|
SZKLANKA
DO POŁOWY PEŁNA
Włączam radio by wypełnić ciszę,
która została po tobie.
Mogę zadzwonić, ale tego nie zrobię.
Nie zniosę głosu w słuchawce,
twojego przygnębienia .
To niczego nie zmieni,
muszę szukać sama
tabletki zapomnienia.
Nie chcę, żebyś był nią
inny mężczyzna.
To jak wpaść z deszczu pod rynnę.
Przeszłość nieodległa,
zbyt świeża jest blizna.
Nie chcę, żebyś był nią
kieliszka trunek,
bo potem już zawsze
będzie to jedyny, przegrany ratunek.
Wszystko wokół mnie
po trosze pachnie tobą.
Listy z Austrii,
nieraz przysyłane,
pisane zabawnie nie " stylistyczną mową".
Koperty zaklejane żółtą taśmą ,
bo same nie dały się zakleić.
Nie jeden raz,
nie jedno wspomnienie
będzie moja pamięć mielić.
W notesie Twój telefon
Pod literą "S".
Ciekawa jestem,
Gdzie teraz jesteś?
Czy też włączasz radio
I w taki sam sposób
Sobie z ciszą radzisz?
Jest takie powiedzenie:
"szklanka jest zawsze do połowy pełna".
Chciałabym,
Żebyś o tym pamiętał.
Miejmy nadzieję, że ktoś przyjdzie
W porę ją wypełnić,
Zanim całkowicie
Zamkną nam się serca.
20.10.2002

BÓG I CIAŁO
Słowo
ciałem się stało.
Edeńską bramę przekroczyło,
przed niczym głowy nie schyliło.
Dumne i blade spoglądało,
Bogiem
i życiem pogardzało.
Do Niego
bez przerwy krzyczało:
"Nie ma
twojego istnienia.
Dowód-
moje cierpienia.
Rzuciłeś w szpony przyrody mnie
dla swej przygody,
muszę walczyć o życie,
zdobywać jedzenie i picie.
Dałeś mi słońca zachody
a ja
ze zwierzyną zawody
urządzam
na śmierć i życie.
Takie dałeś mi bycie!
Jak mam zrywać owoce
gdy ze strachu się pocę,
czy nie ma
jadu w sobie?
Nikt mi tego nie powie!
Bóg patrzy na wszystko
strapiony
"że też nadzieję pokładam
w tym, którego
imię Adam".
24.06.2002

PRZEMIJANIE
Przemija obraz
gorącego lata
w szybie pociągu,
jeszcze brzmi
kogucim śpiewem
porannego gongu.
Widzę nas,
trzymamy się
za dłonie,
Robimy karuzele
i jabłkami
pachną jabłonie.
Przemija przestrzeń
ciepła od Słońca,
ciepła od pragnień.
I taki żal
człowieka rozdziera,
tęsknota łaknień.
Gdzieś tam,
na rozstaju dróg
spotkałam przyjaciela.
To było dawno,
lecz do dziś
ból mi doskwiera.
Miał oczy niebieskie,
jasną skórę,
mysie włosy.
Już go nie spotkałam,
inne pisano
nam losy.
Wpatrzona byłam
w niego
jak w obraz święty.
On też
w myślach swoich
mną był zajęty.
Nagle
oczy inaczej błyszczą,
inaczej patrzą.
Teraźniejszość zmieniają,
robią bledszą.
I jakby nikogo,
niczego,
nie było.
I jakby nowe życie
się we mnie budziło.
Ja i on
i słońce
i ciepło!
A nie teraźniejszość
i jej piekło.
I kąciki ust
nagle się zaśmiały!
Ożył czarnymi
wspomnieniami
Papier biały.
Przemija obraz
gorącego lata,
a z nim wspomnienia.
Jeszcze w myśli
topię ostatnie marzenia.
Pociąg staje na dworcu,
radość,
jak iskra znika z twarzy.
Zadaje pytanie
" czy coś się jeszcze
w mym życiu wydarzy?."
Smutek
trzeba iść
do domu, do pracy.
Nie ma przyjaciela
zmęczeni rodacy.
Ktoś siedzi przede mną.
Kto to?
Okiem po gazecie krąży.
Ze mną w życiu
wspólne ścieżki
drąży.
Lecz to nie przyjaciel
to nie ten
nie ta twarz.
To jest obcy człowiek
"czemu dziś z nim jestem?"
nikt mi na to nie odpowie.
16.09.2002

AMBROZJA, NEKTAR
Ulotnienie duszy z ciała,
zapomnienie, nic nie chcenie.
Daj ambrozjo, daj nektarze!
Uwolnienie od schematów,
oderwanie, zwariowanie.
Daj ambrozjo, daj nektarze!
Daj mi łyka! Ja pokażę,
co potrafię i kim jestem.
Przy ambrozji, przy nektarze!
Nagle droga taka kręta
prostą się wydaje ścieżką.
Przy ambrozji, przy nektarze!
Góry wielkie, szczyty białe
wnet w równiny się zamienia.
Przy ambrozji, przy nektarze!
Rwący strumień czy wodospad
małą się wydaje rzeczką.
Przy ambrozji, przy nektarze!
Daj mi łyka! Ja pokażę
Trunku nie ma!?
Szklanka pusta?!!
Nagle ścieżka taka prosta
w wywijasy się zamienia.
Bez ambrozji, bez nektaru!
Te równiny pełne ziela
w góry wielkie, szczyty białe.
Bez ambrozji, bez nektaru!
Gdzie te rymy częstochowskie?!
Gdzie te zwrotki wierszowane?!
Gdzie mój talent wierszoklety?!
Pomóż , Boże!
Hej! Kolego
Daj mi łyka! Ja pokażę
co potrafię i kim jestem.
Przy ambrozji, przy nektarze!
18.03.2002

KAWIARENKA
Za oknem małej kawiarenki
nieustannie pada deszcz.
Nie trzymam już twej ręki,
chcę, żebyś poszedł stąd precz.
Nic nas nie trzyma przy sobie
oprócz wspomnień wspólnych lat.
Bez przerwy na złość ci robię,
nie czuję melancholii tamtych dat.
Nie pierwsza jestem,
nie ostatni.
Nie pierwszy jesteś,
Nie ostatni.
Omamia nas
Miłosna matnia,
a jutro będziemy
znów samotni.
Wspólny adres, dom i pies,
To już przeszłość, to już mit.
Nie chcę wcale lać mych łez,
Piszmy sobie inny byt.
Może jutro tu wrócę,
Przypłynie wspomnień fala,
Wewnętrznie się z sobą pokłócę,
Za wzgardzoną miłość to kara.
Nie pierwsza jestem,
Nie ostatnia.
Nie pierwszy jesteś,
Nie ostatni.
Omamia nas
Miłosna matnia,
A jutro będziemy
Znów samotni.
29.06.2002

WIARO
Wiaro , przyjdź do mnie jeszcze.
Obudź w ciele martwym
Potrzebne życie do... życia.
Duszy jesienne deszcze
Są schematem przetartym,
Więc dosyć smutku picia.
Wiaro, postaw na nogi,
To co się na nich chwieje.
Świat jest dla mnie zbyt drogi,
By utracić nadzieje,
Ze dobro jest niemałe.
Nie odchodź w puste przestrzenie,
Wiaro jedyna, kochana!
Bez ciebie moje krzyczenie,
To nie gojąca się rana.
Wiaro, przyjdź do mnie jeszcze,
Gdy wypatruję cię z okien
Warowni mojego cierpienia.
A kiedy nadejdziesz wreszcie
Nie patrz na mnie złym okiem,
Bo pogubię marzenia.
Wiaro, postaw na nogi,
To co tak z hukiem upadło
Tłukąc swoje wyobrażenia.
Otwórz przede mną progi,
Tego co się wzajemnie odgadło,
Przeznaczenie i moje pragnienia.
Nie odchodź w puste przestrzenie
]wiaro jedyna, kochana!
Bez ciebie moje krzyczenie,
To nie gojąca się rana.
03.07.2002

***
W głowie mam bałagan
Myśli poplątanych,
Które supły tworzą.
W sercu mam rozterki
Uczuć popękanych,
Które bardzo bolą.
W świecie, w którym żyję
Nie ma nic składnego.
Chaos niepewności
W świecie, którym żyję
Jest logiczna całość
Czarno białych barw.
W kościach połamanych
Akrobacją życia
Tylko złe zrośnięcia.
08.03.2002

GŁUPOTA NIEULECZALNA
Jesteś głupia i okrutna!
Zakochana, odkochana.
Co ty robisz, czego szukasz?
Niecierpliwie palcem stukasz...
Dzisiaj tak, a jutro nie.
Sama nie wiesz czego chcesz!
Z Tobą pewnie jest coś źle
Kiedy myślisz, to za dużo,
Bo rozmyślasz się, zostawisz.
Wszystko w głowie wielką burzą,
Więc popsujesz, nie naprawisz.
Najpierw twierdzisz: " Jest wspaniale!"
Jesteś ciepła, miła, słodka.
Potem mówisz coś niedbale:
" to pomyłka znowu była."
Tak, nie dzwonisz,
Znikasz w tłumie,
" na myśleniu" czas swój trwonisz,
nikt Cię w ogóle nie rozumie.
Dziwisz się? Nie bądź śmieszna!
Nie nadąża nikt za Tobą.
Byłaś grzeczna, jesteś grzeszna.
Nie wytrzymasz sama z sobą.
Jesteś głupia i okrutna!
Zakochana , odkochana.
Co ty robisz czego szukasz?
Niecierpliwie palcem stukasz.
Co się dzieje, skąd ta mina?
Nie!
Ty szukasz w sobie argumentu,
By narobić znów zamętu.

PRÓBUJĘ SZUKAĆ
W skrzyni przeszłości
Szukam rozwiązania
Zagadki samej siebie.
W kielichu chwili
Próbuję topić
Niepowodzenia teraźniejszości.
We wróżbach przyszłych
Szukam uśmiechu
Zdradzieckiej nadziei.
W duszy zamkniętej
Szukam otwarcia
Na ludzkie losy.
W ludziach spotkanych
Próbuję odkryć
To, co uskrzydla.
W głowie co pęka
Szukam tej siły
Co burzy mury.
17.03.2002

***
ścieżki, którymi szliśmy
już dawno zarosły
przestrzeń od czasu do czasu
westchnie wspomnieniem
nas obojga.
Nikt nam nie odda tego,
Co sobie odebraliśmy:
Naiwności pierwszego uczucia,
Wiary w to,
Że choć tak różni,
Znajdziemy wspólny świat.
Nikt nam nie odbierze tego,
Co sobie daliśmy:
Wspólnych upadków i wzlotów.
Cząstka mnie
Będzie w innej kobiecie.
Cząstka ciebie
W innym mężczyźnie.
Może mimo tylu spustów
Znowu otworzą się nam serca.
Teraz krzyczymy w psutą przestrzeń,
Nie wiedząc, ze nie jest pusta.
18.10.2002

***
zapach palonych liści
i zniczy na grobach,
listopadowy zmierzch,
refleksja nad przemijaniem,
myślenie o Tobie.
My też przeminęliśmy
Nie ma mnie,
Nie ma ciebie.
Więc skąd ten żal
Który przyszedł tak-
Jak przychodzi wspomnienie-
Nagle
W chwili nic nie robienia,
Stania przy oknie?
Żal minionych
Ciepłych wieczorów
Wypełnionych Tobą.
Czy ten żal,
To odpowiedź na pytanie:
Być czy nie być z Tobą?
Czy można chcieć,
By lato trwało cały rok,
By drzewa były zawsze zielone,
I nigdy nie spadł śnieg,
I nigdy nie było świąt,
Po to tylko,
By nie było
Tęsknoty za latem?
01.11.2002

POŻEGNANIE, POWITANIE
Zostawiam za sobą
Pogodę dni letnich
Zapach iglasty,
Kraj jezior wielkich
Zachodów czerwonych
Lustrzane odbicie,
Szmer wód pod wiosłem
I szmerów tych picie.
Zostawiam za sobą
Drzew polnych samotnie
I traw polnych zgraje,
Pyłków mini- lotnię.
Znów powitam miasto
Betonów przeklętych
I jak beton chłodnych
Twarzy ludzkich wymiętych.
Blokowisk ospałych,
Kanciastych, zwalistych
I ulic niemałych,
Często wyboistych.
Znów powitam miasto
Niespełna rozumu,
Moja dusza będzie
Lecz nie pośród tłumu.
Zostanie tam, gdzie
Ciało również zostać
Chciało , lecz w pejzaż
Wtopić się nie umiało
04.09.2002

ZAKAZANY OWOC
Zakazany owoc jest inspiracją
Moją, Twoją, kogoś.
Boimy się go zerwać,
By nie okazał się złudzeniem.
Wolimy od spełnienia jego brak.
Co się stanie kiedy go zerwiemy?
Co zobaczymy w środku?
Czy go zjemy?
Czy będzie smakował?
Może okaże się popsuty
I ze złością odciśniemy na nim
Swoje buty!
Ja go nie zrywam.
Niech wisi.
Daje mi inspirację
Czyli moc.

NIEDOSYT
Patrzę okiem krytycznym
Na to, co mnie otacza-
Na los biedaka, bogacza.
I nie potrafię wybrać,
Tak by którąś z dróg lubić,
Tak by się w życiu nie zgubić.
Wybieram drogę krętą
Czuję dreszcz i napięcie
I gubię się na zakręcie.
Marzenia niespełnione,
Człowieka buduje niepełność
Jak ukryć gorycz i złość?
...Będąc tu jest jakieś Tam,
tam, do którego się tęskni.
Ognik w duszy się tli
I ciągnie z rozpaczy dna,
Ciągnie znów do marzenia.
Wyciągam niepewnie dłoń
Do tlącej iskry w niebie,
Pragnąc znów biec do Ciebie.
Gdy się marzenie spełni,
Jest trochę inne niż w myśli.
Czy jesteśmy szczęśliwi?
Stojąc na szczycie gwiazdy,
Tęsknimy do czegoś jeszcze,
Mamy niedosyt jeszcze.
Będąc tu jest jakieś Tam,
Tam, do którego się tęskni.

O MIŁOŚCI INFANTYLNIE
Może ja nie umiem kochać,
Nie mam serca w piersi,
Tylko chcę się przed tym chować,
Uciec w siebie, swoje pieśni.
Odkryć w sobie wystarczalność
Lek na mą samotność.
Nie. To będzie tylko marność,
Samotności gra, przewrotność.
Bez kochania zginę w świecie
- Ryzykować trzeba.
Będę jak bezradne dziecię
- to ludzka potrzeba
czasem jednak nie wychodzi
z jednym, drugim, trzecim,
i miotamy się straszliwie,
będąc jak nie- dzieci.
Nie jest dobrze z nią, z nim,
Coś nam nie gra w sobie.
Z innym trzeba znaleźć rym,
Dać nadzieję sobie.
Lecz nie szukać w zakamarkach
Olbrzymiego świata
I nie dawać się na siłę
Nigdy z nikim swatać.
Czekać ! Dobrze o tym wiecie.
I ja też wiem, że ktoś...
Jest mi pisany
Na ziemi- planecie.
18.09.2002

MONOLOG
Haruję by jeść, by pić,
By jakoś w systemie żyć.
To nie jest wszystko różowe.
To nie jest wszystko duchowe.
To jest ucieczka przed sobą
W postawę tak zwaną życiową.
Gdy zmęczona przychodzę
Myślami nawet nie brodzę
W uczuciach duchowych, niejasnych-
Brak miejsca w klepkach ciasnych.
Bezmyślnie opadam na łoże
Cichutko się modlę...Boże
Po co mi dałeś naturę,
Która goni wciąż chmurę
Błądzącą po wielkich przestworzach,
Rozpływającą się w zorzach.
Życie mi dałeś rozdarte,
Podałeś zdradziecką kartę.
Jak być psychicznie na chodzie,
Gdy stąpam po kruchym lodzie?
Jak mieć odwagę do życia,
Nie pragnąc ni trochę ukrycia?
Od pragnień dusza mi pęka,
A rozum myśli się lęka.
Żyć w tym świata pośpiechu.
Wystrzegać się zawsze grzechu.
Mieć wszystko jak w pudełeczku.
I nie poddawać się sercu.
Być zawsze opanowanym.
Nie rozdrapywać rany.
Nie trzymać się z wariatami.
I chodzić wszędzie parami.
Płynąć z prądem nie pod prąd.
Ukrywać duchowy trąd.
Kochać wszystkich i siebie.
Czuć się na ziemi jak w niebie.
Cudów, cudów pragniecie!
Ja żyję w innym świecie.
20.04.2002

SKAZANY NA ŚMIERĆ
Za jakie winy ludzkie
Zostałeś posądzony
I skazany na śmierć?
Nie ma odwołania!
Rozdarli cię jak sępy
Na małe kawałeczki,
Aby znowu był konflikt.
Który z nich ważniejszy?
Przerobili Cię na
Karabin oraz sztylet
Aby okrutne słowa
Stały się ciałami.
Dziś przyczyna w głowie,
Pewien produkt uboczny
W pędzie tego świata
To imiona Twoje!
Twój ostatni posiłek,
To ofiary składane
Bezmyślnie na ołtarzu
Źle pojętej wiary.
10.03.2002

MANIFEST
Nie pozwólmy by kieracie spraw
Zszarzała nasza miłość,
Poezja zmieniła się w prozę.
Nie bójmy się spalić po raz kolejny
Nie chuchać na zimne,
Utracić logiczny sens.
Nie dajmy dojść do głosu rachowaniu,
Czy kochać nam się opłaca?
Rozliczaniu się z zadanych ran.
Nie stawiajmy na życia piedestale:
Szkiełka i oka,
Skamieniałych serc.
Nie sądźmy, że jako ludzie jesteśmy
Samowystarczalni
I niewzruszeni.
Trzymajmy się za ręce
Od wiosny, aż do jesieni
Pomyślmy, choć raz, że...
Miłość wystarczy do istnienia.
Przecież bez niej w naszym życiu,
Tego życia jest tak mało!
12.03.2002

NA MACIEJA
Zabiegany
Zalatany
Biedny chłopczyk
Tyk, tyk, tyk
Zegar tyka
Czas umyka
Nie zadzwonisz
Nie zapytasz
" witaj mała,
co u ciebie?
Co tam słychać?
Może piwko,
Chata, pubik?
Czy sumienie-
Mały krabik
Cię nie drapie.
Tak narzekasz
Na znajomych
Że nie dryndną
Nie spytają,
Że ciekawość
Ich nie zżera
"co tam słychać
u Maciusia - bohatera?"
jaki morał płynie z tego
mój kolego?
Chórem proszę
" że u innych
denerwuje
to co u nas,
jest tą cechą,
która nasz charakter
psuje".
|