|
|
***
Piękno kobiety – uroda i wnętrze, kokieteria i klasa. Czy jest przemijające czy zapominane? A może dbanie
o kobiecość jest próżne i wstydliwe?
***
Widzę taki obrazek: kobieta i mężczyzna idą z dzieckiem na spacer. Wiek obojga: 30-40 lat. Kobieta jest szara, brzydka, zaniedbana, odpychająca (zarówno urodą jak i strojem). I tu nasuwa się pierwsza myśl: co ten jej facet w niej widzi? Jakim cudem mają razem dziecko? Gdzie on ma oczy? Nie odstrasza go ta powierzchowność? Czy dla niego ma znaczenie eksponowanie i pielęgnacja kobiecości? Ale zaraz potem przychodzi myśl nieco odmienna: może ona kiedyś była atrakcyjna i zadbana? Może proza życia i trudny do zniesienia partner zmieniły ją w szarość i nijakość? Gdzie zniknęła jej kobiecość? Czy ona w ogóle o tym myśli?
Jest matką, żoną i dlatego nie musi być ładna?
***
Bzdura! Wejście kobiety w rolę matki czy żony czasami bywa tak silnie wyczerpujące, że kobiecość spycha się w dalekie zakamarki świadomości. Ale przecież nie da się o tym zapomnieć
i wymazać z głowy istnienie tuszu do rzęs czy seksownych, koronkowych pończoch… Wiadomo – obowiązki domowe, praca (np. fizyczna) czy bieda – mogą przyczyniać się do zaniedbania urody czy atrakcyjności kobiety. Dziwi jednak cały czas fakt, że takie kobiety mają partnerów, że ci uprawiają z nimi seks czy widzą je chociażby w bieliźnie. Przecież estetyka dostrzegana w cielesności kobiety nie może działać na jej niekorzyść. Zarówno dla samej kobiety jak i dla jej otoczenia. „Mamo, ale jesteś ładna” – takie słowa rozczulą każdą z nas… Makijaż, bluzka czy buty nawet mimo męża
u boku – nie przeszkodzą innym mężczyznom w obejrzeniu się za „damskim pięknem” na ulicy… Tylko czy to jest dla kobiet temat do rozmyślań? Nie chodzi o skupienie uwagi na modnych ubraniach, najnowszych kosmetykach, chodzi
o istotę kobiecości, kokieterię.
***
Każde piękno jest indywidualnie niepowtarzalne. To, że ja widzę mało kobiecą istotę płci żeńskiej, nie znaczy że ona sama czuje się brzydka czy zaniedbana. A jednak są krzywe pożółkłe zęby, włosy, które kilka miesięcy wcześniej tworzyły modną krótką fryzurę, kształt przypominający piersi lekko odznaczający się pod dużo przesadzoną bluzką… dlaczego kobiety tak wegetują? Oczywiście nie na wszystko mają wpływ czy możliwość zmiany (np. niełatwo zgubić 10 kg i to tylko z bioder), ale są detale, które w prosty sposób można pielęgnować. Jest mnóstwo pism tzw. kobiecych, które podpowiadają jak to robić, jak dobierać garderobę, jak dbać o cerę itp. Pod warunkiem, że robi się to dla własnego samopoczucia, a nie dla otoczenia (i tak nie zawsze zauważy).
***
Coś można jednak zrobić, żeby czuć się kobieco, nie jako rodzicielka czy dodatek do łóżka mężczyzny. Można małym wysiłkiem rozbudzać w sobie kokieterię i piękno nie tylko po to, żeby partner czuł, że jego kobieta jest boginią seksu, ucieleśnieniem kobiecości. Przede wszystkim po to, żeby czuć się dla siebie kobietą przez duże K, kwiatem, czymś estetycznie wyróżnianym. Może to komuś wydać się niepotrzebne, banalne w świecie codziennych problemów, krzyczących dzieci, ciężkiej pracy czy listy wyrzeczeń… Ale patrząc na „męskość mężczyzn”, jej eksponowanie na
bilbordach, w reklamach, i tak to obrazki ciał kobiecych mimo wszystko bardziej przykuwają uwagę.
***
Ale ja chcę być kobietą samą w sobie i czuć esencję mojej płci. Nie podoba mi się odwzajemnianie pocałunku w dłoń, chcę być przepuszczana w drzwiach czy obdarowywana kwiatami. Nie chcę tu równości płci! Można to nazywać próżnością. Ja jestem kobietą. Dla siebie. Z moim indywidualnie postrzeganym pięknem, mankamentami urody, niedostatkiem kosmetyków czy garderoby. Pielęgnuję kobiecość. Bo to mnie wyróżnia.
|