|
AMADE
janusz przetacznik
ten mały blondasek z loczkami
i może z trochę za dużą głową
nie dostaje do pedałów klawikordu
ale i tak koronkowe frauleiny i upudrowani hrabiowie
wydają swoje achy i ochy ku radości ojca
Divertimento
opasły arcybiskup podczas audiencji
puszcza bąki zamiast odpowiadać
na pokornie uniżone prośby ojca
by dzieciak mógł wyruszyć w świat
swoich rozbieganych kadencji i arpeggiów
na razie musi być jeszcze pobożnym poddanym
Orgelsolo-Messe
głupawy cesarz i zawistny kapelmistrz
słodka i nieznośna Konstancja
wykłócająca się o wszystko
a najbardziej o niego
choć często z mizernym skutkiem
La ci darem la mano
krótsza droga niż z Salzburga
na wiedeńskie salony
ulewa smaga a może śnieżyca
w każdym razie niebo nie szczędzi
ni żałobników ni grabarzy
Lacrimosa

CYNAMONOWE CIASTECZKA janusz
przetacznik
spóźniasz się kochanie
już herbata stygnie w filiżankach
głośnik kołysze sonatą Schumanna
a ja chcę już chrupać te cynamonowe ciastka
i czekam na twoje grand entree
w peniuarze z lekko rozchylonym dekoltem
w tych twoich aksamitnych pantoflach
a kiedy wreszcie wchodzisz
trzymasz w ręku kryształową karafkę
z likierem chartreuse
ten miętowy smak nie pasuje
do cynamonowych ciasteczek
przy pieczeniu których
dosypałaś szczyptę proszku na miłość
jeśli chciałaś zagłuszyć go likierem
to wiedz że wypiję całą karafkę
nie skosztowawszy twoich wypieków
i co wówczas poczniesz beze mnie
moja mała

DŁONIE janusz przetacznik
widzisz jak na horyzoncie
niby galeony hiszpańskiej Armady
czyjeś dłonie zbliżają się i zwolna
ogarniają twoje lniane włosy
jak u dziewczyny Debussy’ego
jego muzykę słychać w tle
te dłonie uginają się
pod twym warkoczem
nie nawykłe do takich ciężarów
kto dzisiaj jeszcze nosi warkocz
a może też spacer plażą
i operowa aria
ani te włosy nie są lniane
ani ten spacer nie po plaży
ani ten głos z playbacku
wszystko to zafundowano nam
z myślą o nas a jakże
i o jakichś tam zyskach
co się właściwie nie liczą
w ogólnie pojętej dobrej intencji
więc kupujemy
czy znów nam zafundują
może jeszcze starczy
a w marzeniach
hiszpańskie galeony
i galop koni wieczorną plażą
i Debussy i Carmen
i tyle jeszcze

DZIEWIĘTNASTEGO O SZÓSTEJ CZTERDZIEŚCI PIĘĆ
janusz przetacznik
Tego dnia o tej porze
nie uwierzysz że miało cię nie być
zechcesz przeglądać opasłe tomy encyklopedii
ale nie znajdziesz w nich niczego
i może nawet zwątpisz
więc wszystko to okaże się
no właśnie
kłamstwem
obietnicą
może drwiną
nie oczekuj przebudzenia
tego odnalezionego sensu Siddharthy’ego
on cię nie zrozumie
chociaż pocieszy
a tobie co jeszcze pozostanie
modlitwy mantry paciorki różańca
wieczność cała zamknięta w chwili
szczęście bytowania którego nie ma
początek końca czy koniec początku
odpręż się oddychaj powoli głęboko

FALA PRZYPŁYWU janusz
przetacznik
Pojęcie totalności istnieje w teorii, ale nigdy w życiu. Nawet w najbardziej szczelnym murze istnieje jakaś szczelina (albo mamy nadzieję, że istnieje, a to coś znaczy). Nawet kiedy mamy wrażenie, że nic już nie działa, coś działa i umożliwia minimum egzystencji.
Ryszard Kapuściński – „Jeszcze dzień życia”.
I choćby mur tak gładki był
jak głazy w Lesie Fontainebleau
to przezeń gdzieś przeciśnie się
fala przypływu
co stosownie schwytana
wiedzie ku szczęściu
jako rzekł pewien łysawy stratfordczyk
To powinno uspokoić
lecz czegoś jak zwykle tu brak
w ciągłej dążności do maksymalizmu
gdy go zastępuje nasze wishful thinking
wtedy rozczarowanie staje się zbyt gorzkie
czasem złość zaćmiewa nam wzrok
i słuch tępieje od nadmiaru przekleństw
ale to przemija tak jak całe życie
i wreszcie jutrzenka zabłyśnie swobody
od czego
o to zapytaj tego co cię więzi

{c}2009
janusz PRZETACZNIK
|