ZARDZEWIAŁA PIANA  female
Stworzyć życie, to tak samo jak zabić je
Chwytając się motywacji religijnych
aby dusze ujarzmić.
Pociągając za sznurki dla zabawy.
Prokreacja samobójców
w oceanie złudzeń
w zardzewiałej pianie
spiętrzonej morskim ssaniem.
Stop! Lawa i wulkan.

Nie wychodzę nigdzie jest mi tu dobrze.
penetruję zakamarki duszy,
mam wszystko, czego mi trzeba.
Miłość twoją.
Jej resztki na ścianach,
dodają nienagannej dramaturgii
z elementami liturgii.

Nikt nie wejdzie, wejścia nie ma.
Zagubiony obszar nieludzkiej egzystencji.
Kapiące z sufitu ostatnie perełki.
Znowu zsunięta, bezszelestnie zmarznięta.


DZIEWIĄTKI
  female
Dziewięć nagich dziewiątek
Twoje bose stopy
Wokół rozpalonej szyi
Ukryte w rajstopach
wilgotne spojrzenie
Dziewięć nagich dziewiątek
Kreują we mnie nicość
One wiedzą jak uciskać
One szarpią kiedy zanikam
Ciągną smugę rozczarowań
Mocno cisną , już za późno.
Spojrzenie spopielone wyuzdaniem
Dziewięć nagich dziewiątek
W labiryncie spojrzeń


MANEKIN
  female
Co widzisz patrząc w gówno?
Odbicie boga.
Jak płacze, jak stęka i klęka.
Obsiadły go zewsząd,
poszukując pożywienia.
Nigdy się nie nasycą taka ich rola.
Z gówna strzępki zostały tak jak z boga.
Wywalony jęzor w przyjacielskim geście.
Szarańcza usnęła, powoli wygasła.
Zostawiając brązowawe resztki.
Co czujesz wchłaniając boga?


POCHYLNIA
  female
Patrz na mnie!
Nie chcę.
I tak jesteś wstrętna.
Chcesz abym rozlał się i parował?
Znowu mnie spychasz, 
gdy ponownie pytam.
Oblana czernią.
Zbyt miękką wstęgą.
Już widzę romantyczne niebo,
porośnięte gazetami,
wykładami z numerami.
Oni! 
Nie jęcz.
Jutro sie powiedzie.


UMIERA SIĘ RAZ
  female
Zabić przyjaźń.
Zabić miłość
Zabić tych co kochają
Aby samemu nie cierpieć.

Ranić. 
Krwawić.
I nie zadawać
się z nikim.

Wtedy 
Będą słowa.
Nie można.
Umiera się tylko raz.

 

 [c] 2005 the fragile FEMALE