PRZYŚNIENIE plezantrop
przyśniłem cię kiedyś
nie nad barem tylko nad okołowodnym świtaniem
trzeźwo w atrament jeziora i szelest
wirującego liścia idąc
zawsze gdzieś mnie nosi letnimi brzaskiem...

na dłoni mam kłos 
pachnie ucztami wierszy i kawą wspomnień
o przyszłości bo jeśli cię przyśniłem
w porze kiełkowania myśli porannych
napewno czekasz gdzieś z powtalnym
bochenkiem nadziei lepszym od soli rozczarowań

przyjadę


SZEPTANIE O ZMROKU
plezantrop
poczekajmy aż gwiazdy przymkną powieki
i wszelki deszcz wypadnie
dopiero wtedy będzie cisza metafizyczna
jak sny megalitów 

w gwarze dnia 
nie mam dość utulenia dla ciebie 
żebyś się mgłą rozpostarła ciepłą
po wszechpolach prostych czułości
potrzebuję kulistej formy odosobnienia
według hieronima boscha

zobacz
mam tylko dłonie pięciolistne jak winobluszcz 
zaplotę się w ciebie szepcząc
zielone kołysanki


NA KAŻDY PODŁY DZIEŃ
plezantrop
na każdy podły dzień przypada 
co najmniej jedna podła noc
już nie otwieram drzwi
kiedy puka ta stara dziwka 
samotność 

wystarczy pustka we mnie


LEKCJA ANATOMII
plezantrop
czasami nożem myśli dokonuję autopsji 
swoich niewielkich bezimiennych pragnień 
znajduję lepkie niewyrośnięte: chciałbym tylko

korpus nawet doskonale pozaszywany obojętnością
i tak nie wygląda dostojnie
formalina w żyłach i uszminkowana twarz pierrota
z kącika wycieka ironia
kogo chcesz oszukać, łajzo

jak zwykle
pozostaje szklanka papieros widok na zdeptany trawnik
i jakieś odgłosy za ścianą
może się pieprzą albo szukają forsy na chleb
może umierają jak żuki
zawinięci w suche liście złudzeń
wczoraj byli piękni jak nadzieja dziś
zardzewiałe dzwonki

kogo to obchodzi...


NA KLIFY
plezantrop
na klify przyniosłem naręcze palców
będę opisywać miłość pod kaliną

ale pod kaliną
ale pod jedyną
dziewczyy-nyyy nie maaaa...
dziewczy-yynyyyy nieeee-maaaa...

no to o czym pisać?

 

{c}2010 plezantrop