|
BEZ KOŃCA POCZĄTKI I POCZĄTKU SKOŃCZENIA
plezantrop
(fragmenty nieodnalezionego manuskryptu )
...kochankowie co imiona ich dawno
zaszły śniedzią zieloną
zadawali ustami swoim ciałom cierpienia
aż poczuli z nienacka że pochłonie ich morze
jarzębiną nad głowami falujące czerwono...
...tak kochali żarliwie wiarę uczuć do siebie
ciała gładko doznaniem spełnienia sycili
i popłynęli strugami siebie na cztery strony
za nic mając klepsydry i skrzypienie szubienic...
jarzębinowy las
płonący wyciął miecz
więcej nie bedzie nas
nie będzie - łatwa rzecz...
*
Na modłę prowansalskich, XIII-wiecznych pieśni czasu moru.

3 LISTY plezantrop
LIST 1
pamiętasz, kiedyś piliśmy browar nad morzem, ja stawiałem a
mewy morszczyn fale o nie mniejsza
powiedział pan
szukaj swojego życia bo się pogubiłeś w gąszczu
ja się z panem zgadzam szukać muszę avatar
zapodziałem psia mać wśród zbędnych niezbędnych
kobiet wielokształtnych wonnych i ciepłych pościelą
ale żebyś pan teraz zobaczył mandalę mnie
o, kurwa co za żałosny widok! więc ja się zgadzam
muszę szukać albo sobie coś zrobić
to pan stworzył mnie i ten świat, panie gdzie
żyję w koegzystencji z potworami nocy więc oczekuję
wsparcia no bo jak inaczej?
w kosmosie obowiązuje homeostaza : ja ci kiedyś
postawiłem piwo teraz ty
postaw mi życie
LIST 2
"Kochana
teraz ze sobą mi nie za bardzo...
meczą mnie ranki ołowianym słońcem
spacery
dookoła siebie za rękę z cieniem
no i te wieczory do świtu kiedy piję
herbatę nasłuchując pociągów rozlicznych
przeznaczeń których nie ma w rozkładzie pkp
wiesz przecież że można wszędzie zawsze
jest jakiś tunel ze światełkiem albo leśne
stacyjki ciszy
słuchaj
spakowałem smutki i trochę pogniecionych myśli
klucze uczuć zostawiłem
żurawiom to sobie odbierzesz na wiosnę, dobrze?
więc... do kiedyś
nie nie czekaj z kolacją
zjedz z innym"
LIST 3
"Witaj
chyba ruszę dupę z tego miasta turystów i niczego więcej
poza wieżami kościołów i trzydziestoma czterema bankami
na jednej tylko ulicy no może Żuraw tu nawet galerie sztuki
o szesnastej zamykają a w niedziele powiesić się można
taki intelektualny cmentarz, kolego...
Stary!
własnego graala chcę odnaleźć
pomiędzy trzecim wzgórzem a jedenastym dębem pośrodku
leśnego stawu gdzie czeka naga nefrytowa nimfa wodna
jasne
pieprzę bez sensu ale sens to zapalanie peta
od kuchenki gazowej jak neronowe podpalanie rzymu
nie moje przesrane życie teraz biegnie jak biegunka
poszukam czegoś co nie chce mnie znaleźć a może
to tylko flaszka która mrozi się dla mnie
w lodówce warminskiego młyna albo
terakotowe uda we młynie bieszczadzkim i bławat oczu?
co ja z tymi młynami się namam, nic tylko mielą
moje myśli na grubą mąkę pragnień i tęsknot dobrze
że to nie wiatraki odleciałbym dmuchawcem
Wiesz
znalazłem dziś psa bezpańskiego jak ja i tak sobie
pogadaliśmy o naszej niedoli nad motławą tam gdzie już nie ma
hamburgerów i coli potem on roztopił się w trawie a ja rozpłynąłem
się herbatnikiem zmoczonym cieniami lip nad radunią
postałem z głową na korze jak kolejna gałąź aż mnie zapytali
policjanci piękni czy mi co nie jest
a skąd! wszystko OK
no sam widzisz jeszcze nie wyjechałem a już odjeżdżam jak
eksportowany azbestowy odpad jak wrócę jeśli
wpadniemy do mariackiego pogapić się na sacrum
i powąchamy trochę dymów świec recytując jakieś coś
a potem wóda czy browary na stogach z dupami wwbitymi
w ciepły piach pod gwiazdami przeznaczenia...
konstelacje naszych porąbanych losów zawsze się zatrybiały
o alkohol kobitki i sztukę niezłe z nas sztuki
były wczoraj jeszcze a ja jutro popływam
rybiąc w oceanie zatoki poleżę na piachu i opalę
resztki skrzydeł na chuj mi te pióra?
ikaruję, stary, ikaruję..."

POZDROWIENIA plezantrop
jeszcze sie zazielenisz, jeszcze się rozprzestrzenisz
dotykiem czyimś rozkwitniesz
w drzewo wysokie i niebo błękitne
bez chmur i bez cieni
pozdrowienia
idącym samotnie alejami
pozdrowienia
pijącym herbatę z cieniami
im życzenia donośne jak dzwony
nie jesteś samotny, bądź pochwalony!
jeszcze się zazielenisz, jeszcze się rozprzestrzenisz
dotykiem czyimś rozkwitniesz
w drzewo wysokie i niebo błękitne
bez chmur i bez cieni

INWOKACJA DO EPILOGU DLA VILLONA plezantrop
kiedy cię niebo obrzuci kamieniami
zawsze pozostanie ci piekło
pośrodku i tak nic nie ma chociaż
ty i te twoje oczekiwania na gifty przeznaczenia
możecie sugerować coś innego
jak odpustowy tandetny obrazek
kup mnie a zbawię ci duszę
to nie była frajerze żadna szeherezada czy ann-louise
tylko tania uliczna kurwa na zdartych obcasach
z tym swoim ochrypłym
zrobię ci laskę kochanie
a w oczach miała siwy deszcz
ten sam który bębnił o parasol twojego smutku
smutne...
na garbatych wydmach pustych zaśmieconych plaż
twojego życia pancernego kraba o zdumionych oczach
flaszka alladyna jak ostatnia reduta albo egzorcyzm
apage, życie

REMINISCENCJE GDAŃSKIE Z INDII plezantrop
ty wiesz?
mój dom ma paszczę kobry
powiedz
jaden lub dwa suche capati
twoje nogi i ramiona jak wyjesz
panie tak chcę daj mi wszystko ech
a potem nagle: :
nie chcę być z głupcem, mężczyzno powiedz:
co to jest mahaparinirvana?
a widziałaś, miła moja,
tatuaż na moim ramieniu?
nie dałem go nikomu wyciąć a matka mówiła
om mani padme hum? ty katolik nie jesteś? ech, mamo...
byłaś naiwna
przecież chrystus ma na imię bodisatva...
ta moja dziewczyna o rudych włosach łonowych
i wydętych wargach rozebrała sie, sparzyła herbatę rozłożyła nogi
piersi miała nie najciekawsze
(ale moje były moje, jak ołtarze moich bogów,
których ja wyznaję, nie Wy)
i wtedy
mnie codziennie rodziła się parvati
i stała się wielkość
a ja zapytałem:
Pani, wszak nie dla mnie
tak
odpowiedziała sykiem
ty wiesz?
mój dom ma paszczę kobry - wije się
wiem, że mnie dosięgnie
choć kiedy w nocy szedłem dusznym gajem
to widziałem kobry i deptałem je
sandałem przeznaczenia
słoń wyszeptał:
ciiiiii...
pokorna dziewczyna w mroku pyta
z ręką w rozporku
jesteś bardzo smutny dlaczego, sahib
ach
zwykły cham czego się na twoje nie przełozy.....
utulę cię mówi
utuliła

CHRZĘST PIACHU W OCZACH plezantrop
jakie to było proste pomyślić tylko że starczyło wstać
wyjść na przestrzenie nocy z petem w ustach
nawdychać się jodoozonu od plaży i nie!
powiedzieć nie na te gadania przekonywania przedkładania
argumentów i inne duperele ale nie!
nie zrobił tego tylko jak stał
tak poszedł za nią kolorowoodzianą w batystową sukienkę
hinduskie badziewie pachnącą jojobą wiedząc
że znowu pogrąży się w niej bez pamięci a jak się w niej
pogrąży to pogrąży się w bagno nieskończoności pretensji
o cokolwiek nawet że gwiazdy krzywo na niebie i dlaczego
ten świat taki zły a co ty taki smutny i piwo za ciepłe
język za wolny szybciej głębiej jezu!
ale jakoś będzie bo zawsze jest jakieś jakoś nawet oni
w obozach mieli jakoś to co ja
a że mi tam piach w oczach chrzęści...
i zawsze te weneckie maski mu we łbie i te gondole
carla z nogami szeroko a on jaguarem myśli gdzie indziej
może paramaribo puerta negra ta wiocha nad brudną orinoko
z odrażająco brudną indiańską dziwką jego dziesięciodolarowe eldorado
bez brwi rzęs i włosów na cipie odpływał pordzewiałą skorupą
vaia con dios co na nasze ruchaj z bogiem
się zaśmiewali do łez żłopiąc piwoszczyny o złotej nazwie oro...
więc nie powiedział nie! monty python by się uśmiał z niego
kiedy tak siedział na nocnym piasku a ona w falach
myjąc sobie pytała no dlaczego tak milczysz pewnie mnie
nie kochasz jasne tylko o to ci chodzi
dosyć!
popatrzył na nóż w piasku i otworzył sobie żyłę
butelki
jak zwykle gnojek nie umiał powiedzieć
nie

[c]
2006 plezantrop. |