GWIZD, ŚWIST, WE MNIE TRACH piotr 'pio' głowacki
Co z nami będzie, gdy czas kąty sprostuje i zimę wypędzi?

Już zacząć trzeba na nowo, na nowo stękać i jęczeć 
lub się naginać. Świszczeć smutniej i namiętniej, 
aby niewolnych słów więcej nie używać, jeszcze chwile 
i zejdzie nam zima! Ach, nieobecność Twoja, 
wszystkie te świty i zmroki, dzienne rozstania
i nocne pożegnania, cała tęsknota naszego stołu,
dom opustoszały z westchnień, usta trawione żalem,
pragnieniem, myśli, co horyzont znaczą Twoim ciałem,
wzniesienia, pagórki, dna den, cała ta pustka,
Tak teraz i zawsze we mnie zostaniesz.

I Miły mój, moim jesteś Umiłowanym, rujnując to nic 
ze mnie teraz, bo nic poza nami nie będzie.
Mój głos trawisz zanim po raz pierwszy jęknę,
a nie ma o czym już słuchać. Pot mój na sobie
osuszysz, ustom ofiarujesz wodospad,
stół sobą pokryjesz i krwiste usta zacałujesz.
Dom przewrócisz do góry nogami. Od tyłu 
wejścia, przyjścia, i ma dusza co chciała.
Poranki i sploty, zmroki i zaloty,tak teraz i już,
gwiżdżę na ucha Twojego róg.


W TYM ŚRODKU KSZTAŁTÓW JEST CMENTARZ piotr 'pio' głowacki
W tym środku, co burzy mi kształty nadziejnie,
zmienia chwile w jutro, nuci piękniej każde rozczarowania.
Tym poznaniem, co do drogi przymusza, zawracać nie zezwala,
odkryje w nim zakazany nieba zapach - idę.
Na wieki wieków to amen wymuszę i choć klękam tuż obok,
przed nim, za nim, czy z każdej ze stron,
to nie rozprasza się zapach i we mnie się rozpachniał.

Jego dotyk, co każdy ślad mi zostawił,
piętno, traumę po nim.
Jego szept, co pokój sławił i ciszę,
krzyczy głośniej, już nie zamilknie.
Dotyka wargami, przykuca, łaknie wniebowzięcia,
ściany wyburza i przestrzeń daje nowej myśli.
Ten on i ja, to radość z początku początków przywrócona
i o świcie wysłuchasz, jak odziany w ideały krążę i tracę,
kiedy upadam z najdokładniejszym staraniem,
aby Twój zapach zdławić, na sobie, tuż w środku,
bo kształty rujnuje, po Tobie jestem cmentarzem.
Cmentarz wszystkich wspólnych zdarzeń.

 

{c}2009 piotr pio GŁOWACKI