BEZ KOŃCA POCZĄTKI I POCZĄTKU SKOŃCZENIA  plezantrop
(fragmenty nieodnalezionego manuskryptu )

...kochankowie co imiona ich dawno 
zaszły śniedzią zieloną 
zadawali ustami swoim ciałom cierpienia 
aż poczuli z nienacka że pochłonie ich morze 
jarzębiną nad głowami falujące czerwono... 

...tak kochali żarliwie wiarę uczuć do siebie 
ciała gładko doznaniem spełnienia sycili 
i popłynęli strugami siebie na cztery strony 
za nic mając klepsydry i skrzypienie szubienic... 

jarzębinowy las 
płonący wyciął miecz 
więcej nie bedzie nas 
nie będzie - łatwa rzecz... 


Na modłę prowansalskich, XIII-wiecznych pieśni czasu moru. 


3 LISTY 
plezantrop

LIST 1 
pamiętasz, kiedyś piliśmy browar nad morzem, ja stawiałem a 
mewy morszczyn fale o nie mniejsza 
powiedział pan 
szukaj swojego życia bo się pogubiłeś w gąszczu 
ja się z panem zgadzam szukać muszę avatar 
zapodziałem psia mać wśród zbędnych niezbędnych 
kobiet wielokształtnych wonnych i ciepłych pościelą 
ale żebyś pan teraz zobaczył mandalę mnie 
o, kurwa co za żałosny widok! więc ja się zgadzam 
muszę szukać albo sobie coś zrobić 

to pan stworzył mnie i ten świat, panie gdzie 
żyję w koegzystencji z potworami nocy więc oczekuję 
wsparcia no bo jak inaczej? 
w kosmosie obowiązuje homeostaza : ja ci kiedyś 
postawiłem piwo teraz ty 
postaw mi życie 


LIST 2 
"Kochana 
teraz ze sobą mi nie za bardzo... 
meczą mnie ranki ołowianym słońcem 
spacery 
dookoła siebie za rękę z cieniem 
no i te wieczory do świtu kiedy piję 
herbatę nasłuchując pociągów rozlicznych 
przeznaczeń których nie ma w rozkładzie pkp 
wiesz przecież że można wszędzie zawsze 
jest jakiś tunel ze światełkiem albo leśne 
stacyjki ciszy 

słuchaj 
spakowałem smutki i trochę pogniecionych myśli 
klucze uczuć zostawiłem 
żurawiom to sobie odbierzesz na wiosnę, dobrze? 
więc... do kiedyś 
nie nie czekaj z kolacją 
zjedz z innym" 


LIST 3 
"Witaj 
chyba ruszę dupę z tego miasta turystów i niczego więcej 
poza wieżami kościołów i trzydziestoma czterema bankami 
na jednej tylko ulicy no może Żuraw tu nawet galerie sztuki 
o szesnastej zamykają a w niedziele powiesić się można 
taki intelektualny cmentarz, kolego... 

Stary! 
własnego graala chcę odnaleźć 
pomiędzy trzecim wzgórzem a jedenastym dębem pośrodku 
leśnego stawu gdzie czeka naga nefrytowa nimfa wodna 
jasne 
pieprzę bez sensu ale sens to zapalanie peta 
od kuchenki gazowej jak neronowe podpalanie rzymu 
nie moje przesrane życie teraz biegnie jak biegunka 
poszukam czegoś co nie chce mnie znaleźć a może 
to tylko flaszka która mrozi się dla mnie 
w lodówce warminskiego młyna albo 
terakotowe uda we młynie bieszczadzkim i bławat oczu? 
co ja z tymi młynami się namam, nic tylko mielą 
moje myśli na grubą mąkę pragnień i tęsknot dobrze 
że to nie wiatraki odleciałbym dmuchawcem 

Wiesz 
znalazłem dziś psa bezpańskiego jak ja i tak sobie 
pogadaliśmy o naszej niedoli nad motławą tam gdzie już nie ma 
hamburgerów i coli potem on roztopił się w trawie a ja rozpłynąłem 
się herbatnikiem zmoczonym cieniami lip nad radunią 
postałem z głową na korze jak kolejna gałąź aż mnie zapytali 
policjanci piękni czy mi co nie jest 
a skąd! wszystko OK 
no sam widzisz jeszcze nie wyjechałem a już odjeżdżam jak 
eksportowany azbestowy odpad jak wrócę jeśli 
wpadniemy do mariackiego pogapić się na sacrum 
i powąchamy trochę dymów świec recytując jakieś coś 
a potem wóda czy browary na stogach z dupami wwbitymi 
w ciepły piach pod gwiazdami przeznaczenia... 
konstelacje naszych porąbanych losów zawsze się zatrybiały 
o alkohol kobitki i sztukę niezłe z nas sztuki 
były wczoraj jeszcze a ja jutro popływam 
rybiąc w oceanie zatoki poleżę na piachu i opalę 
resztki skrzydeł na chuj mi te pióra? 
ikaruję, stary, ikaruję..."


POZDROWIENIA 
plezantrop
jeszcze sie zazielenisz, jeszcze się rozprzestrzenisz 
dotykiem czyimś rozkwitniesz 
w drzewo wysokie i niebo błękitne 
bez chmur i bez cieni 

pozdrowienia 
idącym samotnie alejami 
pozdrowienia 
pijącym herbatę z cieniami 
im życzenia donośne jak dzwony 
nie jesteś samotny, bądź pochwalony! 

jeszcze się zazielenisz, jeszcze się rozprzestrzenisz 
dotykiem czyimś rozkwitniesz 
w drzewo wysokie i niebo błękitne 
bez chmur i bez cieni 


INWOKACJA DO EPILOGU DLA VILLONA 
plezantrop
kiedy cię niebo obrzuci kamieniami 
zawsze pozostanie ci piekło 
pośrodku i tak nic nie ma chociaż 
ty i te twoje oczekiwania na gifty przeznaczenia 
możecie sugerować coś innego 
jak odpustowy tandetny obrazek 
kup mnie a zbawię ci duszę 

to nie była frajerze żadna szeherezada czy ann-louise 
tylko tania uliczna kurwa na zdartych obcasach 
z tym swoim ochrypłym 
zrobię ci laskę kochanie 
a w oczach miała siwy deszcz 
ten sam który bębnił o parasol twojego smutku 
smutne... 

na garbatych wydmach pustych zaśmieconych plaż 
twojego życia pancernego kraba o zdumionych oczach 
flaszka alladyna jak ostatnia reduta albo egzorcyzm 
apage, życie 


REMINISCENCJE GDAŃSKIE Z INDII 
plezantrop
ty wiesz? 
mój dom ma paszczę kobry 
powiedz 
jaden lub dwa suche capati 
twoje nogi i ramiona jak wyjesz 
panie tak chcę daj mi wszystko ech 
a potem nagle: : 
nie chcę być z głupcem, mężczyzno powiedz: 
co to jest mahaparinirvana? 

a widziałaś, miła moja, 
tatuaż na moim ramieniu? 
nie dałem go nikomu wyciąć a matka mówiła 
om mani padme hum? ty katolik nie jesteś? ech, mamo... 
byłaś naiwna 
przecież chrystus ma na imię bodisatva... 

ta moja dziewczyna o rudych włosach łonowych 
i wydętych wargach rozebrała sie, sparzyła herbatę rozłożyła nogi 
piersi miała nie najciekawsze 
(ale moje były moje, jak ołtarze moich bogów, 
których ja wyznaję, nie Wy) 
i wtedy 
mnie codziennie rodziła się parvati 
i stała się wielkość 
a ja zapytałem: 
Pani, wszak nie dla mnie 
tak 
odpowiedziała sykiem 

ty wiesz? 
mój dom ma paszczę kobry - wije się 
wiem, że mnie dosięgnie 
choć kiedy w nocy szedłem dusznym gajem 
to widziałem kobry i deptałem je 
sandałem przeznaczenia 
słoń wyszeptał: 
ciiiiii... 

pokorna dziewczyna w mroku pyta 
z ręką w rozporku 
jesteś bardzo smutny dlaczego, sahib 
ach 
zwykły cham czego się na twoje nie przełozy..... 

utulę cię mówi 

utuliła 


CHRZĘST PIACHU W OCZACH 
plezantrop
jakie to było proste pomyślić tylko że starczyło wstać 
wyjść na przestrzenie nocy z petem w ustach 
nawdychać się jodoozonu od plaży i nie! 
powiedzieć nie na te gadania przekonywania przedkładania 
argumentów i inne duperele ale nie! 
nie zrobił tego tylko jak stał 
tak poszedł za nią kolorowoodzianą w batystową sukienkę 
hinduskie badziewie pachnącą jojobą wiedząc 
że znowu pogrąży się w niej bez pamięci a jak się w niej 
pogrąży to pogrąży się w bagno nieskończoności pretensji 
o cokolwiek nawet że gwiazdy krzywo na niebie i dlaczego 
ten świat taki zły a co ty taki smutny i piwo za ciepłe 
język za wolny szybciej głębiej jezu! 
ale jakoś będzie bo zawsze jest jakieś jakoś nawet oni 
w obozach mieli jakoś to co ja 
a że mi tam piach w oczach chrzęści... 

i zawsze te weneckie maski mu we łbie i te gondole 
carla z nogami szeroko a on jaguarem myśli gdzie indziej 
może paramaribo puerta negra ta wiocha nad brudną orinoko 
z odrażająco brudną indiańską dziwką jego dziesięciodolarowe eldorado 
bez brwi rzęs i włosów na cipie odpływał pordzewiałą skorupą 
vaia con dios co na nasze ruchaj z bogiem 
się zaśmiewali do łez żłopiąc piwoszczyny o złotej nazwie oro... 

więc nie powiedział nie! monty python by się uśmiał z niego 
kiedy tak siedział na nocnym piasku a ona w falach 
myjąc sobie pytała no dlaczego tak milczysz pewnie mnie 
nie kochasz jasne tylko o to ci chodzi 
dosyć! 
popatrzył na nóż w piasku i otworzył sobie żyłę 
butelki 
jak zwykle gnojek nie umiał powiedzieć 
nie

[c] 2006 plezantrop.