NIE NADAJĘ SIĘ DO DRUKU  piotr broniszewski

Przez moją postawę zbyt mocno przebija księżycowe  światło egoizmu

Wdrapuję się ciągle i ciągle na stołek z rur kaflowych

Ustawiony w spiżarnej kuchni

By dotknąć nierównego naczynia

Które jest oddechem wszystkiego co trafne

 

Obok mnie przyjaźń powietrza w odłamanych atomach

Prowadzi rzędy chmur beczących trzaskiem

Z porządnej góry dostrzegam obrus pejzażu

I nie mam słów, jak zwykle, nie mam

 

To może aż nazbyt smutne

W dzisiejszych czasach owiniętych niepospolitą radością

Szmerem uśmiechów

Grochem wypieków

Ale jedyne słowo z mocnym korzeniem dźwięku

Wijące szlak w moim gardle

To

    Dżungla 

 

DiDżeju puść puls tanecznej synkopy

Niech gęsia skórka gramofonu uprzyjemni życie

Przeżycie na wodach nocnej Amazonki

Z eteru dobiegają foniczne imiona planet i rzeczy

Która jego jest

Która popełni to głupstwo nawiązując do bezbrzeżnych 

traktatów ślepych iluminatów

Osłoń oczy 

Przed słonecznym wyłącznikiem

 

Nadawać się do druku

Albo jeszcze lepiej

Ponieważ bezpośrednio

Nadawać do druku przez smaczny mikrofon

Może artysta znakomity przede wszystkim

Żałośnie czytelny i narowiście piekielny

Przez duże Ja 

Ktoś taki jak 

Zupełnie postawa ta mnie nie nęci

Ktoś taki jak dla przykładu komornik

Z pierwszej linii frontu na własne oczy

 

Ruiny i szmatławce

Miłość i rękoczyny

Tępe butelki i zatłuczone na śmierć wyjaśnienia

Żarówka pod sufitem i stryczek na stryjku

Mały chłopiec za pazuchą starej komody

 

Tematy ciągną się w rachunkach spłat

Okrąglakach zer i podpisach Poncjusza Pijaka

Nie twierdze, że tlen nadmorski nie wywołuje poetyckich manier

A ulewa w górskich biustach nie ma rękopisu Goethego

Pisząc o dżungli nie piszę o wężach

Pisząc o dżungli

Nie piszę nic

 

[c] 2005 piotr BRONISZEWSKI.