* * * janusz przetacznik
Mówiono że on tak zawsze
od niepamiętnych czasów
że tylko czasami gdzieś na chwilę
czasem na pół dnia
ale raczej rzadko

Taki zalatany
mówiono 
chociaż stale w tym samym miejscu
jak on to robi kiedy sypia
no i rodzina życie osobiste

Kiedyś wreszcie 
przyszła po niego śmierć
ale nie miał czasu nawet z nią porozmawiać
odchodząc powiedziała 
że wróci niebawem
chyba tego nie dosłyszał 


NA PLACU DES VOSGES
janusz przetacznik
„Nie istnieje technika zapominania, nadal tkwimy na etapie przypadkowych procesów naturalnych – uszkodzenie mózgu, amnezja albo prymitywna improwizacja, bo ja wiem, podróż, alkohol, kuracja snem, samobójstwo.”
Umberto Eco – „Wahadło Foucaulta”


siedzi na koniu w tej swojej karbowanej peruce
i fantazyjnym kapeluszu ze strusim piórem
na samym środku Place des Vosges
w mieście Paryżu
a plac taki ślicznie kolorowy
i on pogrążony w całkowitej amnezji
co się tyczy jego rozlicznych kochanek
i bitew które za niego stoczono

przecież nie ma żadnych uszkodzeń mózgu
może tylko trochę improwizuje
na temat swojego syna
le roi-soleil l’etat c’est moi
i takie tam pierdoły do wierzenia
dla maluczkich
których nie wpuszczano
ani do Luwru ani do Wersalu
a wszystko to na chwałę Francji

dzisiaj to już tak nie działa
może tylko mityczny d’Artagnan
nawiedza we śnie

no tak ale upłynie jeszcze
kilka stuleci kilkadziesiąt wojen
jakieś rewolucje
i wszystko znowu nie wróci do normy
ale będziemy znacznie mądrzejsi
i Paryż jakże inny
chociaż ten Plac jak ongi prawie taki sam

czy dlatego jeszcze pamiętamy


PLACEBO 
janusz przetacznik
Trzeba odwagi żeby na ten świat
nawet kiedy nas nie zapraszają
rozejrzeć się rozgościć 
zaplanować jakieś życiowe skoki
mieć coś z tego nie mieć strat
ani wyrzutów może trochę niesmaku

Dawać z siebie sobie
nie za wiele nie za mało
oczekiwać chyba nie warto
zawsze mogą się znaleźć bardziej cwani
próbować przegonić nie zbyt się opłaca
czasami nagroda przejdzie koło nosa
pozostawać w tyle to zależy

Kiedyś się może okazać
nie wiadomo co


PEJZAŻ Z XVIII WIEKU 
janusz przetacznik
Na wiatraki drzew
spada z nieboskłonu
bocian na Rosynancie

Czarodziejski flet
pastuszka trubadura
ściele trawy zadumanym krowom

Kapitolińskie gęsi
walają się po zboczu
jak strzępy podartego poematu

W górze
cisza dzwoni skowronkiem


PIELGRZYM  
janusz przetacznik
zarzuć na garb swój
tę pielgrzymią opończę
ile przygód po drodze
ile zawróceń czasem nawróceń
te spotkania na rozstajach 
przeskakiwania strumyków 
zmieniających się w rwące rzeki

pyłu z sandałów nikt ci nie otrzepie
nie przekroczysz 
żadnych gościnnych progów
nie musisz nawet umierać
żyj

żyj żeby wędrować
choć nie zawsze możesz przed siebie
twoja Kompostela jest gdzieś tam
może zniknąć jak fatamorgana
łzy i krople potu
nie przyniosą ulgi
nie zawsze nagroda
czeka na tych co pierwsi u mety

 

{c}2010 janusz PRZETACZNIK