»publikacje | 'five o'clock przed północą'  magdalena staszczyk 

zielono mi... herbacianie i nostalgicznie. kobieca poezja z odrobiną magii. magda staszczyk w swoim wierszach odmienia miłość przez wszystkie przypadki. oczarowuje nią, rozkoszują jak kawałkiem ciasta, by potem nagle odrzucić jak gorzką truciznę. usypia w dłoniach mężczyzny by rano ganić się za naiwność. rozanielona autorka, odwiecznie z kubkiem herbaty w ręku, schowana za rudą burzą włosów biega boso po trawie. zabiera nas w świat kobiecych obaw i lęków, bolących nadziei i raniącej rzeczywistości. a do tego wszystkiego czas płynie i mija kolejna północ, znów nie zdążyła powiedzieć albo wcześnie wstać.j ak sama magda twierdzi, pisze wiersze 'bo lubi' a piszę o 'tym co jest' dwadzieścia sześć herbaciano rumiankowych wierszy zostało wydane 22 marca 2003 roku przez bałucki ośrodek kultury.

 

projekt okładki: henryk maciaszczyk

 

***

usiłuję nie myśleć o jutrze
ale lęk zdaje się być silniejszy od wspomnień
zaparzę sobie herbatę na uspokojenie nerwów
nie głupia myśl
znikam do kuchni
na randkę z czajnikiem
i niewinny flirt z kubkiem
pogadam też z fusami
i wymienię uśmiech z plasterkiem cytryny
doprowadzę do wrzenia
smutną bladą bezbarwną wodę
wyczaruję z niej herbatę
uszczęśliwię nas obie
za chwilę 

 

***
chyba zwariowałam
pląsam, jak pajac
pół naga
bosa
w potarganych włosach
chyba jestem szalona
przez ciebie
imaginacjo
chcę spełnienia
sen się kończy
na nowo zaczyna
ja pół naga
w półmroku
dziewica
chcę jego ciała
jego dotyku
ciepłego głosu
chcę
tak bardzo chcę
imaginacjo
byś stała się
RZECZYWISTOŚCIĄ
by ta chwila
była
prawdziwa 

 

***
sparzyłam się szybką herbatą
nie mogę siedzieć ni leżeć do góry brzuchem
za to mogę stać na jednej nodze
albo dwóch dopóki nie zacznie uwierać mnie
prawy but
lepiej od razu stanę boso
stanę naprzeciw ciebie
bosa w zwiewnej sukience
z motylem we włosach
tak blisko chcę być ciebie by czuć oddech twój
na mojej twarzy a ciepło twoich dłoni na
mojej stęsknionej pieszczot skórze
zanurzymy się w siebie
zapomnimy się w sobie
i znowu będzie najlepiej jak tylko nam być
może 

 

***
rozanielona
zaiste
jakie to proste
wznoszę się pod nieboskłon
jak zielony latawiec
cudowne
jakie to łatwe
zaczarować niepokój
w zielonej herbacie

jestem szczęśliwa! 

 

***
ostygła mi herbata
pozostał gorzki smak
na dnie mojego kubka...

nie lubię czekania na pukanie do mych drzwi
jeśli chcesz mnie odwiedzić
to nie mów tego mi
tylko po prostu: przyjdź... 

 

***
czekam cierpliwie -
nauczyłam się już tego
umiem już siedzieć spokojnie w fotelu
nawet wtedy, gdy pies szczeka
co chwilę
na nieznajomego
umiem tez nie biec do telefonu
kiedy nie dzwoni - już rozumiem
ciszę wypełnioną tęsknotą
tęsknię bez bólu
nauczyłeś mnie czekać
nieobecnością swoją
skoro już to umiem -
może mnie odwiedzisz? 


ROZMOWA LIRYCZNA 
powiedz mi, dlaczego tak za mną tęsknisz?
- bo lubię rudy rumianek twych włosów
- lubię tajemnicę twoich oczu
- i zapach twojego ciała - taka
słodka jesteś jak trawa
- lubię jeszcze, kiedy się uśmiechasz
tak milcząco - jakby tylko dla mnie
i głośno - dla całego świata
- lubię, gdy mnie całujesz stając
dyskretnie na palcach
- i kiedy podchodzisz cicho, by
dać mi nagle kuksańca
- lubię też twoją bliskość, kiedy
szepczesz czule:
"nie odchodź, proszę, zostań,
jeszcze chwilę"
- to śmieszne, już wtedy
tęsknię za twoim niewinnym spojrzeniem 

 

***
nie zdążyłam ci powiedzieć,
że żartowałam
że kłamałam
że naprawdę bardzo chciałam
z tobą być
nie zdążyłam wytłumaczyć tego ci
bo oboje śpieszyliśmy się
ty na tramwaj
ja na łąki mojej skraj
a tak bardzo chciałam
naprawdę
z tobą być
nie zdążyłam ci powiedzieć,
że uciekam z twoich ramion
nie dla siebie - lecz dla ciebie
uciekam choć nie chcę
uciekam bo się boję
zostać twoją żoną... 

 

***
czuję twą obecność
choć tak naprawdę
znów rozdzielił nas bezlitosny czas

zamykam oczy
czuję twój zapach
teraz delikatny oddech na mej twarzy
i ciepło twoich dłoni na mym ciele
tak jak tego pragnęłam
dzisiejszą noc spędzimy razem
wystarczy że zamknę oczy

niesamowita siła wyobraźni

dobranoc
przytulasz mnie do siebie
ale wcale nie zasypiamy
jeszcze nie teraz
powoli i cicho rozgrzewamy noc
nie dzieli nas nic
prócz samotności 

 

***
nie rozczeszesz wiatru w moich włosach
nie zgasisz buntu w oczach
jestem wściekła jak osa choć bosa
niebezpieczna jak drapieżny zwierz
myśl co chcesz -
ale nie oswoisz mnie
jak lisa - mały książe
jak człowieka jego własny cień nie
o żadnej porze
nie umiem ulec ci - Amorze
nadaremna twoja gra
ja - szalona Terpsychora 


COGITO ERGO SUM
zagłuszam muzyką swoje myśli
ale wciąż je słyszę
zagryzam w zamyśleniu ołówek
zatykam uszy
zamykam oczy
nie oddycham
ale nadal słyszę jak spacerują
w labiryncie mojej głowy
małe, kosmate refleksje 


FIVE O'CLOCK PRZED PÓŁNOCĄ 
wypijam haustem
ciemną, gorzką noc z filiżanki
nie chce spać
boję się, że gdy zamknę oczy
za szybko przyjdzie nowy dzień
a ja mam tak mało czasu
tak mało już pozostało mi chwil

upijam się mocną herbatą
za mocną na sen
za słabą na zapomnienie
za zimną na rozgrzanie
za gorzką na radosne uniesienie
upijam się
jestem coraz bliżej dna
(coraz głębiej w sobie)

zamykam oczy
to już ostatni łyk
wśród fusów na dnie filiżanki
zaczaił się sen 

 

***
wpadłam w twoje dłonie
tak lekko i bezszelestnie
"ślicznie ci w sukience"
zdawały się mówić
twoje ręce
twoje usta
twoje oczy
twoje ręce
i ... zapomniałam się
w twoim szepcie
"tak ślicznie ci w sukience" 

 

***
w zamyśleniu
wtulona w jeszcze żywe wspomnienie
twojego dotyku
zasypiam spokojnie
jestem szczęśliwa
nie boję się nocy, która zatruwała mnie jadem
bezsenności "wczoraj"
"wczoraj" nie było cię obok mnie
nie miałam dla kogo budzić się nad ranem
nawet nie chciałam
umierałam w bólu z miłości
dzisiaj w boskim zapomnieniu
zmartwychwstaję
ogrzewana ciepłem twego oddechu 

 

***
granatowym flamastrem piszę list do Ciebie
wiatr dyktuje mi słowa
niebo - melancholię
słońce - pogodne pozdrowienie
dziś już wiem na pewno - że umiem żyć bez ciebie
oddycham chwytając łakomie wolność za ramiona
i jestem szczęśliwa
jak czterolistna koniczyna
radosna jak wiosna
chwilkami trochę nieznośna
jeszcze wczoraj byłam twoją rudą miłością
dziś spadłam z twoich ramion jak liść jesienny
jutro będę zieloną wiosną
a lato mnie rozanieli
może kiedyś zakocham się znów
w drzewie ze snów
które nigdy nie gubi liści...

więc bądź zdrów
rudy liść 

 

***
w zamroczeniu szaleńczego tańca
upadłem na ziemię w objęcia zieleni
kwiaty tak miękkie, niewinne jak pierwsza
kochanka
kusiły swą barwą do słodkiej pieszczoty
upadłem i trwam w błogim odrętwieniu
spod przymkniętych powiek wypatruję światła
patrzę w niebo i jestem szczęśliwy
jak kochanek zatopiony w swej kochanki
włosach 

 

***
taka pora jakby każda inna
a jednak skłoniła mnie
do rozmyślań
błądzę niepewnie po białym tle
zielonym atramentem
spokojna lekko senna
cierpliwie czekająca
na ciepło ramion Morfeusza
zielone zamyślenie
zakwitło w moich włosach
jak szczęśliwa koniczyna
a ja dyskretnie ziewam
uśmiecham się do ciebie
ty dobrze wiesz
że właśnie mówię ci
bezsłownie "dobranoc" 

 

***
to, że nie klękam do pacierza
że kreślę w pośpiechu znak krzyża
to jeszcze za mało
to, że wciąż kocham za mało lub zbyt wiele
że nie jesteś moim jedynym przyjacielem
to jeszcze nie pretekst by karać mnie cierpieniem 


ZŁOŚĆ 
to nie jest noc na sen
pełnia wędruje po niebie
milczę drażniona przez ciszę
tłumię w sobie złość
dobrze
jeśli chcesz
niech i tak będzie
od teraz żyjemy osobno
wreszcie będę wolna od czekania
na ciebie
rozwijam skrzydła
już lecę
tam gdzie nie ma telefonów drzwi
są niepotrzebne
tam nikt na nikogo nie czeka
bez sensu
tam nie ma ciebie 

 

***
oto ja
załamany ciemny cień człowieka
w poświacie ostatniego echa dnia
oto ja
wciąż ten sam od lat
a jednak inny pod wpływem
biegnących dat
trwam
mały zielony człowiek
na dnie akwarium zieleni
oddycham powietrzem traw
i mam nadzieję, że
oto ja
tylko ja - nikt inny
stoję pośród was 

 

***
sama nie wiem
czy zamyślam się
czy tylko udaję
lekko znudzona
i trochę zmęczona
oddaję się kulawej refleksji
jak bełkot taniego wina pod sklepem
chciałabym poukładać sobie to wszystko
zrozumieć czego chcę
przestać wreszcie biec do niewiadomo dokąd
zacząć zmierzać dokądś - TAM
DO SIEBIE
DO CIEBIE
ach, jak mi do nas smutnie daleko
DLACZEGO?
Sama TEGO JESZCZE nie wiem 

 

***
tak mi jakoś dziwnie
tak mi niespokojnie
drżą mi dłonie
serce się niepokoi
znów myślę o ucieczce
kusi mnie niebezpieczna wysokość
wiatr we włosach
lekkość powietrza
gadam z ptakami
słucham jak kwitnie łąka
chyba jestem szalona
tęsknię
za zieloną oazą
chłodnej ciszy
niemożliwie niemożliwej
jakby nie z tego świata 

 

***
zamykam oczy
zmęczone od blasku świec
uchylam usta
nabrzmiałe
(dlaczego nie od pocałunków?)
jak wysuszona ziemia na pustyni
czekam aż kropla wody
wprawi mnie w przyjemne drżenie
a po chwili się zazielenię szalenie 


DESZCZ METEORYTÓW 
nie powinienem był zatrzymywać cię w pół drogi
ale nie potrafiłem
raczej nie chciałem rozstać się z tobą tak po prostu
pozwoliliśmy sobie na chwile słabości
nie czas myśleć teraz
czy dobrze wtedy zrobiliśmy
stało się to, co stać się miało
porwało nas pragnienie
gdzieś na skraju łąki
zgubiło się nam bezpowrotnie
pod ciemnym niebem
nadaremnie czekaliśmy aż wróci
a może czekamy nadal?
tamtej nocy "deszcz meteorytów"
choć zapowiedziany w telewizji
został odwołany
z powodu zbyt rozłożystych gałęzi dębu
za mało zielonej trawy
i pijanego pragnienia
dwóch samotnych cieni
pozbawionych swej cielesności
z braku miłości
i z nadmiaru cierpienia 

 

***
kawa z cynamonem
drażni rozdrażnione serce
papieros błękitnym dymem
plącze ślepe myśli
tak bardzo monotematyczne
od kilu dni
nieśmiałe słowa spragnione konwersacji
czają się koło telefonu milcząco
dłonie zimne tak bardzo spragnione czułości

przemów do mnie 

 

***
ktoś trzasnął drzwiami
za oknem noc
spaceruje pośród cieni
zamknęłam oczy
i przyszedł do mnie sen
dziwny - bo
kolorowy

 

{c} 2003 grupa BEZ DECH / magdalena STASZCZYK & {p} 2003 bałucki ośrodek kultury RONDO / dział informacji i wydawnictw
{p} & {c} 2003-2009 grupa BEZ DECH