|
(NIE) TYLKO OWADY
amfibia
"Pełzną do życia, ich dziwne głowy
Drżą. Nie zabija ich
Już nikt. Oto miodowy miesiąc
Karalucha, pozbawiona pająków
Krótka wieczność muchy."
Seamus Deane
Ukraino
zdążali w pośpiechu w stronę miast i słońca
wierzyli że chociaż przetrwają blizny domów
tymczasem tylko zieleń planuje swoje liście
do drzew przybite martwe niemowlęta
owinięte sznurem z kolczastego drutu
krew zamarzła a przecież był sierpień
żal zaciemnia serce to poszło tak daleko
jak miłość od pierwszego wejrzenia
ślepy ślad nienawiści zwiedzam wnętrze światła
wszystko przeźroczyste jak powidok w deszczu
w leśnym labiryncie ten sam przykurcz strachu

RECYCLING POZNAŃSKI
amfibia
"nie będę pisać, że mamy romans skoro już nie mamy
jednak na epitafium wciąż mi za wesoło"
śmierć może być blisko - powiedziałeś. tabletki
nie pomagają, a nasz czas się kończy. strużka światła
i ślina zasysana przez ciemność. kładziesz się spać
cały mokry. za grosz w tobie powagi. notujesz wiersze
siedząc w samochodzie, uśmiechasz się w myślach cholera wie
do czego. tirówka wypluta na pobocze kładzie się na trawie
widziałeś? "miała taką twarz jakby rodziła ustami"
dzieci wracają ze szkoły. do domu prowadzi ich zapach
śmietnika. zaczynam się czuć jak ta dziwka. gdybyśmy się
mogli zamienić miejscami zobaczyłbyś więcej, a tak?
jak można się tak trząść bez przerwy i kiwać na skrzypiącym
siedzeniu, palić pierdolone blanciki i pić pierdolone browary?
czy ja musze wskrzeszać & tulić każdego połamańca?
każdy ma w sobie kościotrupa - tego już za wiele.
znowu jest noc i mróz przenika ściany. wilgoć w kątach
sypiąca się farba i tynk i smród od którego boli głowa
za chiny nie ucieknę od tego. to moje miasto. poza wszystkim
bawiłam się nieźle

ALE PARTY WINYLE
amfibia
to jeden z tych dni kiedy świat się rozpada na kawałki a my
posuwamy się na przód jak na wielkim speedzie patrząc z góry
na to miasto bo mamy jeszcze czas
trzeba się było zeskanować wcześniej a tak wciskamy sobie kity
mocno trzymając się kufla choć to zły przykład dla dzieci
tutaj zaczyna się inna historia: krystalicznie czysty dzień
za nami kilometry odleżyn w miejscu gdzie przeleżeliśmy kilka godzin
bez ruchu, kac - towarzyski kwadrat na tle różowej plamy
rzuconej na kanapę wciska w gardło wszystkie palce. nic tylko rzygać
i milczeć. jeszcze tylko blancik i jasna smuga w powietrzu zanim
zaczniemy się śmiać teoretycznie nie będzie już z czego.
mimo wszystko muszę uważać bo już tak zostanie ale idą święta
a my się dopiero poznajemy

FILIPO'68
amfibia
nowa wrażliwość nadeszła jest rok 2005
seks na marginesie nadal bywa sportem
zawsze można się zabezpieczyć względnie zobowiązać
uczymy się jednak chętniej dawno dorośliśmy do metody w środku
(choć co dla niektórych jest jeszcze umowna)
ty zostałeś sam ze swoim patekiem blancikiem & taxem
bez żadnych widoków och! masz jeszcze przeszłość - kawałek histerii
jak kawałek chleba; miłość? zazdrość? wstyd? tylko dziwna obcość
w kiblu potrafimy obejść się bez lustra o ile jest jakiś wybór -
we keep on toutch

SZKODA CZASU
amfibia
ludzie w sobie koczują i mają oczy nomadów
nawet ci co zapuścili korzenie we własne ściany i krzesła
godziny
godziny
wszystkie do dupy
przespane godziny
każdy koczuje na swój własny sposób
najgorsze że w końcu trzeba się wychylić
umyć zęby wyprostować palce
potem znów kocyk
i kawałek kota
co zwisa z fotela
dobre i to
w ogóle
fajnie jest oddychać

|