|
|
Przybył Starzec Północnego Bieguna i świat się zabielił w żałobie. Stał się cichszy nocami i bardziej kameralny. Nawet śmierć ma swój klimat.
Gdybym była chińskimi dzieckiem pewnie lepiłabym ze śniegu Brzuchatego Buddę, a tymczasem z wystaw sklepowych uśmiechają się do mnie kupidynki i Mikołaje skoro Bóg przyszedł na świat.
I minął kolejny rok. A z nim jakaś część mnie bezpowrotnie. Wybieliłam niepotrzebne myśli, wrzucając je w śnieg, by wsiąknęły w ziemie gdy przyjdzie odwilż. Spakowała do worka, wymarłe koncepcje. Starzec zabierze je na skutą lodem północ.
Na parapecie mojego okna usiadł sokół. Związałam mu łańcuszek próśb, by poszybowały razem z nim do siwego nieba. I narodziłam się na nowo.
|