamówił Requiem osobiście. Skorzystał z pośrednictwa wiedeńskiego adwokata, i to on zapewne był owym tajemniczym posłańcem, który wypłacił Mozartowi 25 dukatów zaliczki. Pracę nad Requiem rozpoczął kompozytor na początku października 1791 roku, przerwał ją, a później wrócił do niej w listopadzie. Miał na to zaledwie kilka dni, bo około 20 listopada rozpoczęła się gwałtownie śmiertelna choroba. Coraz bardziej wyczerpany, pracował dalej, nie wstając już praktycznie z łóżka. Ze wspomnień Benedikta Schaka, przyjaciela domu Mozartów, dowiadujemy się, że w grudniu odbyła się śpiewana próba fragmentów dzieła. Podobno przy pierwszych taktach Lacrimosy Mozart wybuchnął płaczem, odłożył partyturę i jedenaście godzin później, około pierwszej w nocy, zmarł. Requiem pozostało rękopisem nieukończonym; oprócz oryginału partytury zachowały się szkice i karteczki”. Co pozostało? Dziś wiadomo, że całkowicie ukończony i zinstrumentowany przez Mozarta jest tylko jeden fragment całej Mszy — Introitus Requiem aeternam (Wieczny odpoczynek”). Część Kyrie, sekwencja Dies irae — bez Lacrimosy i Offertorium Domine Jesu mają 4 oryginalne głosy wokalne i basso continuo. Prócz tego istnieją szkice Mozarta z 16 taktami fugi Amen (zakończenie Lacrimosy), kilka taktów Rex tremendae (Królu groźny”) oraz 8 taktów Lacrimosy w oryginalnej partyturze kompozytora. Tu rękopis się urywa... Reszta stała się przedmiotem domysłów i mistyfikacji. Żona Mozarta, Konstancja, zleciła ukończenie dzieła uczniom męża. Było ich kilku, ale współautorem ostatecznej wersji był Franz Xaver Süssmayr. Współcześni muzykolodzy zajmują inne stanowisko. Ich zdaniem, niedorzecznością jest przypuszczenie, żeby tak mierny kompozytor jak Süssmayr mógł sam uzupełnić Lacrimosę i skomponować Sanctus, Benedictus oraz Agnus Dei.

Bądź ze mną, gdy będę umierał...

Myśli o śmierci nie były Mozartowi obce. W jednym z listów do chorego ojca napisał, że śmierć jest prawdziwym i ostatecznym celem życia człowieka, jego najlepszą przyjaciółką — uspokajającą i pocieszającą. Dzięki wierze w Boga uświadomił sobie, że śmierć jest kluczem do prawdziwego szczęścia. Instrumentalny wstęp to pieśń żałobna (grana przez bassethorny i fagoty); wtórują jej niskie i wysokie smyczki, które grają na zmianę łkające figury, obrazujące płacz. Spokojna żałoba zostaje nagle przerwana przez głośne wejście puzonów, trąbek i kotłów. Śmierć to nie tylko łagodny przyjaciel, lecz także krok, który zbliża do budzącego trwogę sądu. Po luceat eis (a światłość wiekuista niechaj im świeci”) powszechne błaganie kończy się nutą pocieszenia: wszystko będzie dobrze, ponieważ istnieje litość. Kyrie narasta od bezosobowej modlitwy ku coraz bardziej osobistemu wołaniu, brzmiącemu jak Panie, musisz zmiłować się nade mną! W sekwencji Dies irae odmalowuje bezlitosny obraz grozy Sądu Ostatecznego. Tuba mirum (Trąba groźnym zabrzmi tonem”) opisuje przebudzenie zmarłych, którzy mają zostać osądzeni: nic nie ujdzie karze — po czym następuje pełne niepokoju pytanie: Cóż mam na to rzec ja, biedny człowiek? Albo porażające zestawienie mocarnego króla w Rex tremendae z własnym, małym ja”: Zbaw mnie, źródło łaski prowadzi do wzruszającej i pełnej wiary modlitwy: Zbawiłeś mnie przez swe cierpienie, Twój trud nie może okazać się daremny. Requiem Mozarta to jedyny jego utwór z elementem autobiograficznym. Słychać w nim głos samego kompozytora, modlącego się z największą żarliwością, ufnego jak chore dziecko, które spogląda na matkę i wtedy wszystkie jego lęki pierzchają.

(ted)


Lata późniejsze.


Po tryumfalnym wystawieniu w 1781 roku w Monachium pierwszej opery Mozarta, zatytułowanej: "Idomeneusz, król Kret", doszło do kolejnego starcia artysty z arcybiskupem Colloredo, zachowującym się w stosunku do niego w sposób pogardliwy i obraźliwy. Skłoniło to kompozytora do definitywnego porzucenia pełnionej w Salzburgu funkcji i przeniesienia się do Wiednia. Tam Mozart utrzymywał się z udzielania prywatnych lekcji i koncertowania, dzięki czemu mógł swobodnie komponować. Taki sposób zarobkowania dawał bardzo skromne dochody, ale z drugiej strony zapewniał idealną niezależność od klasy rządzącej. (Na podobne warunki zdecydował się także Beethoven, a dla artyzmu wybór taki stał się normą). Wkrótce po pierwszym wystawieniu opery "Uprowadzenie z seraj", w 1782 roku, Mozart ożenił się z Konstanze Weber. Urodziła mu ono sześcioro dzieci, ale tylko dwoje z nich przeżyło swojego ojca. Środowisko wiedeńskie miało stymulujący wpływ na rozwój artysty, który w tym okresie poszerzał swoją znajomość kultury, polityki (jej masonerii) i estetyki. Powstały wówczas arcydzieła wieku dojrzałego artysty- obok największych dzieł symfonicznych, kameralnych i religijnych były takie kompozycje jak "Wesele Figara" (1786), "Don Giovann" (1787) - najbardziej frapujące ucieleśnianie tej wspaniałej legendy, a także "Cosi fan tutte" (1790). Wszystkie utwory zostały skomponowane do librett autorstwa Lorenza de Ponte, poety cesarskiego teatru. W 1787 roku Mozart otrzymał nominację na stanowisko nadwornego kompozytora za skromną, lecz stałą pensję. Jego sytuacja ekonomiczna nadal jednak była niestabilna. Zarobki, honoraria za lekcje i zamawiane u niego kompozycje nie wystarczały na zaspokojenie potrzeb rodziny. Ciężkim ciosem była dla artysty śmierć ojca 28 maja 1787 roku. Pomimo stopniowo pogarszającego się stanu zdrowia, sam Wolfgang Amadeus Mozart w ostatnim roku swojego życia skomponował największe arcydzieła: "Czarodziejski flet", "Łaskawość Tytusa: oraz "Requiem"- nie dokończone dzieło, którego tworzenie dla muzyka przeczuwającego zbliżanie się nieuchronnego końca było formą medytacji nad śmiercią. Mozart zmarł 5 grudnia 1791 roku w Wiedniu, gdy miał zaledwie 35 lat. Śmierć ta natychmiast wzbudziła wiele podejrzeń. Uroczystości pogrzebowe były bowiem niezwykle skromne, niemal potajemne, ciało artysty zostało pospiesznie pogrzebane w zbiorowej mogile. Szczególnym powodzeniem cieszyła się historia o rzekomym otruciu Mozarta przez Antonia Salieriego, bardzo zazdrosnego o talent artysty. Ta romantyczna hipoteza została jednak uznana za całkowicie bezpodstawną. Twórczość Mozarta nie tylko stanowiła zwieńczenie swojej epoki, lecz również była zwiastunem nowego okresu artystycznego: pełna wdzięku forma rokoko przekształca się w harmonijnym klimacie stylu wiedeńskiego klasycyzmu. Niezrównane mistrzostwo, ukryte czasem pod szatami prostoty, pozwalało kompozytorowi w równie wzniosły sposób traktować wszystkie formy i środki wokalne oraz instrumentalne. Muzyka Mozarta, bardzo odległa od dziecięcego nieuświadomienia, przypisywanego mu przez krytyków epoki romantyzmu, opiera się na konkretnych wyborach estetycznych i ideologicznych, a wielu przypadkach jest naznaczona głębokimi cieniami i preromantyczną niepewnością. Twórczość Mozarta obejmuje dzieła symfoniczne (41 symfonii), koncerty, muzykę kameralną (kwartety smyczkowe, kwintety, kwartety fortepianowe, tria skrzypcowe i na inne instrumenty, 46 sonat na skrzypce i fortepian oraz 23 na fortepian solo), a także muzykę sakralną (19 mszy), chóralną i opery.

(ted)


Oślepia swoją muzyką!

Nie ma w historii muzyki postaci, która byłaby zarazem tak znana i tak tajemnicza jak Wolfgang Amadeusz Mozart. 27 stycznia mija 251 lat od jego narodzin Ze wszystkich wielkich kompozytorów to właśnie Mozart najpełniej zawładnął masową wyobraźnią. Najsłynniejsze cudowne dziecko w historii sztuki. Genialny twórca, którego muzykę nierzadko traktowano jako świadectwo boskiej obecności na ziemi. Przedmiot bodaj największej liczby biografii i opracowań. To jego muzykę najchętniej brali na warsztat inni kompozytorzy jako podstawę wariacji i pastiszu. To jego Requiem” najczęściej tworzy oprawę uroczystych pogrzebów i to jego podobizna zdobi słynne czekoladowe kulki. Przykłady można by mnożyć. Mimo ogromnej liczby historycznych badań i reinterpretacji postać Mozarta wciąż, jak w XIX wieku, funkcjonuje przede wszystkim w obszarze mitu. Na ironię zakrawa fakt, że najlepiej udokumentowaną i znaną częścią życia Mozarta jest jego dzieciństwo. Wolfgang Amadeusz urodził się w 1756 roku w Salzburgu. Był jednym z siedmiorga dzieci, z których jednak tylko dwoje przeżyło wiek niemowlęcy. Już jako trzylatek objawił wyjątkowe zdolności muzyczne: odnajdywał akordy na klawiaturze i zapamiętywał całe pasaże podczas lekcji, jakich ojciec udzielał starszej o pięć lat siostrze Nannerl. W wieku pięciu lat chłopiec zaczął komponować i wystąpił na pierwszym publicznym koncercie w rodzinnym mieście. Wkrótce potem prezentował swe zdolności na dworze w Monachium. Odtąd życie małego Mozarta upływało na niemal nieustającym, wyczerpującym tournee, ciągłych ćwiczeniach i występach. Nigdy nie chodził do szkoły ani nie studiował. Przez 10 lat rodzina przebywała w domu zaledwie kilka miesięcy. Oblicza się, że w sumie Wolfgang Amadeusz spędził w podróży 3720 dni, czyli prawie jedną trzecią życia. Gdy dorósł, nie spotykał się już z tak entuzjastycznym przyjęciem, jakiego doświadczał, gdy był cudownym dzieckiem. Skonfliktowany z ojcem, w 1781 roku opuścił ostatecznie rodzinne miasto i zrezygnował z posady na dworze Księcia Arcybiskupa Salzburga, osiadając w Wiedniu. Przez 10 lat żył jako wolny artysta, komponując na zamówienie, występując jako pianista i dorabiając jako nauczyciel muzyki. Niemal bez przerwy pozostawał w kłopotach finansowych. Prowadził dość rozrzutne i hulaszcze życie, przypłacając to chorobą, która doprowadziła do przedwczesnej śmierci. Umarł 5 grudnia 1791 roku, nie ukończywszy 36 lat. O ostatnich latach życia Mozarta, kiedy tworzył największe arcydzieła, posiadamy zaledwie garść informacji. Pomimo prowadzonych od lat skrupulatnych badań postać kompozytora wciąż otacza tajemnica. Łącznie z największą – okolicznościami śmierci. Do dziś nie wiadomo ostatecznie, co było jej przyczyną, bo sekcji zwłok nie zrobiono. Mozarta pochowano w bezimiennym, zbiorowym grobie, a świadectwo zgonu zaginęło. Większość badaczy skłania się ku tezie, że bezpośrednią przyczyną była niewydolność nerek, a pośrednią – nadto wyczerpująca pierwsza część życia kompozytora i niezdrowy tryb życia w drugiej. Mozart wcale nie był osobą ze świecznika” i badacze – jak to ujął jeden z nich – zmuszeni są brnąć przez chaszcze pogłosek, pełnych sprzeczności zeznań, złośliwości i skandali. Współczesny obraz Mozarta w dużej mierze utrwalił wspaniały film Amadeusz” Miloša Formana z 1984 roku, oparty na sztuce Petera Shaffera o tym samym tytule (polską premierę miała w 1981 roku w warszawskim Teatrze na Woli w reżyserii Romana Polańskiego, z wielką kreacją Tadeusza Łomnickiego w roli Salieriego). Shafferowi zarzucano, że położył nadmierny nacisk na takie cechy charakteru artysty, jak infantylne zachowanie, arogancja i niewybredne poczucie humoru. Tyle że Brytyjczyk oparł się na faktach, poprzedzając pisanie dramatu wnikliwymi studiami biografii kompozytora. Mozart był niski, nieatrakcyjny fizycznie, miał zaraźliwy śmiech i dość dziecinne usposobienie. Jedną z najczęściej wspominanych cech jego charakteru była zarozumiałość i skłonność do – okrutnej nieraz – krytyki. Wszystko to Shaffer ukazał przez pryzmat wspomnień Antonia Salieriego, nadwornego kompozytora cesarza Józefa II, domniemanego rywala do sławy i zabójcy Mozarta. Nie ma żadnych dowodów, a nawet przesłanek, by sądzić, że Salieri chciał i mógł otruć Mozarta, choć obierając podobną perspektywę dla sztuki, Shaffer miał swoje racje. Mozart w ostatnich dniach życia, w malignie, wyraził przekonanie, że podano mu trującą mieszankę rtęci. Prawie 30 lat później, Salieri w starczej demencji oskarżył siebie o otrucie Mozarta. Był to gest desperata, będącego świadkiem triumfu muzyki Wolfganga Amadeusza, ale wywołał szereg plotek pokutujących do dziś. Romantycy, na czele z Aleksandrem Puszkinem (a za nim Rimskim - Korsakowem, autorem opery Mozart i Salieri”) ukuli mit śmiertelnej rywalizacji obydwu twórców. Czeski reżyser potraktował materiał z wrodzonym smakiem i przenikliwością, tworząc dzieło zasługujące na miano
najwspanialszego portretu kompozytora w historii kina – to nie biograficzny bryk, ale mądra rozprawa o naturze geniuszu, film de facto muzyczny, co też stanowi jego ogromną siłę. W czym Shaffer i Forman odstąpili od faktów? Tajemniczym nieznajomym, który zamówił u Mozarta Requiem” nie był Salieri, ale służący księcia Franza Walsegg - Stuppacha, arystokraty chcącego je zaprezentować jako własną kompozycję. Salieri nie towarzyszył też wcale Mozartowi w ostatnich godzinach życia – przy jego łożu zgromadzeni byli jedynie najbliżsi. Z kolei Requiem” pomagał spisywać uczeń mistrza Süssmayr, który dokończył kompozycję i w tej właśnie wersji wykonuje się najsłynniejsze dzieło Mozarta najczęściej. Natomiast współcześni muzykolodzy zajmują się wciąż jego rekonstruowaniem. Geniusza z Salzburga za jego życia zauważyli nieliczni. Johann Adolf Hasse, jeden z najwyżej cenionych w XVIII wieku kompozytorów, słuchając 15-letniego Mozarta, miał powiedzieć: Przez tego chłopca my wszyscy popadniemy w zapomnienie”. Podziwiał go Haydn i Beethoven, potem Schubert i Rossini. Chopin swój pierwszy większy utwór oparł na temacie z opery Don Giovanni”. Dvořak przyrównywał sztukę Mozarta do słonecznego blasku, który oślepia i grzeje. Grieg zauważył: W wypadku Bacha, Beethovena i Wagnera podziwiamy przede wszystkim głębię i potęgę ludzkiego umysłu, u Mozarta zaś – boski instynkt; w jego muzyce nie ma żadnego wysiłku, śladu walki, oporu materii, tylko dziecięca, radosna natura, pokonująca wszelkie trudności niczym w zabawie, bo Mozart tworzył jak Bóg, bez bólu”. Jeszcze celniej wyraził się amerykański kompozytor Aaron Copland, pisząc w 1960 roku, że muzyka wielkiego Austriaka to niedościgły wzór równowagi między twórczym uniesieniem i dyscypliną, między prostotą i wyrafinowaniem stylu, między spontanicznością a zarazem pełną świadomością ekspresji. W powszechnym odczuciu muzyka Mozarta kojarzy się przede wszystkim z elegancją oraz rokokowym wdziękiem, jest wzorem bezpretensjonalności i klasycznego piękna. Dorobek kompozytora to jednak prawdziwy muzyczny kosmos, w jakim odnajdziemy każdy niemal rodzaj emocji i wzruszeń, a także patos osamotnionego geniusza zmagającego się ze światem, który go nie rozumie”. Katalog dzieł Mozarta, opracowany w połowie XIX wieku przez Ludwiga Köchla, liczy 626 pozycji, w tym 50 symfonii, 28 koncertów fortepianowych, 17 mszy, 27 kwartetów smyczkowych i 22 opery. W opinii wielu muzyków kluczem do zrozumienia twórczości Mozarta są jego dzieła operowe. Teatralny duch przenika dokonania kompozytora na każdym polu – muzyki symfonicznej, koncertowej, kameralnej. Instrumenty i ich grupy są niczym dialogujący aktorzy, a element wokalny to najistotniejszy czynnik, który wprawiał w ruch wyobraźnię Mozarta. Utwory Mozarta lepiej charakteryzują jego osobowość niż jakiekolwiek szkice biograficzne, mniemające szans na kompletność z braku dokumentacji. Obcując z muzyką, dowiemy się więcej. Do tego zaś będziemy mieć w tym roku wiele okazji.

(ted)


O SPOKÓJ WIECZNY


Temat requiem wędruje przez dzieje muzyki od Ockeghema do Pendereckiego: czyli od średniowiecza do współczesności a jego wędrówka nie przypomina ewolucji innych form i gatunków muzyki. Requiem muzyczne jest ucieleśnieniem w kształtach dźwiękowych pewnej idei, pewnych obsesji, przeczuć i lęków związanych od zarania z ludzką świadomością na temat śmierci. W muzyce chrześcijańskiej powstała i rozwinęła się ta szczególna manifestacja muzyki, znana pod skrótową nazwą requiem. Ważna jest wszakże cała formuła: Requiem aeternam dona eis, Domine, et lux perpetua luceat eis (Wieczny odpoczynek racz im dać Panie...). To zdanie inwokacja, prośba formuła modlitwy wynika wprost z teologii zbawienia. Natomiast w pełni rozwinięty temat jest tekstem łacińskim mszy żałobnej za zmarłych, z którym zrosły się pewne chorałowe melodie, w szczególności Dies irae (Dzień gniewu). U podłoża muzycznego requiem tkwi splot idei, przekonań i przeświadczeń: groza śmierci jako nieuchronnego końca wszelkiego stworzenia i zarazem fascynacja tą śmiercią; wiara w Boską sprawiedliwość; nadzieja zbawienia i życia wiecznego; pamięć o zmarłych domagająca się modlitwy. Prawdziwe requiem powstaje z wiary; bez tej wiary religijnej, bodaj małej i słabej, requiem pojęte tylko jako wyraz grozy śmierci i jako hołd dla zmarłych jest niepełne, brakuje mu głównej racji istnienia, jest co najwyżej aluzją do nazwy i formy. Dzieła o charakterze requiem Mozarta, Brahmsa, Mahlera, Berlioza, Brittena i innych kompozytorów powstały nie z poczucia klasycznej harmonii, ani z czystego poczucia piękna. One narodziły się raczej z poczucia dysharmonii, rozdarcia, pęknięcia, napięcia. I z przejmującego poczucia wzniosłości. Historia gatunku requiem w muzyce dzieli się na dwa zasadnicze okresy: od Ockeghema do Mozarta i od Mozarta do naszych czasów. Ten drugi okres to dzieje requiem romantycznego. Requiem romantyczne rodzi się z rozpaczy i nadziei, grozy i błogostanu, nizin zwątpienia i wyżyn wiary. Jest też jak most nad przepaścią, rozpięty między brzegiem zagłady, zniszczenia, katastrofy, kary i śmierci wiecznej (Dies irae), a brzegiem łaski i miłosierdzia, pocieszenia (Pie Jesu, Requiem aeternam). Requiem romantyczne przeraża i wstrząsa, a zarazem uspokaja i pociesza. Wszak motywem przewodnim jest tu modlitwa o spokój wieczny i światłość wiekuistą. Zasadniczym źródłem inspiracji requiem jest tajemnica śmierci w perspektywie wiary, tym zaś, co głównie pobudza wyobraźnię kompozytorów, jest sekwencja średniowieczna Dies irae i ta odwieczna, niemożliwa do przezwyciężenia, niepojęta dla zwykłego rozumu sprzeczność między: miłością a sprawiedliwością, miłosierdziem a sądem, przebaczeniem a potępieniem, odpuszczeniem a karą. Sprzeczność z istoty nierozwiązywalna. Stąd też może to wielkie napięcie jako źródło inspiracji, stale i twórczo działające, pobudzające kompozytorów kolejnych pokoleń. Stąd muzyka najwybitniejszych twórców requiem (Mozart, Berlioz, Liszt, Verdi, Penderecki) tak bogata i pełna, tak wymowna, rozpięta na skali ekspresji maksymalnie szerokiej: smutek i żal, lęk i drżenie, gniew i groza, dramatyzm i tragizm, śpiew liryczny jako wyraz nadziei i uspokojenia... Nasycona tym wszystkim muzyka pragnie to wyrazić, wypowiedzieć, przedstawić. Mocno i sugestywnie, środkami sobie tylko właściwymi: muzycznie, czyli strukturalnie, zawieszając źródła inspiracji, biorąc w nawias związki ze słowem. Taka jest muzyka wielkich dzieł romantycznego requiem. Szczególnie urzeka w niej powolna narracyjność, wydłużająca czas maksymalnie, rytm modlitwy, ruch kontemplacji, puls medytacji. To wszystko stanowi o niezwykłości muzycznego requiem...

(ted)


DZIEJE MUZYKI

Muzyka zmieniała się przez dzieje. Niestety, nie możemy słuchać muzyki greckiej, choć dziś próbuje się ją rekonstruować. Zaginęło też wiele arcydzieł muzyki średniowiecznej. W renesansie rozwój muzyki nie dorównywał rozwojowi sztuk plastycznych, ale w dobie baroku wspina się ona na szczyty wcześniej niedostępne. Termin muzyka” wywodzi się z języka greckiego – musike”. Grecy nadali muzyce europejskiej jej nigdy niezatarty rys. Dążyli do zapisu i systematycznego porządkowania dźwięków opartego na podstawach teoretycznych. Mistrzowie renesansu i baroku uwielbiali odtwarzać dźwięki pochodzące z otaczającego ich świata. U tajemniczego zarania muzyki leżą rytmiczny gest, śpiew, ruch – słowem zwyczaje i rytuały o znaczeniu religijnym, także magicznym. Potwierdzają to wielkie cywilizacje antyczne Międzyrzecza. W Sumerze muzyka nierozerwalnie łączyła się z religią i obrzędami. Wyśpiewując hymny ku czci bogów, używano instrumentów: lir, harf, fletów, rogów, grzechotek, bębenków. Muzyka towarzyszyła procesjom kultowym, obrzędom grzebalnym, poskromieniu złych mocy. W Sumerze, a potem w Egipcie pojawili się zawodowi muzycy i śpiewacy. Rozwijała się muzyka świecka. W czasie uczt mogło naraz koncertować kilku wykonawców. Kultury Wschodu wywarły wielki wpływ na muzykę hebrajską i potem grecką. Przyszło stamtąd wiele instrumentów, choćby krzykliwy” aulos. Grecy jako pierwsi użyli zapisu muzycznego. Muzykę uważali za sztukę szlachetną. Patronował jej Apollo. Starożytni żywili przekonanie o potędze i wielkiej doniosłości muzyki: uśmierza ból, łagodzi namiętności, jest przyczyną zguby. Platon przyznawał muzyce wymiar etyczny – muzyka wychowuje i kształtuje charaktery. Zalecał stosowanie tonacji dostojnych, poważnych, nakłaniających do pięknych czynów. Grecy rozróżniali tonacje, mieli określone skale muzyczne – myśleli o muzyce w sposób matematyczny. Jeszcze w okresie klasycznym istniała wspólnota sztuk, jedność poezji, muzyki i tańca, towarzysząca Grekom wszędzie, podczas obrzędów, na igrzyskach, na uczcie, przy pracy. Wielcy poeci byli zarazem kompozytorami, ich utwory śpiewano bądź recytowano przy wtórze liry, a jeśli były przeznaczone na chór, tańczono. Muzyka Greków była jednogłosowa, choć znali oni pewne formy wielogłosowości. Prawdziwy rozwój i teoretyczny, i praktyczny polifonii nastąpił w czasach średniowiecza. Muzyka wciąż pozostawała w służbie religii. W śpiewie liturgicznym królował chorał gregoriański, który wykształcił się z muzyki synagogalnej, hymnów syryjskich, tradycji ludowej. Chorał, jednogłosowy, surowy spokojny śpiew, obejmował: psalmy, antyfony, hymny, części mszy. Chorał wyklucza udział instrumentów. W VIII w. wprowadzono organy i inne instrumenty. Rozkwit średniowiecznej polifonii wyznaczają przedstawiciele tzw. ars nova – nowej sztuki. Zastosowano w niej nowe techniki łączenia trzech i czterech głosów oraz nowe zasady notacji muzycznej. Ideał harmonii muzycznej zrealizowali w odniesieniu do polifonii mistrzowie wywodzący się z ówczesnych Niderlandów – renesansowi kompozytorzy. Czas na odrodzenie” muzyki przyszedł w 1605 r., kiedy Claudio Monteverdi we wstępie do V księgi swoich madrygałów celowo przywołał antyczną tradycję. W baroku odrzucono wyrafinowanie polifonicznego kontrapunktu na rzecz prostoty śpiewu recytacyjnego przy wtórze np. lutni. Wynalazkiem baroku jest koncert. Mistrzem barokowego koncertu był Antonio Vivaldi, autor koncertów na skrzypce, wiolonczelę, fagot i inne. Z Niemiec pochodził Georg Friedrich Haendel, komponował liczne opery i oratoria. Wcieleniem i syntezą wszystkiego, czym jest muzyka barokowa, stała się twórczość Jana Sebastiana Bacha. Napisał on ponad 400 kantat na poszczególne dni liturgicznego kalendarza. W Koncertach brandenburskich” zespolił tradycje barokowego koncertu, a w motetach do perfekcji doprowadził kontrapunkt. Ulubioną formą Bacha była fuga. Ludwik XIV sprzyjał francuskim kompozytorom. Na jego dworze działał Jean Baptiste Lully, autor wielkiej opery francuskiej. Jego kontynuatorem był Jean Philippe Rameau, twórca wielu oper, autor podręcznika harmonii, który zapowiada już nową epokę – epokę klasyczną.

(ted)


Amadeusz - film o W. A. Mozarcie -


Film oparty jest na głośnej sztuce Petera Shaffera pod tym samym tytułem. Peter Shaffer był zresztą współautorem scenariusza. Film przedstawia życie i twórczość Wolfganga Amadeusza Mozarta na dworze cesarza Józefa II z punktu widzenia Antonia Salieri, nadwornym kompozytorem cesarza. Salieri zostaje powoli spychany ze swej pozycji, aż w końcu - przyćmiony talentem i sukcesem Mozarta - planuje go zniszczyć. Młody ksiądz przychodzi z posługą do niedoszłego samobójcy. Pragnie nieść mu słowo Boże, wybaczenie i pociechę, zgodnie z nakazem swojego powołania i religii. Powiedziano mu, że ma iść między zagubionych, podnosić złamanych na duchu, nawracać zbłąkanych i pokazywać światło prawdy grzesznikom. Idzie z przesłaniem miłości i dobroci wybaczającego Boga do zakładu dla obłąkanych - ludzi więzionych, izolowanych, odartych z wszelkiej godności, upodlonych, przykutych do łańcucha jak zwierzęta. Przyjdzie mu jednak wysłuchać spowiedzi która wykracza poza ramy jego prostej wiary, której nie da się odmierzyć miarą miłosierdzia i wybaczenia. Wysłucha opowieści o udręce, zmaganiu, namiętności i zawiści, by na koniec uświadomić sobie, że nie potrafi znaleźć odpowiedzi ani wyjaśnienia, że jego zadowolenie światłego kapłana zachwiało się w posadach. "Wszystkim się podobałem. Podobałem się sam sobie. Byłem najbardziej cenionym muzykiem w Wiedniu - i najszczęśliwszym. Aż zjawił się on. Mozart" Bóg wybiera sobie posłańców wedle reguł, których nie znamy i nie rozumiemy. I chociaż wielu powołuje do swojej służby, to jednak Jego głosem mogą przemawiać tylko nieliczni. Jakim kluczem się posługuje Najwyższy, by ich wybierać, wie tylko On jeden. Antonio Salieri - czyż nie był najbardziej predestynowany do pełnienia tej roli? Zamożny, poważany, przyjmowany z honorami przez najmożniejszych, gotowy w imię powołania poświęcić Panu wszystko - swoją pracę, pasję, niewinność. Z drugiej strony Wolfgang Amadeusz Mozart - co sobą reprezentuje? Hulaka, bawidamek, prostak, żadnej ogłady, najmniejszej kultury, postrach eleganckich salonów, tarzający się beztrosko po podłodze w chwili, gdy powinien kornie skłaniać głowę przed obliczem swoich protektorów. Świdrujący uszy śmiech i nieznośny brak manier. A jednak to jego Niebiosa wybrały, by przemawiał ich głosem. Chociaż o to nie prosił, chociaż tego nie pragnął, podczas gdy codzienne modlitwy Salierego, jego ofiary, poświęcenia i błagania nie przynoszą najmniejszej odpowiedzi. Gdyby Bóg jedynie milczał - ale nie. Śmieje się ze swojego sługi. Kpi z niego, krzyżując jego losy z losami Mozarta, obdarzając go przekleństwem bycia tym jedynym, który wie, jaki geniusz się w Wiedniu wraz z Mozartem pojawił. Dał mu na tyle wyczucia, by dostrzec wielkość, lecz za mało talentu, by samemu się wielkim stać. Cóż może być gorszego, niż codziennie, raz za razem, być świadkiem swojej klęski, niepojętej przewrotności losu? Te Najwyższe Moce, którym Salieri pragnął zawierzyć i którym chciał się poświęcić, zakpiły z niego podwójnie. Dały mu bowiem do ręki narzędzie, którego sile nie potrafił się oprzeć. Nie potrafił przejść obojętnie obok pokusy, która mogła stać się drogą jego odkupienia, a w ostateczności - ponieważ okazał się słaby, ale przecież słabością ludzką, zrozumiałą - skazała go na potępienie. Miał w ręku władzę i użył jej, a płacił za to do końca, przez całe długie lata, kiedy jego adwersarz dawno już spoczął w grobie. Zdarza się czasami, że najgorsze, co może człowieka spotkać, to by jego modlitwy zostały wysłuchane. Odpowiedź na modlitwy może być bowiem jednocześnie zgodna z prośbą i sprzeczna z oczekiwaniem. Salieri mógł osiągnąć to, czego pragnął. Gdyby stanął ponad wściekłością, którą odczuwał, gdyby wyzbył się zawiści wobec tego, który bez wysiłku i bez świadomego aktu woli odbierał mu wszystko to, co najbardziej upragnione, gdyby z pokorą schylił głowę akceptując swoje miejsce w szeregu - miałby szansę przejść do historii jako ten, który rozpoznał i wydobył perłę, który wspierał geniusza w jego drodze, który firmował jego dokonania i otwierał mu kolejne furtki - cicha szara eminencja, o której ktoś może kiedyś powie z uznaniem i podziwem "zawdzięczamy mu Mozarta!". Ale ludzkie ograniczenia, które musiałby przeskoczyć, były zbyt silne. Nie podołał. Nie wybrał tej ścieżki. Podążył inną, zgubną - ścieżką zemsty i wyzwania rzuconego Bogu. A na tej drodze nie było dla niego miejsca na zwycięstwo. "Wybacz mi, Wasza Wysokość. Jestem wulgarnym człowiekiem, ale wierz mi - moja muzyka taką nie jest". Mozart nawet nie wie jakiego ma wroga - i dlaczego ten człowiek jest mu wrogi - sam zaś, owszem, jest świadomy swojej wartości, może nawet próżny (czy bez podstaw jednak?) ale nie szukający źródeł siły swojego przekazu w boskiej ingerencji. Muzyka to treść jego życia. Komponował już jako kilkulatek, gdy jego rówieśnicy beztrosko bawili się w wojnę, on grywał na dworach i urządzał koncerty dla samego papieża. Jego dzieła spływały na papier bez jednego błędu, jednego potknięcia, jednej fałszywej nuty. Słyszał je i utrwalał takimi, jakie powinny być. Nie wprowadzał korekt ani nie robił kopii. Potrafił grać z zamkniętymi oczami, od końca do początku, podjąć grę od dowolnej nuty, w wybranym stylu, w dowolnej aranżacji. Jednocześnie jednak nie umie otrząsnąć się z przytłaczającego wpływu swojego surowego ojca, z którego krytyką i niechęcią nie potrafi się pogodzić, tonie w długach, nie radzi sobie z praktyczną stroną życia, pieniądze przeciekają mu przez palce, znajduje rozkosz w niekończących się zabawach, rozpasanych hulankach, towarzystwie ludzi niższej klasy. I wyprzedza swój czas. Wyprzedza go zdecydowanie, słuchacze nie dorośli do tego, by odbierać w pełni jego muzykę i postrzegać głębię jego doskonałości. Tylko Salieri, jak zły duch, jak anioł zemsty, widzi, rozumie, pojmuje. A okoliczności dopomagają mu bardziej, niż mógłby sobie życzyć. Tam, gdzie inni widzą talent, on widzi geniusz. Tam, gdzie inni dostrzegają geniusz, on widzi dzieło Boga. Korzysta z krótkowzroczności możnych, z zaślepienia i gnuśności tak zwanego "towarzystwa", z tego, że mierność krytykuje zawsze to, czego pojąć nie potrafi. Tylko jednemu nie może zapobiec - że Mozart tak łatwo przemawia do tych, którzy odbierają jego dzieło sercem i intuicją (Schikaneder mówi wszak wprost: "Gdybyś wystawił Don Giovanniego tutaj, odniósłbyś wielki sukces"). Krok za krokiem, piętrząc przeszkody, wynajdując trudności, rzucając przeciwnikowi kłody pod nogi - ukrywając się przy tym za maską przyjaciela, powiernika, pełnego wyrozumienia i chęci pomocy - Salieri zdobywa nad Mozartem pełnię władzy. Manipulacja mu już jednak nie wystarcza. Wciąż jeden podstawowy fakt spędza mu sen z powiek - że Mozart samotny, tonący w długach, chwytający się jakiejkolwiek szansy zarobku, w depresji pijący od rana do nocy - wciąż jest twórcą absolutnym. A to oznacza, że przyszedł czas na ostateczne uderzenie, na ostatni akt tej ponurej tragedii ludzkich namiętności. "Jego pogrzeb - cały Wiedeń zgromadzony w katedrze...i mała trumna Mozarta pośrodku i nagle w tej ciszy - muzyka! Niebiańska muzyka, Requiem dla Wolfganga Amadeusza Mozarta, skomponowane przez oddanego przyjaciela, Antonio Salieri...jaka głębia, jaka pasja! Bóg natchnął wreszcie Salierego. I musi go wysłuchać. W końcu zaśmieję Mu się prosto w twarz!" Tak właśnie pragnie to zrobić. Mozart napisze mszę żałobną dla samego siebie. Przemawiając Bożym głosem, jak to zostało postanowione gdzieś w górze. A Salieri przeciwstawi się temu, pokrzyżuje te plany, wymaże nazwisko wybrańca, obwoła się autorem genialnego dzieła, a Bóg będzie na to patrzył, bezsilny, nic nie mogąc uczynić. Jego głos - a zwie się... Salieri! Bóg spełni wreszcie tę prośbę, której tak długo odmawiał. W ten czy inny sposób, będzie zmuszony odpowiedzieć na błagania, które tak długo i uparcie zanoszono przed Jego oblicze. Tak daleko poszedł Salieri. Jego zaślepienie jest całkowite, nie widzi już jasno, nie potrafi dokonać racjonalnej oceny. Chce osiągnąć swój cel za wszelką cenę. Zapomina, a może zwyczajnie nie chce pamiętać, że z Bogiem nikt jeszcze nigdy nie wygrał. Sądzi, że ma wszelkie prawo zwyciężyć. Czyż nie odmówiono mu, kiedy się korzył i błagał? Czyż nie poddano w wątpliwość sensu jego najbardziej ofiarnej, z serca wypływającej pracy? Czyż nie uznano go za niegodnego, skrzywdzono, odmówiono wszelkiej racji? Czy to nie daje mu prawa by krzyczeć i domagać się sprawiedliwości? Za sprawą Mozarta... człowieka, którego uwielbiał i nienawidził najbardziej na świecie, chce zadośćuczynić swojej krzywdzie i naprawić zło, którego doznał od Niebios. Salieri zjawia się u Mozarta jako posłaniec. W masce symbolizującej dwoistość życia, śmiech i rozpacz, Niebo i piekło, bez litości wykorzystując najgłębsze obawy przeciwnika, wyznacza mu zadanie. Teraz pozostaje tylko czekać, aż Requiem, dzieło kompletne, doskonałe, ujrzy światło dzienne. I odebrać swoją nagrodę, na którą czekał tyle długich, pustych, gorzkich lat. Jedno z najwspanialszych dzieł muzycznych wszechczasów wymagało bardzo wiele dla swojej doskonałości. Karmiło się nie byle czym, bo już nie tylko talentem i pracą, ale samym życiem. Wysysało ze swojego twórcy żywotność, energię, wszystkie siły. Przyniosło mu śmierć. Jest bowiem ujętym w nuty zapisem największej tajemnicy zbawienia, odkupienia, wiary, polem, na którym ścierają się najbardziej pierwotne siły twórcze, mrokiem i jasnością w Confutatis Maledictis. Gdy grzesznicy będą potępieni. Flammis acribus addictis. Jakbyś to przetłumaczył? To ostatnie starcie obrazuje porządek ich życia. Salieri - odtwórca, skryba, obserwator, którego udział w dziele sprowadza się do podziwu. Mozart zlany potem, dręczony gorączką, zasłuchany w muzykę brzmiącą w jego głowie, chociaż jeszcze nie ujętą w nuty, to przecież już żywą, istniejącą. Śpieszy się, zostało mu już niewiele czasu. Ten moment Requiem to prośba skruszonego grzesznika o wyrwanie go z grona potępionych, o zbawienie duszy, wybaczenie niegodziwości. Prośba o miłosierdzie. Przewrotność tej sceny jest uderzająca - dla umierającego Mozarta ta fraza jest jednocześnie spowiedzią i ostatnią modlitwą, a jej powiernikiem jest ten, który w Boże miłosierdzie zwątpił już dawno. Daje się jednak porwać. Pozornie tylko pięknu muzyki, bo też kiedy pytanie Mozarta o wieczny ogień wiązało się z żarem płomieni piekielnych, Salieri z pełnym przekonaniem wyraża wiarę - ale w wieczny płomień niegasnącej pasji. Nie ma świadomości, że jest świadkiem przekazu rodzącego się z duszy zawieszonej na granicy dwóch światów, że jego los dopełnia się jednocześnie z losem Mozarta. Fascynuje go sam akt tworzenia. W tej chwili jednak jest już skazany - pod wyznaniem skruszonego grzesznika odwołującego się do Bożej łaski nie będzie mógł się podpisać. Jest tylko przekaźnikiem, biernym słuchaczem. Nie wyraża woli. Jedynie zapisuje: mroczny chór potępionych, ogień piekielny, gorycz grzechu, smutek pokuty, harmonię stworzenia, potęgę majestatu, i wreszcie delikatne wyciszenie przechodzące w słodką melodię wybaczenia i dobroci. Spowiedź Mozarta zakończyła się i znalazła posłuchanie. Jego wędrówka dobiegła końca. "Zróbmy chwilę przerwy. Potem przejdziemy do Lacrimosa" Lacrimosa..."Dzień ów, zlany łzy gorzkimi, w który na sąd z prochu ziemi grzeszny człowiek wstanie żywy". Jednak Lacrimosa już Mozarta nie dotyczy. On może odpocząć, Salieri swoje gorzkie łzy będzie musiał wypłakać sam. Wciąż jednak jeszcze nie nadszedł czas, w którym uświadomi sobie w pełni, jak Bóg odpowiedział na jego manipulację. I jaki krzyż przyjdzie mu nieść: Mozart został pochowany w masowym grobie dla ubogich. Requiem pozostało niedokończone, nie znalazł się nikt, kto byłby w stanie podjąć dzieło w tym samym duchu, udźwignąć ogrom tego zadania. Salieri pozostaje z ciężarem swojej winy. Nie zabił Mozarta i nie przejął jego schedy, jak pragnął to uczynić. Jednak czuje się winny zbrodni. Zatruł jego życie. Złamał je i zdusił. I trzeba było wielu lat, żeby zrozumiał, że obaj byli ofiarami tego samego Boga, który wykorzystuje swoich posłanników, by potem ich odrzucić. Geniusze czy miernoty - wszyscy są jedynie zabawkami stworzonymi ku uciesze Najwyższego. Taka jest Jego litość i takie miłosierdzie. Salieri odrzuca pociechę, którą w swojej kapryśnej łasce. Miłosierdzie nie istnieje tam, gdzie wielkości towarzyszą cierpienie i samotność, a miernocie zaszczyty i honory. Nie istnieje tam, gdzie pragnienie doskonałości jest winą, a sama doskonałość błogosławieństwem, za które przychodzi płacić. Jeśli nasza przeciętność ma czynić z nas pośmiewisko dla Niebios, to kto kogo właściwie powinien prosić o wybaczenie? "Miernoty tego świata, rozgrzeszam was wszystkich. Odpuszczam wam grzechy. Amen!"

(ted)


Karla Bartha i Hans Urs von Balthazar o miłości muzycznej do Mozarta

 

Miłość do muzyki Mozarta w przypowieści pochodzi od wielkiego szwajcarskiego teologa ewangelickiego Karla Bartha (1886-1968), który należał do grona najgorętszych wielbicieli „geniusza z Salzburga”. Równie wielką estymą darzył Mozarta inny Szwajcar – katolicki teolog Hans Urs von Balthazar (1905-1988). Obu myślicieli łączyła zresztą głęboka przyjaźń, oparta na umiłowaniu Amadeuszowych kompozycji tego geniusza. Można więc też zaryzykować tezę o Mozarcie ekumenicznym. O uwielbieniu, jakim Karl Barth darzył Mozarta, krążą legendy. Fascynacja zrodziła się wtedy, gdy jako kilkulatek Barth usłyszał fragmenty „Czarodziejskiego fletu”, grane przez ojca na fortepianie. W swoim gabinecie, obok portretu Kalwina, powiesił portret kompozytora; pierwszego nazywał „objawieniem szczegółowym”, drugiego – „objawieniem powszechnym”. Każdy dzień rozpoczynał od nastawienia płyty z Mozartem i dopiero potem gotów był rozpoczynać pracę. Zasłynął jako autor powiedzenia, że aniołowie w Niebie, stojąc przed Bożym tronem, grają Bacha, ale we własnym gronie grają Mozarta, a dobry Bóg przysłuchuje się temu z upodobaniem. Może się to wydawać niewiarygodne, ale Barth przyznawał muzyce Mozarta prymat nad refleksją teologiczną i filozoficzną, o czym świadczy słynna deklaracja, że w niebie, o ile dane mu będzie dostać się tam, chciałby najpierw spotkać Amadeusza. Dopiero później przyjdzie czas na spotkanie z Augustynem, Tomaszem z Akwinu, Lutrem, Kalwinem czy Schleiermacherem. Muzyka Mozarta bowiem „pokrzepiała, pocieszała, dodawała otuchy”, wyzwalała i pozwalała zrozumieć istotę boskiego stworzenia. Na zjeździe biskupów i teologów w lutym 1968 roku Barth miał wysunąć nawet postulat beatyfikacji Mozarta, choć samego Amadeusza uważał za „mało skomplikowaną osobowość”. Refleksja Karla Bartha nad Mozartem jest na wskroś dialektyczna. Muzykę Mozarta można opisywać tylko przy pomocy opozycji, sprzeczności, paradoksów, kontrastów i niejednoznaczności. W „Otwartym liście dziękczynnym do Mozarta” z okazji 200 rocznicy urodzin kompozytora szwajcarski teolog wyznaje w charakterystyczny dla siebie sposób: Ilekroć słucham Twojej muzyki, czuję, że prowadzi mnie na próg świata, który jest dobry i uporządkowany zachodami słońca, burzami z piorunami, przemiennością dni i nocy. (...) Ofiarowujesz mi, człowiekowi XX wieku, śmiałość (ale nie arogancję), tempo (ale nie przesadne tempo), czystość (ale nie nudną czystość) i pokój (ale nie błogi spokój). Jeśli rzeczywiście przyswajać Twoją muzykę dialektycznie, to człowiek może być równocześnie młody i stawać się stary, może pracować i odpoczywać, może być radosny i zdesperowany, po prostu – może żyć. Jednym ze sztandarowych przykładów dialektycznego odczytania muzyki Mozarta jest „Don Giovanni”. W nim brzmi zarówno dobro, jak i zło, pietyzm i brak pobożności, modlitwa i bluźnierstwo, powaga pełna namaszczenia i rozbawienie. Te opozycje – dynamiczne i zmieniające swoje proporcje, lecz nigdy nie przekraczające granicy, za którą uległyby rozmyciu lub unicestwieniu – zestawia Barth z porządkiem stworzenia: słońce świeci, ale nie oślepia, niebiosa są łukiem wygiętym nad ziemią, ale jej nie przygniatają, ciemność, chaos, śmierć i piekło demonstrują swoją obecność, ale nie są zdolne zatriumfować nawet przez chwilę. Powiększa się sfera światłości, mroki upadają, ale nie znikają (...), radość dosięga smutku, ale go nie uśmierza.

(ted)


Przypowieści

Wolfgang Amadeus Mozart BiographyZestawienie muzyki Mozarta ze stworzeniem jest nieprzypadkowe, Barth bowiem wyznaczył kompozytorowi szczególne miejsce w doktrynie o stworzeniu. Mozart miałby wiedzieć o stworzeniu więcej niż wiedzieli lub potrafili wyrazić Ojcowie Kościoła, teologowie różnych nurtów chrześcijaństwa, filozofowie i artyści. Jego muzyka stoi pomiędzy teologią naturalną a teologią objawioną: w ostatnim opublikowanym tomie swojej „Dogmatyki kościelnej”, w wykładzie o pojednaniu, Barth zgadza się, choć wcześniej negował wartość teologii naturalnej, że stworzenie może być drogą do poznania Boga, szczególnie dla tych, do których nie dotarła żadna z postaci Słowa. Muzyka Mozarta jest zawieszona pomiędzy niebem a ziemią, nie należy jednak w pełni ani do jednej, ani do drugiej sfery. To, jak wspomniano, czyni ją podobną do ewangelicznych przypowieści. Jezus nie mówi wprost o Królestwie Bożym, ale nauczając, że „podobne jest ono do...”, przybliża jego istotę. Takich samych paraboli można dopatrywać się u Mozarta: muzyka skłania człowieka do kontemplacji rzeczywistości pozamuzycznej, przybliża jej istotę, pozostając jednak wartością autonomiczną, „czystą muzyczną grą”. Kompozytor jest tu Bożym instrumentem, który nie wyraża w muzyce samego siebie, swoich emocji i refleksji, lecz wskazuje na niezależną od siebie rzeczywistość wyższą. W Barthiańskiej refleksji nie zabrakło też akcentów antropologicznych. Każdy z Mozartowskich bohaterów reprezentuje jakiś element człowieczeństwa; każdy „ukrywa się w nas samych: sprytny Basilio, afektowany Cherubino, odważny Don Giovanni, strachliwy Leporello, miła Pamina, wściekła Królowa Nocy, wyrozumiała Hrabina, szalenie zazdrosna Elektra, mądry Sarastro i naiwny Papageno. Mozart w dialektyczny sposób ukazuje prawdę o człowieku, jego wysokość i niskość, cierpienie i głęboki wewnętrzny spokój, a przede wszystkim życie ze świadomością śmierci. Przeciwstawne emocje są wyrażane z niezwykłym umiarem, który sprawia, że ta muzyka niczego od słuchacza nie żąda i nie wymaga, lecz przynosi wyzwolenie; Barth pisze: W przeciwieństwie do muzyki Bacha muzyka Mozarta nie stanowi przesłania, w przeciwieństwie do muzyki Beethovena – nie jest żadnym osobistym wyznaniem kompozytora. Mozart nic nie twierdzi, niczego nie proklamuje, nie domaga się od słuchacza określonej postawy, nie zmusza do dokonania wyboru. Po prostu całkowicie wyzwala słuchacza. „Wyzwalającą muzykę Mozarta” zalicza Barth do kategorii łaski i daru: Bóg, kochając człowieka, upiększa świat elementami, które nie są nośnikami zbawienia, lecz sprawiają radość, przyjemność, przynoszą pocieszenie, pomagają w odbiorze objawienia. Mozartowskie frazy są też darem wolności; wolności do życia we wdzięczności wobec Boga, do życia z ludźmi, do poszanowania życia i zgody na wszelką jego ograniczoność.

(ted)


Uniwersalizm Mozarta

MozartTen ekumeniczny uniwersalizm Mozarta odkryty przez Bartha wpłynął na refleksję teologiczną Hansa Ursa von Balthazara, w której wielką rolę odgrywa piękno przybliżające Boga. Także piękno Mozartowskich kompozycji. Początkowo Balthazara fascynowała muzyka romantyczna. Fascynację tę zaszczepiła w nim nauczycielka gry na fortepianie, niegdyś ulubiona uczennica Klary Schumann. Z czasem Balthazar poddał się urokowi Mozarta. Ani Schubert, ani nawet Bach nie robili już na nim takiego wrażenia jak Amadeusz. Fascynacja Mozartem zaowocowała doskonałą znajomością niemal wszystkich dzieł kompozytora. Balthazar planował wykonać w Bazylei wszystkie opery Mozarta we własnej transkrypcji na fortepian. Nie udało mu się zrealizować tych planów, ale często, mając swoich studentów za słuchaczy, siadał do fortepianu i z pamięci grał fragmenty „Don Giovanniego”, który służył za podstawę wyjaśniania sensu rytuałów inicjacyjnych. Z uwagą słuchali go zwłaszcza ci, którzy następnego dnia wstępowali do zakonu. Mimo doskonałej znajomości twórczości Mozarta, samemu kompozytorowi poświęcił Balthazar tylko dwa teksty: „Wyznawanie Mozarta” oraz „Tercet pożegnalny”. Ten ostatni zawiera skrócony program Balthasarowskiej teoestetyki. „Masońska” symbolika „Czarodziejskiego fletu” służy jako odniesienie do starotestamentowych przedstawień Mądrości, a równocześnie do prezentacji piękna jako „przemożnej i porywającej manifestacji wspaniałości Boga w świecie i historii”, jako odbicia pierwotnej Bożej chwały, będącej jego źródłem. Piękno jest więc swego rodzaju epifanią, Bożym objawieniem. A muzyka Mozarta pozwala każdemu człowiekowi doświadczyć transcendencji Boga. Nie ma w niej nic z elitarności, jest dostępna każdemu, zarówno melomanom, jak i zupełnie przypadkowym słuchaczom – jak dostępny każdemu jest Bóg, objawiający się w pięknie. Można więc dopatrzyć się tu ujęcia dialektycznego, podobnie jak w dalszej refleksji, że muzyka ta jest granicą i łącznikiem pomiędzy tym, co może być powiedziane a niewypowiedzianym, pomiędzy Bogiem a człowiekiem, Stworzycielem i stworzeniem, doczesnością i wiecznością. Pokrewne dialektycznej myśli Bartha jest Balthasarowskie porównanie świata do orkiestry symfonicznej, a Boga do dyrygenta, będącego zarazem kompozytorem, twórcą symfonii. Nie sposób było pominąć tu Mozarta, mistrza, któremu udaje się połączyć w jednej orkiestrze brzmienie różnych instrumentów w taki sposób, aby zaistniała harmonia wszystkich głosów, a jednocześnie każdy z instrumentów pozostawał rozpoznawalny i zachował swoją autonomię. W taki harmonijny sposób funkcjonuje świat po Wcieleniu. Dopóki nie było dyrygenta, muzycy stroili instrumenty, ale trudno to było nazwać kompozycją. Dopiero po podaniu wzorcowego dźwięku, po odniesieniu się do tajemnicy Wcielenia i pod Bożą batutą orkiestra może wykonać Bożą symfonię, w której ujawnia się zarówno jedność kompozycji, jak i pluralizm stworzenia (instrumentów). Na początku wszyscy stoją i siedzą obok siebie, obcy i niewolni od sprzeczności. Nagle, gdy zaczyna się gra, uświadamiają sobie, jak się scalają. Nie w unisono, lecz, co jest o wiele piękniejsze, w symfonii. W muzyce Mozarta łączy się też proktologia z eschatologią, dzięki niej słyszalny staje się hymn stworzenia sprzed upadku i stworzenia zmartwychwstałego w czasach ostatecznych, w którym cierpienie i wina są nieobecne (...) zostały już zwyciężone, już teraz przemienione. Ani u teologa ewangelickiego, ani u katolickiego nie pojawiają się elementy idolatrii muzyki czy deifikacji kompozytora. Obaj podkreślają, że celem muzyki nie jest wskazywanie na samą siebie i na twórcę, lecz na rzeczywistość pozamuzyczną, wyższą. Balthazar myśl tę ujmuje stwierdzeniem, że muzyka informuje o boskości. Wskazując na źródło poza sobą, równocześnie wyraża to źródło w sobie, ponieważ promienieje światłem piękna pochodzącego od Boga. Odbiór muzyki Mozarta, któremu towarzyszą wspólne refleksje teologiczne na temat objawienia i stworzenia, ma więc wymiar ekumeniczny. Ale Barth i Balthazar nie pozostają jedynymi teologami, których urzekła muzyka Mozarta. Uległ jej luteranin Dietrich Bonhoeffer; katolik Hans Küng poświęcił kompozytorowi pracę „Mozart: ślady transcendencji”, wcześniej dał się Mozartowi uwieść inny luteranin – Soren Kierkegaard. Niezależnie od wyznania większość teologów dopatruje się w twórczości Mozarta zdumiewająco harmonijnego łączenia sprzeczności i opozycji, uwzględniania wszystkich niemal aspektów ludzkiego bytu i wskazania na rzeczywistość wyższą. W ten Mozartowski nurt ekumeniczny doskonale wpisuje się też obecny papież. On sam znany jest jako dobry interpretator Mozarta. Do klasyki papieskich anegdot należy już ta, że podczas wakacji w Valle d’Aosta Benedykt z wielką pasją wykonywał Mozartowskie kompozycje, najchętniej na zabytkowym pianoforte. Jednak umiłowanie Mozarta wydaje się mieć o wiele głębsze podłoże. Benedykt XVI postrzega muzykę Mozarta – olśniewającą i głęboką – zarówno w kategoriach antropologicznych, jak i teologicznych. Widzi w niej „tragizm ludzkiej egzystencji”. Łączy jej piękno ze stworzeniem, dostrzega w niej z jednej strony drogę wiodącą do Boga, z drugiej zaś manifestację samego Boga, jako źródła piękna.

(ted)


Copyright © Mozart  2000 - 2010 Wszystkie prawa zastrzeżone - przy opracowaniu wykorzystano materiały własne oraz internetu.