|
|
DZIENNIK
POGRANICZY (samotność niemal w dniu afrykańskim,czy w nocy)
piotr 'pio' głowacki
W świetle dnia, które na mnie schodzi z góry, bo siedzę na krześle przy oknie, nie poznaję siebie i wcale mnie to nie rusza, a nawet trochę ziębi. Czy ja ,to nadal ja?
Wzbogacam siebie o ciszę przed burza, milczę do siebie, ale chciałbym krzyknąć, tylko,że nie wiem jak do siebie mówić, abym zrozumiał.
Ujawniam jakieś idee w tym dniu prawie afrykańskim, tylko ściany z niczym się nie godzą i łaknę teraz czyjegoś zapachu, aby siebie już nie wąchać.
Pytam siebie:Dlaczego definiuję siebie w kategoriach tego, jak inni mnie postrzegają?
Dlaczego hierarchie wartości, priorytety owe, zainteresowania, manieryzm, sposób w jaki piszę, zmieniają się wraz z moimi przyzwyczajeniami?
Czemu nie jestem naturą ciągłą i niezmienną z biegiem czasu, co albo mnie wyprzedza albo w miejscu stoi, jak teraz w tym skwarze i zapachu potu?
Przemierzam kąty pokoi całkiem bezmyślnie szukając czegoś. Kwadraty są koliste, bo kręci mi się w głowie...
* popołudnie dnia prawie afrykańskiego
Zbudził się wiatr i choć słaby, nagle zacząłem odczuwać zimno i z nosa mi kapie - przecież to czerwiec!
Siedzę, gdzie siedziałem ,wpatrzony ślepo w okno i w życie, które toczy się za nim albo za moimi plecami, a mnie skazuje na tę nicość, w której zastygam.
Co się dzieje w teatrze?
Co się tam dzieje, że taki tłum, przecież to poniedziałek?
Dlaczego wypieram się życia towarzyskiego na rzecz tego nieistnienia przed oknem?
Samobójstwo byłoby najbardziej poetyckim czynem , jakiego mógłbym dokonać, ale wypieram się i poezji , tak jak samego życia.Otwieram usta, jakbym chciał przemówić i nagle doznaję olśnienia, cud się dokonuje w moich ustach, krzyczę: ZABIJ SIĘ! i chcę umrzeć, bo życie mam nieudane i wygląda inaczej niż założyłem.
To cud, olśniło mnie, cała przyczyna rzeczy, tylko jak się wyprzeć siebie dla poezji?
Jaka to anhedonia, której duszę zaprzedałem i odzyskać siebie nie mogę, wcale tego nie potrafię?
Demonie,który mieszkasz we mnie, przestań mnie sprawdzać.
Demonie przestań mnie sprawdzać!
Skurwiel, któremu oprzeć się nie mogę.
Cóż to za anhedonia, co przyjemność z życia mi odebrała i dlaczego się nie przeciw - wstawiłem, wstawiony jestem nieudanym życiem!
Demonie przestań mnie sprawdzać.
Skurwiel, któremu się nie oprę, bo słabość mam do czarnych charakterów.
Chciałbym żyć od nowa.
O tym to, jak Pan P był obcy sobie i samotny w dniu niemal afrykańskim, czy w nocy... jeszcze tego mi trzeba.
* wieczór-miłośnik poezji , co pieprzy bez sensu do siebie.
Jakiż ja jestem wątpiący tego wieczoru, od wiosny do jesieni, przez noce, które przyjdą i noce, które juz odeszły.
Jak ja wątpię, że może być lepiej.
Pesymista, co jest i romantykiem i dekadentem trochę, a do tego obsesjonatą, który łudzi się, że spokojnie zaśnie i wstanie spokojnie i obsesyjnie rozpacza, gdy sny zrzuci z powiek po przebudzeniu i dostrzeże nierealność, której się dopełnił.
Pomiędzy nami,pomiędzy mną a tym, którego ze mną nie ma, leży rwąca rzeka.
Ileż to ja razy wszedłem w taką rzekę?!
Nie można tak żyć.
Wstępuję do rzeki złudzeń i obmywam spragnione ciało wodą, czemu nikt nie zamierza koić moich pragnień. Zupełny brak namiętności. Nikt mnie nie kocha!
Zimna woda.
Pytam:Demonie dlaczego mnie sprawdzasz, dlaczego testujesz?
Nie opieram się...
Syn kurwy.
Demon.
Demon, co mnie sprawdza i testuje siedzi we mnie, a nie wiem czym mu zawiniłem. Brak mi sensownego wytłumaczenia.
-Demonie - szeptam.
-Demonie - raz jeszcze, aż usłyszy - podaj żyletkę, proszę.
-Demonie - mówię do siebie.
( "Dziennik psychiatryczny - pogranicza i drogi" )

{c}2009
piotr pio GŁOWACKI
|