 |
MANDELSZTAM
plezantrop
Ich liebe dich, Herr Mandelsztam...
choć nie znam miejsca gdzie grób pana
ja pana na gitarze gram
gdy nieraz wódkę chlam do rana
bo nieraz tak mi jest - pan wiesz
że mnie nachodzi skuka-suka
i żaden do łba mi nie wchodzi wiersz
choćbym go całe noce szukał
a jeszcze wkoło draństwa tyle
że człowiek nie wie - jak je zdrapać
ja wiem że gnojem żywią się motyle
dlatego ich nie trzeba łapać
czasami myślę że mam fart
ja żyję sobie pan - już nie
no to mi powiedz, czy to żart
że tobie dobrze, a mnie źle?
ty jesteś panie mandelsztam
potęga, nieśmiertelny kolos
ja jestem zwykły polski cham
którego kręgi życia bolą
Ich liebe dich, Herr Mandelsztam...
choć nie znam miejsca gdzie grób pana
więc pana na gitarze gram
gdy z przyjaciółmi chlam do rana

JAKOŚ TAK...
plezantrop
kupiłbym ci sukienkę nową
tę w kwiatki, powiewną, wiesz...
i buzię dał kolorową
wszystko, co tylko chcesz...
ja gram, słowami, jak skrzypek
co umarł, nim podbił świat...
mam tylko - serduszko liche
jak ścięty przymrozkiem kwiat...
moja dziewczyna - wyśniona
wszystko zrozumie, bo - jak?
cała jest z wierszy stworzona
jak z płatków - polny mak...

PISARZ RYŻOWEGO PAPIERU
plezantrop
zbutwiałe liście
wspomnień spływały z niego bezszelestnie
więc rozgarniał drżącymi palcami brąz i czerwień
szukając takich soczyście zielonych wierząc
że przecież muszą być pośród rdzawej purpury przemijania
nasycony drobinami pyłu
pamięci nieśmiertelnych widoków
oto ona pośród fal gotująca na ganku stapająca baletnicą
umierająca na rżysku z dłonią wycelowaną w niebo
oto on pochylony nad czasem i dzieckiem wzrastającym
drzewem albo jak kreśli tuszem na ryżowym papierze
wielkie litery przeznaczenia
wtedy
łzą zrosił usta skrzywione bólem odlatujących ptaków
wierząc
że nie ma powrotu do zamkniętych drzwi pokojów
wczoraj
nie mylił się

HIGIENICZNIE
WYRYWAJĄC PAZNOKCIE
plezantrop
zapomnisz o niej przy mnie
bo ja ci nie dam pamiętać powiedziała
a ja przecież
dobrze dobrze dobrze
wiem że na jedną najlepsza jest druga
jak wódkę zakąsić śledziem w occie
to i zakąsiłem kawałkiem jej ciała jak
zrujnowany zwiedza bez przewodnika uzdrowisko
o, patrz wspaniałe toto
toto leży pytająco patrząco pytająco
to nie takie szybkie mamy czas
mamy czas
ja nie mam czasu na czas jaki tobie jest dany
bo mnie pożera jad pustki taki kryształowy jak sopel
królowej śniegu w sercu kaja
dobra
zacznijmy od nowa
od nowa
zacznijmy
sączyć sople
jadu?
dobra
a więc teraz, kurwa, my?

CYCE MOJEJ BABY*
plezantrop
alias
Thermos Zaczarowany
każdego ranka
O, JEZU! ZNOWU RANEK KAŻDY?!
a Ty zbierasz cycki
rozfalowane wdzięcznie, meduzio
na oceanie poduszek
i pytasz:
Zachary !
czy to ZNOWU RANEK KAŻDY?
cóż, no ja bym to może spiłował
ale nie Ty
niczego poza szponami
nie piłująca
nawet mojego pizicatto na puzonie
Ech
każdego ranka: Teczka Kapelusz
Thermos z jajecznicą i bułki oraz
iloraz
maciupki
(Hłe, hłe - my, Mysie-o-Małym-Rozumku
se możem na to pozwolić, nie?)
Cherie !
jak rano idę do roboty,
to zabieraj mie te cycki z poduszki
bo mi sie w nie łysina wplątuje!
Tak...
Co rano :
tramwaj 45, autobus 172, 42 minuty kolejką
2453 kroki do bramy
na trzecie piętro windą
54 metry do pokoju
albo 62 kroki do sracza, gdzie zjem
łapczywie
bułkę z salcesonem
(a na parapecie będą się grzmocić wróble)
No i tylko powiedzcie sami :
ciągle te problemy : fi-lo-zo-fi-czne!
A jeszcze jakiś niedoszczekaniec mnie powie:
co ty się, kurnia, wymandrzasz, pacanie?!
Pewnie!
Wolej by mię szczęznąć,
niźli popaść w takie złe towarzystwo
jakichś poetów i nawiedzonych, lisioryjnych poetek
I wolę już cyce mojej baby co rano zbierać
z poduszki
A do szuflady służbowego biurka
wkładam prezerwatywy z kapslem na wytrysk
Może sprzątaczka wpadnie!
------------------------
* Wiersz nagradzany wielokrotnie przez Moją Babę i Gronofanek

[c]
2006 plezantrop |