***  szymon wiejkowski

Ciężar mego umysłu mnie w błoto wpycha
Upada prawdy nadzieja
I tylko wiary kończyna
Bezwładnie tańczy
Błota do ust mych zagarnia
Chce zatkać tych wrzasków wulkan
Mój umysł pełen jest gnijących myśli padliny
Ach! Kurwa mać! Tak bardzo boli myślenie!
W absurdzie skąpane człowieka stworzenie!
Nonsensem szympansa bajki tworzone!
Ty głupia małpo!
Jak wogle mogłaś!!!
Jak mogłaś mniemać?!?
Żeś wszystko ogarnąć zdołasz!
Za miękką się urodziłaś!
I teraz płaczesz!
Na pustego życia zgniecione karty
I tworzysz marności ody
I własnych łez potokiem zalewasz gardło
Topisz własnego płodu stworzenie
Ach czemuś tak krótkowzrocznym plemnikiem byłeś?
I do czego się głupku pchałeś?
W wielkim wyścigu egoistycznych myśli się ustawiałeś?
Ach po cóż teraz wzdychać i szlochać?
Masz chyba jeszcze garstkę ambicji?
Żeby im swojej śmierci rozbłysk pokazać!?!
Że wcale nie są tacy kurwa mać zajebiści!
Przeklęte Ego-Boga czarem karły!
Z prochu eony temu powstali!
I nikim więcej stać się nie potrafili!
Żaden zdradziecki systemu robak ze swoich kolan powstać nie zdołał!
I gniotę swe serce z żalu, żem takim durniem się okazałem!!!
Żem wierzył w moc człowieczeństwa...
Żem wierzył, że w waszych czaszkach...
Coś więcej niż ochłap pofałdowanego mięsa!
Gnuśność oddechu człowieka me płuca dławi
Mego serca strukturę rakiem pokrywa!
Ten ciężar krost i pryszczy me serce zgniata!
Z minuty na minutę ucisza!
I zaśnie Ja!
Ta głupia małpa!
Z języka przerostem, lecz z chciwości niedorozwojem!

 

***  szymon wiejkowski
Ach jak dziwacznie lata ptak!
Jak gromu rytm w czaszki głębinie!
Ach czemu ślimak zostawia ślad ?
A człowieka wędrówka, tylko metaetaescholu smak!
Osła grania na mowy pychy puzonie!
Czy tak Adam nazywał kulturę?
Po cóż nam człowiek? 
Po co miliard bezsensu oddechów!
Po to chyba jedynie...
By Ich krzyżować!
Arystokracji język kocha ten smak...
Lubi pocieszne igraszki...
Larw śliskich robaków!
Tak śmiesznie niewinne...
Tak bardzo w czasie eonu spóźnione!
Jak czasu bezsens trwania w historii wszechświata...
W minerale ludzkości ducha uwięzione!
Czy owy metal bywa szlachetny?
Czy zawsze rdzy korozją barwi sumienie?
He! IntroInfernowersówzjadacze!
Czy was czasami nie strzyka w piętach sumienie?
Tak bardzo opadło w dziejach ssaków z umysłów piersi wieszczów pokarmu ciśnienie!
Ha! Psyt... To ja PsychoIzomestofalsoteteles!
Hi! W kart tarota największy głupek!
Kurwy Demonie! Gwałtu w piekła najstarszych kręgach potomku...
Jak wogle zdołasz własnego języka ciężar w ustach utrzymać!!!...
Aach... Nic to i po cuż! Wrzasków plamy na papirusowych człowieka strojach?...


***  szymon wiejkowski
W kazamatach połego stwórcy
Ta rzecz się rozgrywa
Ze strachu impulsów swych zębów zgrzytu kruszą w ustach nadziei szkliwo
Trą się o siebie w spięciu złych myśli sztylety zębów na sztorc postawione
Gdzie niegdzie wrzasku okrzyki i rechot zwycięscy dopełnia łez geometrie
Wszechświat upadły w swego stwórcy gniewu odmęcie
Gnębi poczciwych
Wydusza dusze tych sprawiedliwych!
Gniecie, obrywa, dusi, rozrywa…
Ha… szukaj uśmiechu maleczki mój Harlekinie…
Szukaj miłości jakiejś…
Nawet tej wieki temu poległej…
Jej obraz padliny
Na łożu Twoim
Twą duszy głębie z oczu wypluwa
W łzy barwie i jej podskokach
W kota mruczeniu mem stary w mózgu drzeć się zaczyna
Amplituta wrzasku w strzępków pierzynę Twój mózg obraca!
Ej… Boli… Dręczy sumienie… Wierci w ciele tysiąc otworów!
Do krzyża życia przybija wiary nadzieje!
Jak mogłęś tak Tępym być Harlekinie.?.
Jak mogłeś???


***  szymon wiejkowski
Uczucia Kwazar w mej piersi stuka
Dzetem głaska rozdarte skronie
W ramionów dzetów mą dusze ściska
Tuli niemowle rozpołowione
Przez matek chciwość
I kurwa mać! Człowieka bezmyślność!


***
  szymon wiejkowski
Wstałem już po raz dwudziesty
Wstałem!
I dalej w Twój obraz pluć nie przestane!
Jak mogłeś Panie!?
Tak ten świat urządzić?
Wstałem w piekieł zgliszczach
Po raz dziesięciotysięczny przez Twoich skrzydlatych Arczerów najechane!

 

***  szymon wiejkowski

Gówno!
Już nic nie napisze!
Już mój umysłu ochłap pod czaszki stropem
Przegnił do resztek swoich neuronów myśli!
Pytasz straceńców sumień wisielcze?
Gdzie motyw w słów mych jękach ukryty???
A czemuż to nie wiesz?
Czyś nie słyszał rechotu z żab nocnych pacierzy?
Czyś nie ujrzał smutku w grymasach szczura pysku?
Ach biednym jesteś martwym mięsa ochłapem!
Bez duszy swojej Ty w życiu minut rubinów…
Sekund Szmaragdów Odyna błysków nieoglądałeś…
Kurwa! Człowieku! Ode mnie Spierdalaj!

W styxu źródle obmywam swe rany
Prawdziwych dusz źródle
Wspaniałych Homoidów pierwomózgowców!
Marna Dwóch tysięcy liczba ich była 
I prosta człowieczeństwa zasada
Swych bliskich ciał nie pożerania!
A dziś w jaki bagnie trupów własnych się poruszamy?
Co dziennie kości ich łamiemy
I szpiku smak z brody nam spływa!
Ha! Ciągle gnębisz swoich najbliższych!
Stwórcy Chciwości Stworzeniu
Z godziny na godzinę człowieka w tobie ubywa!
Sprzedałeś swą dusze
Chylisz swój czerep niezmiernie rzadko…
Tylko przed potrzeb demona pomiotu doczesności


***
  szymon wiejkowski

Przegryzam ze wstrętem nadgarstka konar
Wypluwam posoki strumień!
Zębów piła oka motywem rozgrzana!
Rżnie marnej tkanki osnowę!
Ha! Czy obraz wszechświata o łzy kształcie
Duszy miałczenie zatruwa?
Kwasem trawi wyższych uczuć tęsknotę
Za ową prawdą dawno temu zgubioną
W historii fałszu roztartą!
Nie masz nadziei w trzepocie skrzydeł od ramion Twoich urwanych!
Upadłych w jęku śwież bocie!
Gdzie masz człowieku oka zwierciadła?
Chyba Cyklopa Gniew Ci je wykolał! 

 

{c}2010 szymon WIEJKOWSKI