|
|
***
Przychodzi zaskoczenie do rozumu. „ Puk, puk, puk puknij się w głowę! Jeżeli sądzisz, że trwałe szczęście możesz znaleźć na zewnątrz.
***
Doświadczamy w życiu wielu sytuacji i oczywiście wolimy unikać tych, które przyczyniają się do
podwyższonego ciśnienia i problemów z głową. Chcemy nosić różowe okulary i być szczęśliwi. Myślimy: Jak zdam na studia, to będę szczęśliwy. Jak będę miał pierwszą publikację, to będę szczęśliwy. Jak dostanę pracę, to będę szczęśliwy. Jak założę rodzinę, to będę szczęśliwy. Przechodzimy na emeryturę i okazuje się, że poza momentem,
w którym ssaliśmy mleko matki, nigdy nie byliśmy szczęśliwi. Ciągle wiązaliśmy szczęście z naszymi planami na przyszłość, ciągle czuliśmy, że musimy coś jeszcze osiągnąć, coś jeszcze udowodnić.
***
Sporo energii wkładamy w ciągłe zmienianie warunków w których żyjemy, ponieważ wydaje nam się, że uczyni nas to szczęśliwymi. Nie ma oczywiście nic złego w ulepszaniu rzeczywistości. Dzięki temu powstają specjalistyczne instytucje pomagające tym, którzy tego wsparcia w danym momencie bardzo potrzebują. Innowacje w prawie stają się pierwszym krokiem do równości w relacjach społecznych itp. Jednak ciągłe polepszanie zaistniałej sytuacji nie jest receptą na szczęście. Postawienie znaku równości między szczęściem
a ciągłą pogonią za lepszymi warunków stanie się w przyszłości przyczyną chronicznych powrotów na kozetkę. Lepsze warunki mogą stać się trampoliną do rozumienia szczęścia, do pojmowania go w sposób trwały, jako stanu naszej psychiki, szczególnie wtedy, kiedy te warunki przeminą. Nie potrafimy często docenić tego, co mamy.
***
*** Możemy mieć ciekawą pracę, szybki samochód i przystojnego chłopaka/ dziewczynę, a bezskutecznie walczyć z depresją.
Nagle tracimy pracę, brakuje nam pieniędzy na utrzymanie samochodu, chłopak/ dziewczyna zmienia o nas zdanie. Wybór jednej
z dwóch wersji należy do nas. Możemy pogrążyć się w jeszcze większej depresji lub otworzyć drzwi zdziwieniu, i pojąć, że chcieliśmy utożsamić szczęście z ludźmi, którzy nas otaczali, gadżetami, które mogliśmy nabyć. Chcieliśmy, ale bez powodzenia, ponieważ mając to wszystko ciągle nam czegoś brakowało do szczęścia.
***
Z tego punktu widzenia prawie każde warunki mogą stać się dla nas korzystne, czyli rozwojowe. Rozwojowe, bo nietrwałe. Zdanie sobie sprawy z nietrwałości warunków pozwala nam zauważyć, że to nie od nich zależy doznanie nieustającego poczucia szczęścia.
***
Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden przykład. Sporo wielkie gwiazdy z Hollywood fundują sobie nowe twierdze, twarze i inne części ciała, a i tak lądują na odwyku. Kolejna willa z dziesiątą łazienką nie uczyni nikogo szczęśliwym, ponieważ żadne, choćby najsprawniejsze jaccuzi, nie wypłucze nikomu syfu z umysłu. Trzeba zatem zacząć od głowy , tam jest szczęścia i nie ma go nigdzie indziej. Dobrze jak pojawi się pod czaszką myśli, że trwała radość nie wynika z tego, czego doświadczamy, lecz z tego, że doświadczamy, czyli wszędzie dobrze tam gdzie potrafimy być. Nie dzieje się to bez ,nie raz bardzo trudnej, pracy nad sobą, ale daje trwałe efekty
w przeciwieństwie do ciągle zmieniających się zewnętrznych uwarunkowań.
|