|
JADĘ
DO CZĘSTOCHOWY KUPIĆ MATKĘ BOKĄ FLUORESCENCYJNĄ
/sen/prestissimo błażej
j.klajza
na każdym przystanku wypadają zęby
walizki dewocjonaliami zapchane
wprost przekrój wyborczą kiełbasę
przestanę czytać ćmie o północy następną porcję śmietany
mijając Kłomnice a później Rudniki gdzie szarość
z nieba spada cementem przygnębiająco wyziewam
zawzięcie by do Aniołowa doczekać
już widzę wieżę choć wcale nie wierzę że wiara
cudownie uwierzyć chce we mnie
medalikarskim spojrzeniem
gdzieś od menela żula złodzieja dewianta kurwy
na Wieluńskim kupię za portfel skradziony
figurkę podróbki małoważnej wagi made in Lisiniec
jest dworzec całkiem kolejowy
koleją rzeczy nie po tej stronie gdzie nowy
czas wrócił do poprzedniej z epok i barak kwadratowy
od piłsudskiego od wolności kibel ten sam zajebany
gównem pedalstwem smrodem pielgrzymkowym
biegiem najświętszej Marii Panny aleją
ponad dachami zdawać by się mogło do sienkiewicza
gdzie cyganek siedem na ławkach wróżby sprzedając mamroczą
w potoku ludzi klękających dewot spoconych żebraków
różańców krzyżyków figurek straganów
obrazków łańcuszków trąbek obwarzanków
przepychańca taniec byle do klasztornej
stop
jam popapraniec

WSADŹ
GŁOWĘ DO PISUARU
błażej j.klajza
brutalizacji postaw patologii zachowań
oszczędź nam wsadź głowę do pisuaru
nigdy nie wyjdzie na światło dzienne
lęk przed ujawnieniem nastoletnim dupkom
nikomu niepotrzebnej wrażliwości
bo człowiek to numer statystyczny
żałosnych praktyk kategorycznych sprzeciwów
wzorców niegodnych naśladowania
oszczędź nam wszczepiając zbiorowy nowotwór
zanim zjawi się prokurator

DA
DA II
błażej j.klajza
bomba termojądrowa
fałszerstwa kompleks niższości
zaklęcie odpowiedź izotop
jadłowstręt psychiczny zmierzch kości
tygiel wojna jom kippur
złota waluta bloomsbury
życie po życiu prywatyzacja
kneset hot jazz partytury
nadprzewodnictwo gallipoli
pentagon pearl harbor lodówka
neutrino prawa człowieka
tworzywa sztuczne karkówka
arte povera eureka

EPIDERMA
błażej j.klajza
znamy się tylko z ławki w parku
udzielamy błogosławieństw miliardom stworzeń
milcząc na wszystkich skwerach Bombaju
oswajamy ślady przeobrażeń kontemplując naturę jaźni
by subtelnym dotykiem nie zamknąć brahmarandry
my
ponieważ "ja" kiedyś umrę
a życie nabierze wymiaru transcendentnego
na tej ławce w parku traumatycznych przejść

DO
KAPO Z PRACY NA PROGU ŚWIĘTA
błażej j.klajza
kicz w(i)erszyn
do kapo z pracy na progu święta
piszę to żałosne podanie
daj mnie w końcu święty spokój
i piętnaście minut na śniadanie
arbeit macht frei
zdejm z szyldu nad drzwiami
i tak zrobię to co zechcę
puszczając cię z torbami
i nie mów mi co sześć minut
że jutro już nie pracuję
że są tysiące na moje miejsce
i tak będziesz dla nich chujem
a poza tym wyzyskiwaczu
mendo społeczna kretynie
kogo ty chcesz na mą posadę ?
gdy reszta narodu w Londynie

MIĘKKOŚĆ NADGARSTKÓW
błażej j.klajza
kawę na ławę podczas spotkania inauguracyjnego
placek z jabłkami niby szarlotka a jednak keks
i drink ciepły jakiś z pianką naplutą
przez przemiłego kelnera w stroju adama
zazwyczaj nie chodzę do takich miejsc
nie pociągają mnie stalowe rurki i miękkie nadgarstki
panów co panów i pań co paniom szeptają
szczypiąc po tyłku warstwy ochronne
lateks
powrót w ciemności alkoholowej na peron
w toalecie tłok a pęcherz domaga się otwarcia
zaworu bezpieczeństwa i poszło w rynienkę zamiast pisuaru
tuż obok na dzieci rozgrzanego kolesia
co z namiętnością w oczach pożerał wyobraźnią
każdą kropelkę uryny
paw
kafelkowy z pięknym ogonem w kolorze
niestrawionego jabłecznika

[c]
2006 błażej J.KLAJZA. |