|
TANGO
NIEZNAJOMYCH aka TANIEC LUDZI KOŃCA XXI WIEKU
Tango nieznajomych
Nieprzyzwyczajonych
Ani do zapachu
Ani do dotyku
Tańczą nieznajomi tango
swe po cichu ...
Ona w zębach różę
On ją wnet przyciąga
Tango nieznajomych
Duszy ta rozłąka
Nigdy nie mówili
O życiu i gwiazdach
Nigdy nie mówili
Bo to rzecz niejasna
Tango nieznajomych
Rytm wyznacza żądza
Tango nieznajomych
Każdy z nas dziś pląsa...
Tango nieznajomych
Każdy kogoś szuka
Tango nieznajomych
Bez rozmów o gwiazdach
Tango nieznajomych
Tylko cisza własna...
Cisza zagłuszona
Seksem przepełniona
Tango nieznajomych
Tylko on i ona
Ona i on
I on ona
Szybko szybciej
Jak najszybciej!
Chwila przeszła
Jest on przy niej
Nieznajomi w tej godzinie
Się rozchodzą
W swoją stronę
Tańczyć tango
To s z a l o n e!

JESTEM
SZTYWNY PRZEZ TĄ PANIĄ
Kwiaty melancholii
Nuta gorzka, rzewna
Dzbanek bez herbaty
Motyl bez koloru
Tak się kończy życie
i początek zgonu
Słowa napuszone
o życiu człowieka
teraz leży sztywny
po nim stypa czeka
Śmieje się gdzieś czarna
Z kosą wielka Pani
Smucą się dziś goście na czarno ubrani
A gdzieś między nimi
On dziś sztywny leży
Gdyby umiał mówić
Mówiłby –nie wierzy
Nie wierzył że życie
Tak szybko skończone
Przez tą czarną Panią
W nicość obrócone
Gdyby mógł znów ożyć
Wstałby w jednej chwili
Lecz on leży sztywny
W długiej ciągłej chwili
Oczy nieruchome
Usta zasuszone
Życie takie „długie”
Jak szybko skończone...

PODARUNEK
Myślę o raju
Którego już nie ma
Idę gdzieś w otchłań
Tam smutne są drzewa
Gdzieś mojej Ewy
Szukam nieśmiało
Widziałem dziś widmo?!
- w mgle Tobą się stało???
W tym raju pozornym
Wiosna się rodzi
Ty gdzieś daleko
od naszej Łodzi
Czekam aż wrócisz
I wrota przywrócisz
Bo dziś w istocie
Rzecz jedną pojąłem...
Być z Tobą – jest rajem
Bez Ciebie- padołem!

OGIER
Szukałam miłości
Wręcz znajomości
Która przechodzi
Do szpiku kości
Której kobieta
Każdej zazdrości...
Chciałam być wolna
Wolna w przestrzeni
Bo miałam nadzieję
Że los mój odmieni
Nadzieja mi dała
Pewnego księcia
On zaczarował
I dał mi zaklęcia
Zaklęcia proste
Lecz tak ukazane
Przez pryzmat życia
Srogo pojmane
Mimo, że życie
Je skaleczyło
Serce w wędrówkę
Łomot uwiło...
Teraz na smyczy
Jest pociągane
Niewinne słabe
Łatwo pojmane
Głodne miłości
Głodne zdobyczy
Serce wolności
Dziś sercu życzy!
Bo serce jest hodie
A jutro ucieka
Serce jest młode
Długo nie czeka
Serce jak gołąb
Płoche niewinne
A w swej młodości
czasem dziecinne
Więc płacze serce
Na skraju przełęczy
-bo z bólu już pęka
tęskni i męczy
Męczy człowieka
I jego odruchy
Krzyczy Do Niego!
Lecz ten jest głuchy...
Głuchy na skargi
Głuchy na bicie
- bo jest jak ogier
„pędzi” przez życie.

GODZINY
Jak smutno snują się godziny
kiedy w nich nagle staje czas
i nawet uśmiech bez przyczyny
swój zadumany traci blask...
Słonecznik promienieje szczęściem
zachował chwilę tę radosną
kiedy przyszedłeś pod mą bramę
i zapachniałeś boską wiosną :)
Teraz Cię nie ma - dziki czas...
a w świecie wizji smutne chwile
pragnę zobaczyć Ciebie znów
usta Twe poczuć....
-choćby tyle
a Ciebie nie ma nadal tu
świat nadal stoi razem z czasem
wskazówka patrzę się
ni drgnie...
a mnie samotnie
kocham Cię
w bezruchu z moim czasem...
Insomniacowi - Ita

TRANSFORMACJA
Gdy kobiety są na świecie- ciężkie życie facet ma
bo z sekundy na sekundę staje się z niej Dr. High....
I szaleńczy, nieprzeciętny każdy ruch jej staje się......
ale przyznaj teraz przecie być Kobietą trudno jest......
Wiec rozumiesz tę przemianę, która we mnie stała się
Chcę uśmiechem wynagrodzić to co kiedyś było źle.......
oddaj proszę uśmiech szczery
wymaż gdzieś tamte maniery
i choć czasem wspomnij mnie, może weź mnie na rowery....
czekająca na uśmiech
nie - Dr. High

CIEŃ
Jestem chora
Chora w mej duszy,
A dusza me cierpi
Cierpi katusze
Chce mi się krzyczeć w zwolnionej chwili
- bo moje życie ku końcu się chyli
Siedzę bezradnie na skraju
Krawędzi...
I widzę przepaść, która mnie nęci
Nęci jak żmija nęciła Adama
Rozglądam się wokół
Nie jestem wciąż sama
Błagam o pomoc niemiłosiernie
Chcę Ci powiedzieć
Człowieku- Ja cierpię!
Spójrz się więc na mnie
A nie wciąż na siebie
Jestem gdzieś obok
I patrzę na ciebie
Patrzę z oddali
Zamglonym spojrzeniem
Bo jestem już duchem...
Człowieka mdłym cieniem
Czujesz mój oddech na swoim ramieniu?
Spowijam się w bólu
Męki skamleniu.
Lecz widzę jasność w błędnej przestrzeni
Widzę twą rękę – jak iskra się mieni
Tysiąc zabawnych
jasnych promyków
Przeszywa me ciało
I jest już tak cicho
A cisza jak ulga
Otacza mnie czule
I nie pamiętam co to są bóle.
Oddech odchodzi
Przychodzi zmęczenie
Me ciało jest lekkie
Lżejsze niż cienie
I gdzieś się unoszę
W Boskiej przestrzeni
A my oboje
Jesteśmy zmęczeni.
Miłość – miłości nie równa jest wcale
Kochasz namiętnie – to krzyczysz padalec!

KOLEŻANCE ZE SZKOLNYCH LAT
Jestem Anorektyczką
Prostą- niby i tyczką
Moim wrogiem jedzenie
Zmienić się chyba nie zmienię
Karą największą jest tycie
Tycie nie uwierzycie
Ale to wrogiem nad życie
Utyć to wielka tragedia
A według was tylko ma brednia
Odczep się więc gruby gburze
Bo życie me siedzi na murze...
Czemu?
nie pytaj ja cierpię
Cierpię?
Skok w przepaść odcierpię
Bo to jest wolność dla ducha
I wtedy już cisza głucha
I jestem anorektyczką
Swobodną
- może i tyczką......

SZCZĘŚCIE
spadło gwałtownie
i roztrzaskało
to co tak bardzo
mnie kiedyś bolało!

NIEŚMIAŁO
Jak zawrzeć myśli
Tak wiarygodnie
Aby je słowa oddały swobodnie?
Kiedy jest szczęściem Twoje spojrzenie
I uśmiech nieśmiały
I każde westchnienie
Wtedy w mym ciele piekielna Alchemia
Tworzy mikstury
Lecz słowa me zmienia
Nie mogę powiedzieć tego co czuję
Bo cos mnie wewnątrz po prostu blokuje
Ale oddaje to każde spojrzenie
I każdy uśmiech
I każde westchnienie
To są te myśli
Bez słów powiedziane
Tak mało jak Wiele
W spojrzeniach jest dane...

STRACONY
- ZAKOCHANY
Miłości daj mi skrzydła!
- Zeskoczył
Dać nie dała ...
Miłości chcę litości
Bo przecież mnie kochała!
-leciałem szybko nie wiem
bo skrzydeł mi nie dała
bolało – ja cierpiałem
krzyczałem – okładała
pięściami bruku ziemi
łoiła bez litości
krwi się polały strugi
słabości mej miłości
choć spadłem i nie żyję
zapomnieć wciąż nie mogę
płomiennej mej radości
jak na mnie kładła nogę
ust jej gorycz słodką
jak wtedy mnie zdradzała
trwogi w jej pięknych oczach
bo przecież mnie kochała...
Miłości ja nie mogę!
Odkuj swe kajdany
Ja ciebie chciałem tylko
Stracony zakochany

BEZDUSZNIE
BEZ DUSZY
oboje krzycząc mało
plątało się w ramionach
mówiąc że więcej chciało
splątanej duszy krzewy
nie jednej
lecz z dwóch całych
nowej silnej duszy
życie swe oddały
twa dłoń dziś mą dłoń śledzi
choć obce nie są sobie
wahają się dziś spotkać
należą mnie?
czy tobie?
Jak z dusz dwóch
Jedna będzie
Z ich wnętrza narodzona
Jak w nas namiętność będzie
To ona gniew pokona
Jak krzew rozrastać będzie
Nadzieja w niej
Nas samych
Trud życia pokonamy
Bo siebie z duszą mamy

CZY
ROZUMIESZ - (CZŁOWIEKU XXI W.)
Piszę me wiersze w życia pośpiechu
Choć nie wiem
Czy będą dla kogoś pociechą
Linijki przez życie
Wciąż spirowane
Twórca jest prosty
Lecz słowa nieznane
Nieznane dla tego
Kto w śpiechu
Jest głuchy
Tylko popędza
Zabija odruchy
Odruchy tak ludzkie
Poezją ubrane
Przez pośpiech
Zabite
I niezrozumiane...

MATEMATYKA
UCZUĆ
Jeśli pomnożyć dobre przez mało
Dobrego jest mniej
Niżby się chciało
Jeśli pomnożyć i dodać marzenia
To wynik jest prosty dobre wspomnienia
A gdyby do wspomnień?
- dodać uczucie?
Powstałaby dziura , ta w lewym bucie
A gdyby założyć
- Iż to silne uczucie?
Powstałaby łata na tym lewym bucie
A gdy już byty masz załatane
To śpiesz się po szczęście to pożądane
- co bez mnożenia i bez dzielenia
uczy cię kochać do zatracenia!

NIEZIEMSKI
OBRAZEK / POLICZEK M.K.
Łza się potoczyła
po małym policzku
co przez wszystkie lata
uśmiech wciąż wyrażał
teraz się zasmucił
mokre łzy obnaża
na mokry policzek spadł
włosów kosmyczek
jasny niczym lutni
aniołowej struna...
Nagle na ów obraz
Padła jasna łuna
Oczy się spojrzały
Łzy nagle zniknęły
I poczuł ból wielki
Nie ma Matki Ziemi...
Odleciał z gwiazdami
Do swej pięknej róży
Nasz Mały -ten Książę
Chłopiec -ten nieduży
Co miłości szukał
W dalekich gdzieś stronach
Nie wiedząc, że miłość
Ona jest koło Nas...

DOBRE
- ZŁE TYRANA WYCHOWANIE
Biłeś mnie słowem
Boleśniej niż kijem
Biłeś, myślałeś
W niej młodość zabiję
I okładałeś moją głupotę
Dziewczęcą radość
Zmieszałeś z błotem
Biłeś bo w życiu
Ciebie pobili
I szarym człowiekiem
Od tak uczynili
I
Głupie szczęście
Debilne marzenia
Nie pozostawiały cienia istnienia
Biłeś mnie wtedy
Zgarbiony dziś siedzisz
I moje życie z zapartym tchem śledzisz

NIE
JESTEŚ SAMA
Katem jako dziecko
Katem jako nastolatka
katem jako żona
jako młoda matka
Katem dla mnie samej
Skutej w swe kajdany
Czemu się wciąż skuwam
mój Boże kochany?
Kochać nieprzeciętnie
nie każdy potrafi
i jak tak kochałam
serce me oddałam
swą namiętną duszę
jemu zaprzedałam
Panu mych kajdanów
końce ich sam trzymał
niczym marionetkę
wraz z wolą wyginał
On chciał ja skakałam
on chciał ja się śmiałam
Chciał nagle odejść
ja sama zostałam
Marionetka życia
przez Pana ciągana
złudnie pokochana
łatwo porzucona
Tak właśnie wygląda
przyszła matka , żona
Kajdany swe wlecze
żyje wspomnieniami
Katem samej siebie
Katem z Kobietami....

MOJA
BEZPIECZNA BAŃKA MYDLANA
Chwytałam życie dawniej garściami
I nie pytając czemu są sami
Czemu są sami wokół wciąż ludzie
Żyjący w bezdusznej własnej ułudzie
Cieszyłam się słońca każdym promieniem
Dogonić wciąż wiatru z każdym westchnieniem
Pragnęłam wciąż czerpać i radość roznosić
Dziś siedzę tu sama i tego mam dosyć
Zgubiłam się w pustce
Moim mętliku
I jest mi tak dobrze
Kiedy jest cicho
Mam swój świat mały
Taki bezpieczny
Jest moim schronieniem
Dla mnie koniecznym
Ktoś puka do mnie
Głuche pukanie...
Nie słyszę pukania
Tu nic się nie stanie
Nie chcę się zranić kolejnym wahaniem
Czy znów odejdzie
Czy przy mnie zostanie
Małe wahanie
Piękne wahanie
Znów serce ośmieli
Lecz czy tu zostanie?
Zostać nie może
Mówi pośpiesznie
A w swoich myślach
Ma myśli wciąż grzeszne
Złożona jest postać tego wahania
Radość przynosi
Zostawia rozstania
Więc kiedy do świata
Je swego wpuściłeś
I na pięć minut znowu ożyłeś
Otul je słodko
Przepuść przez życie
Bo dzięki niemu jest w tobie marzyciel
Co radość rozsiewa
Między ścianami
A w myślach tych ludzie
- Tu
Nie są wciąż sami.....

|