DZIKA PODRÓŻ  doti
Wybrałam się w podróż 
zapomniałam przez przypadek Ciebie poinformować 
sama nie planowałam tej (długiej) wycieczki 
w jedną stronę. 
To był instynkt 
do niego możesz iść się poradzić 
gdzie mnie znaleźć 
ja idę w głąb... 
Właśnie mi się przypomniało 
wysłałabym Ci kartkę 
ale na żadnej nie widnieje napis: 
"Pozdrowienia z nikąd..." 
Więc idę dalej... 
Robi się coraz ciemniej. 
Moim partnerem podróży stał się strach 
goni mnie 
jest daleko za mną 
niech biegnie 
oby w inną stronę (niż ja)... 
Czasami ustaję 
aby zawiązać sobie sznurowadła 
czy poprawić plecak 
wypchany stertą gazet i trosk. 
Czasami potykam się 
bo w ciemności trudno jest cokolwiek zauważyć 
chwieję się lekko utykając 
z nadmiaru tęsknoty. 
A gdy sen mnie znuży kładę się 
pod najjaśniejszą latarnią 
bo tu mnie strach nie dostrzeże 
i śnię o Tobie...
Ciepłe promienie z jej wnętrza 
dotykają mnie 
ja śnię o Twoich dłoniach 
lecz nagły huk odrywa mnie od moich myśli. 
Ja brnę dalej ... 
podróż lada chwila napotka swój kres... 


USYPIAJĄCE CUDO
  doti 
Nim pełny Księżyc zdążył zabłysnąć swoim blaskiem 
jeszcze trochę czasu pozostało mu do występu
ze zmęczenia zasnęło 
usypiające cudo 
próbowało poczekać 
wytrzymać jeszcze choć troszkę 
ale mu to nie wyszło... 
Taki mały drobiazg. 
Nie wychodzą mu pewne rzeczy 
no cóż tak w życiu bywa 
jak małe dziecko 
(wszak jest małe) 
chce mieć to tu i teraz. 
Brak cierpliwości 
choćby zdawało się 
że pozostało mu jeszcze 
wiele czasu 
choć któż to wie ile czasu mamy? 
Pewnie nie my. 
Przytłoczone zmartwieniami 
ze zmęczenia przez cudze troski 
usnęło wtuliwszy się w swe ramiona. 


... BRAKUJE TU CIEBIE
  doti 
Nie ma to jak noc 
tak cicho 
że można usłyszeć swoje myśli 
telewizor włączony u sąsiada 
który z pewnością od kilku godzin 
smacznie już przysypia 
a gwiazdy migocą jedna przez drugą 
byle byłoby piękniej 
poję się ciszą... 
Noc ma tylko jeden minus 
zawsze brakuje tu Ciebie. 


NIE PASUJEMY DO SIEBIE
  doti 
Nie pasujemy do siebie 
Ty jesteś słońcem 
a ja tylko gwiazdą 
nędznie świecącą... 
Jesteśmy jak noc i dzień 
oddaleni od siebie 
o setki mil 
i tysiące lat świetlnych. 
Jestem różą 
którą niesiesz z czułością ukochanej 
tylko że ranię Twoje dłonie 
aż do krwi. 
Więc wybacz mi 
już taka ma natura 
trudno jest mi ją zmienić. 
Moje życie jest jedną wielką 
nie gojącą się raną. 


SMUTNE ZŁOŚCI... 
  doti
Siedzą ukryte po kątach 
wchodzą między szpary 
radości i światła zachwytu 
czekają na moment 
I nadszedł 
wyskakują nieproszone 
jak klęska żywiołowa 
Ja przypatruję się 
nie sposób nie czuć tego 
co dzieje się wokoło 
to tak jakby ktoś uderzył mnie 
co najmniej w twarz 
Boję się wybuchów złości 
wolałabym być zamknięta 
sama w ciemnym domu 
bo tam chociaż można zapalić światło 
Próbuję zniknąć 
kulę się 
chcę płakać krzyczeć 
Znikają złości 
me zranione serce zostaje 


PROSZĘ... 
  doti
Poczekaj chwilkę 
za rogiem 
nie odjeżdżaj beze mnie 
zabiorę tylko parę płyt i
jedne spodnie 
po co mi więcej ? 
Parę butów będę miała na nogach 
wrzucę do plecaka jeszcze kilka martwych zapisków 
sprzed lat... 
Tylko poczekaj... 
Wezmę strach 
z którego kiedyś mnie wyleczysz 
i wszystkie wspomnienia 
te dobre i te złe 
sprzed tygodnia i sprzed godziny. 
Zostawię książki 
od czego są biblioteki ? ... 
i kota za którym będę tęsknić 
a on po kilku dniach ze smutku umrze. 
To czego nie chcę też zabiorę 
ból i łzy w oczach 
niepewność jutra 
ale i wiarę oraz nadzieję 
wielką miłość... 
Zajmie mi to tylko parę minut 
szybko wezmę wszystko 
bo prawie niczego nie mam. 
Ucieknę z radością na twarzy 
że nie muszę już wracać. 
A jak nie poczekasz powiem sobie 
„... no cóż...” 
Pójdę prosto przed siebie 
klucze wrzucę do ścieków 
obetrę twarz zlaną łzami rękawem 
uśmiechnę się do księżyca 
bo teraz nocami 
on będzie mi wiernym towarzyszem. 
Pójdę w przeciwną stronę 
żeby przez przypadek 
nie trafić na Twój dom 
bo wtedy serce pękłoby mi z bólu 
rozleciało na kawałki... 
Umarłabym przed zamkniętą dla mnie bramą. 


TY...
  doti 
Stanąłeś nad moim grobem 
nawet udało ci się nie myśleć o przeszłości. 
Twoja twarz była bez wyrazu 
po prostu pusta... 
W ręku trzymałeś bukiet konwalii 
obojętnie rzuciłeś je na grób 
nawet się nie pożegnałeś. 
Rzuciłeś tylko puste spojrzenie 
w stronę Krzyża. 
"No cóż..."-pomyślałeś 
"... kiedyś zawsze jest ten koniec..." 
Wcześniej czy później musiał nadejść. 

[c] 2006 doti