|
FRESK
janusz przetacznik
(Św. Magdalena pędzla Piero della Frenceski)
Chyba nawet nie wiedział
jak przytłumił
tę jej rozbujałą kobiecość
a mimo to
gdy tak stał przed nią z zasychającym już pędzlem
poczuł niestosowne -
biorąc pod uwagę kogo malował -
pożądanie
Być może dojrzał jakieś przyzwolenie
w wyrazie jaki nadał jej oczom
i na wpół rozchylonym ustom
i karnacji ciała
jakże odpornego na słońce Toskanii
i tym dłoniom trzymającym
w jakiś szczególny –
jak mu się teraz zdawało - sposób
naczynie z olejkiem
Przecież znał jej przeszłość
kiedy to mężczyźni szaleli za nią
instynktownie wyczuwał rozkosz
jaką im dawała dopóki
Dopóki nie domalował jej aureoli
czuł się jak gdyby to on był grzesznikiem
ale modlić się do niej
tego tak trudno będzie się nauczyć

JAK KULAWA BALETNICA
janusz przetacznik
Pas des deux mało jakieś wdzięczne
fale przyboju jak widać stosownie nie schwytane
ku szczęściu nas wieść nie mogły
Na palcach drobnymi kroczkami
codziennie do sklepiku za rogiem
uważaj tam są zdradliwe pęknięcia w chodniku
Gdy na Majorce ustawicznie padało
zziębnięty Fryderyk ze swoją Aurorą
Ale co nas obchodzą tamte stare dzieje
powiedziałaś przytaknąłem gazeta wymięta
kot się obruszył że już w własnym domu
chwili spokoju ech ci ludzie
Zamajaczyły wspomnieniem ruiny Hellady
naszych nikt już nie odwiedza
A miłość
jak kulawa baletnica
pokuśtykała gdzieś za kulisy naszego domu

JESIEŃ W ALGARVE janusz przetacznik
zapasy słów rosną w nieskończoność
te hamletowskie już się całkiem wytarły
chociaż wciąż jeszcze ktoś je gdzieś powtarza
stary Willy przewraca się w Stratfordzie
idą zastępy diabłów bo anioły już nie w modzie
więc tylko jeszcze chwilę zaczekaj
błagam ale ty nie słyszysz
jest jesień w Algarve
już diabli wzięli gdzieś turystów
zamilkł wrzask cykad nie do zniesienia
na szczęście mamy jesień w Algarve
atlantyckie fale sprzątają skalistą plażę
bryza coraz bardziej gorzka
krzyczysz coś do mnie szeptem
poprzez te cholerne fale przyboju
stary Willy mamił nas szczęściem
stosownie schwytanym pamiętasz
te bzdury należało już dawno odrzucić
ale my brnęliśmy dalej jak pijane dzieci we mgle
gdzie Albion gdzie portugalskie wybrzeże
tylko wytrawne porto łączy te dwa lądy
a co nas jeszcze łączy
przecież nie ten klif stromy i zdradliwy

MARIA
janusz przetacznik
Maria w kuchni układa talerze;
przez drzwi słyszę fajansów gwar srogi,
a gdy kurze ściera w przedpokoju,
to stłumione westchnienia podłogi.
Maria nuci coś sobie w łazience –
może dodać chce sobie otuchy,
gdy rozwiesza zmoknięte stadko
białych mewek dziecięce pieluchy.
Czasem zrzędzi, uśmiecha się czasem
tak, jak dzieje się to w wielu domach.
Gdzież mieszkałbym ze swą samotnością?
A gdzie ona, Maria - moja żona?
Lecz naprawdę Marii wcale nie ma –
jestem tylko ja lecz nieżonaty.
A w mym domu zamieszkują ze mną
moje książki, Lary i Penaty.

META
janusz przetacznik
„Wszyscy zdążamy tamże:
wszystkim z urny, prędzej czy później
jeden los wychodzi.” (Horacy „Ody”
przekł. Adama Asnyka)
no dobrze możecie mnie wyprzedzać
jakoś i tak się dowlokę
może nieco spóźniony bardziej zdyszany
lecz zostanę powitany tak samo
osądzony skazany także
usiądziemy pomilczymy wspólnie
każdy z nas ma o czym pomilczeć
może nawet ucieszymy się
że zamiast kołowrotków słów
krąży między nami milczenie
kiedyś mogło być nawet zmową
teraz już od złota bardziej złote
wszystko co mieliśmy tak poukładane
zniknie za muśnięciem skrzydła
a my odetchniemy z ulgą
przyzwyczajeni do wędrówki czasu
nie dowiemy się jak długie to oczekiwanie

{c}2010
janusz PRZETACZNIK
|