ZAPISY NA TERAPIĘ POLEGAJĄCĄ NA WZBUDZENIU 
W SOBIE RADOŚCI
błażej j.klajza
przestaję rozsądnie myśleć w okresie czterdziestu dni
na ogół chrześcijanin choćby w kwestii zdrowia
w dużej mierze ignorant pozostający w stosunku
do stosunku - ślepiec na choroby duszy - uciekam 
się do pomocy tych którzy z pewnością 
nie chcą mnie uszczęśliwić a swoją kieszeń traktują 
niczym nowoczesny sejf w szwajcarskim banku

perspektywa jak zawsze skrzywiona nowotwór
z przerzutami - przerzutniami w porządku mam raka 
jeszcze jakieś trzy miesiące a potem będę się cieszył 
moje gratulacje - odpowiedź z nikąd - ujrzysz
Pana i zamieszkasz tam dokąd wszyscy zmierzają 
optymistycznie - wymarzona od dawna terapia szczęściem 
a ludzie powoli unikają spojrzeń w głąb siebie 
jakby zaraza przenikała ich do szpiku do mitochondrium

odczuwam coś na kształt lekkiej lewitacji 
zwykle spadam w reakcji opartej na niepowstrzymaniu strachu 
jestem czymś więcej niż ciałem i umysłem 
wchodząc na drogę pojawiającą się przypadkiem
napycham sakwy świeckim egzorcystom


ŁZAWICA
błażej j.klajza
w moim basenie kupa ścierwa
przesiąknięty miłością
tarzam się w tym gównie 

samoobsługa 
siedzę na kiblu paląc papierosa
żar na kutasa 
parzy 
zesrałem się z bólu 
a Maniek opiera się na parapecie
pluje przez okno 
wydzieliną z zatok na wszystkie blond laski

współpraca
ja na kanapie 
ona na ekranie 
orgazm zachlapane miejsce 
przecięcia pępowiny 
a Maniek na parapecie wkłada palec w gardło
szmata micha 
sprzątanie 

tarzam się w tym gównie 
innego nie znam
u siebie 

kurwa
kim jest ten Maniek


ARS ARMANDI 
błażej j.klajza
rozwalony w młodej pokrzywie 
pa(t)rzę 
cumulusy jak zające 
z cukrowej waty 
w okolicach brwi daszek z dłoni 
w okolicach pachwin powiększone węzły

w okolicy bezptasio 
tylko szum przepływającej krwi 
na przystankach zgodnie z rozkładem

byczy się Tym on i byczy
i krzyczy błękitem wyrwanego 
z płuc powietrza 

nie odpowiada za siebie nie ocenia 
rozwalony na młodej pokrzywie 
leniwie przewraca się na pępek

 

{c} 2007 błażej j.KLAJZA