|
|
KINO MILUTKIE
female
W twoich rękach
jestem jak zblazowany błazen
Który jak kamień lecz wbrew naturze
W górę zamiast w dół się wspina
Kto zmieni ta drogę?
Ale moment.
Chwila!
Sekunda.
Zabobony zawsze były tym co na końcu.
Więc dalej hola hop niech
Karuzela mnie napędza
niech melodia wybrzmiewa
Ona zawsze sprowadza mnie do parteru
To nie defilada
tutaj albo rozkosz albo nienawiść

TO JA IDĘ
female
Żyję twoim kosmetykiem.
Jestem tym czym się rysujesz.
Czuje jak kreujesz swoje ruchy.
One zawsze są zintegrowane,
Wymodelowane, pokręcone.
Są dopięte i rozpylające,
Całkiem zżyte z tobą.
Ale czy ze mną? To nie istotne.
Pochłania mnie każdy cal
twojego wyuzdania. To potęguje,
Ironizuje, sytuacje.
Lecz ja wiem, ty wolisz
To ze mną
Ponieważ spadające liście profanują,
to czego nie wiemy.
Lecz każda iskierka
ukazuje piękno od środka
To nie boli.
To chwila naszego smutku.
Ty, ja, oni to leży gdzieś pośrodku
tam gdzie planujesz najwspanialsza rozkosz
Szpilkowa egzekucje.

NICZYJE
female
Nastawiłaś płytę z dość dziką melodią
Czy ta kurwa zawsze mnie zlustruje?
Ja ją potępiam, a ona jak bumerang
Mnie łaskocze po piętach
Ty płaczesz, spadające łzy
rysują we mnie otchłań
Normalnie jesteś jak tęcza
Ujmujesz, irytujesz
Całujesz, kastrujesz
Nigdy się nie poznamy
lecz twój zapach
Jest tutaj we mnie i odblaskuje
Kolorami tęczy
Dusi mnie to i prowokuje
Lecz bez tym względów
Nie mogę dalej żyć.

NIEDOSTATEK
female
Jasne
we mnie jest to
czego każdy pragnie
Tak, inaczej by nie mogło być
Tak czy inaczej,
ona to drapie niczym
drapieżna kotka
wzdycha i się wygina
wdycha te swoje opium
niczym wiosenny zapach maków
ale dlaczego to jest barwne?
skoro blokuje moją świadomość.
Ja wiem to nie istotne
Inaczej każdy by blokał numer
z tlenofonu,
z kosmodromu.

{c} 2007 female FRAGILE
|