|
Zapach chodników
łukasz skotnicki
Mali ubrani w ciasne ulice
przyświecaliśmy przechodniom
ilość zwiedzanych kartonów
Twierdzili: wyjdą na ludzi z dziurawymi kieszeniami
biegając między cieniami lamp
nic nie słyszeli
Ukryci w framugach czekaliśmy cierpliwie
aż spojrzenia niby fanów
przestaną łaskawie całować reputację
Gdy wybijała północ wskazówki zegara
przewijały się między palcami
Przysłonięci czerwoną kurtyną
umieraliśmy bezradni
Dziś chwalimy się
zapachem wąskich chodników
30 III 2005

Portret łukasz skotnicki
Malował piękne obrazy
szczególnie w głowach fanek
ręce miał koloru nieba
muszą być przyozdobione wyśmienitą oceną
aż do pierwszej wystawy
Regularnie chodził do pubów
poznać obiekt przesłania
zawsze taki wybredny
Szukał rozgłosu tracąc przytomność
na ławkach brudnych miast
formalnie wyżebrał ostatni haust powietrza
potem świeczki i zdjęcia
wypełniły domy zakochanych
01 IV 2005

PROSTO Z MOSTU łukasz skotnicki
wczorajszy wiatr rozmazał się na ustach
chciałaś uciec przed oceną upadków
pieszczot nieznajomych
nocne światła nie są poczekalnią
gdzie zawiera się znajomości
co najmniej przypadkowe
nie są też hurtownią tanich towarów
nosisz zbyt krótkie opinie świadków naocznych
teraz spodziewaj się zdań
wielokrotnie złożonych
albo
skocz najlepiej z mostu
na którym ludzie przerażeni
gaszą wzajemne spojrzenia
8 IV 2005

Epitafium dla księcia z bajki
łukasz skotnicki
kiedyś błądził w uśpionych sukiennicach
miał lekko skrzywiony uśmiech
prawostronnie
unosił wzrok ponad możliwości
w kieszeni kilka złotych na drobne wydatki
czasami zapytał kogoś o godzinę
mógł być księciem z bajki
albo
dziewczynką z zapałkami
w za krótkiej spódniczce
chodzącej tu i tam by zapełnić skarbonkę
odrobiną rozkoszy
kiedyś błądził w uśpionych sukiennicach
było zimno
miał wtedy szkliste policzki
rozmazany wygląd
i nawet powietrze stało się senne
12 I 2006

Tak to już jest łukasz skotnicki
pamiętasz wieczór w kinie kiedy
księżycem otulałem zmęczone ciało
słowa nabrały koloru
krzesła były wyjątkowo powyginane
światła stopniowo cichły
potem
gapiąc się w postrzępione płótno
zdumiewałaś się zapachem aktorów
mieli na sobie czerwone skóry
popękane na konturach scenariusza
nigdy nie interesowały cię konwalie w rogu ekranu
namalowane stertą papierowych uśmiechów
ciebie nic nie interesuje oprócz kilku tanich dialogów
upij się w końcu biletami nocnych seansów
przecież też były tanie
08 I 2006

{c} 2006 łukasz
SKOTNICKI
|