HIPISKA  karolina łopatyńska
Tańczyła
Na polu- wplatała kwiaty
W rozwiane warkocze
I śmiała się,
Nieświadoma śmierci,
Która przycupnęła w zbożu.

Ona-
Wolne dziecko Słońca;
Ona-
Wiatr w długich zmierzwionych
Włosach motocyklisty.

Maki
Na jej ustach
Zakwitają barwą krwi;
Rzeźbią mroczne ścieżki
Ku sercu.

Nie wiedzą o tym ci
Co dziś patrzą na
Jej portret-
Fotografię pięknej
Młodej dziewczyny.

Miała tylko osiemnaście lat.

Nikt nie wiedział jak umarła.

Nikt nie wiedział co czuła,
Wstrzykując sobie do żył
Rozgrzane złoto.


POGANKA
  karolina łopatyńska
Nad strumieniem
W zielonym zaciszu
Przedwiecznego lasu
Plotła wianek
Z kwiatu paproci.

Długie złote warkocze
Zakwitały jak kwiaty,
Kiedy wkładała go
Na głowę swemu ukochanemu.

Zapłakała cicho jak ptak
Kiedy kochali się
Na miękkim zielonym mchu,
A południowe Słońce
Spalało na popiół ich ciała.

Rozwiane cienie sosen
Pieściły je,
Kiedy naznaczała go
Własną krwią.

Niebo patrzyło zdziwione
Na miłość pierwszych ludzi
I śmierć,
Kiedy złożyła go na ołtarzu
Okrutnego roślinnego boga.


DRZEWNI KOCHANKOWIE
  karolina łopatyńska
Nad jeziorem
O wodach ciężkich
Od snów i mgły
Stali drzewni kochankowie,
Spleceni w miłosnym
Uścisku konarów.
On- potężny sędziwy dąb;
Ona- giętka młoda sosna.

Wchodził w nią twardo,
Nieustępliwie,
Czasem wręcz brutalnie,
Lecz delikatnie,
Jak ostrze noża
Przebija motyla.

Ona- płakała cicho
Z rozkoszy
Głosem ptaków,
Które uwiły gniazda
W zielonym mroku
Jej ciała.

Zapadł mrok- gwiazdy,
Jak słone łzy
Ściekały po jędrnej korze
Jej ud.

On- zastygł w bezruchu,
Zasłuchany w rozkoszną
Melodię jej gałęzi.

Księżyca przeciętego lotem sowy.

Ranek zastał ich splecione
Martwe ciała,
Kiedy okrutny drwal ostrzem siekiery
Przeciął delikatną przędzę życia.


***   karolina łopatyńska
Ruch
Uśpionego ciała
Stapia się
Z rytmem wyznaczanym
Przez bezsenny zegar.
Bezkształtna czarna masa
Wiruje nad nim-
Widać gwiazdy i galaktyki
Przez okno sufitu.
Z mroku wyłaniają się postacie-
Migotliwe cienie
Tańczą na ścianach;
Istnieją przez jedną
Magiczną chwilę;
Rozwiane oddechem śpiącego człowieka
Płyną przez okno
W odległy świt.


KOCHANKOWIE Z KREMATORIUM
  karolina łopatyńska
Połączeni
Żelazną obręczą śmierci-
Ognisty drut
Przebił ich nagie ciała
Niebieską elektryczną
Melodią.
Co dziś pozostało
Z krematoryjnych kochanków?
Kupka prochu,
Garstka nie spalonych kości,
Jej obcięty warkocz,
Związany kolorową wstążką,
Za szybą smutnego muzeum
Ludzkiego zezwierzęcenia. 
Na chwilę
Odradzają się w płomieniach-
Znów tulą się do siebie,
Całują drżące usta,
Kikuty palców.
Kto dziś pamięta tamto życie?
Ślepy starzec
Odwracający sękatym palcem
Okrutną kartę
W księdze historii. 

[c] 2006 karolina ŁOPATYŃSKA