|
***
kuba ziemovit
bednarczyk
bogobojne utyskiwania
wyboistych ulic
na których przecież cały teatr
cała wynaleziona pogarda
w twarzach bezradnych jak lustra
wyśpiewuję swoje lęki
pod maskami kryjąc
jeszcze większy żal
wszystko będzie
dokładnie wtedy
policzone
nic nie zostanie
odjęte
na szczęście

***
kuba ziemovit bednarczyk
co się zdarza bez celu
to jest spełnieniem modlitwy
w każdym słowie
jakim się palą myśli
w życiu zakręty same
wychodzą nocami na żer
w każdej chwili
wypełniasz je swoim cieniem
twój uśmiech gasi
moje słowa
na końcu języka
twoja skóra
wciąż jeszcze
mnie onieśmiela

***
kuba ziemovit bednarczyk
taka jest przestrzeń wiersza
o czwartej w niedzielę
gdy zegar opowiada
najgłośniejszą z ulic
pstrokate latarnie nerwowo dogasają
taka jest kolej rzeczy
z których te dotknięte
mogą być kulą u nogi
to sprawia
że nie skoczę w światło
bo już ciemno
tylko z większym
dystansem
do ziemi

***
kuba ziemovit bednarczyk
noc nadciąga podsłuchuje pociągi
bo przebiegają sycząc jak oparzone
to się nie skończy póki pióro pisze
i mogę zostawiać słowa
nawet bezmyślnie kreślić
niepojęte znaki
i przypisywać im tajemną moc
zgrabnie zwiniętą w kłębek
bolą mnie oczy
zasypiam
więc to jest pisanie wiersza
kiedy siedzę w nocy
i łapię płytki oddech
gasząc papierosa
{c}2010
kuba ziemovit BEDNARCZYK
|