|
THE SIMS
błażej j.klajza
skądś przybywamy - rodzimy się w organicznej postaci
ograniczonej jedynie warstewką wrażliwej izolacji
czysta energia niby a materialnie namacalni
ty on i ja jak maski boga grającego nasze role
nie sacrum a codzienne misterium jutra
leżące na widoku - niezmiernie prosta konstrukcja
z przerażeniem patrzyłem jak niszczył społeczności
i wtedy zostały duchami strasząc następne eony
przewijających się mglisto postaci wyrwanych kartek
z kalendarza pływając w kółko aż się potopią
ktoś tam ponad głowami dopilnuje byśmy się zakochali
wybudowali dom posadzili drzewo napisali wiersz
spłodzili syna - a potem gdy tylko przyjdzie mu na to
ochota zniszczy nas wielkim tsunami
pogrąży w alkoholizmie albo zwyczajnie utopi w basenie
gdzie przebiegają granice normalności
"wcale nie przebiegają, jeżeli mielibyśmy wiedzieć
to byśmy wiedzieli, a skoro nie wiemy, to nie mamy wiedzieć"
pozostaje tylko godzić się na to co jest
genialne

ZAKAZ WYPROWADZANIA PSÓW BEZ SMYCZY I KAGAŃCA
błażej
j.klajza
gdyby taki statystyczny Miałczyński nasrał na chodniku
żaden szanujący się strażak miejski lub inny stróż anioł
nie ruszyłby nawet blondyną celem wymuszenia posłuszeństwa
bo prawo i sprawiedliwość być muszą
czy to ci się podoba drogi czytelniku czy też nie
gdyby tak statystyczny kundel obsikał luksusową lampę
w mniej luksusowym parku lub też nie daj boże kopulował
z suczką na oczach młodocianych
jak znam życie odszczekać by musiał wszystko
przed najwyższym majestatem niezależnie skorumpowanych sądów
bo prawo i sprawiedliwość być muszą
a gdyby tak wszystkich nagle szlag trafił
i wszyscy mieliby głęboko w dupie całe te przepychanki
to czy statystyczny Miałczyński ku uciesze gawiedzi
ukrzyżowałby się na masce niebieskiej suki
krzycząc w niebogłosy że prawo i sprawiedliwość być muszą
zakaz wyprowadzania psów bez smyczy i kagańca
cokolwiek miałoby to znaczyć

SPECYFICZNY RODZAJ WILGOTNOŚCI
błażej j.klajza
i ponownie stworzył był na obraz i podobieństwo
i ponownie w perzynę obrócił był
jam jest ten który cię odwiódł
od czynów haniebnych światło pokazał
klapsa na zaś jak rabi zanim do sklepu posłał
i z karabinem w świętą wojnę wplótł
nici przeznaczenia bo tak zapisano
między wersami kolejnego wiersza
grzmią świszczą serenady ronda
kierat aż po następny odczyt kabały
qui pro quo mało zabawne
mało efektowna wyliczanka bijącego
o ścianę wyznawcy moralnego niepokalania
jesienią łysi grupami migrują do centrum
ktoś ma ochotę na kebab?

ACH, GDYBYM BYŁ BATMANEM...
błażej j.klajza
w mojej szafie menuety
półki pięciolinii z kluczem do
negatywów o nieznanym znaczeniu
hybrydy szlachetnie klepiące biedę
gdy zima otwiera bramy cmentarzy
koło mozolnie toczę po kamienistym
wyryte dialogi w pamięci marmuru
stary kufer z rupieciami dawno
zatęchłych wspomnień sięgam a w dłoni
etyka puszcza oko do samej siebie
siadam i piszę - prawie przymus
jak pogromca orgazmów płynę energią
życia uwikłaną w zasadę wolnej woli
zostawiam boga w spokoju
w mojej szafie wątpliwości

[c]
2006 błażej J.KLAJZA |