… OŚCI … 

ości  zostały porzucone na dnie akwenu

kolego koleżanko za Styksem 

obol(iż) się wyrażę pierwiastkiem kwadratowym

mimowolnie mnożę

ale i akta jest (są) na tekach

różewiczowych spraw niejasnych

plądrują   grzebią pazurem kurzym

w akt spraw wielkich kartotekach

sądzą  (sądzę z autopsji) auto nie może być PSI

faktor za słaby  by  ość utkwiła

w krzyku nad karpiem

stereo typika  ewangelika podwójne w nasób

oględziny szewc rewolucję przeprowadzając

witkaczy się pośród głośnej śliny

dwie deski zbite w krzyż  gwoździem

ości (kości) krystuska na palu (balu)

męczeństwa  antychrystują (plują) nienawiścią

mickiewiczowskich ballad  woń czarna nasiąka

olch królowie zapomnieli stąpać po wodzie

m(ości) gniazd skończenie wiele ptak

z ognia powstający rybią łuską błysnęło

w pełni  drzewa umierają zaprzeszłe

 

NIEPOSTRZEŻENIE 

transcendentalnie poroniła embrion

warkoczyki mama zaplecie

pentagramalnie przyjęła prosforę

koleżanki przyszły poplotkować

konwulsyjnie ciągnęła  każdemu

mama poda polopirynkę

ekstremalnie rozkładała uda

zdała na pięć egzaminy

spektakularnie popełniła śmierć

taka grzeczna dziewczynka

 

INFERNO

wiszą  pedofile kazirodcy na gałęziach

za przyrodzenia powiązani

żelazne ptaki żrą ich oczy bezustannie

na wieczne cierpienie regenerowane

nie ma czyśćca

leżą na rozgrzanych węglach  ciała

za gwałt za mord za diabła chwałę

skóra zwęglona skwierczy

demoniczne schabowe szatana

nie ma czyśćca

zgniłe szczątki ich członków

jak robaki w śmierdzącym potoku

pełzają szukając siebie w otchłani

za morderstwa płodów matki kochające

nie ma czyśćca

oceany rąk wyciągniętych w górę

z masy zasuszonych dusz wyją jak psy

do świetlistej bramy za inne grzeszne przewinienia

za obelgę prawdziwego boga

nie ma czyśćca …

 

Pi 

od zera do nieskończoności

mnożąc  dzieląc ujmując

szukam klucza początku

wyznaczam ciągi nieskończoną ilość razy

w rachunku prawdopodobieństwa

stąpam po świecie geometrycznie

wnikam w tezy dyskretnej matematyki

zero jeden jeden zero zero

powtarzam kolejności przepływu danych

obmyślam hipotetycznie wzory

algorytmicznie podstawiam rzeczywiste jaźnie

od zera do nieskończoności

kiedyś Go znajdę w chaosie cyfr

pod postacią idealnego Pi

 

* * * 

walczył z wiatrakami                        

lisem się stał miast lwem

dla niej pełnej miłości Heroiny

chocholi taniec nad Świteziem

roztańczył z rusałkami

pamiętał o śmierci

z Małgorzatą czarcił na  Arbacie

by wielkiego kura w  Rzymie znaleźć

i odlecieć na ciemną stronę z ukochaną

wątrobę dał sępom

gromami ciskał Jowisza

krzaki gorejące rozpalał namiętnie

budował arki przymierza

nabijał głowy na pale

szlaki brukował czaszkami

w imię miłości przekleństwa

w niewoli zakuty kajdanami marzył

otwierając puszki goryczy

że wreszcie wtulony w jej pierś

odetchnie spokojem i wzniosą się

ponad szczyty odpłyną na obłokach

do adamowego raju

wyżej od słońca korony

upadły nie-anioł

roztopił skrzydła z wosku


[c] 2004 błażej J.KLAJZA