BAEDEKER
plezantrop
zanim uderzysz gromem
nieogolonego pyska w spękaną od suszy uczuć 
równinę twojego beznadziejnie śmiesznego ja
dokonaj przeglądu wszystkich awiacyjnych możliwości:

wosku, gęsich piór (ikar - dedal)
skórzanej rozpostartej orłem tarczy (starorzymsko)
trójkątnego wora (upadek z wiezy eiffela)
nowoczesnej paralotni 


ewentualnie jakiegoś wyjścia awaryjnego w postaci 
pół litra
dupy od tamtego stolika przy barze (chętna)
udawanego zainteresowania dinozaurami 
chiromancją
życiem jezusa pióra ricciottiego
*wpisz inne i odpierdol się

w rozpięciu koszuli nosisz krzyżyk
wyobraża pasję, jasne!
ta twoja cholerna pasja do wyobrażania sobie bóg wie czego
i skłonności do rozważania babrania 
zawracania dupy wszystkim i każdemu osobno:
a co o tym sądzisz o - tu! o tu! no - tu!
nie widzicie? czytajcie!
a potem uderzasz gromem
nieogolonego pyska w spękaną od niezrozumienia
nieodczytania topografii równinę twojego 
beznadziejnego ja zdumiony
choć (jak zapewniasz) dokonałeś przeglądu wszystkich (być może)
wariantów możliwego ciebie

chcesz zrozumienia idź na kurwy 
albo płyń z nurtem oczyszczającej wszystko 
wódy jordanu ale 
kiedy piszesz wiersz szukaj tylko żyletki
ogol pysk i pazurami myśli przeoraj równiny 
serengeti siebie

wikłacz podsunie ci odpowiedzi
rozwikłaj je edypio: kopniakiem


CZAS SNU
plezantrop
nie mam dróg w gwiezdnych szlakach 
dla mnie wszystko jest tutaj
pod miękkim pancerzem opuszków
w zapachu leniwie płynącej rzeki czasu 
wirującym piórku sroki

no i co z tego że za oknem noc
kiedy głowę oświeca mi światło
wczorajszego dnia a szelest liści
dźwięczy w tonacji jesiennej
a-moll
a w moich zaciśniętych dłoniach jest przestrzeń
mnie o poranku i nocna godzina kiedy
patrzę na jabłoń zaokienną

jeśli zechcę dotknę jutra 
nieskończoną nadzieją

niby kogo nie ma?
są przy mnie wszyscy nikogo nie brakuje
wystarczy podnieść głowę ponad rzeczywistość przecież
czas snu mają nie tylko chodzący głowami w dół
faceci od kangurów
płomyk z zapachem wosku relatywizuje niemożliwe

uwierz, możliwe


DIALOG
plezantrop
tak?

tak tak tak tak tak! popełniałem tak!
myślą mową uczynkami
każdym gestem
całym sobą popełniałem
nie bacząc

czy było ci z tym dobrze?

a czy było mi z tym źle?

a czy pragniesz jeszcze czy jest już
uzdrowiona dusza twoja?


a była nadpsuta jak spadłe w twoim edenie jabłko?
czyje to nie było jabłko twoje?

tak tak tak tak tak! 
dobrze mi było o, dobrze
więcej nie pamiętam


ECH, SZKODA ŻE NIE JESTEM HARRY!*
plezantrop
jak ja się umęczyłem tym wszystkim:
oddychaniem żuciem pulsem porostem włosów
słownymi wspinaczkami i szuraniem myśli
w pustych alejach zdań metaforokształtnych
no po prostu 
każdym paskudnie wbitym kolcem
niegdysiejszych popołudni wspomnień

a herbata?
nawet herbata ma smak nie-bywały
jakby nie rosła nie dojrzewała w cieniu
słomianych kapeluszy nad brwiami chinek
żółciutkich wykąpanych i pachnących ślicznie
tylko od razu z paczki: siadaj i 
pij, ty wstrętny pijaku herbat!

siadam i piję ja
anonimowy podglądacz pamięci:

dwie dzieweczki, piwo z beczki
warkoczyki, lampioniki
hop sa sa, do lasa!


to są sny moje deliryczne między godzinami 
od poranka do zmierzchu
jadeitowa mgła myśleń i drżączka:
komu to? po co to? ech

ale tak kuć w granicie albo szurać po papirusach
budować piramidy kanały mosty przerzucać
emablować kobiety kołysać dziećmi lub palmami
hazard uprawiać cudzołóstwo pola ryżowe minowe
no coś, cokolwiek nawet sznury pociągać dzwonów
jak quasimodo w nadziei że
ale tak? jakie tam: że?
komu to? po co to? 
___
* Motyw tytułu zaczerpnąłem od Orbitowania 
Bez Cukru i playing.angel



INTERWAŁY
plezantrop
1
zaparowały mi oczy chłodem jesieni
myśli płynęły szarymi kaczkami 
po chłodnym stawie dnia

jak pisać wiersz okiem na wodzie
do kartki mam dalej niż do wiosny
a tu jeszcze marzną palce
i metafory

2
ta dziewczyna ma zgrabne nogi
i szesnaście lat perfekcyjnie czystej naiwności
coś się rozlezie na boki
naiwność najpierw nogi później
nienaruszalność aksjomatów...

uderzy meteorem tyłka w złudzenia płonąc
w przyjaznej atmosferze
pewnie to będzie jedyna w jej życiu chwila
w której sięgnie gwiazd 

3
kupiłem papierosy 
na raka 
(od przybytku głowa nie boli)
umierać zdrowy? 

mam za sobą wszystkie etapy wyczekiwania
pogorszenie może się tylko polepszyć 
coś jak przymrozek deszczową zimą 
nareszcie można iść na łyżwy hurra!

 

{c}2009 plezantrop