LET'S REBUILD BEIRUT, JEWS!  błażej j.klajza
najprawdopodobniej niczego to nie zmieni
ani krwi nie przecedzi
ani łez nie przesłodzi
najprawdopodobniej słowa nadlecą z południa
ostro wżynając się w zurbanizowanie
szczątki
matki córki ojcowie synowie ten sam homo sapiens
schodzący z drzewa gramoli się na nie
wyspecjalizowany

najprawdopodobniej to ostatnie słowa
oskarżony powstań sąd idzie
najwyższa jednostka uprzywilejowanego paragrafu
na klucz w metalowej klatce
na obraz i podobieństwo schronu
ale tutaj nic na głowę nie spadnie nie oderwie
ścięgien od kości najwyżej siniaki

najprawdopodobniej nikt nie wysłucha
radia z nad północnego nieba
kilka katiusz kilka granatów kilka dłoni
porozrzucanych w nieładzie na purpurowej trawie

Austriak miał rację?

 

JAK WIERSZY PISAĆ NIE NALEŻY  błażej j.klajza
Najbardziej lubię kiedy deszcz pada
Ale za oknem wrednego sąsiada
Kiedy chmur setki po nieboskłonie
Płyną a deszcz leje na moje skronie

Najbardziej lubię kochać się rano
Kiedy pod kołdrą ściągam pidżamę
I nogi twoje depilowane
Na moje barki są nakładane

Kocham cię serce mój ty kwiatuszku
Robaczku ptaszku pieseczku brzuszku
Ty mój wróbelku sopelku miodku
Niedźwiadku żabciu muszelko kotku

Najbardziej lubię kiedy serce z piersi
Wyśpiewać chce ci przecudowne pieśni
I kiedy ciągle deszcz sromotnie pada
Ale za oknem wrednego sąsiada

 

STRAWA  błażej j.klajza
bo nade wszystko przestałem wnikliwie rozpatrywać
dziesięć przykazań kamiennych proroczych słów
nie nazywać znów po imieniu każdej z osobna
i razem spisanych w zwoje i tylko czekam jak ona
niecierpliwa w welonie na koniu przepowiadając
kolejne plag setki w niebiańskiej szacie przed wschodem
syriusza pomiędzy piachem a pyłem trwania bez duszy
i w duszy coś grać zaczęło i wzrusza do łez tych banalnych
gdzie spojrzysz powietrze już nie przezroczyste
baśniowo jak gdyby a całkiem po prostu szara masa istot
w niej ja pośrodku przepycham się z wiarą że moja
bzdur racja że może pijana jej głośna owacja

bo nade wszystko nie odpokutuję
czyny za czyny burząc wciąż buduję

 

BERET  błażej j.klajza

a pani to niby taka ynteligencja brukowa
wyczerpane pokłady twarda niczym beton
a mnie po schodach tylko w dół iść przyszło
w górę już nie ma do czego ostatni egzemplarz
małpiego ogona oskubały sępy do kości
może i jeszcze nie nagiej ale to kwestia czasu

właściwie to kawą nic pani nie wskóra
a komórkę proszę odbierać poza pomieszczeniem
sama pani wie że rozrusznik to poważna sprawa
a serce nie jedno może mieć imię
poza tym kopert też nie przyjmuję od nieznajomych

że jestem chamem i wieś ze mnie nie wyjdzie?
nie każdy droga pani może mieć słomę w butach
i próchniczny uśmiech jadowitego węża
co do ostatniego mam jednak wątpliwości
i nie dorastam pani do pięt słodząc i cedząc
przez zaciśnięte pieści ostatnie z artykułowanych zdań

żegnam więc uprzejmie z szacunku do siebie
i beret niech zdejmie z krzyża

 

NAJMNIEJ OCZEKIWANE MOMENTY ZASKOCZENIA  błażej j.klajza
"zaczarowana dorożka
zaczarowany dorożkarz
zaczarowany koń"

kiedy Ildefons odwiedzał mnie w snach - czarowałem
przefrunąć z dachu na dach żaden problem pod warunkiem
dorysowania skrzydeł te nietoperzowe najbardziej odpowiadały
moim wyobrażeniom o ciemnej stronie aniołów stąpających
pośród zwykłych śmiertelników niczego nie podejrzewających
cieni w wyimaginowanej przez siebie przestrzeni

ta ciemna strona mojej natury dawała znać o sobie
dziwnym przeświadczeniem o nierealności bytu materialnej
struktury wszechświata nota bene przechadzającej się w parku
ot tak sobie bez jakiegokolwiek celu bez pożądania

tylko spokojnie ciepłym głosem mawiał trzymając
w dłoniach kolejną parę skrzydeł tylko spokojnie niech
prądy wyobraźni poniosą cię poza horyzont rzeczywistego
doświadczania struktur wyżej zorganizowanej materii
niech zawładną świadomością i rozproszą na cząstki
elementarne wszystkie egoistyczne emanacje duchowości
zawartej w trzech prozaicznych wersach

a nad ranem w najmniej oczekiwanym momencie
umierałem z rozkoszy w szalonym orgazmie zmysłów
otulony skrzydlatym pledem zaskoczenia

[c] 2006 błażej J.KLAJZA.