|
W
PAŃSTWIE DUŃSKIM angel
Przygryzam wargi-
to z nerwów weszło mi w krew
i nie chce już wyjść.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam,
mówcie obcym
do bry
dzień,
gdyż w siatkę pozorów
chcą się wplątać,
z myślą, że są akceptowani.
Wyciągnę Cię kiedyś z
szarego szeregu,
byś czuć się wyjątkowym mógł,
bym mogła poznać odpowiedź,
czy 'coś się psuje w państwie duńskim?'
Bo świat mój nie jest tak mały,
że ograniczają go
tylko cztery ściany,
on ma nieskończenie wiele
kierunków
i jedne tylko ewakuacyjne drzwi.
Za wiele pragnień,
w tej dozie domysłów dopuszczone;
to grozi awarią reaktorów
na skalę światową.
I chociaż wytrawny z Ciebie
bajarz,
słowa, słowa, słowa
są jedynym,
co w swym władaniu masz,
gdy rzucisz na zbyt słaby grunt,
one rozbiją się o głaz.

PŁOMIEŃ
angel
Gdybym tylko mógł dla Ciebie,
zmieniłbym wszystkie kandelabry
w jeden jasny płomień
i każdy skrzypiec jęk
w jeden żałobny ton.
Gdybym tylko umiał,
zatrzymać w sobie
Twych melodyjnych słów
nieziemskie potoki
i serce stęsknione zmienić
w milion jasnych lamp.
W blasku latarki
co się wygina
od wiatru wpływu zza okna ram,
są słowa tkane na papierze
i Serafina jasny blask.
Zza kwiatów białych czerwienią
połaci,
Tam gdzie się zaczął
i skończy świat,
dłoń podniesioną następcy rybaka,
oprószył już siwizny znak.
I płomień coraz to przyśpiesza
niepokój w skrzypcach czuć i strach,
w przestrodze świat się zakochuje
w bólu rozstania próbuje spać.

MOJA ŁAWKA, MOJE MAŁPY, MÓJ CYRK
angel
Wybieram się w podróż.
Szukam ławki
i żeby obok stał kosz,
na troski.
Szukam ławki,
takiej z drewna
które nie boi się deszczu
i stoi na drodze umiarkowanie
wyboistej- jak moje sny.
Chciałabym mieć też
rozgałęziacz,
taki
zielono-pomarańczowo-jesienny,
żeby liście spływały,
będąc motywacją by powstać
chociaż raz.
Są takie światy-bezbarwne,
jak chociażby ten mój
znany tylko z autopsji.
To jest moja ławka wyśniona,
moje małpy,
mój cyrk
i teatr kukiełkowy.
Dalej idę już sam,
ciągle i ciągle pod wiatr.

[c] 2005
angel
|