Fryderyk Chopin zmarł w Paryżu w 1849 roku w Paryżu w wieku 39 lat. Tam też został pochowany na cmentarzu Pere Lachaise w Paryżu, ale serce - zgodnie z jego ostatnią wolą - wróciło do Polski. Wmurowano je w filar kościoła Św. Krzyża w Warszawie, gdzie umieszczono później znamienne słowa: “Gdzie skarb Twój, tam i serce Twoje”.

Muzyka należy do najbardziej podstawowych potrzeb ducha ludzkiego.


 



TROCHĘ O ZAŁOŻYCIELU PORTALU - MMwI

Portal "Muzyka Mistrzów w Internecie", składa się z pięciu stron: Bach, Beethoven, Chopin, Mozart oraz inne, o tematyce klasyki poważnej w języku polskim i angielskim. "Muzyka Mistrzów w Internecie", to przedsięwzięcie mające za zadanie pokazywać, i nauczać kultury muzycznej oraz wskazywać jej tajniki. Portal "Muzyka Mistrzów w Internecie", pojawił się w 2005 roku. Jego założycielem i wydawcą jest emerytowany dr hab. Tadeusz M. Dobrowolski. Portal "Muzyka Mistrzów w Internecie", to przystań internetowa dla osób z polski i zagranicy, oferujący informacje o tematyce z muzyki poważnej. Każdy kto tu trafi, z przyjemnością odkryje coś dla siebie. Serdecznie zapraszamy do MMwI.
                                                                                                                                                                               
                                                                                   Tadeusz M. Dobrowolski


" M a t k a ,  m o j a  b i e d n a  m a t k a "

"Rodem Warszawianin, sercem Polak a talentem świata obywatel,

Fryderyk Chopin zeszedł z tego świata"

Anioły przy klawiszach stanęły milcząco

I nasłuchują palców niewidzialnym uchem...

"A teraz, kiedy ostatnia nić wiążąca go do życia pękła, a struny jego arfy zamilkły na zawsze, czyliż znikąd dla nas pozostałych nie zejdzie pociecha? czyżby ten cudowny zdrój muzyki miał wyschnąć bezpowrotnie? - Nie! bo ulatując ku krainie, do której za życia wzdychał, jako promienny ślad po sobie rzucił z wieńca swego garść kwiatów na tę ziemię, sobie ku chwale, a nam ku osłodzie. Do nich więc, do nieśmiertelnych dzieł jego niech się zwróci, kto teraz ulgi w smutku pragnie; niechaj zasiądzie do fortepianu, niech otworzy księgę jego zadumań, a za dźwiękiem instrumentu każda nuta odpowie mu: Zaprawdę, przyjacielu, porzuć tę żałobę - Chopin nie umarł!"

Cyprian K. Norwid


 Fortepian Chopina

I
Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie
Rozmiar: 39837 bajtów
Nie docieczonego wątku
- Pełne, jak Mit,
Blade, jak świt...
- Gdy życia koniec szepce do początku:
"N i e s t a r g a m C i ę j a - n i e ! - J a, u w y d a t n i ę !..."

II
Byłem u Ciebie w dni te, przedostatnie,
Gdy podobniałeś - co chwila, co chwila
Do upuszczonej przez Orfeja liry,
W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,
I rozmawiają z sobą struny cztery,
Trącając się,
Po dwie po dwie
I szemrząc z cicha:
"Z a c z ą ł ż e o n
U d e r z a ć w t o n ?...
C z y t a k i M i s t r z !... ż e g r a... c h o ć - o d p y c h a ?..."

III
Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku!
Którego ręka... dla swojej białości
Alabastrowej - i wzięcia - i szyku -
I chwiejnych dotknięć jak strusiowe pióro
Mięszała mi się w oczach z klawiaturą
Z słoniowej kości...
I byłeś jako owa postać, którą
Z marmurów łona,
Niźli je kuto,
Odejma dłuto
Geniuszu - wiecznego Pigmaliona!

IV
A w tym, coś grał - i co? zmówił ton - i co? powie,
Choć inaczej się echa ustroją,
Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją

Wszelkiemu akordowi
A w tym, coś grał: taka była prostota
Doskonałości Peryklejskiej,
Jakby starożytna która Cnota,
W dom modrzewiowy wiejski
Wchodząc, rzekła do siebie:
"O d r o d z i ł a m s i ę w N i e b i e
I s t a ł y m i s i ę a r f ą - w r o t a,
W s t ę g ą ś c i e ż k a...
H o s t i ę p r z e z b l a d e w i d z ę z b o ż e...
E m a n u e l j u ż m i e s z k a
N a T a b o r z e !"

V
I była w tym Polska, od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wzięta, tęczą zachwytu
Polska - p r z e m i e n i o n y c h k o ł o d z i e j ó w !
Taż sama, zgoła,
Złoto pszczoła!...
(Poznał ci żebym ją na krańcach bytu!...)

VI
I oto pieśń skończyłeś i już więcej
Nie oglądam Cię jedno słyszę:
Coś?.. jakby spór dziecięcy
A to jeszcze kłócą się klawisze
O niedośpiewaną chęć:
I trącając się z cicha,
Po ośm po pięć
Szemrzą: "P o c z ą ł ż e g r a ć ? c z y n a s o d p y c h a ??..."

VII
O Ty! co jesteś Miłości-profilem,
Któremu na imię D o p e ł n i e n i e;
Te - co w Sztuce mianują Stylem,
Iż przenika pieśń, kształci kamienie...
O! Ty co się w Dziejach zowiesz E r ą,
Gdzie zaś ani historii zenit jest,
Zwiesz się razem: D u c h e m i L i t e r ą,
I "consummatum est"...
O! Ty - D o s k o n a ł e - w y p e ł n i e n i e,
jakikolwiek jest Twój, i gdzie?.. znak...
Czy w F i d i a s u ? D a w i d z i e ? czy w S z o p e n i e ?
Czy w E s c h y l e s o w e j scenie?..
Zawsze - zemści się na tobie: BRAK!...
Piętnem globu tego niedostatek:
D o p e ł n i e n i e ?... go boli!...
On rozpoczynać woli
I woli wyrzucać wciąż przed się zadatek!
Kłos?... gdy dojrzał jak złoty kometa,
Ledwo że go wiew ruszy,
Deszcz pszenicznych ziarn prószy,
Sama go doskonałość rozmieta...

VIII
Oto - patrz, Fryderyku!... to Warszawa:
Pod rozpłomienioną gwiazdą
Dziwnie jaskrawa
Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo:
Owdzie - patrycjalne domy stare
Jak Pospolita - rzecz,
Bruki placów głuche i szare,
I Zygmuntowy w chmurze miecz.

IX
Patrz!... z zaułków w zaułki
Kaukaskie się konie rwą
Jak przed burzą jaskółki,

Wyśmigając przed pułki,
Po sto - po sto -
- Gmach zajął się ogniem, przygasł znów,
Zapłonął znów i oto pod ścianę
Widzę czoła ożałobionych wdów
Kolbami pchane
I znów widzę, acz dymem oślepian,
Jak przez ganku kolumny
Sprzęt podobny do trumny
Wydźwigają... runął... runął Twój f o r t e p i a n !

X
Ten!... co Polskę głosił, od zenitu
Wszechdoskonałości Dziejów
Wziętą, hymnem zachwytu
Polskę - przemienionych kołodziejów;
Ten sam - runął - na bruki z granitu!
- I oto: jak zacna myśl człowieka,
Poterany jest gniewami ludzi,
Lub j a k - o d w i e k a
W i e k ó w - w s z y s t k o, c o z b u d z i !
I - oto - jak ciało Orfeja,
Tysiąc Pasyj rozdziera go w części;
A każda wyje: "N i e j a !...
N i e j a" - zębami chrzęści

***
Lecz Ty? - lecz ja? - uderzmy w sądne pienie,
Nawołując: "C i e s z s i ę, p ó ź n y w n u k u !...
J ę k ł y - g ł u c h e k a m i e n i e:

Ideał - sięgnął bruku"

Cyprian K. Norwid


Informacje ogólne

Chopin Fryderyk Franciszek (1810-1849), kompozytor i pianista polski. Urodzony w Żelazowej Woli, był synem Justyny z Krzyżanowskich i Mikołaja Chopina, nauczyciela pochodzącego z Lotaryngii. Od 1816 uczył się gry na fortepianie u W. Żywnego, od 1822 - kompozycji u J. Elsnera. 1823-1826 był uczniem Liceum Warszawskiego, 1826-1829 uczniem J. Elsnera w Szkole Głównej Muzyki w Warszawie. W 1829 przebywał w Wiedniu, gdzie poznał m.in. K. Czernego, T. Haslingera i dał 2 koncerty w Kärtnertortheater. W 1830 odbyły się koncerty Chopina w Teatrze Narodowym w Warszawie (m.in. wykonał Koncert fortepianowy f-moll oraz na koncercie pożegnalnym Koncert fortepianowy e-moll i Fantazję na tematy polskie). W tymże roku udał się przez Pragę do Wiednia, stamtąd zaś w 1831 wyjechał do Paryża. Na emigracji przebywał do końca życia, w Paryżu poznał m.in.: G. Rossiniego, L. Cherubiniego, H. Herza, F. Liszta, F. Hillera, F. Kalkbrennera, F. Men-delssohna, H. Berlioza, A. Mickiewicza, R. Schumanna, J.U. Niemcewicza, dawał publiczne koncerty oraz recitale w salonach arystokracji, zajmował się także pracą pedagogiczną (do jego uczniów należeli m.in.: M. Czartoryska, K. Mikuli, M. Kalergis). W 1835 poznał pisarkę A. Dudevant (używający pseudonimu George Sand), z którą łączyła go bliska znajomość do 1847. W 1838 przebywał w Palmie na Majorce, komponując m.in. Preludia. Miesiące letnie w latach 1839 i 1841-1846 spędzał w posiadłości G. Sand w Nohant. W 1848 odbył się ostatni paryski koncert Chopina w Sali Pleyela, a także koncerty w Anglii i Szkocji. W 1849 nasiliły się objawy gruźlicy, na którą Chopin chorował od lat. Kompozytor zmarł w Paryżu 17 października 1849 i został pochowany na paryskim cmentarzu Pere-Lachaise.

(ted)


Kaszel Chopina  

Badacze zamierzają pobrać z serca mikroskopijna próbkę tkanek, by zbadać materiał genetyczny muzyka. W Polsce trwa spór, czy wolno poddać badaniom serce Fryderyka Chopina. Pozwoliłyby one stwierdzić, czy przyczyną śmierci słynnego kompozytora była, jak się ostatnio uważa, mukowiscydoza. Jego współcześni twierdzili, że wielkiemu polskiemu muzykowi ostatnie lata życia uprzykrzały potworne napady kaszlu. Dla lekarzy było jasne, iż cierpi on na gruźlicę, w języku medycznym zwaną tuberkulozą. Takie rozpoznanie widnieje również w jego akcie zgonu – kompozytor zmarł w 1810 roku w wieku zaledwie 39 lat, w Paryżu, z dala od swojej ojczyzny. Był straszliwie wychudzony, wyniszczony chorobą, przy wzroście 170 cm ważył około 40 kilogramów. Pochowano go na paryskim cmentarzu Pere Lachaise, lecz jego serce przyjaciele przewieźli do Warszawy. Tak rozporządził w swoim testamencie. Polska stolica była wówczas częścią imperium rosyjskiego, stacjonował w niej duży kontyngent carskich wojsk okupacyjnych. Fryderyk Chopin część swych utworów poświęcił walce swojej ojczyzny o wolność i chciał, by jego serce znalazło wieczny spoczynek w rodzinnym kraju. Zostało zakonserwowane w koniaku i umieszczone w kryształowym relikwiarzu spoczęło w kościele Świętego Krzyża. Pod pamiątkową tablicą warszawiacy codziennie kładą świeże kwiaty. Teraz polscy naukowcy chcą wyjaśnić, czy to rzeczywiście gruźlica, na którą w dziewiętnastym wieku nie istniało lekarstwo, stała się przyczyną śmierci kompozytora. A może to wcale nie była gruźlica, tylko mukowiscydoza? Jest to dziedziczne zaburzenie przemiany materii, sprawiające, że wszelkie wydzieliny nabierają lepkiej konsystencji, organizm nie może więc się ich pozbyć, śluz zbiera się w płucach i drogach oddechowych, a chory bez przerwy kaszle. Badacze zamierzają pobrać z serca mikroskopijna próbkę tkanek, by zbadać materiał genetyczny muzyka. Warszawskie media dyskutują, czy nie byłoby lepiej pozostawić relikwie w spokoju. Dla oceny Chopinowskiego dzieła kwestia, na co zmarł, nie ma bowiem większego znaczenia. Dotychczas uważano, że genialny muzyk cierpiał na chroniczne zapalenie płuc, którego nabawił się akurat na słonecznej śródziemnomorskiej wyspie. Choroba do tego stopnia osłabiła jego organizm, że nie był w stanie bronić się przed zarazkami gruźlicy. Na Majorkę Chopin pojechał o nieodpowiedniej porze roku – w zimie. Było bardzo chłodno, bez przerwy padało. Jak czuł się kompozytor, słychać wyraźnie w jego skomponowanym właśnie podczas owego pobytu głęboko melancholijnym "Deszczowym preludium". Na Majorce towarzyszyła mu jego ówczesna kochanka, poznana w Paryżu francuska pisarka George Sand. Fryderyk Chopin jako młody mężczyzna wyemigrował do Francji, skąd pochodził jego ojciec, po upadku polskiego powstania z 1831 roku skierowanego przeciwko rosyjskim okupantom. Na Majorce para mieszkała w mało komfortowych warunkach, a mianowicie w klasztorze. Przygnębiony kompozytor pisał w jednym z listów: "Cela ma kształt wysokiego sarkofagu". Ponieważ kaszlał coraz bardziej, pozwolił wreszcie zbadać się miejscowym lekarzom. Nic mu nie pomogli, jak donosił z gorzką ironią: "3 doktorów z wyspy najsławniejszych: jeden wąchał, com pluł, drugi stukał, skądem pluł, trzeci macał i słuchał, jakem pluł. Jeden mówił, żem zdechł, drugi – że zdycham, 3-ci – że zdechnę" (z listu do Fontany, datowanego na 3 grudnia 1838 r.). Dokładnie po 99 dniach opuścił Majorkę, krótko potem rozpadł się jego związek z George Sand. Wielki muzyk nigdy już nie miał wyzdrowieć. Polski specjalista Wojciech Cichy (profesor z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu) uważa, iż wszystkie objawy przemawiają jednoznacznie za tym, że Fryderyk Chopin cierpiał na mukowiscydozę. Kaszlał stale już jako dziecko, przypadłości tej nie nabawił się dopiero na Majorce. Choroba ta powoduje bezpłodność i rzeczywiście, o dzieciach muzyka nic nam nie wiadomo. Cichy tłumaczy, dlaczego chciałby przeprowadzić kontrowersyjne badania: "Jeśli dałoby się udowodnić, że Chopin chorował na mukowiscydozę, byłoby to wielka inspiracją dla pacjentów, zwłaszcza tych najmłodszych". Dowiedzieliby się, że mimo choroby można "dokonać wielkich rzeczy". Strażnicy relikwii są jednak przeciwni. Proboszcz kościoła Świętego Krzyża uważa, że naruszyłoby to spokój zmarłego – na co zwolennicy przeprowadzenie badań odpowiadają, że wyjęcie serca też nie było niczym innym. Organem kompetentnym w tej kwestii jest Ministerstwo Kultury. Chce ono najpierw zasięgnąć opinii ekspertów, a następnie poczekać na wynik publicznej dyskusji. Bo Chopin to ktoś więcej niż kompozytor, to jeden z polskich bohaterów narodowych.

(ted)


Justyna i Mikołaj Chopin

Justyna KrzyżanowskaMikołaj ChopinAdam Weydlich spowodował przyjazd młodego, Mikołaja Chopina do Polski. Mikołaj Chopin początkowo pomagał swemu dobroczyńcy, później - zapewne dzięki jego licznym stosunkom - pracował w biurze Manufaktury Tytoniowej w Warszawie, by wreszcie wejść na drogę nauczycielską. Był cennym "nabytkiem" dla rodzin ziemiańskich, które edukację swych dzieci zapewniały przy pomocy "preceptora", czyli domowego nauczyciela, który uczył praktycznie wszystkiego. Mikołaj spędził w ten sposób kilkanaście lat w Warszawie i jej okolicach, zmieniając pracodawców co trzy-cztery lata. Uczył syna prezydenta Starej Warszawy Jana Dekerta (jego uczeń Jan został później biskupem), uczył dzieci pani Łączyńskiej z Kiernozi, a wśród nich Marię - późniejszą Walewską - słynną ukochaną Napoleona. Trafił wreszcie około 1802 roku do Żelazowej Woli do hrabiny Ludwiki Skarbkowej, by zająć się wychowaniem Fryderyka, późniejszego znanego pisarza i ekonomisty. Miał więc wśród swych wychowanków postaci wybitne. W Żelazowej Woli spotkał swą przyszłą żonę, Teklę Justynę Krzyżanowską, skromną pannę-rezydentkę przy dworze hrabiny Skarbkowej. Pozycja rezydenta przy dworze zamożniejszych ziemian była zjawiskiem bardzo rozpowszechnionym i dotyczyła osób zubożałych rodzin szlacheckich, które nie mając własnych środków do życia, za mieszkanie i utrzymanie spełniały pomocnicze funkcje domowo-gospodarskie. Kobiety bywały ochmistrzyniami, zawiadywały służbą i wyżywieniem, mężczyźni bywali ekonomami czy administratorami, nadzorowali prace polowe itp. Często byli to ubodzy krewni właścicieli i stąd m.in. narodziła się kolejna legenda chopinowska, tłumacząca pobyt panny Krzyżanowskiej u Skarbków takim właśnie dalekim pokrewieństwem. I tak doszliśmy do zagadek, związanych z matką Fryderyka Chopina. Była osobą do końca życia cichą i skromną, a te cechy osobowości spowodowały, że bardzo niewiele wiemy o szczegółach jej życia. Do najciekawszych świadectw należy korespondencja matki z Fryderykiem, przebywającym od 1830 roku w Paryżu aż do śmierci w 1849 roku. Zastanawiające jest spostrzeżenie, że ze strony matki Chopina nie pozostał żaden, najmniejszy ślad informacji o jej własnych rodzicach, siostrze i przodkach! Czyżby był to zwykły zbieg okoliczności, brak zainteresowania ze strony Fryderyka, czy też w rodzinie Chopinów temat przodków celowo nie był poruszany? Czy wyżej opisane powody dyskrecji wobec ojczystych przodków spowodowały, że - dla równowagi - nie poruszano również tematu dziadków macierzystych Fryderyka? Czy może istniały jakieś racjonalne powody rodowych dyskrecji? Cisza w przekazie rodzinnym i brak najmniejszych nawet świadectw dały pole najróżniejszym dywagacjom późniejszych badaczy i biografów. Stąd wspomniana historia o pokrewieństwie ze Skarbkami, stąd także hipoteza o neofickim pochodzeniu Justyny. Dla wyjaśnienia trzeba dodać, że w ramach XVIII-wiecznej akcji przechodzenia niektórych rodzin żydowskich na katolicyzm ("frankiści") rzeczywiście pojawiło się kilka rodzin, które przyjęły nazwisko Krzyżanowski i uzyskały nobilitację, związaną z przyjęciem nowo utworzonych herbów (np. Dębno odmienne, Jasna Góra, Krucyni i in.), jednakże rozsiedlenie tych rodzin wiąże się zwykle z dalekimi kresami Rzeczypospolitej - kijowszczyzną i Inflantami. Poza tym kryterium chronologiczne wyklucza tę hipotezę, gdyż wspomniane konwersje i nobilitacje (a więc i przyjęcie nazwiska) miały miejsce w latach późniejszych niż udokumentowane występowanie na Kujawach ojca Justyny, szlachcica Jakuba Krzyżanowskiego. Autorów wspomnianej pracy o matce Chopina uderzył fakt, że w otoczeniu rodziców Fryderyka nikt nie pozostawił wzmianki o tym, że w czasie ślubu Chopinów (Brochów/Żelazowa Wola 1806 r.) najprawdopodobniej żyła jeszcze jej matka, Antonina z Kołomińskich, oraz starsza zamężna siostra Justyny, Marianna Bielska. Wnioskujemy to z faktu, że zmarły rok wcześniej ojciec Justyny, Jakub, według metryki zgonu: "pozostawił wdowę i dwie córki". Czyżby więc ceremonia ślubu Justyny odbyła się bez udziału najbliższych jej osób, czy też po prostu nikt nie zanotował ich obecności? Dlaczego jedno z najważniejszych źródeł, jakim jest pamiętnik hr. Fryderyka Skarbka, nic nie wspomina o rodzinie żony tak przecież wychwalanego jego nauczyciela, Mikołaja? Jednak wyniki kilkuletnich badań archiwalnych przyniosły wyświetlenie przynajmniej części tajemnic dotyczących macierzystych dziadków Fryderyka. Jak wspomniano, rodzicami Justyny, matki Chopina, byli Jakub Krzyżanowski i Antonina z Kołomińskich. Autorom książki udało się odtworzyć i bogato udokumentować czterdzieści parę lat życia Jakuba, jego zajęcia, miejsca pracy, wydarzenia, w których brał osobisty udział. Dzieje te zaczynają się w roku 1760, kiedy Jakub pracuje jako ekonom u Bonawentury Pniewskiego w Błennej na Kujawach. Po paru latach zostaje zatrudniony jako administrator w sąsiednich dobrach Izbica, należących do kasztelana inowrocławskiego Jana Skarbka. W jego służbie, a potem u drugiego męża wdowy po Skarbku, księcia Michała-Aleksandra Czetwertyńskiego, spędza Jakub w dobrach izbickich co najmniej trzydzieści lat, awansując stopniowo do roli plenipotenta księcia i komisarza jego dóbr. W międzyczasie przez Izbicę przetaczały się różne dramatyczne zdarzenia: zbrojne napady skłóconych sąsiadów ("zajazdy"), pożar miasteczka Izbica, wojny Konfederacji Barskiej, wejście wojsk pruskich po I rozbiorze (1772), zniszczenie pałacu przez żołdaków, śmierć kasztelana i ucieczka hrabiny przed wojskami pruskimi. W tym czasie Jakub cały czas przebywał na miejscu i niewątpliwie brał czynny lub bierny udział w tych wydarzeniach, czego świadectwem są odnalezione przez autorów liczne dokumenty sądowe. W samym końcu wieku XVIII-go syn kasztelana, Kacper Skarbek z żoną Ludwiką, sprzedają dobra izbickie. Powodem było hulaszcze życie młodego hrabiego, jego ruina finansowa, rosnące długi i niemożność ich spłacenia. Hrabina, córka toruńskiego bankiera, osoba przytomna i odpowiedzialna, kupuje na swoje imię majątek Żelazowa Wola pod Sochaczewem, zaś jej rozrzutny małżonek wkrótce chyłkiem ucieka do Wielkiego Księstwa Poznańskiego, by skryć się przed wierzycielami. Tam też umiera w majątku swej córki Anny Wiesiołowskiej. Tymczasem hrabina Ludwika Skarbkowa sama gospodaruje w Żelazowej Woli, mając trójkę dzieci na głowie i same kłopoty. W takim momencie angażuje w 1802 roku Mikołaja Chopina na stanowisko wychowawcy swych synów. A co stało się z Jakubem i jego rodziną po sprzedaży Izbicy przez Skarbków? Ustaliliśmy, że Jakub zmarł (1805 r.) w tej samej miejscowości niedaleko Izbicy, gdzie trzy lata wcześniej wzięła ślub jego starsza córka, Marianna. Było to więc już po opuszczeniu Kujaw przez Skarbków i można stąd wnioskować, że starzy rodzice zostali przy zamężnej już Mariannie Bielskiej. A co robiła młodsza, osiemnastoletnia córka, Justyna? Bardzo jest prawdopodobne, że została od razu zabrana przez hrabinę Ludwikę do Żelazowej Woli (1799/1800 r.) - hrabina poczuwała się zapewne do opieki nad rodziną człowieka, który w służbie Skarbków przeżył prawie pół wieku, zaś dorastająca panna mogła być wielką pomocą dla samotnie prowadzącej majątek i dom hrabiny. Nie można jednak wykluczyć innej hipotezy, że Justyna przebywała z rodzicami w domu starszej siostry Marianny i że pojawiła się w Żelazowej Woli np. dopiero po śmierci ojca. Nie wiemy, jak dotąd, gdzie przeniosła się Marianna z rodziną Bielskich (i zapewne z matką) oraz jakie były ich późniejsze losy. Możemy jedynie sobie wyobrazić, że po śmierci Jakuba rodzina Bielskich gdzieś się musiała przeprowadzić, że Justyna była dla nich ciężarem i że wówczas właśnie trafiła ona do hrabiny Skarbkowej, która w parę miesięcy później (2 czerwca 1806 r.) wydaje swą podopieczną za swego guwernera, Mikołaja Chopina. Niezależnie od stopnia uczucia, jakie łączyło 24-letnią Justynę i 35-letniego Mikołaja, było to najbardziej życiowe i ekonomiczne rozwiązanie. Taka wersja, bardzo prawdopodobna, zaprzeczyłaby kolejnej "literackiej" opowieści o tym, jak to powoli dojrzewało uczucie młodych, przez parę lat żyjących obok siebie w Żelazowej Woli. Czytelnik czy badacz może zadać sobie tutaj zwykłe, ludzkie pytanie: dlaczego w pozostawionych rodzinnych przekazach, korespondencji Justyny, opisach osób trzecich itd. nie ma najmniejszej wzmianki o babce Fryderyka, Antoninie i o jego rodzonej ciotce, Mariannie Bielskiej? Czy Chopinowie nie utrzymywali z nimi kontaktów? Czy Bielscy wcześnie wymarli? Jedynym śladem istnienia tej rodziny jest "kuzynka Zuzia", określana w liście siostry Fryderyka jako "biedactwo". Zuzia to córka Marianny Bielskiej, Zuzanna. Co oznaczać miało określenie "biedactwo" wobec kobiety już dorosłej, lecz niezamężnej? Czy była osobą ułomną, schorowaną, ubogą, czy - przez los ciężko doświadczoną? Wyobraźnia czytelnika podsunąć może łatwo hipotezę o jakimś konflikcie Justyny ze starszą siostrą i "wymazanie" jej z pamięci, a więc i z pozostawionych relacji rodzinnych. A matka - czy i ona była w konflikcie z Chopinami, czy też po prostu czysty przypadek sprawił, że nikt nie wyraził na piśmie ani zdania na jej temat? Jak widać ze skrótowo przedstawionych tu perypetii rodzinnych, odtworzenie losów i biografii poszczególnych osób z najbliższego otoczenia Fryderyka jest sprawą niezwykle trudną. Wśród przyczyn takiego stanu rzeczy są zarówno względy psychologiczne (zatajanie plebejskiego pochodzenia), jak i czysto przypadkowe (brak wzmianek czy relacji). Do tego dochodzą archiwalne straty wojenne. Przed badaczami stoją jeszcze trudne poszukiwania. Wyjaśnienie tych zagadek służy nie tylko czystemu zaspokojeniu ciekawości, choć i tego nie trzeba bagatelizować. Dzięki szczegółowemu ustaleniu stosunków rodzinno-towarzyskich łatwiej będzie zrozumieć kształtowanie się osobowości genialnego Fryderyka, i tym samym, wychowawcze uwarunkowania twórczości oraz jego geniuszu.

(ted)


Wokół rocznic - Chopina

Co roku, 1 marca przypada rocznica urodzin Fryderyka F. Chopina (22 lutego, za tym przemawia chociażby metryka chrztu sporządzona kilka tygodni po urodzeniu). W tym roku minęła 198 rocznica urodzin. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, zaprasza jak co roku, na uroczyste koncerty do Filharmonii Narodowej oraz na wystawę cennych pamiątek po kompozytorze w Zamku Ostrogskich. Organizowane od lat doroczne koncerty urodzinowe stały się już tradycją w kulturalnych planach stolicy oraz w Paryżu. Są one organizowane przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina we współpracy z Filharmonią Narodową i  Polskim Radiem. Ich bohaterami są wybitni pianiści, w tym laureaci konkursów Chopinowskich. Po występujących Piotra Anderszewskiego, Rafała Blechacza, Dang Thai Sonie, Ivo Pogoreli˘cu, Tatiany Shebanovej i Howardzie Shelleyu, wystąpią inni wykonawcy Nikolai Lugansky, 35-letni Rosjanin, triumfator wielu międzynarodowych konkursów pianistycznych. Te koncerty są jednym z wielu dowodów na to, że muzyka Chopina nadal cieszy się ogromnym uznaniem pianistów i publiczności na całym świecie. Na afiszach koncertowych można odnaleźć większość utworów, które skomponował w swoim wyjątkowo krótkim życiu - zmarł w wieku zaledwie 39 lat. Preludia, walce, nokturny, polonezy, mazurki, etiudy, scherza, a przede wszystkim oba koncerty fortepianowe stanowią podstawę repertuaru większości uznanych pianistów urzeczonych ich doskonałą harmonią, prostotą i niepowtarzalnym stylem. Nie znaczy to, że jego muzyka od zawsze i wszędzie wywoływała tylko zachwyt. Wystarczy przypomnieć opublikowaną w Paryżu w 1839 r. Sonatę b-moll op. 35 z jej, jak wtedy określano, dziwnym finałem, którą przez wiele lat jeszcze po śmierci Chopina bojkotowała większość pianistów. Na szczęście w końcu zrozumiano zawarty w tej sonacie geniusz i zaczęto ją grywać. Bourgeois napisał o tym finale, że to "wiatr wzdychający nad grobami". Dzisiaj chyba trudno sobie wyobrazić fakt, że ta sonata nie istnieje. Warto pamiętać, że Chopin żył w latach, kiedy w Europie grali bodaj najwięksi w historii wirtuozi klawiatury. Publiczność Paryża, Berlina, Drezna, Zurychu, Wiednia podziwiała kunszt Thalberga, Kalkbrennera i Liszta. To z nim w szranki pianistycznej sztuki stawał nasz Chopin i najczęściej wychodził z tych pojedynków zwycięsko. Liszt zawsze podkreślał, że przy tak olśniewającym wirtuozie jak Chopin nie powinien siadać do fortepianu. Robert Schumann usłyszawszy jego grę, powiedział krótko: "Kapelusze z głów, panowie, to geniusz!". Mimo wielkiego powodzenia swoich koncertów Chopin nie lubił występów w wielkich salach koncertowych, w ciągu całego swojego życia zagrał zaledwie 30 publicznych koncertów. "Ja nie nadaję się do występowania na koncertach, przeraża mnie tłum, duszę się w jego oddechach, paraliżują mnie natarczywe spojrzenia" - pisał w jednym z listów do Liszta, z którym był zaprzyjaźniony. Najlepiej czuł się podczas kameralnych spotkań, gdzie nie tylko prezentował swoje najnowsze kompozycje, ale z równą pasją oddawał się tak modnej w tym okresie sztuce improwizacji. Jedna z takich improwizacji na temat polskiej pieśni biesiadnej "Chmiel" zawsze mogła liczyć na gorące przyjęcie. Równie gorąco przyjmowane są od 1827 r. "Wariacje na temat La ci darem la mano", czyli wirtuozowski utwór wywiedziony z tego duetu śpiewanego w Mozartowskim "Don Giovannim" przez Zerlinę i tytułowego bohatera. Jedną z miar popularności uznania twórczości Chopina, o którym powiedziano, że jest "Mozartem romantyzmu", są liczne transkrypcje jego muzyki. Liszt w tryptyku fortepianowym "Bukiet polnych kwiatów z Wroniniec" dokonał transkrypcji znanej pieśni "Życzenie". Ponadto Liszt przerobił na organową wersję dwa preludia Chopina. Sergiusz Rachmaninow jest autorem "Wariacji na temat Preludium c-moll". Sergiusz Lapunow skomponował z okazji ufundowania w Żelazowej Woli pomnika Chopina poemat symfoniczny "Żelazowa Wola", przez który przewija się wiele motywów Chopinowskiej muzyki z "Kołysanką" na czele. Jeszcze dalej poszedł Giacomo Orefice, który skomponował w 1901 r. operę "Chopin" w większości opartą na jego muzyce. Koncert poświęcony Fryderykowi Chopinowi odbywa się co rok 1 marca o godz. 18.00 w Sali Koncertowej Filharmonii Narodowej w Warszawie. Tego samego dnia otwarta zostanie również w stołecznym Zamku Ostrogskich wystawa pamiątek po kompozytorze pt. "Cóż Ci powiem w dzień Twoich urodzin...". Towarzyszyć jej będzie druga ekspozycja prezentująca najcenniejsze eksponaty Muzeum Fryderyka Chopina, dostępna dla zwiedzających.

(ted)


Miejsce chrztu Chopina - Brochów

W kościele parafialnym pod wezwaniem św. Rocha w Brochowie, był szczególnie ważnym miejscem związanym z rodzinną historią zamieszkałych w pobliskiej Żelazowej Woli Chopinów. Tutaj 2 czerwca 1806 roku odbył się ślub Mikołaja Chopina z Teklą Justyną z Krzyżanowskich; także tutaj w Wielkanoc 1810 roku ochrzczono ich syna - Fryderyka Franciszka. Zachowały się wpisy z księgi metrykalnej i metryki chrztu o poniższej treści: Roku 1810, 23 miesiąca kwietnia o godzinie trzeciej po południu przed nami proboszczem brochowskim, sprawującym obowiązki urzędnika stanu cywilnego parafii brochowskiej powiatu sochaczewskiego w departamencie warszawskim, stawili się Mikołaj Chopin, ojciec lat mający 40, w wsi Żelazowa Wola zamieszkały, i okazał nam dziecię płci męskiej, które urodziło się w domu jego w dniu 22 miesiąca lutego o godzinie szóstej wieczorem roku bieżącego, oświadczając, że jest ono spłodzone z niego i Justyny z Krzyżanowskich, liczącej lat 28, jego małżonki, i że życzeniem jego jest nadać mu dwa imiona Fryderyk Franciszek. Po uczynieniu powyższego oświadczenia i okazaniu dziecięcia w przytomności Józefa Wyrzykowskiego, ekonoma, liczącego lat 38, tudzież Fryderyka Geszta, który rok 40 skończył, obydwóch w wsi Żelazowa Wola zamieszkałych, ojciec i świadkowie po przeczytaniu niniejszego aktu urodzenia stawiającym wyznali, iż pisać umieją. My akt niniejszy podpisaliśmy, Ksiądz Jan Duchnowski, proboszcz brochnowski, sprawujący obowiązki urzędnika stanu cywilnego, Mikołaj Chopin, ojciec. Nr 2.23.IV /1810/. Ja, jak wyżej, spełniłem obrzędy nad niemowlęciem ochrzczonym z wody, dwojga imion Fryderykiem Franciszkiem, urodzonym 22 lutego z Wielmożnych Mikołaja Chopina Francuza oraz Justyny Krzyżanowskiej, ślubnych małżonków. Rodzice chrzestni - Wielmożny Franciszek Grembecki ze wsi Ciepliny z Wielmożną panną Anną Skarbkówną, hrabianką z Żelazowej Woli. Należy tutaj wyjaśnić, że wymieniony w akcie chrztu Grembecki jedynie zastępował hrabiego Skarbka, który w tym czasie przebywał w Paryżu i który uważany był przez rodzinę Chopina za właściwego ojca chrzestnego. Niejasna jest też data urodzin Fryderyka - według rodzinnej tradycji kompozytor przyszedł na świat nie 22 lutego, lecz 1 marca złożył zawiadomienie dane przez Krzyżanowskiego w domu Komisarza Izbickiego dnia 16 kwietnia 1793, że domostwo, w którym mieszka, kosztem dworskim wystawione było. Nr) 1192. Długie, dnia 14 września (1782). Ja jak wyżej ochrzciłem (dziecię) o imieniu Tekla i Justyna zrodzone z Szlachetnych Antoniny i Jakuba Krzyżanowskich L: J: (ślubnych małżonków). Rodzicami (chrzestnymi) byli: w pierwszej parze Prześwietna Justyna z Dąmbskich Hrabina z Góry Skarbkowa z Izbicy i Wielmożny Pan Mateusz Kosmowski, w drugiej parze Szlachetna Pani Marcjanna Zaleska, panna ze Skarbanowa z Jaśnie Wielmożnym Eugeniuszem Hrabią z Góry Skarbkiem, kawalerem z Izbicy. Chrztu i wpisu dokonał wikary izbicki, ksiądz Wojciech Wilski. Wpis ten widnieje w księdze metrykalnej urodzeń parafii w Izbicy Kujawskiej, prowadzonej w latach 1769-1798 i zawierającej 3308 aktów urodzeń, m.in. starszego rodzeństwa Tekli Justyny. Odkrycia księgi dokonał Czesław Machtyłowicz, referent miejscowego Urzędu Stanu Cywilnego, jak sam wspominał "gdzieś około 1950 r.", w starej komórce pośród papierzysk i szpargałów, które "można było przegarniać chyba tylko widłami".

(ted)


 Trzeba dojrzałości i wewnętrznej kultury

 

W przesłuchaniach uczestników Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina refleksjami na temat turniejów pianistycznych, a także stylu muzyki Chopina dzieli się profesor Lidia Kozubek, wybitna pianistka, muzykolog i pedagog: Rola konkursów muzycznych zmieniała się z biegiem lat. Na początku chodziło o wylansowanie jakiegoś kompozytora i zaznajomienie słuchaczy z jego twórczością. Później stawały się one coraz bardziej turniejami wykonawców. Chodziło o podnoszenie kwalifikacji muzyków oraz o promowanie najlepszych interpretacji, zgodnych z założeniami kompozytorów. Aby temu sprostać, trzeba wnikliwie studiować, trudzić się badaniem utworów, "nasłuchiwać", co dzieje się w wewnętrznej warstwie kompozycji i prawie jak archeolog delikatnie odsłaniać jej przesłanie. Do tego trzeba naturalnie muzykalności i wiedzy, jakimi regułami rządzi się muzyka, jakie są zasady interpretacyjne. Trzeba także dojrzałości i wewnętrznej kultury artysty, która nie zawsze wiąże się z wiekiem, ale zawsze decyduje o poziomie wykonawczym, który powinien wzbogacać, uszlachetniać słuchacza i sprawiać mu wiele radości estetycznej. Dla muzyki Chopina potrzebna jest znajomość jego stylu. Składa się nań wiele cech. Najważniejszy dla tej muzyki jest piękny dźwięk, śpiewny, jasny, niezabrudzony przyszmerami poprzez jego wadliwe wzbudzanie. Wiąże się to z rodzajem techniki pianistycznej, jaką do tej muzyki zastosujemy. Nie każdy bowiem rodzaj i sposób wydobycia dźwięku z klawiatury nadaje się do tak wyrafinowanej, subtelnej muzyki, jaką mamy w przypadku twórczości Chopina. Dźwięk musi być nośny, ale równocześnie lekki, a nie wulgarny czy perkusyjny. Musi też być różnorodny: od aksamitnej intymności do blasku dzwonów w większych dynamikach. Każdy z nich musi mieć jakby swoją "twarz", swój charakter, w zależności od rodzaju utworu, a nawet jego kontekstu. Życie muzyki odbywa się na pulsacji rytmicznej, której przebieg powinien być naturalny. Dla Chopina szczytem wykonania była prostota. Przesada w nadużywaniu rubat, zbyt wielkich zwolnień czy przyspieszeń narracji przepływu muzyki jest największym wrogiem twórczości Chopina. Modelowanie linii melodycznej musi być kunsztowne w jej napinaniu się i odprężaniu wewnętrznego emocjonalnego życia, przebiegu dramaturgii utworu. Należy grać z uczuciem, ale bez czułostkowości, zawsze kierować się dobrym smakiem - a więc szlachetność, a nie ekshibicjonizm, umiar, a nie ekstrawagancja, nonszalancja. Obecnie często słyszy się wykonania zbyt szybkie, w których ginie zamysł kompozytora i piękno muzyki. Naturalnie, wszystkiemu musi służyć niezawodna technika, ale nie powinna się ona wysuwać na pierwszy plan, lecz pomagać wyrazowi artystycznemu. Chopinowskie etiudy są na to najlepszym dowodem, jako arcydzieła mające "uduchowić" palce. Zbyt szybka gra jest często niedokładna, powierzchowna, beztreściowa, zubażająca utwór, robi wrażenie, jakby człowiek chciał dorównać maszynie, co niemal dehumanizuje sztukę. Jurorzy konkursów powinni odznaczać się nie tylko wysokimi kompetencjami, ale i etyką, aby móc właściwie ocenić uczestników. Inaczej idolami dla młodych pianistów staną się nie zawsze najlepsi, a to pociągnie za sobą obniżanie się sztuki wykonawczej przez ich naśladownictwo. Podporządkowanie się panującym modom, trendom nie służy muzyce, a najwyżej "przemysłowi muzycznemu" - kilku menadżerom. Uleganie powabom biegłości manualnej czy niekontrolowanym wybuchom emocjonalnym, określanym często jako indywidualność, już sam Chopin nazwał "akrobatyką pianistyczną". Źle pojęta indywidualność powoduje, że wykonawcy poprzez swoje pomysły interpretacyjne coraz bardziej oddalają się od zamysłu kompozytora i w ten sposób fałszują utwory. Obecnie w ocenie wykonań pianistycznych na ogół jest zbyt mało przywiązywania wagi do duchowej strony muzycznego przesłania. Przeważnie ocenia się rzemiosło (i to od jednej strony - biegłość palców), ewentualnie jego stronę wykonawczą, ale bez jej wartościowania. Ceni się tzw. odwagę podczas występu, natomiast pozostawia się jakby niezauważonym poziom psychiczny owej "mowy muzycznej", a ona bezpośrednio przecież apeluje do psychiki słuchacza i albo podnosi go do wysokiej inspiracji twórcy, albo go obniża lub sprowadza do poziomu grającego. Każde wykonanie musi być podporządkowane logice ukształtowania utworu, konwencji epoki oraz estetyce i stylowi kompozytora. Kiedy wykonawcy starają się tylko błyszczeć techniką pianistyczną albo epatować swoją rzekomą indywidualnością, pozostawiają na uboczu właściwe treści muzyki, przez co ją spłycają - nawet kiedy wykonują ją bardzo sprawnie. Taki wpływ konkursów byłby bardzo szkodliwy dla chopinistyki. Miejmy nadzieję, że właściwe kryteria ocen artystycznych nie dopuszczą do obniżenia się sztuki pianistycznej naszych czasów. Film "Pragnienie Miłości", dość szczerze oddaje to, co widz powinien wiedzieć o naszym geniuszu Fryderyku F. Chopinie.

 

(ted


Fryderyk F. Chopin - zaprasza

Nasza stolica, Warszawa też ma się kim chwalić. Fryderyk Chopin to persona iście warszawska. Teraz ma się stać wizytówką stolicy. Kompozytor kojarzy się z Żelazową Wolą. Według badań Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina tylko 5 proc. Polaków łączy go ze stolicą. A przecież tak naprawdę geniusz jest nierozerwalnie związany z Warszawą. Tu się wychował, tu pobierał nauki i tutaj spoczęło jego serce. Teraz Chopin ma promować miasto. W Polsce nie ma silniejszej marki niż Chopin – mówi Katarzyna Ratajczyk, dyrektor biura promocji miasta. – Ale do tej pory był on kompletnie niewykorzystany. W Wiedniu Mozart i Strauss wyglądają zza każdego rogu. Czas skończyć z tym fałszywym przekonaniem, że Chopin był z Żelazowej Woli. On się tam tylko urodził. Był takim warszawiakiem, jakim każdy z nas dzisiaj życzyłby sobie być: wykształconym, znającym języki, bez kompleksów. Miasto przygotowało długofalową strategię rozwoju turystyki. Kompozytor ma być jednym z jej symboli. – Chcemy przywrócić stolicy należny jej szacunek, by warszawiacy byli dumni z historii swojego miasta. Natomiast turyści powinni mieć poczucie, że to prawdziwie europejska stolica. - A Chopin, artysta najwyższych lotów, doskonale podkreśla ten wizerunek.

Z Chopinem na uszach...

Już 7 kwietnia został rozstrzygnięty konkurs na projekt pamiątek związanych z kompozytorem. Miasto ogłosiło go dla studentów Wydziału Wzornictwa Przemysłowego na Akademii Sztuk Pięknych. Jak dowiedzieliśmy się w dziekanacie, zainteresowanie wśród młodych artystów było spore. Souveniry spełniały tylko dwa warunki: nawiązywać do Chopina i nadawać się do seryjnej produkcji. Reszta zależy od fantazji projektanta. Bardziej interesujący jest projekt audiobooków, który miasto ma niebawem uruchomić. Będą to pliki dźwiękowe, które będzie można ściągnąć na telefon komórkowy bądź iPoda. Gdy będziemy spacerować po miejscach związanych z Chopinem, z słuchawek płynąć będzie jego muzyka i głos przewodnika w różnych językach.

...i z trzaskiem o bruk

W Poznaniu trykają się koziołki, w Pampelunie ulicami gnają byki, a w Warszawie... wypadają fortepiany. Pojawił się pomysł, by z okien Domu Zamoyskiego (ul. Nowy Świat 69) regularnie wyrzucać instrument Chopina. Ma to przypominać tragiczne wydarzenia powstania styczniowego, kiedy to carscy żołnierze wyrzucili na bruk fortepian, na którym grał pianista.– Chcemy, aby taki happening z atrapą oryginalnego instrumentu odbywał się w sezonie turystycznym regularnie. – To będzie kolejny element wyróżniający Warszawę.

Obywatel stolicy

"Rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel" Cyprian Kamil Norwid.

Salonik Chopinów (Oddział Muzeum Fryderyka Chopina), ul. Krakowskie Przedmieście 5. Salonik jest częścią mieszkania, w którym Chopin spędził ostatnie lata przed wyjazdem z kraju. Wyposażenie stanowią meble z epoki, maksymalnie zbliżone do tych, które znajdowały się w mieszkaniu Chopinów. Kościół Świętego Krzyża, ul. Krakowskie Przedmieście 3. Tu, w głównej nawie po lewej stronie spoczęło serce Chopina, sprowadzone po śmierci, zgodnie z wolą kompozytora. Dom Interesów Zamoyskiego, ul. Nowy Świat 69. To stamtąd właśnie 19 września 1863 rosyjscy żołnierze wyrzucili fortepian Chopina w odwecie za zrzucenie bomby na carskiego namiestnika z jednego z okien. Wykorzystanie Chopina przy promocji miasta to nie jest zły pomysł. Choć muzyka klasyczna jest trochę niszowa, to innym miastom podobne rzeczy świetnie się udają. Warto jednak dodać, że ten pomysł powinien być częścią większej całości. Warszawa potrzebuje spójnej wizji jak ma wyglądać za 15, 20 lat. Kto ma tu mieszkać, jak ci ludzie mają się bawić, gdzie jeść? Dlaczego będą tu mieszkać studenci, a dlaczego biznesmeni? Chcielibyśmy widzieć Warszawę jako prawdziwą stolicę jednak brakuje tu pewnego rozmachu. Dobrym przykładem mówienia w prostych słowach o tożsamości jest Wrocław. Warszawa wciąż ma z tym problem. Producenci wódki już dawno zauważyli, że Chopin doskonale się nadaje do celów promocyjnych. A przedsiębiorcy mają bardzo dobry zmysł. Tyle tylko, że bez bezpieczeństwa w mieście czy normalnych ulic to Chopin nawet razem z Curie-Skłodowską, też rozpoznawalną za granicą, nic tu nie wskórają. Tylko niewielkie fragmenty miasta wyglądają jak w stolicy normalnego państwa, a jeszcze niedawno pasażerowie lądowali na lotnisku imienia wielkiego kompozytora z myślą, że już więcej tu nie przyjadą. Chopin, owszem, może wesprzeć kampanię, ale jeśli nie zmienią się urzędy, drogi, infrastruktura to będą to tylko pieniądze wyrzucone w błoto.

(ted)


Historia autografu Chopina

 

W Instytucie Fryderyka Chopina prof. Ryszard Zimak w Sali Koncertowej Muzeum Fryderyka Chopina dokonali prezentacji autografu Mazurka E-dur op. 6 nr 3 Fryderyka Chopina zakupionego 19 maja br. w Domu Aukcyjnym Sotheby's w Londynie. Jest to jedyny zachowany autograf. Pochodzi ze sztambucha, został wpisany przez kompozytora nieznanej osobie. Na wyrwanej składce dwóch kart zachowały się jeszcze pozostałości sznurka wiążącego karty pamiętnika w całość. Obie strony zapisane są tekstem muzycznym. Na pierwszej stronie znajduje się tytuł "Mazur" - tak na początku swej twórczości Chopin określał swoje mazurki. Na końcu utworu kompozytor zapisał "fine" oraz umieścił krótki podpis "F.Chopin.". Na jednej ze stron znajduje się wpis obcą ręką - "Chopin go musi zagrać". Historia autografu jest mało znana. Wiadomo tylko, że przez pewien czas był on w posiadaniu Rudolfa R. Kallira w Nowym Jorku, który odsprzedał 50 proc. wartości autografu Walterowi Benjaminowi. W 1957 r. firma Benjamina wystawiła autograf na sprzedaż. Nowy anonimowy właściciel z kolei wystawił autograf na aukcji w Londynie w tym roku. W maju zakupił go Narodowy Instytut Fryderyka Chopina.

(ted)


Odnaleziony fortepian Chopina

W kolekcji instrumentów w hrabstwie Surrey w Wielkiej Brytanii, odnaleziono ulubiony fortepian Fryderyka F. Chopina. – To ostatni krok ku doskonałości – mówił o nim genialny, polski kompozytor Alec Cobbe. To pasjonat i kolekcjoner, który gromadzi instrumenty klawiszowe należące przed laty do największych kompozytorów świata. W jego zbiorach są już klawesyny, pianina i fortepiany, na których grali tacy geniusze jak Bach, Mozart, Haydn, Beethoven, Gustav Mahler, Henry Purcell czy Edward Elgar. Jest też inny instrument, na którym grał Chopin. Jednak właściciel kolekcji w wiejskiej rezydencji Hatchlands nawet nie podejrzewał, jaką perłę przejmuje, gdy niemal dwadzieścia lat temu kupował zapuszczony fortepian Pleyela za 2000 funtów. Jak to dzieło słynnego paryskiego mistrza trafiło do Anglii? Chopin nie mógł się rozstać z tym instrumentem i przywiózł go tutaj w 1848 roku, kiedy rozpoczął wielkie, ostatnie w swoim życiu tournée, uwzględniające koncert przed obliczem królowej Wiktorii w Stafford House, a uwieńczone występem w Guildhall w ramach charytatywnej akcji pomocy polskim uchodźcom, którzy byli zmuszeni opuścić ojczyznę po upadku powstania listopadowego. Chopin musiał zostawić ukochany Paryż, bo stolica Francji ogarnięta w tamtych latach rewolucyjną gorączką nie była najlepszym miejscem dla wrażliwego, by nie rzec - kapryśnego - artysty. Lecz również ówczesna Anglia nie zrobiła na nim dobrego wrażenia, nie tylko ze względu na niesprzyjający klimat dla wielkiego kompozytora zmagającego się z coraz cięższą gruźlicą. Owszem, Chopin był zachwycony przyjęciem, jakie zgotowali mu tutejsi melomani, ale ich stosunek do muzyki był dla niego nie do przyjęcia. "Żeby ten Londyn nie był taki czarny, a ludzie nie tacy ciężcy i odoru węglowego ani mgły nie było, to bym już i po angielsku się nauczył. Ale ci Anglicy tacy różni od Francuzów, do których jak do swoich przylgnąłem; tak wszystko na funty biorą, sztuki dlatego lubią, że to lux; poczciwe serca, ale takie oryginały, że rozumiem, jak można samemu zesztywnieć albo się w machinę obrócić. Żebym był młodszy, to bym się może i na machinę puścił, dawałbym koncerta po wszystkich kątach i wygrywał najbezgustowniejsze awantury (byle za pieniądze!); ale teraz...” – pisał w liście do rodziny. Dla autora genialnych polonezów, mazurków i koncertów fortepianowych instrument, na którym grał, był niemal częścią ciała. Szczególną miłością darzył fortepiany wykonane ręką mistrza Camille’a Pleyela, przyjaciela, powiernika i wyjątkowego doradcy w doborze najlepszych egzemplarzy. To właśnie on odkrył polskiego pianistę i kompozytora dla paryskich salonów, gdy w 1832 roku urządził jego pierwszy koncert. Ich przyjaźń była potem tak głęboka, że Pleyel zrobił dla Chopina wyjątek i nie żądał od niego zapłaty za dostarczane instrumenty. W zamian kompozytor, choć może to zabrzmieć dziwnie, był czymś w rodzaju akwizytora – polecał dzieła przyjaciela swoim uczniom i fanom, a za każdą sprzedaną sztukę był wynagradzany 10-procentową prowizją. Fortepian ten był dla polskiego geniusza szczytem doskonałości. "Kiedy jestem w dobrej kondycji i gdy czuję się na tyle silny, by znaleźć własny, indywidualny dźwięk, wtedy muszę mieć pod ręką fortepian Pleyela" – wyznał w przypływie uczuć. Właśnie to głębokie przywiązanie kazało mu zabrać ze sobą instrument, gdy wybierał się w podróż do Anglii. Nie wiadomo dlaczego zdecydował się go tu zostawić, kiedy w listopadzie 1848 roku opuszczał – jak się wyraził – "ten psi Londyn". Cały pobyt stał się dla niego koszmarem. Gdy koncertował w Szkocji, rozchorował się tak bardzo, że trzeba było wnosić go po schodach. "Tymczasem moja sztuka gdzie się podziała? A moje serce gdziem zmarnował? Ledwie, że jeszcze pamiętam, jak w kraju śpiewają. Świat mi ten jakoś mija, zapominam się, nie mam siły" - pisał w liście do hrabiego Grzymały 30 października 1848 roku. Ze Szkocji również nie przywiózł miłych wrażeń ze spotkań ze swoją salonową, arystokratyczną publicznością. "Toalety, diamenty, krosty na nosie, najpiękniejsze włosy, najpiękniejsze figury, istoty szatańsko piękne i szatany pozbawione piękności. Ostatnia kategoria wszędzie najczęściej reprezentowana" – donosił Marie de Rozieres. Pewne jest natomiast, że jeszcze przed wyjazdem z Wyspy posłał swego przyjaciela hrabiego do Pleyela, by po powrocie do Paryża czekał już na niego kolejny egzemplarz ukochanego instrumentu. Cieszył się nim tylko do 17 października 1849 roku, gdy ciężka choroba ostatecznie go pokonała. Zostawiony na Wyspie fortepian Pleyela trafił do Margaret Trotter, znajomej i uczennicy kompozytora, który odstąpił go za 80 funtów. Później przekazywany z rąk do rąk, wędrujący z jednej rezydencji do drugiej instrument "zatracił" swoją historię, a jego pochodzenie zostało zatarte przez czas. Alec Cobbe kupił starego, zakurzonego pleyela w roku 1988 na aukcji od handlarza antykami. Okazało się, że instrument trafił w najlepsze miejsce, chociaż jego nowy właściciel nie miał jeszcze wtedy pojęcia, że to prawdziwy prezent od losu. Aż do czasu, gdy fortepianem zainteresował się emerytowany profesor muzykologii, Jean-Jacques Eigeldinger z Uniwersytetu Genewskiego. Ten znawca życia i dzieł Chopina odczytał numer seryjny instrumentu znajdującego się w posiadaniu The Cobbe Collection Trust w Surrey i porównał go z zapiskami i zachowanymi do naszych czasów archiwami handlowymi manufaktury Pleyela. Na wieść o odkryciu Alec Cobbe osłupiał. – Przetrwały setki fortepianów tej marki, ale nikt nie miał pojęcia, który z nich mógł należeć do Chopina – stwierdził. Fakt, że drogocenny instrument trafił właśnie do niego, można śmiało nazwać cudem. Fundacja nosząca nazwisko Cobbe ma na celu ocalenie od zapomnienia instrumentów, które należały do wielkich kompozytorów, a potem przywrócenie ich do życia tak, by współcześni muzycy mogli na nich zagrać, a melomani posłuchać muzyki zbliżonej pod każdym względem do oryginalnych dźwięków, które wyczarowywali z nich geniusze dawnych czasów. Kto wie, może nad swym ukochanym fortepianem ciągle czuwa nieśmiertelny Monsieur Chopin...

(ted)


 Pomnik Chopina w Chinach

W Szanghaju uroczyście odsłonięto w pomnik Fryderyka Chopina. Sześciometrowy monument odlany z brązu w Polsce umiejscowiony został w prestiżowym, największym chińskim parku im. dr. Sun Yat Sena. Na pomniku umieszczono w języku chińskim i polskim napis: "Fryderyk Chopin - wielki kompozytor i pianista polski", oraz słowa Cypriana Kamila Norwida "Rodem Warszawianin, sercem - Polak, talentem - świata obywatel". Jego autorką jest mieszkająca w Szanghaju absolwentka Wydziału Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych Lu Pan, a z kolei inicjatorem wzniesienia tego pomnika jest urodzony w tym chińskim mieście, obecnie obywatel naszego kraju pan You Jian Er. Społeczny Komitet Budowy Pomnika Fryderyka Chopina w Szanghaju pozyskał wielu sprzymierzeńców i to zarówno ze strony polskiej, jak i chińskiej. Jako pierwszy objął tę inicjatywę swoim mecenatem Kombinat Górniczo-Hutniczy Miedzi w Lubinie. Dołączyło do niego przedsiębiorstwo "Bioton" oraz firma pana You Jian Era. Ze strony polskiej projekt ten uzyskał również wsparcie ministerstw: Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Spraw Zagranicznych, a także Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Władze Szanghaju pokryły natomiast koszty budowy postumentu oraz organizacji całej uroczystości. Przewodniczący polskiej delegacji biorącej udział w tej ceremonii, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Krzysztof Olendzki, odczytał specjalne przesłanie prezydenta Polski, w którym Lech Kaczyński podkreślił m.in., że ta uroczystość jest bardzo ważnym elementem i wzmocnieniem wielopłaszczyznowych relacji polsko-chińskich. Wiceminister odznaczył również Lu Pan medalem "Zasłużony Kulturze - Gloria Artis". Wiceprezes KGHM "Polska Miedź" SA Maksymilian Bylicki przypomniał z kolei w swoim wystąpieniu, że jego spółka jest największym polskim partnerem handlowym Chin i że pod koniec marca br. odbędą się obchody 10-lecia współpracy "Polskiej Miedzi" z jedną z największych tamtejszych firm "China Minmetals Corporation". Gospodarze z uznaniem odnieśli się do prośby wiceministra Krzysztofa Olendzkiego, aby w czasie odbywającej się w 2010 r. wystawy "EXPO 2010" ważnym elementem były przypadające właśnie wtedy obchody 200--lecia urodzin Fryderyka Chopina. Jedno z wystawowych audytoriów ma nawet zostać nazwane imieniem wielkiego polskiego kompozytora. Chińczycy obiecali również poprzeć nasze starania o organizację we Wrocławiu ekspozycji tematycznej "Expo 2012".

(ted)


Co mówiono o Chopinie w Paryżu!

 

Fryderyk F. Chopin był bardziej polski niż sama Polska. O jego polskości mówiono wówczas w Paryżu: „Serce jego narodu biło w jego piersi. Nie znamy drugiego muzyka, który by był bardziej patriotą od niego. Jest on Polakiem znacznie więcej niż którykolwiek Francuz był Francuzem, Włoch Włochem lub Niemiec Niemcem. Jest Polakiem, niczym innym tylko Polakiem, a z tego zniszczonego, mordowanego kraju polskiego wyłania się jak nieśmiertelna jego dusza, jego muzyka”. To piękne słowa oraz bardzo szczere, płynące z serca. Fryderyk F. Chopin był wrażliwym i delikatnym mężczyzną, typowym przykładem romantycznego artysty, którego olśniewająca gra i głęboko osobiste kompozycje zdominowały sztukę gry na fortepianie na prawie pół wieku. Bardziej niż jakiegokolwiek innego kompozytora, Chopina kojarzy się zwykle z jednym zwykle instrumentem "fortepianem". Mówiono, że jako instrumentalista przerastał on wszystkich swym geniuszem XIX-wiecznych wirtuozów, pomimo tego, że lubił koncertować i w ciągu całego swojego życia zaledwie 30 razy wystąpił publicznie. Jako kompozytor przyczynił się zmiany oblicza muzyki fortepianowej. Swoja grą czarował wszelkie salony w europie i w Anglii. Jego przyjaciel Rober Schumann określił nowatorski styl Chopina jako "działa ukryte w kwiatach". To czar Polskości.

(ted)


Niepublikowany list Chopina

Niepublikowany list Fryderyka F. Chopina do Wojciecha Grzymały oraz nieznana wcześniej karykatura kompozytora zostaną wystawione na aukcji antykwarycznej w Krakowie. Unikat ten został zakupiony przez Towarzystwo im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Jest to pierwszy przypadek w naszym kraju, kiedy korespondencja artysty trafia na aukcję. List Chopina jest jednym z ostatnich, które napisał. Do tej pory nie był on znany badaczom korespondencji kompozytora. Do krakowskiego antykwariatu Rara Avis trafił z kolekcji prywatnej. Właściciele pamiątek po Chopinie chcą pozostać anonimowi. Nie wiadomo, czym się kierowali, przekazując skarby ze swojej kolekcji na aukcję. Korespondencja Chopina pojawia się na międzynarodowym rynku antykwarycznym bardzo rzadko. Nieliczne listy, które w ostatnich latach wystawiono do sprzedaży aukcyjnej, w Europie Zach. i Stanach Zjednoczonych były znane badaczom, a ich teksty możemy znaleźć w wydanej w 1955 r. w Warszawie publikacji Bronisława Edwarda Sydowa. Odnalezienie nieznanego listu naszego najwybitniejszego kompozytora, na dodatek jednego z ostatnich listów napisanych przed śmiercią, jest wydarzeniem wielkiej wagi. Tym bardziej istotnym, że nie był on cytowany w żadnym źródle poświęconym Chopinowi. Odręczny list kompozytora do Wojciecha Grzymały datowany jest na 19 lipca 1849 r., a powstał w Chaillot pod Paryżem. Czterostronicowy rękopis rozpoczynają słowa: "Moje Życie. Jakże znosisz te upały? Dobrze żeś zmuszony być na wsi". Na końcu listu dodaje: "Ja kaszle i słaby jestem ale puchlina lepiey i mniey nerwowy jestem. Napisz mi słowo. Choway się zdrowo i kończ twoje pismo" (takie słowa na kilka miesięcy przed śmiercią pisze artysta). W liście wspomina m.in. o panujących w Paryżu upałach i planach wakacyjnych przyjaciół a także o swojej beznadziejnej sytuacji finansowej. Tej kwestii Chopin poświęca najwięcej miejsca. Pisze też o zagadkowej darowiźnie w wysokości 25 tys. franków, którą miał mu przesłać anonimowy wielbiciel. Zagadka ta rozwiązuje się w kolejnych znanych już listach kompozytora. A tajemniczą wielbicielką okazuje się jego uczennica Jane Stirling. Ponadto w licytowanym liście padają nazwiska m.in. Ludmiły Beauvau, siostry Delfiny Potockiej, Eugene'a Delacroix - jednego z najwybitniejszych przedstawicieli francuskiego malarstwa romantycznego, bliskiego przyjaciela Chopina i Sand czy Napoleona Ordy, pianisty i kompozytora. Jakie były okoliczności powstania dokumentu? - Chopin, mocno cierpiący na zdrowiu i pozbawiony środków umożliwiających mu zalecaną przez lekarzy podróż na południe, lato 1849 spędził w podparyskim Chaillot - przypomina Hanna Wróblewska - Straus, dyrektor Muzeum im. Fryderyka F. Chopina. - Wówczas odwiedziła go siostra Ludwika, która pozostała przy nim aż do śmierci. Aby podreperować topniejący budżet, Chopin zdecydował się spieniężyć cenny breugetowski zegarek. Temat zegarka wielokrotnie powracał w znanej dotychczas korespondencji Chopina - dodaje. W połowie września 1849 r. stan zdrowia artysty uległ pogorszeniu na tyle, że lekarze zabronili mu zalecanej jeszcze niedawno podróży. Jedynym rozwiązaniem stało się wynajęcie nasłonecznionego mieszkania w Paryżu. Chopin wynajął apartament przy Place Vendôme. Nie zatrzymało to jednak rozwoju choroby. Chopin umarł 17 października 1849 roku. Każdy autograf Chopina jest cenny dla badaczy, biografów, instytucji takich jak nasza, ale i dla wszystkich Polaków. Jest to list dotąd niepublikowany, który uzupełnia swoją treścią listy już znane - mówi Wróblewska - Straus. Listowi kompozytora na licytacji towarzyszyć będą dwie karykatury wykonane przez George Sand lub jej syna w Paryżu w latach 40. XIX wieku. Jeden z rysunków przedstawia kompozytora w pełnej postaci, zaś drugi to wykonana ołówkiem karykatura malarza Eugene'a Delacroix, którą Sand podarowała Wojciechowi Grzymale. Te cenne pamiątki po naszym kompozytorze i jego towarzyszce wyceniono w sumie na 130 tys. zł (sam list Chopina 94 tys.). Organizatorzy aukcji zaznaczają, że pamiątki po kompozytorze nie powinny zostać wywiezione poza granice kraju. Liczą na to także dyrektorzy Muzeum Chopinowskiego oraz Biblioteki Narodowej. Prawo pierwokupu mają dwie Biblioteki: Narodowa i Jagiellońska. Jak zawsze jednak w takich przypadkach problem stanowią pieniądze. Dnia 8 marca przekonamy się, czy rękopisy trafią do zasobów państwowych, czy prywatnych.

(ted)


Osobiste refleksje o Chopinie

 

 

O Fryderyku F. Chopinie, jego życiu twórczość na przestrzeni lat, wypowiedzieli się muzykolodzy, poeci, pisarze. Dlatego ja chcę wspomnieć o kilku tylko faktach z jego życia, które zapewne państwo znacie. Fryderyk Franciszek Chopin, urodził się w Żelazowej Woli 22 lutego 1810 r. Swoją artystyczną i kompozytorską karierę rozpoczął, będąc jeszcze dzieckiem. Jako siedmiolatek skomponował Poloneza g - moll. Jako ośmiolatek wystąpił na publicznym koncercie. Jego pierwszym i jedynym nauczycielem gry na fortepianie był Wojciech Żywny. Kompozycji uczył Chopina Józef Elsner, który wystawił mu taką ocenę:" szczególna zdolność, geniusz muzyczny". Od tej pory słyszał już tylko same entuzjastyczne słowa o swojej muzyce. Kiedy Robert Schumann usłyszał jego wariacje na temat duettina z opery Don Juan Mozarta, wykrzyknął: "kapelusze z głów panowie - oto geniusz"?. Mniej znane są inne wypowiedzi Schumanna o Chopinie: ...Zdecydowanie oryginalna narodowość, a mianowicie polska...” Gdybyż mógł wiedzieć potężny samo dzierżący władzę monarcha północy, jak niebezpieczny wróg zagraża mu w dziełach Chopina, w prostych melodiach jego mazurków, zabroniłby tej muzyki. "Utwory Chopina są ukrytymi w kwiatach armatami..." Można by mnożyć te chopinowskie cytaty u Schumanna. W młodości, odkrył Chopina, a później każdą swą wypowiedzią dawał dowód, że rozumiał nowatorską siłę jego muzyki. Nie miał wątpliwości, co do jej polskości. Prawdę mówiąc, nie mieli tej wątpliwości i hitlerowscy okupanci, bo przecież nie zburzyliby w Warszawie pomnika Chopina i nie zakazywaliby wykonywania jego muzyki. Podczas licznych wycieczek w okolice Warszawy młody Fryderyk słuchał wiejskich kapel, które pobrzmiewać będą w jego mazurkach. "Mazurki Chopina - to wg Zdzisława Jachimeckiego - jedyna w swojej oryginalności epopeja muzyczna polskiego narodu". Parafrazował pieśni popularne, np. ukochaną przez jego matkę "Laura i Filon" w "Fantazji na tematy polskie". Równocześnie wykorzystywał nasze pieśni religijne, np. kolędę "Lulajże Jezuniu" w środkowej cz. Scherza h-moll, hymn "Boże coś Polskę" w Largo Es-Dur. Komponował też pieśni do słów współczesnych poetów, np. "Melodia" do słów Zygmunta Krasińskiego, "Moja pieszczotka" i "Precz z moich oczu" do słów Adama Mickiewicza, cykl pieśni do "Sielanek" Stefana Witwickiego. W Paryżu na jego koncertach bywali wielcy pianiści i kompozytorzy: Liszt, Berlioz, Kalkbrenner, Mendelssohn. To on powiedział, że "Chopin obecnie jest pierwszym z fortepianistów...! Gra jak Paganini na skrzypcach. Jego sposób gry na fortepianie jest zupełnie nowy, najbardziej oryginalny i najbardziej artystyczny z współczesnych". Heine nazwał Chopina "poetą dźwięków, Rafaelem fortepianu". Serdeczną przyjaźnią darzył Fryderyka malarz - Eugene Delacroix, namalował portret kompozytora, który możemy oglądać w Luwrze. Pomimo tylu znakomitych przyjaciół najlepiej czuł się jednak w gronie rodaków. Choć nie był emigrantem, w środowisku po powstaniowej Wielkiej Emigracji szukał własnej tożsamości. "Na paryskim bruku" znaleźli się wybitni polscy literaci, artyści, politycy, uczeni - wielcy patrioci z Mickiewiczem, Słowackim, Mochnackim, Niemcewiczem, Zaleskim, Witwickim, Kniaziewiczem, Norwidem i Fontaną. Chopin należał do zaufanych gości Hotelu Lambert. Działalność Anny z Sapiehów i jej męża, ks. Adama Czartoryskiego, "niekoronowanego króla Polski", wycisnęła trwałe piętno na życiu geniusza polskiego 17 października 1849, o drugiej nad ranem Fryderyk Chopin umiera. W jednym z najpiękniejszych kościołów Paryża, w monumentalnym, klasycystycznym wnętrzu św. Magdaleny 30 października odbyły się uroczystości żałobne. Ozdobiona kirem świątynia zgromadziła tłumy wielbicieli talentu zmarłego. Wykonano jako wstęp do Mszy św. Marsza żałobnego z sonaty b-moll oraz zgodnie z życzeniem Chopina "Requiem Mozarta". Na organach wykonano dwa preludia niczym "dwie żałosne skargi Chopina". W kondukcie kroczył niemal cały Paryż. Na czele orszaku szedł ks. Adam Czartoryski, za nim Giacomo Meyerber, Eugene Delacroix, Camille Pleyel. Ciało artysty spoczęło obok kompozytorów Belliniego i Cherubiniego. W pierwszą rocznicę śmierci artysty odsłonięto na jego grobie pomnik. Na długo zapamiętam słoneczny, kwietniowy dzień, kiedy wzruszony, znalazłem się na cmentarzu Pere-Lachaise przed grobem Chopina. Zobaczyłem skromny nagrobek z umieszczoną na szczycie cokołu statuą Muzy, z dłoni wysuwa się lira. Na ścianie frontowej, na cokole, w medalionie figuruje profil twarzy Chopina z inskrypcją: "Fryderykowi Chopinowi -przyjaciele". Mimo upływu tylu lat od śmierci artysty codziennie stoją tam świeże kwiaty. Serce Fryderyka złożono do relikwiarza i wmurowano w jeden z filarów kościoła Św. Krzyża w Warszawie, a na tablicy wypisano cytat z Ewangelii św. Mateusza: "Gdzie skarb twój, tam serce twoje". Cyprian Kamil Norwid napisał po zgonie Chopina lapidarną charakterystykę sztuki genialnego kompozytora. Ukazała się w formie nekrologu w poznańskim Dzienniku Polskim: "Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel". O muzyce Chopina powiedziano wiele, ale jeszcze raz przytoczę słowa Schumanna: "Chopin nie może już nic napisać takiego, aby przy 7 -mym czy 8-ym takcie nie musiało się wołać: to przecież on, lub: tak zaczyna tylko Chopin i tylko on tak kończy". Chopin był nie tylko współtwórcą stylu romantycznego, ale i najpiękniejszym z pięknych muzycznych wcieleń tej epoki. Od początku szedł własną drogą twórczą, nadając swym dziełom jedyny i niepowtarzalny charakter. Był niezrównanym mistrzem ekspresji, osiągającym w sztuce gry wyżyny dostępne tylko największym geniuszom. Wpływ Chopina na rozwój i kształt muzyki w następnych epokach był wyraźny. Szczególnie widoczny jest w twórczości takich kompozytorów jak Liszt, Wagner, Schonberg (w epoce ekspresjonizmu), Debussy, Ravel (w epoce impresjonizmu), Czajkowski, Grieg, Rachmaninow (w epoce szkół narodowych). W muzyce polskiej tradycje chopinowskie najpełniej rozwinęli Ignacy Jan Paderewski - jako niezrównany interpretator jego muzyki i Karol Szymanowski. Światowa i polska dyskografia może się poszczycić unikatowymi, najwspanialszymi interpretacjami utworów Chopina w wykonaniu największych sław. Warto tu wspomnieć o pewnej uroczystości, która odbyła się we Lwowie w 100-lecie urodzin Chopina. Zorganizowano I Zjazd Muzyków Polskich ze wszystkich zaborów. Urządzono też konkurs muzyczny im. F. Chopina na kompozycje fortepianowe i wokalne. Jednogłośnie zwyciężyła Sonata c-moll Karola Szymanowskiego. Przemawiał Ignacy Paderewski. Było to właściwie wielkie patriotyczne orędzie do narodu wygłoszone "dla pokrzepienia serc". Snuł Paderewski opowieść w słowach pełnych literackich wzlotów, których rodowód tkwił w poeci Mickiewicza i Słowackiego. Twórczość Chopina widział w stylistyce zadumy narodowej, baśni i rapsodu. "A jednak w Chopinie tkwi wszystko, czego nam zabraniano: barwne kontusze, pasy złotem lite, posępne czamarki, szlacheckich brzęk szabel, jęki piersi zranionej, bunt spętanego ducha, krzyże cmentarne, przydrożne wiejskie kościółki, modlitwy serc stroskanych, niewoli ból, wolności żal, tyranów przekleństwo i zwycięstwa radosna pieśń. Więc krzepmy serca do wytrwania... bo nie ginie naród, co ma taką wielką, nie śmiertelną duszę".

 

(ted)


Życie duchowe Chopina

 

 

Nie przestały jeszcze brzmieć echa muzyki Fryderyka F. Chopina z ostatniego – XV Konkursu Chopinowskiego w Warszawie. Radość moja ze zwycięstwa Polaka (Rafała Blechacza) była ogromna, zwłaszcza dlatego, że od dzieciństwa uwielbiam muzykę Chopina. W związku z tym przypomina mi się pewne wydarzenie, o którym opowiadał nam duchowy ojciec naszego Instytutu – Stefana Kardynała Wyszyńskiego. W czasie kolejnego pobytu Ojca w Rzymie – a było to w 1971 r. – zgłosiła się do niego, do Instytutu Polskiego na Pietro Cavalini, pewna arystokratka francuska ze swoją dame de compagnie. Niełatwo było dostać się do Księdza Prymasa w Rzymie, gdyż zgłaszało się do niego mnóstwo interesantów, zwłaszcza ze światowej Polonii. Niezrażona tym markiza postarała się o audiencję. Rozmowa toczyła się, oczywiście, w języku francuskim. Na pytanie Ojca: Czym mogę Pani służyć?” – padła odpowiedź: Przychodzę do Księdza Prymasa z ogromną prośbą, aby Ksiądz Prymas zechciał rozpocząć proces beatyfikacyjny Fryderyka Chopina, którego muzyka porywa cały świat, a zwłaszcza nas, Francuzów”. Zdumiony Ojciec zapytał: A czy Pani zna życie Chopina?”. Oczywiście! Znam bardzo dobrze” – odpowiedziała markiza. Czy prosząc o jego beatyfikację, nie przeszkadzają Pani niektóre fakty z jego życia, np. historia z George Sand?” – zapytał Ksiądz Prymas. – To nie ma nic do rzeczy” – odpowiedziała markiza. Zdumiony jeszcze bardziej Ojciec tłumaczył, że to nie jest możliwe. Chopin – wielki, prawdziwy geniusz – swoim życiem nie spełnia warunków wymaganych do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, czyli do wyniesienia go na ołtarze Pańskie. Księże Prymasie – powiedziała dama z przekonaniem – ktoś, kto tworzył taką muzykę, takie wprost Boskie piękno, musiał być święty!”. Ojciec z wielką miłością i cierpliwością tłumaczył, że wszczęcie procesu beatyfikacyjnego jest jednak niemożliwe, chociaż argumenty pani markizy są niezwykle trafne, gdy chodzi o związek piękna ze świętością, z tą jakąś wewnętrzną świętością, którą wielki Fryderyk na pewno posiadał. Ale ona nie musi być wynoszona na ołtarze. Za rok pani markiza ponownie przyjechała do Rzymu, do Księdza Prymasa, z tą samą prośbą. Ojciec był wzruszony jej miłością do Chopina i zachwytem nad jego muzyką, która doprowadzała ją wprost do religijnej czci i uwielbienia samego Boga. Obecnie mieszkam w Choszczówce z kilkoma członkiniami Instytutu Prymasowskiego. Wśród nich jest Jadwiga Jełowicka, z którą nieraz rozmawiamy o Chopinie. Jest ona prawnuczką brata ks. Aleksandra Jełowickiego – kapelana emigracji polskiej, najbliższego przyjaciela Chopina. W jej rodzinie żyje pamięć o Chopinie, przekazywana z pokolenia na pokolenie, zwłaszcza o jego ostatnich chwilach, których świadkiem był ks. Jełowicki. Gdy Chopin był prawie umierający, zatroskany o jego duszę ks. Jełowicki poprosił serdecznie przyjaciela, aby zechciał przyjąć sakramenty święte. Chopin zdawał sobie sprawę ze swego stanu, ale pomimo to nie zgodził się na spowiedź. Powiedział: Mogę swemu przyjacielowi otworzyć duszę, ale na razie spowiadać się nie mam zamiaru. Jeżeli tego zapragnę, to na pewno u Ciebie”. Po tych słowach ks. Aleksander poszedł na modlitwę i leżąc prawie całą noc krzyżem, błagał Boga o łaskę spowiedzi dla Fryderyka. Rano, gdy przyszedł, Chopin wyciągnął do niego ręce i zawołał: Dobrze, że jesteś, czekam na Ciebie. Teraz mnie spowiadaj!”. Wstrząśnięty tą prośbą ks. Aleksander podał choremu krzyż i zapytał: Czy wierzysz?”. Wierzę” – padła odpowiedź. Wtedy rozpoczęła się spowiedź. Po spowiedzi ks. Jełowicki udzielił Chopinowi Komunii św., która była już wiatykiem, oraz sakramentu ostatniego namaszczenia. Chopin rozpromienił się. Był tak szczęśliwy, że tryskała z niego Boża radość. Cieszył się ze spowiedzi, z pojednania z Bogiem, z tego, że Bóg jest tak dobry i miłosierny i że on idzie do Niego. Po chwili wziął księdza za rękę i powiedział z największym wzruszeniem i wdzięcznością: Bez Ciebie, mój drogi, byłbym zdechł jak świnia”. Ks. Aleksander zdumiał się takimi słowami z ust wytwornego Chopina, ale odczytał w nich głębię jego nawrócenia. Agonia Chopina trwała jeszcze cztery dni. Ksiądz przez cały czas był przy umierającym, a Chopin bez przerwy trzymał go za ręce. W nocy 17 października 1849 r. odszedł do Boga cicho i spokojnie, otoczony przyjaciółmi.

 

(ted)

 


Rafał Blechacz  - Chopin

 

Rafał Blechacz jest pierwszym od 30 lat polskim zwycięzcą Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Urodził się 30 czerwca 1985 r. w Nakle nad Notecią. Podstawowe wykształcenie muzyczne zdobył w Państwowej Szkole Muzycznej im. Artura Rubinsteina w Bydgoszczy. Obecnie studiuje w klasie fortepianu Katarzyny Popowej -Zydroń w bydgoskiej Akademii Muzycznej. Na swoim koncie ma już liczne nagrody krajowych konkursów pianistycznych, w tym I nagrodę oraz wszystkie pozaregulaminowe wyróżnienia na V Ogólnopolskim Konkursie Chopinowskim dla polskich kandydatów do XV Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Triumfował również na konkursach międzynarodowych. W 2003 roku zdobył II nagrodę na konkursie w Hamamatsu (Japonia), zaś w 2004 - I nagrodę na konkursie w Maroku. Obok Złotego medalu – głównej nagrody Konkursu Chopinowskiego - Polak został uhonorowany nagrodami pozaregulaminowymi: Towarzystwa im. F. Chopina za najlepsze wykonanie poloneza, Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków oraz Filharmonii Narodowej za najlepsze wykonanie koncertu. Rafał Blechacz wykona z towarzyszeniem NOSPR I Koncert fortepianowy e-moll Fryderyka Chopina. Koncert e-moll, według oficjalnej numeracji pierwszy i noszący niższy numer opusu (11), powstał – wbrew pozorom - później od koncertu f-moll, a ich kolejność w spisie dzieł Chopina jest konsekwencją kolejności ich publikacji. Z pierwszej części tego właśnie koncertu pochodzi tak często cytowany, słynny, śpiewny temat, znany nam choćby z czołówki programu Ojczyzna-polszczyzna”. A co Bydgoszcz - Bydgoski student pierwszym Polakiem, który po słynnym Krystianie Zimermanie wygrał konkurs chopinowski. Nakło - rodzinne miasto Rafała Blechacza - oszalało z radości i przyszykowało mu huczne powitanie. Od nocy z piątku na sobotę (21-22) student Akademii Muzycznej w Bydgoszczy jest zwycięzcą 15 Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. To jeden z najważniejszych i najbardziej prestiżowych konkursów muzycznych na świecie. 20-latek z Nakła, z klasy prof. Katarzyny Popowej-Zydroń, pokonał 257 pianistów i zdobył nie tylko nagrodę główną, ale i wszystkie nagrody specjalne. - Taki talent zdarza się raz na kilkadziesiąt lat, przed nim międzynarodowa kariera - komentowali krytycy muzyczni akredytowani przy konkursie. Pierwszą nagrodę - 25 tys. dolarów i złoty medal wręczał Rafałowi w sobotę prezydent Aleksander Kwaśniewski, który w swoim przemówieniu dziękował i gratulował nie tylko nauczycielom pianisty, ale i jego rodzicom. Radość prezydenta RP podzielają władze Bydgoszczy i uczelni, w której studiuje Rafał. - Już dzwoniliśmy do jego taty, aby umówić się i zaprosić ich na spotkanie - mówi Mariusz Krupa, dyrektor wydziału kultury Urzędu Miasta. - Szykujemy mu niespodziankę. Więcej nie powiem. Ogłosi to dopiero prezydent na spotkaniu z Rafałem. - Ogromnie się cieszymy. Cieszyliśmy się, gdy wszedł do finału, to przecież był już wielki sukces - mówi Maria Murawska, rektor bydgoskiej Akademii Muzycznej. - Szykujemy mu wspaniałe powitanie. Jednak najbardziej na przyjazd młodego pianisty czeka jego rodzinne Nakło. -W sobotę, w całym mieście rozwiesiliśmy 100 flag - wszystkie, jakie mieliśmy - opowiada Aleksandra Kośmieja, dyrektor Nakielskiego Ośrodka Kultury. - A w poniedziałek zawiesimy jeszcze kolejne tak, żeby Rafał widział naszą radość, jak tylko wjedzie do Nakła. Malujemy też transparenty, przygotowujemy portrety Rafała. Największy zawiśnie na rynku. Od rana w sobotę całe Nakło i okolice mogło słuchać przez cały dzień audycji o Blechaczu w lokalnym radiu. - Zwykle w soboty włączamy automat - opowiada Kośmieja. - Ale tym razem przecież tak nie mogło być. Uruchomiliśmy radio, zaprosiliśmy gości, którzy dobrze znali Rafała. Zwycięzcy konkursu chopinowskiego mieszkańcy Nakła spodziewają się w środę. - Mamy dokładnie przygotowany scenariusz imprezy, którą planujemy zorganizować w sali kinowej NOK - opowiada Kośmieja - Jest tam fortepian, na którym nieraz grał. Jesteśmy dumni z naszego Rafała i wszyscy cieszymy się z jego zwycięstwa. Teraz już nie ma w Nakle osoby, która nie wiedziałaby, że w naszym mieście mieszka tak wspaniały muzyk. Rafał, graj nam tak, jak by Chopin sobie życzył. Rafale - Nigdy nie zbaczaj z obranej drogi, którą obdarował Cię Bóg.

 

(ted)   


Twórczość Chopina to najprościej mówiąc utwory fortepianowe epoki romantyzmu. Korzenie jego muzyki sięgają muzyki ludowej. Stworzył swój indywidualny styl, który cechuje się ogromną ruchliwością oraz w głównej mierze melodyką. W późniejszym okresie swojej twórczości, Chopin zajął się takimi formami jak: scherzo, ballada, nokturn. Tym trzem formom nadał zupełnie inny charakter poprzez zastosowanie kontrastów melodycznych i agogicznych. Omawianie twórczości Chopina, charakteryzowanie jego stylu i właściwości niemniejszego, krótkiego szkicu. Najistotniejszą chyba cechę owej twórczości uchwycił z podziwu godną intuicją poeta - Cyprian Kamil Norwid, pisząc w swym "Promethidione": "Podnoszenie ludowych natchnień do potęgi przenikającej i ogarniającej ludzkość całą" - podnoszenie ludowego do ludzkości - nie przez stosowanie zewnętrzne i koncesje formalne, ale przez wewnętrzny rozwój dojrzałości - oto jest, co wysłuchać się daje z muzy Fryderyka, jako zaśpiew na sztukę narodową..." Chopin nie bawił się w skrzętne spisywanie zawodzonych w polu piosenek lub grzmiących w karczmie obertasów i mazurków (wbrew pozorom), aby "interesujące ludowe tematy" pomieścić w swych kompozycjach, on się tylko wsłuchiwał w nie całą duszą, wchłaniając w siebie ich rytmikę, melodię i archaiczny koloryt ich harmonii, tak jak się wsłuchiwał od dziecka w szumy falującego zboża, jak się wpatrywał w rozległe równiny linią ciemnych lasów zamknięte na horyzoncie, w szarozielone ugory, w szare przydrożne wierzby, złote ścierniska, przetykane w jesieni srebrną nicią babiego lata... Sztuka Chopina stała się i jest ideałem muzyki narodowej; była jednak także jeszcze czymś więcej: nie tylko bowiem pokazała żywą moc narodu, nam o samych i innych o nas mówiąc najsilniejszym i bezpośrednim, bo na uczcie działającym językiem tonów, ale stała się dla innych nauką i wzorem, a dla nas narodowym skarbem.

* I Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1927)
o I nagroda - Lew Oborin (ZSRR)
o II nagroda - Stanisław Szpinalski (Polska)
o III nagroda - Róża Etkin-Moszkowska (Polska)

* II Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1932)
o I nagroda - Alexander Uniński (USA)
o II nagroda - Imre Ungar (Węgry)
o III nagroda - Bolesław Kon (Polska)

* III Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1937)
o I nagroda - Jakov Zak (ZSRR)
o II nagroda - Roza Tamarkina (ZSRR)
o III nagroda - Witold Małcużyński (Polska)

* IV Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1949)
o I nagroda - ex aequo: Halina Czerny-Stefańska (Polska) i Bella Dawidowicz (ZSRR)
o II nagroda - Barbara Hesse-Bukowska (Polska)
o III nagroda - Waldemar Maciszewski (Polska)

* V Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1955)
o I nagroda - Adam Harasiewicz (Polska)
o II nagroda - Władimir Aszkenazi (ZSRR)
o III nagroda - Fu T’Sung (Chiny)

* VI Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1960)
o I nagroda - Maurizio Pollini (Włochy)
o II nagroda - Irina Zarickaja (ZSRR)
o III nagroda - Tania Achot-Haroutounian (Iran)

* VII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1965)
o I nagroda - Martha Argerich (Argentyna)
o II nagroda - Arthur Moreira-Lima (Brazylia)
o III nagroda - Marta Sosińska (Polska)

* VIII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1970)
o I nagroda - Garrick Ohlsson (USA)
o II nagroda - Mitsuko Uchida (Japonia)
o III nagroda - Piotr Paleczny (Polska)

* IX Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1975)
o I nagroda - Krystian Zimerman (Polska)
o II nagroda - Dina Joffe (ZSRR)
o III nagroda - Tatiana Fiedkina (ZSRR)

* X Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1980)
o I nagroda - Dang Thai Son (Wietnam)
o II nagroda - Tatiana Szebanowa (ZSRR)
o III nagroda - Arutiun Papazjan (ZSRR)

* XI Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1985)
o I nagroda - Stanisław Bunin (ZSRR)
o II nagroda - Marc Laforet (Francja)
o III nagroda - Krzysztof Jabłoński (Polska)

* XII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1990)
o I nagroda - nie przyznano
o II nagroda - Kevin Kenner (USA)
o III nagroda - Yukio Yokoyama (Japonia)

* XIII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (1995)
o I nagroda - nie przyznano
o II nagroda - ex aequo: Philippe Giusiano (Francja) i Alaxei Sultanov (Rosja)
o III nagroda - Gabriela Montero (USA)

* XIV Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (2000)
o I nagroda - Yundi Li (Chiny)
o II nagroda - Ingrid Fliter (Argentyna)
o III nagroda - Alexander Kobrin (Rosja)

* XV Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (2005)
o I nagroda - Rafał Blechacz (Polska)
o II nagroda - nie przyznano
o III nagroda - ex aequo: Dong Hyek Lim i Dong Min Lim (Korea Płd.)

* XVI Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina - Warszawa (2010)

(ted)


Najwięksi wykonawcy muzyki Chopina

Do największych wykonawców muzyki Chopina należą: Ignacy Jan Paderewski, Moriz Rosenthal, Alfred Cortot, Ignaz Friedman, Raul Koczalski, Artur Rubinstein, Mieczysław Horszowski, Henryk Sztompka, Claudio Arrau, Vladimir Horowitz, Władysław Szpilman, Jan Ekier, Witold Małcużyński, Dinu Lipatti, Halina Czerny-Stefańska, Regina Smendzianka, Adam Harasiewicz, Vladimir Ashkenazy, Martha Argerich, Maurizio Pollini, Murray Perahia, Krystian Zimerman, Janusz Olejniczak, Evgeny Kissin, Rafał Blechacz, Bella Davidovich, Solomon, Leopold Godowsky, Sergey Rachmaninov, Emil Gilels, Zoltan Kocsis.

Jan Ekier był redaktorem naczelnym pomnikowego wydania fonograficznego dzieł wszystkich Chopina, w nagraniu których udział wzięli najlepsi polscy pianiści XX wieku (nagrań dokonano w latach 50. i 60.)

(ted)


Doskonały album Rafała Blechacza  -  warto mieć w swych zbiorach!

Trudno jest recenzować album, na który czeka cały kraj. Uważam jednak, że powinien on mieć i chyba będzie miał królewskie przyjęcie, bo jesteśmy spragnieni prawdziwych światowych sukcesów rodaków. Wielki szacunek i uznanie należą się Rafałowi Blechaczowi, bo album "Chopin. The complete preludes" potwierdza w całej pełni jego wielką klasę. Preludia w nagraniu Rafała Blechacza brzmią fantastycznie. Przeniknięte są natchnionymi emocjami i mają zajmującą strukturę. Każda z miniatur, o których w listach tak pięknie pisał sam kompozytor, jest zagrana bardzo prawdziwie, z oddaniem ducha i klimatu muzyki Chopina. Pianiście udało się stworzyć prawdziwie spójny cykl, a jako puentę płyty dodano dwa wyśmienicie zagrane nokturny. Wykonanie muzyki Chopina zaprezentowane przez Blechacza płynie z głębi serca, ma w sobie jakąś niezwykłą moc i siłę oddziaływania. Trudno w preludiach zaskoczyć czymś nowym, czego nie zagrali i nie odkryli wielcy poprzednicy młodego Polaka: Rubinstein, Pollini, Argerich czy nawet Pogorelich. A jednak Rafał Blechacz znalazł swój klucz do muzyki Chopina i poszedł dalej. Teraz jego Chopin jest bardziej dojrzały, ujmujący, intrygujący. Jego kreacja preludiów jest lekka, melodyjna, bardzo świeża, a przy tym odarta z wszelkiej ekstrawagancji. To Chopin doskonały, znany, ale odkrywany wciąż na nowo. Mamy tu całe mnóstwo smaczków interpretacyjnych, niuansów melodycznych, znakomicie oddanego rubato i legato. Znamy te utwory na pamięć, po kilku nutach wiemy, kto gra, ale nagranie Blechacza jest inne, świeże i prawdziwie piękne, odkrywające duszę Chopina i jego świat emocjonalny niemal do głębi, przez to pokazujący jego prawdziwe piękno. Nie ma tu zbędnego popisu pianistycznego eksponującego tylko Rafała Blechacza, ale jest ukazany prawdziwy, szczery Chopin. Blechacz gra z najwyższą precyzją, wszystko mieni się w sposób żywy i świeży w eksponowaniu rozmaitych przebogatych odcieni chopinowskiego cyklu. Cały cykl cechuje szykowność i zadziwiająco proste piękno. Urzeka mnie różnobarwny i wielowarstwowy zmysł dźwięku, subtelne prowadzenie melodii, a przy tym niespotykana dziś powszechnie u pianistów czarowna równowaga elegancji i melancholii. Pobieżnie tylko zasygnalizuję te najsłynniejsze preludia: nr 15 Deszczowe - porywa człowieka w metafizycznie głęboki, melancholijny świat wspomnień z najpiękniejszych kart poezji i własnych pięknych przeżyć; nr 20 c-moll - zniewala i obezwładnia pierwszymi akordami i ukrytymi w nich, a tak znakomicie oddanymi emocjami, po prostu ciarki przechodzą po plecach. Każda z miniatur jest idealnie skonstruowana i dopasowana do całości cyklu! Dziś rzadko mamy okazję słuchać muzyki Chopina granej w tak wyrafinowany i szykowny sposób, gdzie wszystko brzmi poetycko i elegancko, marzycielsko i melancholijnie. To muzyka oddana w bardzo dobrym guście, cały album jest rewelacyjny! Polski wydawca zadbał, by jego polska edycja - dzięki dobrej cenie - trafiła do każdego, kto oczywiście chce mieć Chopina w najlepszym wykonaniu. A ten album powinien być u każdego, bo jest tego wart!

Fryderyk Chopin (1810-1849)

Komplet preludiów z op. 28, preludia: As-dur op. posth., cis-moll op. 45, 2 Nokturny op. 62

Rafał Blechacz, fortepian

Deutsche Grammophon 477 732 4

(ted)


Od Argerich do Blechacza!

Jakież to miłe uczucie widzieć wypełnioną po brzegi salę Filharmonii Narodowej. Zajęte nie tylko wszystkie fotele, ale i ściany Sali Koncertowej, pod którymi około czterech godzin stali szczęśliwi melomani. Szczęśliwi, bo choć miejsc już dla nich zabrakło, to dzięki wejściówce - "wystanej" w bardzo długiej, kilkugodzinnej kolejce pod kasą biletową - mogli znaleźć się wewnątrz i wysłuchać koncertu. Tak było na inauguracji festiwalu. Podobnie było, podczas recitalu Rafała Blechacza. To, że na rozpoczęcie przystąpiono do szturmu na kasę biletową, nie dziwi, albowiem największa gwiazda festiwalu, wybitna współczesna pianistka Martha Argerich, tego wieczoru wystąpiła dwukrotnie. Ale dopiero w drugiej części tego niezwykłego wieczoru. Najpierw wysłuchaliśmy Koncertu fortepianowego B-dur Mozarta w wykonaniu chińskiego pianisty Fou Ts'onga, który jednocześnie sprawnie dyrygował "od fortepianu" Sinfonią Varsovią. Wielkich emocji wprawdzie nie wzbudził, ale przyjemnie było posłuchać, zwłaszcza że był to dopiero wstęp do największej uczty duchowej tego wieczoru, występu wielkiej Marthy. Oczywiście podczas inauguracji festiwalu nie mogło zabraknąć utworów Chopina, wszak to on patronuje tym wspaniałym muzycznym prezentacjom. Tyle że nasz rodak pojawił się dopiero w drugiej kolejności, oddawszy pierwszeństwo swemu mistrzowi, Mozartowi. Koncert e-moll op. 11 w wykonaniu znanego na świecie argentyńskiego artysty Nelsona Goernera, którego propozycja interpretacyjna chwilami odbiegała od naszych przyzwyczajeń, chwilami budził emocje. Ale największe emocje zachowano na występ tak bardzo oczekiwanej Marthy Argerich. Dla starszych wiekiem słuchaczy pojawienie się artystki na tej samej scenie, na której przed 41 laty jako 24-letnia pianistka wygrała konkurs chopinowski (1965 r.), z pewnością wiązało się z podróżą w czasie, może nawet nieco sentymentalną. Ci, którzy ją wówczas widzieli, mówią, że doskonale pamiętają ten iskrzący ogień pod jej palcami naciskającymi klawisze, tę dynamikę energii, z jaką wówczas grała Chopina. Okazuje się, że to nie minęło wraz z latami. Dziś 65-letnia Martha Argerich, będąca w znakomitej formie fizycznej (mimo poważnych chorób, które przebyła), a już zwłaszcza artystycznej, dotykając palcami klawiszy fortepianu, wręcz przelewa na widownię, na słuchaczy tę moc energii i emocji formujących się w swoistą dramaturgię opowieści. Gra tak, że zapominamy o całym świecie i podążamy wraz z nią w te niedostępne zwykłemu śmiertelnikowi rejony przeżyć artystycznych. Co za uczucie radości, że mimo stechnicyzowania współczesnego świata i zinstrumentalizowania relacji międzyludzkich są jeszcze takie "wyspy", gdzie artysta na scenie i słuchacz siedzący w fotelu tworzą pewną wspólnotę w tej głębi przeżycia artystycznego. Argerich najpierw zagrała z synami swego znakomitego nauczyciela Friedricha Guldy - Paulem i Rickiem - Koncert F-dur na trzy fortepiany Mozarta. Poczucie humoru wybitnej artystki i chęć dowcipkowania ze strony partnerów stworzyły klimat świetnej zabawy muzycznej, której dość nietypową (jak na to szacowne miejsce) konwencję pastiszu i żartu publiczność przyjęła z zachwytem. Ale największe emocje pojawiły się w finale, kiedy Argerich zagrała koncert c-moll na fortepian, trąbkę i orkiestrę smyczkową op. 35 Dymitra Szostakowicza. Wprawdzie niektórzy pewnie woleliby usłyszeć Chopina, ale interpretacja dzieła Szostakowicza przez wybitną artystkę, jej niewiarygodna wręcz siła ekspresji i ta genialna, charakterystyczna dla niej technika wykonania utworu wynagrodziły wszystko, również pewne niedomogi wspomnianych tu wykonawców pierwszej części koncertu. Podobnie ogromną liczbę publiczności zgromadziła parę dni później inna gwiazda tego festiwalu, nasza narodowa duma - Rafał Blechacz, laureat ostatniego konkursu chopinowskiego. Przed młodym, znakomitym artystą świat dziś stoi otworem. Te wyświechtane słowa są nadzwyczaj aktualne, wystarczy posłuchać, jak ten młody artysta gra, popatrzeć, jakie skupienie maluje się na jego twarzy i jak wchodzi w "relacje" z fortepianem. Blechacz, naturalnie, zagrał Chopina (walce, mazurki i poloneza - fantazję As-dur), ale nie tylko. Na przykładzie "Koncertu włoskiego" Bacha oraz dwóch cykli utworów Debussy'ego pokazał, że potrafi być dość wszechstronnym i znakomitym artystą. Nagrodziła to publiczność, wstając przy oklaskach, a artysta zrewanżował się kilkoma bisami, wśród nich słynnym walcem "minutowym". Ci, którzy nie mieli okazji dostać się na recitale, być może znajdą więcej szczęścia przy szturmowaniu sal filharmonii, kiedy to Rafał Blechacz będzie występował ponownie.  Zagrał też, koncert fortepianowy F-moll op. 21. W festiwalu bierze udział sporo wybitnych artystów, dlatego też pewnie jeszcze niejeden koncert zgromadzi ogromną liczbę publiczności. Swoje refleksje skupiłam jednak na tych dwojgu znakomitych pianistach, Marcie Argerich i Rafale Blechaczu, albowiem widzę tu pewną - można powiedzieć - ramę kompozycyjną: oboje na tej scenie zdobyli laury, oboje grali tu Chopina, oboje różnią się bardzo interpretacją; Argerich zdobyła wielką sławę i wykorzystuje ją na promowanie właśnie młodych, utalentowanych artystów. I oboje wystąpili tu w Warszawie na tym samym fes