„Pisanie wierszy jest zajęciem wstydliwym. Na pytanie, czym się zajmuję jakoś niezręcznie odpowiedzieć: piszę wiersze, podczas gdy ktoś inny mówi, że jest lekarzem czy prawnikiem. Przyjeżdża do mnie przysłowiowa ciocia i mówi: o, nowe wierszyki napisałeś! Zaczyna czytać, a ja się robię na przemian blady i czerwony. To jest zawsze trudny moment, kiedy ktoś czyta przy mnie moje wiersze i odbiera je dosłownie. Ciocia kończy lekturę i z troską mówi: nie wiedziałam, że nie wychodzi wam w małżeństwie, albo, powiedzmy nie wiedziałam, że ci takie rzeczy po głowie chodzą. Każdy z piszących taką ciocię ma. Wiele osób próbowało mi wyperswadować pisanie wierszy, żałowało mnie. Radziło zająć się czymś konkretnym, mówili, że jak chcę, to oni mają znajomości tu i tam. Tak więc z jednej strony poczucie zażenowania, ale z drugiej uzależnienie. Pisanie działa jak opium. Budzę się w nocy, żeby zapisać frazę, która mi się przyśniła. To jest rodzaj nałogu, poczucie, że mam do czynienia z siłą, która mnie przerasta. Nie wiem czy to się leczy.”

Tomasz Różycki (autor poematu „Dwanaście stacji” i tomiku „Kolonie") w wywiadzie przeprowadzony przez Katarzynę Janowską Polityka nr 27 (2561) 8 lipca 2006