»bazzar | 'dekada melancholii'  maciek 'mati' olszak

 

po dziesięciu latach od jego powstania natknąłem się na wiersz 'melancholia'. napisany na samym początku mojej przygody ze słowem. czytając go nie mogłem się powstrzymać od wrażenia, że po tylu latach jest on nadal dla mnie aktualny. moja wyobraźnia bardzo dobrze przewidziała jak będzie wyglądać moje dorosłe życie. jakie to zaskakujące... z okazji mojego małego jubileuszu (dziesięć lat walki ze słowem) napisałem nową wersję 'melancholii'... jakie to zabawne cofnąć się dziesięć lat wstecz... (i znów być szczupłym ;-) mati  

 

MELANCHOLIA 1996
o kurwa, to już ta godzina ?!
przecież niebo jest jeszcze szare. 
wstaję powoli, zaparzam kawę.
nakładam dżinsy sprane.

 

zaczął się kolejny dzień.
szary, realny, całkiem zimny.
tkwię w tej jednostajności
i staram się być kimś innym.

 

zapalam papierosa, dym
leniwie znika w powietrzu.
próbuję wyjrzeć przez okno, 
lecz szyba mokra jest od deszczu.

 

tak bardzo chciałbym być wolnym. 
wysoko unosić się ponad chmurami.
rozwinąć szeroko skrzydła, jak ptak
i przestać zalewać się łzami.

zjadam śniadanie
ubieram się i do pracy biegnę.
na ulicy mijają mnie ludzie 
-ślepo dążące przeznaczenia.

melancholia dnia codziennego
nie wiem jak długo to zniosę.
nie słyszę śpiewu ptaków,
pewnie już ich tu nie ma.

wracam zmęczony
bezmyślnie w telewizor patrzę
książkę szybko kartkuję.
potem kota pogłaszczę.

biorę chłodny prysznic
oczyszczam się ze smutku
wszystkie brudy tego świata
spływają do ścieku
kładę się do łóżka
powoli oczy zamykam
jutro czeka mnie kolejny dzień

 

czerwiec 1996 

MELANCHOLIA 2006 
o kurwa, to już ta godzina?!?! 
przecież dopiero oczy zamknąłem 
ociągając, ręce wyciągając wracam 
kubek z herbatą, koszula na plecy.   

następny ironicznie zwykły dzień 
ni to ciepły, ni to nudny, nawet nie szary. 
gdzieś na zakręcie bezsensu 
wypadam poza drogę normalności   

zapalam papierosa, dym 
wsiąka w sczytane książki 
za oknem robotnicy pracują 
przy deszczu za podwójną stawkę   

proszę jedynie o odrobinę spokoju ciszy, 
wytchnienia w zapadłym fotelu 
i kochającej dłoni gładzącej 
zmarszczone skronie   

czerwony tramwajem, do pracy, do pracy 
poranna gazeta, kilka e-maili, śniadanie ludzie? 
ta bezkształtna masa wylewająca się na ulice? 
don’t care...   

melancholia dnia codziennego 
wraca ze mną na moje blokowisko 
trzyma za rękę w tramwaju wieczorem, 
upija chłodnym piwem   

zmęczony bezsensownym bytem 
przed telewizorem – kanałów w brud 
wchodzę w najgorszy syf – byle się ogłupić 
byle nie myśleć, a kot mruczy na kolanach   

biorę gorący prysznic 
próbując wymyć z porów 
ropiejącą nudę i brak sensu 
niech spłynie do kanału 

– syf i zasypiam 
bojąc się następnego dnia... 
a jak w końcu się coś zmieni...?  

 

wrzesień 2006

 

{c} 2006 maciek 'mati' OLSZAK
{p} & {c} 2006-2009 grupa BEZ DECH