|
|
Szłam do przodu pod sztandarami pośpiechu nie oglądając się przez ramię, kiedy pomyślałam o żonie Lotta.
Zapłaciła ona wysoką cenę za bycie ciekawą tego co zostawiła za sobą. Wydała mi się przez to bardzo ludzka.
W Sodomie, skazanej na zagładę przez Boga, zostawiła swój dobytek nie tylko materialny.
To prawda, żeby zbudować coś nowego, lepszego, trzeba cały brud zostawić za sobą, ale czy można to zrobić,
nie przyglądając się temu co się zostawia? Przecież historia lubi się powtarzać. Możemy porzucać kolejnych ludzi,
domy, miasta. Tylko jak długo w tej geograficznej podróży, będziemy się łudzić, że uciekniemy od nas samych,
że nowe miejsca nie zostaną zainfekowane chorobą, którą nosimy w sobie. którą nosimy w sobie.
Kiedy właśnie to pytanie urodziło mi się w głowie, zatrzymałam się. Przez chwilę widziałam tunel ludzi maszerujących
do przodu i potem zostałam sama, z ciszą. Nie wiedziałam co mam z tą ciszą zrobić. Pomyślałam, że jest tak nieznośna,
że trzeba ją zagłuszyć, że trzeba dogonić tłum i razem z nim krzyczeć, ale stałam jak słup soli. Zrozumiałam, że właśnie
coś porzucam, a jest to zasłona dymna zbudowana z chaosu i hałasu spraw.
Tylko w ciszy będę mogła się dostroić, usłyszeć czyste dźwięki płynące ze mnie, by nie musieć uciekać
od własnej Sodomy.
|