|
|
|
drugi
tomik wydany przez maćka olszaka. tym razem wiersze zostały dobranego według
klucza którym był tytułowy "chłód". zimny poranek, podczas którego
tańczy się rytualny taniec śmierci, popełnia samobójstwo żona a w innym
mieszkaniu mąż czujący do swojej oblubienicy jedynie obrzydzenie i wstręt,
postanawia ją zamordować. jedynie ziąb, a miłość jeśli jest stanowi pewne
rodzaju ułudę, marę, mgłę o poranku gdy przychodzi złodziej, mgłę która
sprawia, że człowiek dostaje gęsiej skórki. zimy i wrogi jest cały świat,
przez który ze strachu autor patrzy przez palce, zastanawiając się nad sensem
dalszej egzystencji. niestrawności, samotność, zimna wódka, denat na sznurze
oraz koszmarne zimowy sny obniżają mocno temperaturę. a na koniec smutny
fakt, że nawet zemsta straciła słodki smak. maciek prezentuje w tym tomiku
wyjątkowo mroczną i mało przyjemną część swojej twórczości. zagląda do
patologicznych umysłów, przedstawia makabryczne scenariusze a wszystko to
podczas wiecznej, chłodnej zimy. "chłód" wydany został przz bałucki
ośrodek kultury 16 listopada 2002 roku, zawiera 17 wierszy.
projekt
okładki: henryk maciaszczyk
|
|
RYTUAŁ
wejdź w noc, poczuj jej bliskość.
poczuj jej lodowaty oddech.
poczuj jej chłodne ciało.
spójrz w jej jasno świecące
oczy poodbijane w lustrach
tysięcy gwiazd.
zatańcz taniec śmierci.
niech zawładnie twym umysłem.
poczuj jej zapach: słodki i mdły.
posiądź jej ciało
póki jeszcze możesz.
wejdź w noc.
zatańcz taniec śmierci.
niech twe zmysły zamilkną.
niech twój szczur cię zadusi.
22 wrzesień 1997

PRZEZ PALCE
przez palce patrzę na świat
, skąpany w porannym słońcu.
na giełdzie znowu krach,
w wiadomościach gwałt.
czasami chciałbym stracić zmysły.
nie słyszeć całego zła.
nie widzieć ulicznej przemocy.
nie czuć spalin i dymu.
straciliśmy sens wszystkiego.
cel zginął gdzieś daleko.
nie obchodzi nic nikogo,
poza własnym czubkiem nosa.
przez palce patrzę na świat,
i aż trudno mi uwierzyć,
że to nie jest jakiś koszmar,
że to wszystko staje się.
18 kwiecień 2000

JAKA ONA JEST?
powiedz mi jaka ona jest?
zdradź mi jej tajemnice.
gdy całujesz ją w kinie,
gdy kochasz namiętnie, powiedz
jaka ona jest?
co mówi w nocy przez sen?
gdy o poranku pada deszcz
lub słońce zagląda do domu.
jaka ona wtedy jest?
jakie piosenki nuci w łazience?
a gdy płacze i złości się,
powiedz mi jaka ona jest?
może kiedyś zapomnę,
może kiedyś zrozumiem,
ale jeszcze nie teraz.
jaka ona jest, jaka
gdy widzi oczy niemowlaka?
gdy tulisz ją w ramionach
jaka ona jest, tylko ona.
przyjacielu powiedz mi
jaka ona jest, kobieta
która dla ciebie jest,
a którą kocham ja.
11/12 maj 2001

CHŁODNO
poranek zastukał do moich szyb.
chłodno, chłodno, chłodno.
czy warto dziś wyjść na świat?
ani słońca, ani twojej miłości -
- nic pięknego dzień nie przyniósł.
cicho odgarniam chmury,
brodząc stopami w rosie.
noc zajrzała przez okno.
jej gwiazdy - twe oczy -
- nie mogę oderwać od nich oczu.
i z tęsknotą na ustach
unoszę się w świetle księżyca.
chłodno, chłodno, chłodno...
śmierć zakołatała do mych drzwi.
może jeszcze nie czas?
w końcu to tylko dwadzieścia kilka lat.
może jednak wezmę nóż,
a jego ostrze jest takie chłodne...
chłodne, chłodno, chłodno.
15 maj 1998

ZABRAŁAŚ WSZYSTKO
czy to twój krzyk
rozbrzmiał dziś w nocy?
nie słyszałem go -
rano mi powiedzieli.
powiedzieli jak cię znaleźli:
uwiązaną niczym
lalkę na sznurku,
u stropowej deski.
podobno płakałaś
martwymi oczami.
podobno w ręku list miałaś.
wiatr rzucał ciałem
bezczeszcząc twe święte łono.
nie jesteś już żoną.
zabrałaś ze sobą nasze
nie poczęte dzieci.
zabrałaś ze sobą
złote gody i rocznice.
nie będzie już miłości
ani żadnych kłótni,
w naszym domu.
pozostała tylko cisza.
22 grudzień 1997

ŁATWO NIE MOŻNA ZAPOMNIEĆ
czasami słyszę twoje kroki
jakbyś znów stanęła za drzwiami.
czasami słyszę twój oddech
jakbyś znów tutaj spała.
spaliłem zdjęcia w popielniczce,
ale i tak wciąż pamiętam cię.
otulam wspomnienia ciepłym woskiem
,ale łatwo nie można zapomnieć.
jakbym mógł zapomnieć, piekło dniami nazwane?
jakbym mógł zapomnieć słodko-gorzki smak ust?
o tak, pamiętam cię dobrze!
6 styczeń 2000

ŁZA MUZY
muzo! moja muzo!
ty me najukochańsze stworzenie.
czemu moje oczy nie widzą już ciebie?
gdzie jesteś?
odeszłaś sama we łzach czy w radości?
a może ukradł cię zazdrosny sąsiad?
daj mi znak, wskaż drogę.
muszę odnaleźć cię.
kochana muzo!
tęsknię ogromnie za twym ciałem.
nie umiem już pisać jak dawniej.
coś we mnie zwiędło, bo nie
podlewasz już tego swymi
płodnymi łzami.
16 sierpień 2000

EWENTUALNIE
na dworze chłód.
postawione kołnierze,
naciągnięte czapki
i parne oddechy.
a we mnie tyle ciepła
mógłbym cię w ramionach ogrzać.
gdybyś tylko chciała,
z chęcią bym to zrobił.
na dworze, noc.
bezksiężycowa, martwa.
aż strach iść samej.
chętnie bym cię w ramionach
ukrył.
gdybyś tylko chciała.
18 lipiec 2002

I NIE BĘDĘ SAM...
nie tracę wiary.
wierzę, że miłość mnie znajdzie.
im bardziej oczekiwana
tym będzie słodsza.
kartki z kalendarza
tracę szybko swe życie.
godziny uciekają spłoszone
moją smutną miną.
a ja czekam.
pełen wiary w następny ranek.
a potem wieczór.
i znów rozczarowanie.
moja wiara.
raz silna niczym bóg.
to znów jak motyla skrzydła.
lecz nie pozwalam
by mnie zostawiła.
którejś nocy świat stanie na głowie.
obudzę się zakochany.
uśmiechnę się do niej.
i nie będę sam... nareszcie!
3 sierpień 2000

CISZA NOCY PORANKU
ta cisza mnie fascynuje.
jakby nic nie istniało
dookoła.
dzisiejszej nocy, on znów
mnie nawiedził -
- duch mojej wyobraźni.
o mroku poranku, gdy sen
mnie opuścił.
w swej głowie znalazłem list.
ta cisza gdzieś odeszła.
wygnana przez gwar lipcowego popołudnia.
dzisiejszej nocy nie byłem sam.
ona została - moja miłość
do zabijania.
o mroźnym poranku
gdy jeszcze spałem.
ktoś zapukał ,a potem odszedł.
16 lipiec 1997

ROBACZYWE MIĘSO
nie mogę już na ciebie patrzeć.
ta sama twarz, niezmienna od lat.
tylko czas wyżłobił na niej ślad.
już nie spacerujesz w moich snach.
stałaś się tak zwyczajna
z papilotami i maseczką warzywną.
mięso jeszcze żywe, ale
coraz bardziej robaczywe.
pod skórą pełzną stadami,
trawią wnętrze od lat.
czy tego właśnie chciałaś?
bym musiał cię zabić, zamordować.
porąbać strażacką siekierą
i w lesie, nocą, zakopać?
nie uczyniłaś mnie nawet ojcem.
mięso w łóżku czy w lodówce -
- żadna różnica.
15 styczeń 2000

LUNATYK
choć niewiele miałem czasu,
to już dużo wypiłem.
wypiłem za wiele grzechów.
i cierpiałem. i cierpię.
nie jestem szpetnym czterdziestoletnim
,choć czasem czuję się starzej.
nie jestem dzieckiem, od
dawna już nie, choć
czasem jestem tak bezradny.
nie umiem upijać się na wesoło,
bo nie jest mi do śmiechu.
nie umiem cieszyć się
każdą pierdołą, bo wszystko
ma swój negatyw.
i tylko nucę, nocą piosenki.
o tym i owym.
o niczym też.
czasami odczuwam dziwne lęki.
przed tym i owym.
przed niczym też.
w samotności po kieliszek sięgam.
nie czekam na towarzystwo, bo
może nigdy nie przyjść.
piję sam, do oporu,
może zapomnę.
2 grudzień 2001

ARE YOU REAL? / ISTNIEJESZ NAPRAWDĘ?
istniejesz naprawdę
czy może jesteś tylko
doskonałym snem?
nie odpowiadaj
nie chcę wiedzieć.
przecież mogę spać
całą wieczność.
w marzeniach
doznać szczęścia
i na koniec umrzeć.
gdy tylko nie widzisz
modlę się w podzięce.
dziękuję stwórcy
za to, że wymyślił ciebie.
i nadal nie wiem
czy jak otworzę oczy,
to nadal będziesz spać
w moich ramionach.
23 sierpień 2002

ŚLEPIEC
i szedł tą ulicą w czarnych
okularach na niebieskich oczach.
udając ślepca,
mając nadzieję na ludzką litość.
słyszał śmiech dzieci bawiących się
w bramie.
słyszał gwar rozmów płynących obok.
i szedł ślepca udając.
miał nadzieję, że po głowie pogładzą,
za rękę wezmę i dobrą
drogą go poprowadzą.
i szedł tą ulicą
zdziwiony wielce, że każdy
na nosie czarne okulary dzierży.
styczeń 1997

NIESTRAWNOŚĆ
zjem swoje życie
na kolację z apetytem.
w nocy doznam
niestrawności.
a nad ranem zwymiotuję.
splunę prosto w twarz
tym którzy mnie zniszczyli.
splunę kwasem z
moich myśli.
wypiję szklankę
chłodnej wody.
wypłuczę ze mnie resztki
co po nich zostały.
i będę wolny.
18 lipiec 2002

ZIMOWE SNY
usnął już świat na łożu białym.
zatopił swe dłonie w zamarzły puch.
usnął przykryty śnieżnym kocem.
usnął, by kiedyś znów cieszyć się słońcem.
znów zima przyszła tu.
by uśpić nas na długo.
znów będę śnić, by przetrwać,
aż do wiosny.
wielka cisza cały świat ogarnęła.
wszyscy pogrążeni w zimowym śnie.
czekają tylko na promienie wiosny.
wielka cisza, byle do kwitnienia.
znów zima przyszła tu.
by uśpić nas na długo.
26 grudzień 1996

FAKT
coraz mniej słodyczy zostaje w życiu.
jedynie miód, czekolada
i uśmiech niemowlaka.
reszta kwaśnieje, gnije i fermentuje.
miłość zatruta gorzką zdradą,
przyjaźń cierpką zawiścią.
nawet zemsta straciła
swój cukierkowy smak.
to fakt.
2 wrzesień 2000
|