»publikacje | 'druga w nocy'  maciek 'mati' olszak 

wiersze zebrane w tomiku "druga w nocy" stanowią wybór z sześcioletniego dorobku maćka olszaka. nie mają one żadnego wspólnego mianownika, tematyka tak różna, jak wszechstronne są zainteresowania maćka. tomik zaczyna sarkastycznym wierszem wyśmiewającym filozofię, aby potem nagle zająć stanowisko w sprawie wojen, a już po chwili opisać swoje emocje związane ze śmiercią bliskiej osoby. oczywiście wszędobylski temat miłości znalazł na stronach "drugiej w nocy" schronienie. mamy tu nadzieję na miłość, romantyczne wieczory i wreszcie gorzkie rozstania oraz refleksje na temat pisania o miłości. wszechobecna w wierszach jest melancholia, kontemplacja dnia codziennego i tęsknota za ciszą i spokojem, kilka listów do przyjaciół, skok do jeziora i na koniec striptease przed publicznością... tytuł ma uświetniać ulubioną porę autora, kiedy to już nie jest wieczór, ani jeszcze nie świt (o żadnej porze roku), jest to esencja nocy, cisza i ciemność i wtedy właśnie przychodzi natchnienie...  tomik ten został wydany dzień po 23cich urodzinach autora, czyli 22 czerwca 2002 roku. zawiera 17 wierszy.

 

projekt okładki: henryk maciaszczyk na podstawie projektu małgorzaty kenil

 

 

FILOZOFIA
niczym kula z pistoletu
wpada do głowy i czyni
spustoszenie.
neurony w mózgu
rozgrzewa do czerwoności,
mimowolnie.
przyprawia o ból
głowy.
zapewnia wiele bezsennych nocy.

uporządkowany świat
obraca w pył.
zadaje pytania nie mające
odpowiedzi.
kruszy lód pod nogami.
gasi światło nocami.

znajduje problem
tam gdzie go nie było.
brzęczy w głowie
jak chwytliwy dżingiel.
w radio.

ironicznym śmiechem
kwituje bezradność.
zaraża wirusem,
nie dającym się zabić.

i już nigdy nic
nie będzie proste.

21 grudzień 2001


DZIECKO WOJNY
zabłocona mała buzia,
podarte brudne ubranie,
zapadnięte z głodu policzki,
hełm na małej głowie.

z karabinem w dłoni,
ucieka by się skryć.
przeżyło już wiele nalotów,
ucieka by mogło żyć.

rodzice spaleni żywcem,
dom czołgiem zburzony.
psa szturmowiec zastrzelił.
małe dziecko w dorosłym świecie.

musi uciekać by żyć -
- na ślepo przed siebie goni.
mina czołgowa rozrywa drobne ciało,
martwa dłoń wciąż dzierży broń.

dziecko wojny.
nie jedno było,
nie jedno jest,
nie jedno będzie…

czerwiec 1996


REQUIEM
czerń w naszym domu
stała się podstawą dnia.
płacz do poduszki jest
niczym rytuał.
środki uśmierzające
zamiast śniadania.
bezsensowne rozmowy
zamiast emocji i spania.

czas płynie szybko,
ale to i tak za wolno.
wciąż o tobie myślimy
sny o tobie tylko.
dziwna cisza w domu
i brak czegoś. czego?

nie mamy prawa ocenić
nie w naszej sytuacji.
możemy się tylko zastanawiać.
i pytać głupio - dlaczego?

życie teraz jakby mniejsze
bez wielu słów i ciche.
tak już teraz będzie.
bez ciebie.

16 październik 2001


NIEWIELE POTRZEBA
jak niewiele
potrzeba,
by pokochać
kogoś.

nie wiesz,
kto to.
nie wiesz,
po co żyje.

po prostu
czujesz,
że to
ta jedyna.

parę chwil
razem.
a jakby lata
minęły.

serce - buntownik,
nie słucha
rozumu.

1 sierpień 1997


OSTATNI ŻART
już wystarczy
nie idźmy dalej razem.
różne korytarze wybierzemy,
odkryjmy ciemność samemu.
to już czas.

nie lękajmy się przyznać do błędu.
przecież to taka człowiecza rzecz.
stworzyliśmy genialny świat,
który jak każdy, kończy w zagładzie.

choć obietnic księgę napisaliśmy,
spłonęła na stosie kłamstw i żalu.
łzy sobie dawno obiecaliśmy,
wyschły nim zostały wylane.

to już czas.
rozplećmy, złączone dłonie.
ostatni uśmiech i żart,
lekkie skinienie głowy.
…już wystarczy.

3 marzec 2001


GDZIE CISZA PRZERAŻA SWĄ PUSTKĄ
wczorajszy dzień zasnął cichutko.
nie pozostawił jednego wspomnienia.
może to i lepiej.
po co się dręczyć.
gdy stanie się najwspanialszy cud -
- zatrzymam ów dzień na zawsze.
ale na razie.
niech usypia cicho.

kobieta w oknie śpiewa norweską pieśń.
to dziwne, że nikt się nie skarży.
jest tak późno.
księżyc lśni.
wróbel pod parapetem zapadł w sen.
w krótki, jak jego życie, sen.
taki jego los
krótko i szybko.

chciałbym wypłynąć na środek jeziora.
i obecnością zmącić toń.
zimna woda orzeźwia.
lubię pływać nago.
marzyłem by zamieszkać w górach.
tam, gdzie cisza przeraża swą pustką.
śmiertelnie cicho.
nie zmącę jej.

22 luty 2000


KOLEJNY RAZ O NIEJ
po raz kolejny o niej piszę,
ponieważ jest wspaniałą.
tak słyszałem.
znów łamię głuchą ciszę,
bo daje tyle ognia.
tak słyszałem.

oby istniała tutaj zawsze.
ona nie ma porównania.
to zrozumiałem.
każdego kiedyś odnajdzie.
jest tak wspaniałomyślna.
sam widziałem.

może i rany bolesne zadaje,
ale lekarstwem jest najlepszym.
tak radziłem.
wiem, że każdy o miłości mówi,
ale czy każdy ją zna?
nie wiem.

25 czerwiec 1999


MELANCHOLIA

o kurwa, to już ta godzina ?!
przecież niebo jest jeszcze szare.
wstaję powoli, zaparzam kawę.
nakładam dżinsy sprane.

zaczął się kolejny dzień.
szary, realny, całkiem zimny.
tkwię w tej jednostajności
i staram się być kimś innym.

zapalam papierosa, dym
leniwie znika w powietrzu.
próbuję wyjrzeć przez okno,
lecz szyba mokra jest od deszczu.

tak bardzo chciałbym być wolnym.
wysoko unosić się ponad chmurami.
rozwinąć szeroko skrzydła, jak ptak
i przestać zalewać się łzami.

zjadam śniadanie
ubieram się i do pracy biegnę.
na ulicy mijają mnie ludzie
- ślepo dążące przeznaczenia.

melancholia dnia codziennego
nie wiem jak długo to zniosę.
nie słyszę śpiewu ptaków,
pewnie już ich tu nie ma.

wracam zmęczony
bezmyślnie w telewizor patrzę
książkę szybko kartkuję.
potem kota pogłaszczę.

biorę chłodny prysznic
oczyszczam się ze smutku
wszystkie brudy tego świata
spływają do ścieku
kładę się do łóżka
powoli oczy zamykam
jutro czeka mnie kolejny dzień

czerwiec 1996


I POWRÓCIŁY PTAKI
i powróciły ptaki,
tak błękitne, że niebo uciekło
zawstydzone.
a ludzie nawet nie spostrzegli.

a one śpiewały,
ogrzały pióra w słońcu,
pośród młodej zieleni.
a nikt tego nie spostrzegł.

a słońce nie chce już odchodzić.
coraz więcej godzin nie śpi.
coraz więcej jest uśmiechów.
ale ludzie nie chcą zauważyć…

27 styczeń 1999


ROZŚWIETLAJĄ NOC
uwielbiam te wieczory,
kiedy świece rozświetlają noc.
muzyka leniwie płynie.
nasze nogi otula koc.

nasze dłonie splecione są.
tylko ty i ja, ja i ty.
świat znaczenia pozbawiony.
dla ciebie jestem tylko ja.

uwielbiam twoje historie,
zabierają nas daleko.
jestem tam tylko z tobą.
i o to właśnie chodziło.

czuję twoje ciepło.
jestem tylko twój.
tylko ty i ja
i ciepły koc.

8 kwiecień 2000


ENTOZOA
straciłem kontrolę nad sobą.
od dawna to już nie jestem ja.
ktoś teraz panuje nade mną.
wolnej woli i chęci, brak.
tak toczę żywot niewolnika.

robak w mojej głowie żyje,
przybył do mnie prosto z piekła.
jak szmacianą lalką, mną gra.
to już nie ja, to już nie ja.

zatem musicie mi wybaczyć,
com uczynił, kogo zranił.
to nie było podług mej woli.
wybaczcie przyjaciele moi.
dla świata jestem stracony.
on już wkrótce zabije mnie.

robak w mojej głowie rośnie.
coraz trudniej jest mi ból znieść.
to nie jestem już ja, to nie ja.
robak, potwór, diabeł, szatan.

19 grudzień 2000


POZWÓL MI WISIEĆ
pozwól mi wisieć.
u szczytu pokoju.
na sznurze z mojej
męki splecionym.

pozwól mi wisieć.
jeszcze liny nie odcinaj
poczekaj aż uleci,
udręczona dusza.

poczekaj aż mym ciałem
rzucą ostatnie drgawki.
poczekaj aż zsinieje twarz
i pękną kręgi.

pozwól mi wisieć
, pozwól uciec stąd.
różne drzwi otwierałem,
ale tylko te prowadzą do wyjścia.

pozwól mi odejść.
jeszcze sznura nie odcinaj.

10 listopada 1997


W PONIEDZIAŁEK ZNÓW PADAŁ DESZCZ...
zdarzają się dni, które toną we łzach.
bywają i takie co mogłyby wiecznie trwać.
gdyby nie czas - nieubłagalny kat.
są też takie po których nie
zostaje choćby najdrobniejszy ślad.

poranne wiadomości nie wzruszają mnie.
było, będzie i jest niezmiennie źle.
wokół mnie pełno obcych ludzi
jak w moim dziecięcym śnie.
może gdzieś istnieje tego sens.
któż to wie?

już nie raz musiałem podnosić się
sam, o własnych siłach, bez żalu,
choć broczyłem krwią i cichym życiem.
spróbować ponownie nie zaszkodzi.
póki wystarczy mi sił i chęci.

kolejny raz ostrzegam czas przed
pochopnymi decyzjami.
uwalniam wiązkę zdrowych myśli,
by odszukały moją niepamięć.
a w poniedziałek znów padał deszcz…

27 kwiecień 2001


ZANIM UŚNIESZ
za oknem biały puch
tańczy kołysankę w rytm
szumu drzew.
widok ten uspokaja cię.
lecz zanim odpłyniesz
do krainy snów.
pomyśl o swym przyjacielu.

nim twe zmęczone oczy ujrzą
bramę krainy marzeń.
zanim usłyszysz piosenkę świtu
nim podążysz ku przeznaczeniu.
pomyśl o mnie.
pamiętasz jeszcze?

zanim odlecisz stąd na zawsze,
by cieszyć się
wiecznością dni.
wstrzymaj na moment
anioła swego.
powróć myślami do naszych chwil.
gdy razem się śmialiśmy.
ty i ja.

24 grudzień 1996


BRĄZ
żółty, czerwony, brąz.
nie mogę oderwać oczu.
żółty, czerwony, kawa,
gorąca i gorzka rano.
żółty, gwiazdy i ziąb.
nocna wyprawa w głąb.

czerwony, żółty, brąz.
chwyć mnie za dłoń.
czerwony, żółty, sen
uleczy cały ból i strach.
czerwony, tramwaj mknie,
nigdy nie czeka na mnie.

brąz, żółty, czerwony.
weź mnie do domu.
brąz, żółty, dzień
unosi się nad czasem.
brąz twoich włosów,
w które wplątał się wiatr.

żółte słońce, krótko widzi nas.
czerwone liście tworzą dywan.
brązowe misie mają smutny wzrok.
twoje oczy też brązowe są.

26 październik 2001


BYŁAŚ WSZYSTKIM CO POTRAFIŁEM WYMYŚLIĆ
myślałem…, nie,
miałem nadzieję…
byłem głupi, że
pielęgnowałem tą nadzieję.

złe tłumaczenie
twoich odruchów, złe
przemyślenia o miłości
i jej duchu.

tak, tak…
dostałem nauczkę, bym
zbyt wiele nie wyobrażał
sobie.

marzeniom koniec powiem
dziś w nocy.
niech odejdą bo tylko
krzywdzą mnie.

ja wiem, że to tylko gra
ale nie lubię przegrywać.
tak naprawdę n ie znam
jeszcze nie znam smaku sukcesu,
smaku twych ust.

ty byłaś wszystkim,
co potrafiłem wymyślić.
co za fałsz!
co za złudzenie!

nie wiem czy jak
następnym razem cię zobaczę.
będę czuł obrzydzenie
czy może tylko obojętność.
zobaczę.

26 kwiecień 1998


STRIPTEASE
nadszedł już czas, by
wyjść na światło dnia.
i poddać się ocenie.
to dobry moment
by pokazać im i wam
jaki jestem naprawdę.

obawy pożerają mnie
kawałek po kawałku.
jakby to było
najważniejsze w życiu.
tak się tego boję,
ale zrobię to.

stanę na scenie
w świetle lamp.
i rozbiorę się do
naga.
teraz zrozumiecie jaki
jestem.

bezbronny, narażony
na krytykę.
ale zrobię to, bo
chcę, muszę i pragnę.

23 marzec 2002

{c} 2002 grupa BEZ DECH / maciek OLSZAK & {p} 2002 bałucki ośrodek kultury RONDO / dział informacji i wydawnictw
{p} & {c} 2002-2009 grupa BEZ DECH